|
Afisze takiej treści pojawiły się na kilka dni przed przyjazdem Rolanda Topora do Sopotu. Miasto było już jednak na "panikę" przygotowane. Sopocka i trójmiejska publiczność tłumnie uczestniczyła w lutowej promocji "Trzech dramatów panicznych" (Wydawnictwo Kurpisz s.c. ) Topora w tłumaczeniu sopocianki, Ewy Kuczkowskiej. Na wieść o nadzwyczaj udanym "spotkaniu panicznym" Topor wyraził ochotę spotkania się w Sopocie z miłośnikami absurdu i czarnego humoru.
Oczywiście, nic nie dzieje się przypadkowo. To właśnie E.Kuczkowska przyczyniła się do renesansu zainteresowania twórczością tego niezwykłego artysty w Polsce. Po dziesięciu latach chudych, bez polskich wydań Topora, rozwiązała się bania z książkami: wznowienie "Czterech róż dla Lucienne", zbiory opowiadań "Cafe Panika. Historyjki taksówkowe", "Najpiękniejsza para piersi na świecie", "Dziennik paniczny" i sztuki teatralne "Trzy dramaty paniczne" (trzy ostatnie pozycje w tłumaczeniu E.Kuczkowskiej). Teatr Studio w Warszawie wystawił "Zimę pod stołem" w reż. Tadeusza Bradeckiego, Ewa Pytka-Chylarecka, gdańszczanka, zakończyła zdjęcia do "Zimy..." dla teatru telewizji. W Warszawie ogłoszono pięciodniową "Toporiadę" z udziałem artysty. Trwała cztery dni.
25 marca br. o godz 3.00 rano Topor w towarzystwie Marie Binet i autorki "uprowadzenia", E.Kuczkowskiej pojawił się w Sopocie. Na pustym o tej porze peronie gości oczekiwali Izabela Jakul, gospodyni Dworku Sierakowskich, Krzysztof Kuczkowski, redaktor TOPOSU i Beata Walczak z telewizji w towarzystwie kamerzystów. Potem krótka "noc" w pensjonacie Zatoka i o 13.00 spotkanie w Ratuszu z prezydentem Janem Kozłowskim.
Po wymianie uprzejmości i uśmiechów odbyło się to, co tygrysy lubią najbardziej, czyli "paniczny" przemarsz ulicami miasta - z przebierańcami, balonikami, papierowymi toporami, gwizdawkami, fanfarami - do SPATiF-u, gdzie artystę podjęli obiadem (prostym, acz znakomitym w smaku) pp. artyści Florczakowie.
Popołudnie autor "Chimerycznego lokatora" spędził w Dworku Sierakowskich, siedzibie Towarzystwa Przyjaciół Sopotu, gdzie spotkał się z czytelnikami. Najmłodsi byli w wieku przedszkolnym, najstarsi - emerytalnym. Jedni i drudzy bawili się wybornie. Wszystkim udzielił się entuzjazm szefowej Dworku, Izabeli Jakul, w której wykonaniu pokaz akrobacyj sportowych (wychodzenie i wchodzenie oknem) na długo pozostanie w pamięci widzów złaknionych mocnych wrażeń. Niepublikowane w Polsce fragmenty "Kuchni ludożerców" czytał niezawodny w takich razach Krzysztof Gordon, w lekturze obszernych ustępów "Dzidziusia pana Laurent" towarzyszyli aktorowi pp. Kuczkowscy. Topor zgodnie z zapowiedzią organizatorów mówił, śmiał się, rysował i przez ponad godzinę podpisywał swoje książki.
Równie gorąca atmosfera towarzyszyła pobytowi Topora w Państwowej Galerii Sztuki, gdzie popisywali się aktorzy teatru "Jedynka" z I Liceum Ogólnokształcącego w Gdańsku. "Joko świętuje rocznicę" w reż. Marzeny Orszulak okazał się prawdziwą rewelacją. Jakoś trudno przechodzi przez gardło określenie "amatorski" w odniesieniu do tego teatru. Młodość, radość grania, oryginalne pomysły inscenizacyjne to niezaprzeczalne atuty tej świeżej sceny. Autor, nie rozumiejący języka polskiego, mimo że zwykle wychodzi przed końcern swoich sztuk granych w nieznanym mu języku, tym razem siedział do ostatniej sceny. Po spektaklu nie szczędził młodym artystom słów pochwały (podobno w Warszawie, po przedstawieniu "Zimy pod stołem" było zupełnie inaczej, ale potraktujmy to jako złośliwe plotki).
Późnym wieczorem Topor w otoczeniu licznych entuzjastow i gości pojawił się w restauracji "Balzac", podejmowany przez gościnną p. Barbarę Jankowską. Było wykwintnie i "po francusku". Podane na deser ciasto czekoladowe z sorbetem i sosem waniliowym - palce lizać, wina przednie! Pan Grzegorz Gąsiorowski, dyrektor Banku Gdańskiego Oddział w Sopocie (główny sponsor imprezy), podarował Toporowi srebrną łyżeczkę z "oczkiem" z bursztynu na znak przymierza bankowców z artystami.
Na dworcu w Gdyni R. Topora i M. Bineta udających się do Berlina żegnał skład podobny jak podczas powitania w Sopocie. Miasto odetchnęło. Pozostało wspomnienie "panicznego" dnia i obietnica Topora, że do Sopotu jeszcze powróci.
Krzysztof Stankiewicz
Roland Topor, Panika w mieście Dworek Sierakowskich 25.04.1996 Organizatorzy Towarzystwo Przyjaciół Sopotu, Urząd Miasta Sopotu, Państwowa Galeria Sztuki w Sopocie.
|
 "Paniczny" plakat, projekt. Grażyna Rigall
 Od lewej: Jan Kozłowski, Ewa Kuczkowska, Krzysztof Kuczkowski. Przed wejściem do SPATiF-u w Sopocie. Fot. W.Kass
 Od lewej: Marie Biret, Roland Topor, Ewa Kuczkowska. Paniczny pochód na ulicach Sopotu. Fot. W.Kass
|