GROSSTRAKTOR METAPHISICUS.
powinieneś był to wiedzieć. nie wolno wyjmować o zmierzchu
gwoździ wbitych w wapienny obojczyk nad kotliną. nie znosi się
do spokojnych miast miedzi brzęczącej wykradzionej spod progu.
nieuważnie postąpiłeś i pod sudecką gwiazdę się uciekaj idioto
gdy grosstraktor metaphisicus wybudza się z cichym pomrukiem
po drugiej stronie gór suchych jak portal świątyni. cały mordor
rusza zwartym czambułem z broumovskich ścian, żłobiąc zbocza
prosto w rozwarte szczęki pogranicza. bądź pewien, że wgniecie
twój jasny kontur w skałę. przyczajony, podobny łucznikowi
na sępim gnieździe, czekaj na ten cień, bądź niczym lirnik
o zapomnianym obliczu wroga. nie lękaj się. śpiewaj.
WESTERPLATTE
fala wygląda z tego miejsca na krótką i szarą,
skądkolwiek by szła w szorstkich szeregach
ku zachodniej płycie. martwa wisła niosła
przez trzysta lat piach pod nasz fundament.
a przecież zna nas od niedawna i ledwo
dostrzega z dołu nasz samowtóry cień
na schodach. powiedziałaś, że to jest jedno
którego warto bronić. nad nami, w otwartym
włazie, powietrze rzeźbiło postacie znane
z zatartych epitafiów, zarysy imion i nazwisk
ludzi, o których wie piasek. ręczyli za nas,
gdy podawałem ci błyszczące kółko
z polerowanego metalu, które pomaga
podejmować decyzje i jest ciężkie
jak zawleczka.
OTTO VON KRETSCHMER DOZNAJE SATORI I POZNAJE SILENT HUNTERA
Posłusznie melduję, że pilnie nauczam swój kadłub podstępnej zdrady,
żeby był gotowy gdy nadejdzie czas a jest on bliski. Odkrywam pokłady
pomiędzy izotermicznymi grodziami najtwardszego obłędu. Za nimi
kłębi się stado awatarów (słyszę je gdy zasypiasz), o których nie wiem
czy mogę im podać rękę, zaprosić pod nasz dach. To smutna załoga dawno
zatopionego u-boota, tropiona przez łowców głów z najlepszych wytwórni.
Mają oczy jak szklane ryby, szykują się do błogosławionego śnięcia
i nagle dostrzegają królestwa z których nadchodzi cichy łowca. Jest
bardziej realistyczny niż poprzednia wersja. Prawie potrafi zabić
prawie żywych takich jak ja, ty i Otto von Kretschmer, jak ten krzyżyk
postawiony kopiowym ołówkiem na mapie Północnego Atlantyku
wiele lat temu. A wszystko to w rękach kogoś
kto się jeszcze nie urodził.
Radosław Wiśniewski
- ur. 1974 w Warszawie, absolwent UJ w Krakowie, mieszka w Brzegu, pracuje we Wrocławiu. wydał debiutancki zbiór wierszy "Nikt z przydomkiem" (stow. "Undergrunt", Toruń 2003), wspólnie z Dariuszem Pado tematycznego maxi-singla poetyckiego "RAJ/JAR" (wyd. "Mamiko", Nowa Ruda 2005), 1 maja na stronie
http://www.poetica.free.art.pl pokazał sie także literacko-internetowy bootleg PDF pod tytułem "
tam i z powrotem - z prób jurodstwa", ostatnio zaś w wydawnictwie "Zielona Sowa" ukazała sie kolejna książka poetycka "Albedo". Pracuje nad kolejnym zbiorem pod roboczym tytułem "Ziemie Odzyskane", ksiązkami krytyczno-literackimi "Prozelita" (o prozie) oraz "Marszbatalion" (o poezji). Czasem publikuje w pismach literackich, czasem gdzie indziej. Stale współpracuje.