naganiacze rzeczywistości
stał się cud. ucałujcie ziemię zanim zamalują nami drogę
i zakłócą słońce metalicznym blaskiem abominacji
zagłuszając szepty igieł śniegu. napełnijcie usta błotem.
nie kosztujcie zakazanych twarzy naszych wspólnych dzieci,
one pokazują miejsca wyrastania bajek.
wycieramy się w kurzach zastygając nieustannie
poddajemy się wzajemnej eutanazji
za skrzynki wódki rozwijamy rytualne paradoksy
wymieniając wydzielinę.
jeszcze sto kroków i trafimy na początek czarnej listy
mówiąc zagryźcie ich.
zanim zrobią to sami.
zanim wykastrują sumienie.
nadejdziemy zwyczajnie obojętni
na litość i zapach smutku.
zostaniemy wciąż głodni.
nierozerwalnie prości.
my musimy dźwigać stragany naszej intuicji,
gdzie sprzedawcy nie zadają pytań,
a zgaszone spojrzenia na kamienne mosty,
ulice zapisane na obliczach zbitych gwoździami trumien
tworzą z ikry zbyt płodne umysły.
nierozpuszczalni w deszczu
zaprzestajemy elektrowstrząsu,
gdy wciąż warto
klonować nasze grzechy,
rozpalać iskry dla narodów,
unikać ciszy.
pojednaj polecaj oddawaj
jestem hermetycznie zamknięta wyprofilowana na model przeciętny.
budzę się wtedy mokra od potu, a noc wydaje się ciemniejsza
i pełna kształtów, których nie potrafię określić.
ich głosom brakuje głębi, jaka cechuje głosy tych,
co smakują swoje słowa. ich twarze rzadko cokolwiek wyrażają
i przypominają raczej maski.
to straszne mieć furtkę - drogę do wolności - tuż przed nosem i nie móc
z niej skorzystać.
rzecz nabyta nie jest ostateczną przysięgą na wierność.
nie jest walutą przetargową. tak przeprowadzam operacje skalpelem
ja już nie piszę
tylko nacinam powoli siebie.
pojednaj polecaj oddawaj pod opiekę
nasycaj wiecznie głodujących.
nie będę się powtarzać
pasja wyznacza granicę obrotu osi,
tylko czasem modyfikuje tryb czynny na bierny
dodaje aceton dla smaku. substytuty są klątwą
trzeba wyczuć odpowiednią chwilę,
głupota często zawiązuje umysły zbyt ciasno
inspiracja pada na zęby obciągając język.
tak trawi się pogardę dla połysku fenomenów
automatycznie wyciskając cytrynę -
odporność na szkodniki. odnowa biologiczna
przez gołębie o poranku. gołębie mają instynkt zabójcy.
dlatego połykam ziemię ogień
bo oczy są pełne wody. a ja nie umiem pływać. wiem
należało zacząć od czegoś możliwie neutralnego
i sondować w miarę rozwoju.
prozaiczny później przejął kontrolę.
rdzeń kręgowy redukuje pracę mózgu do odruchów podstawowych
wymuszam powstanie
Magda Święcicka
- rocznik 83`. Mieszka w Brzegu. Obecnie studentka V roku na AE we Wrocławiu.
Publikowała w almanachach i prasie w Nowej Rudzie, Brzegu, Katowicach, Bydgoszczy. Nagradzana w Kluczborku i Bydgoszczy.
Członek Klubu Integracji Twórczych "SŻP".
Dalej szuka swojej bezludnej wyspy i miejsca na ziemi.
ciało za ciałem
przeklinam wszystkie guzy sterczące za uchem
opierające się na podstawie czaszki. wymuszają,
i zszywają szeptem ciało z ciałem,
klonują wszeteczne komórki. w pogoni za wiatrem
dotyk traw zespalam się w lodowiec. powoli
wyrywam korzenie nieba złączonego
z przekwitającym owocem słońca.
ziemia jak wąska źrenica zaciska spierzchnięte wargi
napuchnięte wyimaginowanym ciężarem.
niewymiarowo ulegam fascynacji przetrąconego krzyża
z napisem nie dotykać. układam się do snu na śniegu
obleczona ściegiem niwyrobionej dłoni, nabieram tempa.
pomiędzy granicami promieni rentgena,
rozpraszam się w stanach skupienia
jak ciało za ciałem
wysuniętym językiem zlizuję zimne ręce, odrętwiałe żyły
bilans
trzy razy dotykam opuszków. trzy razy liczę na siebie.
nie czekam, nie szukam, wciskam alarm
analitycznie wznoszę ramiona to jest wolność karmiąca ziemię.
taktyka uzależnienia dotyku nie zawsze potrzeba. niezbędna.
ideały zbyt często więdną przed nosem, a przecież to proste
- wielkoduszność przygniata swoim ciężarem
zaakceptuj i naucz się,
mowa języków jest skomplikowana. zakręca na skrzyżowaniach
upadłych latarń, zatraca się cała. do dna.
tak jak DNA kumuluje wartości - bilans jest zawsze prosty spójny.
plusy minusy są warte zachodu słońca.
przenośnie odrodzeni z popiołów
wydrążają tunele w ciemni wywołując klisze reinkarnacji
i zapach siarki budząc organy
zmusza do czucia.
powstali z grobu namierzają radarem wybierają drugą
stronę lustra. rozumiejąc krzywizny przestrzeni patrzą po przekątnej
ważny jest sektor orientacji punktu odniesienia,
bo gdzie są chęci tam są możliwości,
nie mogę już pić ze studni wieczności.
to ból rodzi pewną siłę czas jedynie
pozwala ją nam sobie uświadomić
i odpowiednio z niej skorzystać.