Stowarzyszenie Literackie im. K. K. Baczyńskiego



Biuletyn

 XIX Konkursu Poetyckiego o Nagrodę im. K. K. Baczyńskiego



Werdykt Jury


III Nagroda
(ex aequo):
Joanna Lech

III Nagroda
(ex aequo):
Piotr Gajda

Wyróżnienia:
Natalia Zalesińska
Marcin Jurzysta
Janusz Radwański

Nagroda Tetis:
Bogumiła Jęcek



Reportaż
Marcina Bałczewskiego



 
Sponsorem
Konkursu
jest firma

logo_Michalczyk i Prokop.tif


właściciel marki

tetis.tif




Protokół z posiedzenia Jury
XIX Konkursu Poetyckiego
o Nagrodę im. K. K. Baczyńskiego

Dnia 15 lutego 2010 roku odbyło się posiedzenie
  Jury XIX Konkursu Poetyckiego o Nagrodę im. K.K. Baczyńskiego
  w składzie:

                      przewodniczący:  Roman Honet (Kraków)
                      członkowie:  Krzysztof Siwczyk (Gliwice)
                                           Justyna Fruzińska (Łódź)
                                           Monika Kocot (Łódź)
                      sekretarze:  Anna Katarzyna Kronenberg i Julian Czurko.

    Na konkurs nadesłano 95 zestawów.

                Jury postanowiło nie przyznawać Pierwszej i Drugiej Nagrody.

               III Nagrodę, w wysokości 700 złotych, przyznano ex aequo                                  

                                   pani Joannie Lech z Krakowa za zestaw „More distance”,

                                   panu Piotrowi Gajdzie z Łodzi za zestaw „Gra w dwa ognie”.

    Trzy równorzędne Wyróżnienia, w wysokości 300 złotych każde, przyznano:
                                      pani Natalii Zalesińskiej z Katowic za zestaw Okno z żaluzją”,
                                      panu Marcinowi Jurzyście z Torunia za zestaw „Dale Cooper”,
                                      panu Januszowi Radwańskiemu z Kolbuszowej za zestaw „Udziec z człowieka”.

    Nagrodę TETIS, w wysokości 900 złotych, przyznano pani Bogumile Jęcek z Łodzi za zestaw „Edward”.

Ogłoszenie wyników konkursu i wręczenie nagród miało miejsce podczas
uroczystości w Łodzi, w Śródmiejskim Forum Kultury, 6 marca 2010 roku.

początek strony


III Nagroda (ex aequo) ~ Joanna Lech



Cykl wierszy: Spód

 

Głębia

 

Smugi dymu na niebie, biel pod palcami, alfabet zimnych poranków

i ukłuć. Ulica lśni jak krew pod rozdrapanym strupem, topią się sople

i zaspy. Wszystko zaczyna się rwać; wiatr szarpie gałęzie, drżą szyby,

 

pękają ściany. Światło tnie chodnik i wpada we mgłę; zostają błyski,

skrzenie, jak zwoje nici i kurzu. Rozsypane na śniegu zęby. Grudy lodu –

można wyłuskać z nich rzekę: lśnienie w zakolach, zapach szlamu i rdzy.

 

To wszystko wraca do ciebie, i jeśli teraz otworzysz oczy, zostanie głębia;

chłód, prąd, który rozmywa ślady i znosi piasek na kości.

 

 

 

Spód

 

Wieczór przykrywa dachy i drapie w okna. Gryzie ulice; wyżej już tylko mury

i piętra chmur; na niebie brak nacięć, szarość z czerwienią, czerń z błyskiem

złota. Czas się rozciąga i kurczy, ścieka jak ślina. Szum wije się w warstwie

kurzu. Dym wgryza się w nozdrza. Ból będzie później, na razie wciągasz

ten obraz do płuc. Mówisz przez sen językiem ognia.

 

Więc w ustach zostanie smak rtęci. Na rękach popiół i ślady po rdzy.

A jeszcze wczoraj śniła się rzeka i pola drgały jak febra; schło siano,

paliła się ziemia. Lato jak nanizane na nici, rozpięte na przęsłach.

Szyby odbijają słońce a ono przecina ściany, krwawi na twoje ręce.

Przebije kości. Wejdzie pod spód.

początek strony


III Nagroda (ex aequo) ~ Piotr Gajda



Karbid

 

Podróżowałem z kanistrem benzyny. Słyszałem zapałki w cudzych

kieszeniach, grzechotały jak worek kości wykopany z ziemi. Ciało

 

zamieniało się w popiół: najpierw zrzucało skórę, potem mieściło się

w garści. Zdawało się, że otaczają je pszczoły o czarnych jak urny odwłokach,

 

że trawiący je ogień brzęczy jak wściekłe trutnie zamknięte w nagrzanej

słońcem puszce. Żar się wzmagał, ale zatrzaśnięte we mnie okno

 

nie stłukło się, a tylko głucho pękło jak zamoknięty kapiszon.

 

 

Lasy

 

Jesień zalała się czerwienią, jakby u jej stóp eksplodował granat.

 

Bezimienni żyją pod korą brzozy, kaszlą i plują krwią,

Liście schną jak tytoń do cybuchów, które pory roku wyrzeźbiły

 

z czaszek. Pamięć rozpuszcza się w dymach ognisk na kartofliskach,

potem wraca do wioski i dusi gospodarskie dzieci.

 

Ale my żyjemy, zgaduje najstarszy w siole i na wszelki wypadek

znowu ucieka ukryty w swoim synu i w jego synu.

 

 

Schizma

 

A jeśli Bóg zwierząt jest kierowcą ciężarówki? Setki razy

widziałem na drodze rozjechane ścierwo i zadawałem

 

pytanie – czemu je opuścił? Tak jak dog, który aportując

odbiegł za daleko od pana swego i już nie powrócił.

początek strony


Wyróżnienie (ex aequo) ~ Natalia Zalesińska



Re

 

A na ścianach delty zielonkawych rzek.

Starorzecza tniemy nożykiem.

Precyzyjnie oczyszczamy kanały

 

z rozmów, tak wytęsknionych. Warstwy

kłębią się na posadzce – zerwane

nadgraniczne pasma i rosną Himalaje.

 

I już się zmierzcha, burzy. Nie pada

żadne słowo. W takich chwilach nieżyć,

otarty naskórek. Spod paznokci wyrastają trawy.

 

 

Na żywo

 

Patrzymy na ręce kobiety i mężczyzny

Drobią chleb, karmią dzikie kaczki.

Obok jej przygarbione plecy. Tai chi traw

 

wmawia czułość – zawraca czas. Błogo.

W stawie zanurzam stopę. Sprawdzam

Lekkość wody. Ochładza kręgi nartników.

Coś mówi, mów. Słowa tlą się, więdną.

 

Biorę za rękę kruchość. Wchodzimy w drzewa.

początek strony


Wyróżnienie (ex aequo) ~ Marcin Jurzysta



Przeszczepy skóry

 

pod naskórkiem znajomym tak bardzo

że aż tynk się śmieje bo to nie może być prawda

 

wiercą się inne czcionki o kroju niemodnym

jak czarno-białe telewizory i drewniane bożki w lasach

 

są zupełnie gładkie żadnych kolców igieł klątw uroków więc

nie bój się dotknąć truchła w truchło nie zamienia

 

tylko wymienia się ciepło i jego brak którego i tak nie napełnisz

ani oddechem ani śliną nawet żarem z wygasłych ognisk i książek

 

więc przesuwaj ręce po powierzchni aż zetrzesz z dłoni pajęczynę

wymieciesz wszystkie kurze dotyki uściski inne robactwo i pleśń

 

mijający cię mężczyzna unosi ręce i z obrzydzeniem wącha nadgarstki

nie rozumie skąd te stygmaty na skórze i murach

 

 

Raz dwa trzy kryjesz ty

 

szukam

 

zanim wejdę do łazienki nocą dziurawą

jak ser chwytam klamkę i pozwalam ukryć się

smukłym pająkom cukrowym rybikom

wszystkim głosom których nie poupychałem

w czyichś zdziwionych ustach śliskich

jak łzy oraz kosmos kobiet i mężczyzn

przysięgam że nie łączy mnie z nimi żaden sen

 

jest ich wszystkich co niemiara i każdy wybiera

tę samą galaktykę by tu raz jeszcze pogrozić

palcem nastroszyć włosy i szczerzyć zęby

przed lustrem które przecież nie jest bez dna

i wylewa się z umywalki nie mieszcząc już

ani jednego odbicia więcej więc daję im się

ukryć zniknąć na jakiś czas w czarnej dziurze

 

w której i tak na wszelki wypadek spuszczę

wodę i światło.

początek strony


Wyróżnienie (ex aequo) ~ Janusz Radwański



Poprawność poetyczna

 

postawiony pod ścianą lasu, przyparty do pruskiego muru

ze śniegu i drewna wreszcie mogę mówić. płowy kozioł,

którego płoszyłem z łąki w maju, nieludzko zmęczony Chrystus w wartowniczej budce

mieli na tyle rozumu, że są już w lesie. tu nie ma tyle miejsca,

żeby rozciągnąć przebite ręce, trzyma się pięści w kieszeniach. czas jest o wiele za bliski,

zbyt ściśle przylega żelazna logika oddawania pola pod zasiew nowych wątpliwości.

gdy zostaje tyle miejsca, że mieści się tylko wers, pisz długimi seriami.

raz, raz, próba nerwów. jestem ja i ziemia, żadne z nas nie zjeżdża na przeciwny pas.

 

Fleischmesser

 

Za Kostomłotami udało nam się złapać na stopa ciągnik. Teraz usypia

nas przeżuwanie asfaltu przez wielkie koła. Czy da  się rozrzutniej

gospodarować czasem niż leżąc na rozrzutniku i, rodzeństwo marnotrawne,

wlec się do ojczymów i macoch? Traktorzyści się uśmiechają,

rzadko wożą młodych szczęściarzy. Zwykle na naszym miejscu jest

krowie gówno albo świnie czekające na wyrok.

Myślę o tym, co mi powiedziałaś. Echo obija się w coraz większej

przestrzeni w środku, odbija płuca, odbija wszystkie

przyczółki, jakie zdążyłaś zdobyć. Słyszę jak silnik męczy się, ciągnąc mnie za sobą.

Panowie, koleżankę wysadzamy na przystanku. My jedziemy do rzeźni.

początek strony


Nagroda TETIS ~ Bogumiła Jęcek



Ucieczka bez nóg

 

Most jest podłogą z drewnianymi barierami. Za mną

dwóch mężczyzn. Chyba. Nie wiem dokąd idą.

 

Czy jestem w postaci, z której chce wyjść życie.

Mgłą? Duszą? Niech zniknę. Kładę dłonie na uszach

i ściskam – boli, gdy wychodzą włosy. Teraz są długimi

falami, czeszą je statki i kutry.

 

Na czerwonym niebie, kilka niebieskich pasków.

Otwieram usta i nie słyszę morza. Krzyczę bezgłośnie,

jak wszystkie pasma i kreski.

 

Edward Munch „Krzyk”, 1893.

 

 

Autoportret 

 

Czy można bardziej rozmazać życie? Wypalać

odległości? Od trzymanego w palcach papierosa

do ust. Chować w dymie wszystko co do ukrycia

 

i patrzeć w lustro. Mój wzrok oszukuje; to pewność

ale tylko zmierzchu. Nie ma następnych dni, nie przejdę

do jutra. Przede mną sztaluga i mój obraz. Tak się zamykam.

 

Edward Munch „Autoportret z zapalonym papierosem”, 1895.

 

 

Samotni

 

Zostań w piasku. Nie wchodź do morza,

drugi raz nie wyjdziesz. Poczekaj…

 

Podejść do niej? Niech zobaczy jak wygląda

podniesiony cień. Potrafię całować, już nie mam

słonych ust. Jej chód – w otwartym oknie

 

firanka – tak widzę morze. Podpływa i wyznacza

granice; brzeg jest parapetem bez końca. Idę za nią;

ślad w ślad. Wciąż za daleko. Do niej, do morza.

 

Edward Munch „Samotni”, 1906-1907.

początek strony

 

 

 



Archiwum

Powrót do strony Konkursu

Powrót do strony głównej