|
|
|
2
[61] 2006 |
||||||||
|
|
Tym razem „Pogranicza” towarzyszą wystawom, a właściwie wystawom oraz prezentacjom literackim, które odbędą się w różnych miejscach Polski, a zaczną (tryb wydawniczy naszego pisma nakazuje raczej formę: zaczęły, wernisaż odbył się 11 kwietnia 2006, lecz tekst ten piszę jeszcze przed tą datą) od ekspozycji w szczecińskim Zamku Książąt Pomorskich. Wystawy zostały zaplanowane w ramach Roku Polsko-Niemieckiego i projektu W DRODZE NA SPOTKANIE objętego patronatem federalnego Ministra Spraw Zagranicznych oraz Ministra Spraw Zagranicznych Rzeczypospolitej Polskiej. Składa się na nie między innymi przejazd po Polsce „Kulturalnego Autobusu”, spotkania literackie wraz z „Krytyką kultury w dialogu”, której „Pogranicza” oddały lamy. W opisie części plastycznej projektu czytamy: Running Gag ma na celu prezentację polskiej i niemieckiej sztuki satyrycznej okresu powojennego. Główny akcent spoczywa na prezentacji młodych satyryków, co ma zapewnić im miejsce w wielopokoleniowej perspektywie. W dwóch miastach – Szczecinie i Poznaniu – akcenty zostaną rozłożone w odmienny sposób. Koncepcja zorganizowania dwóch wystaw wzięła się między innymi z obserwacji odmiennych tradycji. Sztuka satyryczna w Polsce jest powiązana ze stojącymi na wysokim poziomie tradycjami warsztatowymi grafiki. Także wielu młodych rysowników przywiązuje w swoich pracach dużą wagę do wysokiej jakości graficznej, podczas gdy w Niemczech właśnie ta jakość jest często negowana. Sztandarowym przykładem może być tutaj Rattelschneck. Styl Rattelschnecka, który jest wiodącym artystą na niemieckiej scenie satyrycznej, określa się jako „caricature brut”. Tego rodzaju tendencja występuje w polskiej sztuce satyrycznej rzadziej niż w Niemczech. W celu opracowania niemiecko-polskiej wystawy świadomie skoncentrowano się na tym, aby nie pomijać wielkiej polskiej tradycji graficznej. W ten sposób powstała koncepcja pokazania na dużej wystawie (Running Gag nr 1, „best of”, Szczecin) na zasadzie „the best of” przeglądu powojennej sztuki satyrycznej obydwu krajów. Na nieco mniejszej wystawie (Running Gag nr 2, „3 x 2”, Poznań, Galeria Szyperska) mają zostać pokazani młodzi rysownicy, którzy wyemancypowali się od dawnych wzorców. Własny styl i indywidualna kreska są nie tylko wyznacznikiem nowego „ducha czasu“, lecz także luźniejszego podejścia do tematów. Wystawy nie mają mieć akcentów politycznych, mimo że sztuka satyryczna oczywiście zawsze jest „polityczna“, gdy pokazuje społeczne wykoślawienia czy dziwactwa. Ale bezpośrednie tematy i treści polityczne, które można znaleźć w codziennej karykaturze, nie będą się pojawiać. Główny akcent ma być położony na żart i humor oraz na refleksję nad procesami społecznymi. Podobnie nie planujemy porównywania stereotypów w stylu „Jak Niemcy postrzegają Polaków, a Polacy Niemców“. Tego rodzaju wystawa została już pokazana w połowie lat dziewięćdziesiątych w Niemczech i w Polsce. W tym numerze „Pograniczy” prezentujemy cztery wybrane przez organizatorów – po stronie niemieckiej są to Gabriele Minz Unternehmensberatung Projektentwicklung GmbH oraz kurator części niemieckiej ekspozycji – Martin Sonntag, Caricatura Galerie für Komische Kunst Kassel; kuratorem części polskiej jest Marek Wojciech Chmurzyński, dyrektor Muzeum Karykatury w Warszawie – prace niemieckie, chcąc zachęcić do odwiedzenia wystaw. Drukujemy także szkice napisane w duchu „wzajemnych spojrzeń” („Krytyka kultury w dialogu”) , choć – zgodnie ze zdaniem dotyczącym satyryków – nie idzie tu o postrzeganie czy o stereotypizowanie polsko-niemieckie. Poprosiliśmy o napisanie szkicu o literaturze niemieckiej wydawanej w Polsce polską krytyczkę Arletę Galant oraz o napisanie o polskiej, młodej pisarce krytyczkę niemiecką. To krzyżowe przepytywanie tekstów daje się rozpisywać na kolejne kombinacje: Brygida Helbig pisząca o Annie Kamienieckiej to zarazem autorka prozy Anioły i świnie w Berlinie! (Szczecin 2005); fabuła powieści Kamienieckiej umieszczona została w Amsterdamie; Herta Mueller opisywana przez Arletę Galant pochodzi z Rumunii. Tak więc tematem tego literackiego patrzenia na siebie ponad granicami (zmierzania na spotkanie) stała się emigracja. Emigracja, choć wciąż zanurzona w opowieściach o upadłym systemie (szczególnie gdy mowa o Hercie Mueller), będąca zarazem czymś w rodzaju stanu permanentnego, który przybiera w opisach społeczeństwa miano nomadyzmu, kłączowatości – bo jesteśmy dziś nie tyle zakorzenieni, ile na chwile zatrzymani w ruchu, czego symbolem może kłącze. Czytając te szkice, ale także wychodząc poza nie, widzę wyraźnie, że ta „nowa emigranckość” stała się trwałą i być może najważniejszą wartością ponowoczesnej Europy. To banalne spostrzeżenie, lecz jeszcze niedawno w myśleniu o literaturze najnowszej dominował pogląd, w którym kategoria emigracji miała być zbędna, co najwyżej historyczna. A jednak zarówno w literaturze niemieckojęzycznej, jak w jej obrazie polskim (tworzonym poprzez tłumaczenia) najciekawsze okazują się teksty pisane przez tych, którzy skądś przybyli i – być może – nadal dokądś idą, a miejsce osiedlenia czy obywatelstwo wpisane w paszport o niczym nie przesądzają. > Podobnie w literaturze polskiej. Oswajanie wzniosłego mitu emigracji przez roczniki sześćdziesiąte – wywrotowe obrazy Paryża Manueli Gretkowskiej, Nowego Jorku Izabeli Filipiak, Hamburga Janusza Rudnickiego – nie należą do przeszłości. Dziś artystyczne zapisy bycia poza krajem mogą mieć inny charakter, jednak wydają się stałym elementem polskiej kultury. Piszę „polskiej”, żadnemu bowiem z polskich pisarzy młodszych pokoleń nie udało się tak spopularyzować i zuniwersalizować doświadczeń swego czasu, w tym opowieści o upadku komunizmu i wchodzeniu w nową rzeczywistość, jak Hercie Mueller. Przyczyny są zapewne złożone, ale nie bez znaczenia pozostaje język, zwykle wyuczony w dzieciństwie i traktowany równoprawnie z ojczystym, szczególnie gdy nowa o pisarkach i pisarzach z Europy środkowo-wschodniej. Niewątliwie emigracja jest nadal tematem ważnym, może nawet powraca. Wspominałam o Brygidzie Helbig, ale Szczecin może pochwalić się też stałymi związkami z Krzysztofem Niewrzędą i Dariuszem Muszerem. Projekt i almanach Piastów 75, seria wydawnicza „Pograniczy” fakty te potwierdzają. Janusz Rudnicki, Natasza Goerke, berlińscy Nieudacznicy należą do literackiej emigracji, która nie może zupełnie nie oglądać się za siebie, ale jednocześnie wnosi własne pomysły, doświadczenia, poetyki. Krzysztof Niewrzęda, opisujący swoje chodzenie po śladach Witolda Gombrowicza w berlińskim Literarische Colloquium, to zarazem eseista przekuwający własną biografię w opowieść o przemianach pokoleniowych i diagnozę nieoczywistych dziś kategorii polskości i niemieckości. Zwróćmy uwagę i na to, że pobyty w europejskich, ba! światowych stolicach pojawiają się w miejscach oczekiwanych, jak na przykład w Dzienniku bez dat Grzegorza Musiała (rec. „Pogranicza” 2005 nr 6), ale i w nieoczekiwanych, zaskakujących. Doświadczenie „wolnego miasta Amsterdam” w debiucie Anny Kamienieckiej to tylko jeden z przykładów. Przywołam powieści Anny Wardy Dłonie oraz Ominąć Paryż. Wspomnę tylko, że autorka powieści Dziewczyny z Portofino Grażyna Plebanek pisała o warszawskim dzieciństwie, mieszkając w Szwecji. Tak więc emigracja może być wpisanym w tekst doświadczeniem biograficznym, miejscem, w którym stoi autorski komputer lub pretekstem do refleksji, których tematem przestał być kompleks polski. Pytanie: jak na te tematy reaguje publiczność literacka w Polsce i Niemczech, co chce poznawać, pielęgnować, a co uznaje za w pewnym sensie czasowo tylko przeszczepione, należące bardziej do kultury kraju ojczystego niż do obszaru wspólnego? Być może szkice zamieszczone w tym numerze „Pograniczy” przybliżą kilka możliwych odpowiedzi, ale na szczęście mamy do czynienia z procesem, który nie daje się zamknąć definicją. Wciąż ma dynamikę spojrzeń i bycia w drodze, może na pograniczu? Inga Iwasiów
|
![]() cena: 5 zł Na okładce: Ryszard Górecki bez tytułu obiekt, technika własna, materiały syntetyczne, 1999 (fragment) Dzieło z Kolekcji Regionalnej Zachęty Sztuki Współczesnej w Szczecinie |
||||||||