| S L A M / Przyjdź pokrzyczeć na poetów | ||
| Aktualności / Teksty / Obraz i dźwięk / Interakcja / Raport / Historia / FAQ / Sieć | ||
|
Dorota i Marta Wiersze dedykujemy: Izie Trojanowskiej, Kasi Stankiewicz, i Urszuli i Beacie Kozidrak (bo same piszą swoje teksty) ENTAJ-HAIKU Owijając w bawełnę Wypuściłam z brzucha Barwnego ptaka Poczułam ulgę *** z głową na karku z głową na tranzystorach z głową w chmurach z oczyma dookoła głowy z asem w rękawie z wężem w kieszeni z Bogiem w sercu z ogniem w głowie z pieśnią na ustach w głębokim przeświadczeniu o pogodnym usposobieniu z jasnym czołem z podniesionym czołem ze wzrokiem wbitym w ziemię wybiegając myślami w przyszłość z belką w moim oku a drzazgą w oku bliźniego z głową do góry z myślą o z braku laku z niebem gwiaździstym nade mną z prawem moralnym gdzieś obok mnie pół żartem pół serio niekiedy na pół gwizdka zawsze na kolanie piszę moje pierwsze wiersze składam moje niby rymy.... bo slam już za dwie godziny *** Autobus pewnej popularnej linii Wjeżdża na Saską Kępę Oddział geriatryczny miasta stołecznego Warszawy Pełen pretensji o i placówek dyplomatycznych. Kontrolnie zwalniam miejsce siedzące Tłum starców napiera konsekwentnie. Dokąd oni tak jeżdżą codziennie Około południa I o 15 I o 7.30 rano i o każdej innej losowo wybranej godzinie? Rozpoczyna się geriatryczny small-talk: Młodzi są chyba bardzo zmęczeni Pewnie na kacu. O, jak toto odwraca wzrok do szyby Udaje, że nie widzi starszych ludzi. Widać zaraz że nie zna, co to bóle reumatyczne. Jeszcze udaje, że czyta Pewnie świństwa jakieś. Bo to panie wszystko jest żydostwo i masoneria! Przesadziłeś, dziadku... Na szczęście ogłoszono już śmierć autorytetów Więc nie jestem zobowiązana do szacunku Względem twojej niby-osoby. Wkrótce zmiecie cię wiatr historii. Jak wejdziemy do Europy Bielizna będzie bardziej przezroczysta Lub nie będzie jej wcale Taniec erotyczny będzie z tzw. biglem, jajem A wy, dziadku, i wasi towarzysze Skończycie w domu opieki Słoneczny Taras Lub Szemrzący Potok Lub po prostu Złota Polska Jesień. Proletariacki pomiot Geriatryczny spisek Zostanie krwawo stłumiony Przez tryumfalny pochód Hipernowoczesnych uciech. Wbijam w dziadka ostrze jaszczurczego wzroku...lecz on jest starym wyjadaczem Czerwonogwardzista, który jeszcze nie złożył swego kałasznikowa Zna mój słaby punkt Uszy podrażnione zbyt głośnym słuchaniem muzyki Dlatego wypala mi w czaszkę Bezlitośnie precyzyjne CMOK CMOK CMOK CMOK CMOK CMOK COK CMOK CMOK Co u diabła wycmoktujesz Z czeluści swojej sztucznej szczęki? CMOK CMOK CMOK CMOK Całkiem nowy garniturek Jeszcze nie całkiem dobrze leży CMOK CMOK CMOK CMOK Discman, sukinsyn, Z typowo męski wyczuciem chwili Został w domu CMOK CMOK CMOK Cmokta cała armia starców Tak okrutnie Tak bezwzględnie konsekwentnie Kopią leżącego Czy nie ma jakiejś międzynarodowej konwencji Na tę tajną broń? Starcy! To my, wnuki wasze i prawnuki Ostatnie promyki światła tańczące po drobinkach kurzu Pokrywającego wasze zmurszałe życia Dlaczego nas dręczycie? Dlaczego tak nienawidzicie? Przystanek Uniwersytet. Bliska omdlenia wybiegam W moim t-shircie za dwa pińdzisiont Dzięki Bogu, przed bramą dzielne hostessy rozdają Kinder Bueno nie tylko dla dzieci na skołatane nerwy. Ta nasza młodość... SIEPIE MNIE SIĘ ŻYCIE Jak stary swetr Siepie mi się życie Bo nie wiem jak zostać człowiekiem Metodą Callana Imperatyw piękna Imperatyw nowości Szepcą mi do ucha wysłannicy sfery sacrum Solówa na goły sarkazm Człowiek człowiekowi gównem. Wszystko musi trwać Żeby się nie skończyło A mnie w głowie kołacze się ledwie jedna myśl Że nie mogę palić na wietrze Bo marzną mi dłonie Dlatego odkręcam gaz ,,Idiotko, masz kuchenką elektryczną'' mówi mi wewnętrzny głos lecz ja ignoruję go bo wiem, że chcieć to móc. Pośpiesznie wkładam głowę do piekarnika I zatrzaskuję dźwiczki (Zgrabiałymi dłońmi Gdyż znowu paliłam na wietrze) (Wewnętrzny głos powtarza skargę Ponownie ignoruję) Przechodzę w sferę sacrum. Gaz rozprzestrzenia się promieniście Za oknem jesień szeleszczą liście Dla pewności zalewam wszystko gorzką żołądkową Podpalam I pierdut. (Święty spokój) BALLADA O ŚLIZGIM I BILLU (z wykorzystaniem pomysłu Aśki Krawczyk) Bill jak stary, siwy wąż Podobnie jak swój brat Ślizgy Tak nazywali go ... REF: Ślizgy był gangsterem, ale czasem dorabiał w knajpie Śpiewał rzewne piosenki Podrywał trzynastoletnie plastykowe dziwki Które zdziwiwszy się raz, miały z tego już nigdy nie wyjść Ślizgy miarowo uderzał w schodki Billa głową Billowi leciał czarny glut, po czym zasychał REF: Bill był gangsterem, ale czasem dorabiał w knajpie Śpiewał rzewne piosenki Podrywał trzynastoletnie plastykowe dziwki Które zdziwiwszy się raz, miały z tego już nigdy nie wyjść Dziewczyna gangstera rzuciła Ślizgiemu jego pieprzone pieniądze w twarz Zabierz łapy ty żałosne zero A on ją kocha... REF: I ona była gangsterem, ale czasem dorabiała w knajpie Śpiewała rzewne piosenki Podrywała trzynastoletnie plastykowe dziwki Które zdziwiwszy się raz, miały z tego już nigdy nie wyjść Kurrrrrrrrrrrrrrrrrrrr . . . powiedział Ślizgi przeczesując spiczasty wąsik |
||