Szczeciński
Dwumiesięcznik
Kulturalny
1
[60] 2006
 
 

 

 

Voyage, voyage

Podróż, peregrynacja, topika wędrówki… Emigracja, wyprawa, ekspedycja, podbój, ucieczka, pielgrzymka, podróż sentymentalna, włóczęga… Bogate konotacje i piśmiennictwo wszelkiego rodzaju: itineraria, dzienniki pokładowe i listy z podróży, reportaże krajoznawcze – to miliardy zapisanych stronic, którymi można pokryć wielowarstwowo wszystkie opisane na nich lądy i morza. Tradycja obezwładnia i raczej skłania do porzucenia rozgałęzionych, ale nazbyt już wydeptanych ścieżek refleksji, skupiających się przede wszystkim na etosie podróżnika, idei pokonywania przestrzeni, która ma sens dodatni (gdy chodzi o mit założycielski) bądź ujemny (kiedy mowa o banicji), wreszcie – ambiwalentny, jeśli obydwa te pierwiastki łączy.

Tym razem jednak chodzi o coś innego niż przywołane wybiórczo sytuacje, składające się raczej na historię homo viator (a w dalszej perspektywie – źródła cywilizacji) niż jego współczesność. Dzisiejszy podróżnik to najczęściej turysta, dla którego sens przemieszczeń w przestrzeni sprowadza się najwyżej do trzech zrymowanych P: Przyrody, Pogody i Przygody, choć ten ostatni motyw bywa niepożądany, gdyż oznacza głównie zakłócenia podróży w rodzaju odwołania lotu, korka na autostradzie czy katastrofy kolejowej. Turystyka coraz bardziej upodabnia się do wizyt biznesmenów i polityków. Dla wszystkich pokonywanie odległości i trudy podróżowania stanowią nie sens wędrówki, ale przykrą konieczność, zresztą wciąż minimalizowaną przez komfort linii lotniczych i środków telekomunikacji. Nie chcę tu powtarzać banałów o skracaniu odległości, zresztą nie do końca podzielam dwudziestowieczne fascynacje tym faktem, wyrażane przez futurystów a karykaturyzowane choćby przez Hrabala. Wiadomo, że podróż dawno przestała być tym samym co w czasach dyliżansów i żaglowców, że literacki etos wędrowca u Stachury czy Podsiadły to raczej relikt romantyzmu i kontestacja powszechnej dziś praktyki. Nie jest również tym samym, czym była przed rokiem 1989, kiedy to dalekie wojaże podejmowane z ciekawości świata za żelazną kurtyną stanowiły snobistyczny przywilej nielicznych wybrańców i szczęściarzy.

Nagłe zmiany miejsca wymagają coraz mniej wysiłku, mniejszych przygotowań, także mniej radykalnej zmiany psychicznych nastawień; dokonują się łatwo, na ogół bez przeszkód, bezboleśnie i prawie niezauważalnie. Przestrzeń odwiedzana prędko i płynnie nakłada się na przestrzeń dopiero co opuszczoną, przenika się w pamięci niby w diaporamie, nie pozostawiając nawet szczeliny na nostalgię. Odwołując się do techniki filmowej, powiedzieć można, iż montaż ciągły został zastąpiony montażem ciętym, a dwie skontrastowane przestrzenie stykają się brzegami, współistniejąc niemal synchronicznie. Stają się przez to łatwiejsze do konfrontacji, ale i coraz bardziej upodobnione. Nie chodzi już o to, by jeździć i zwiedzać, podążając tropem dawnych odkrywców, ale by pobyć: raz tu, raz tam, albo – tu i tam naraz a swą wszechobecnością naznaczyć przestrzeń. Takim autobiograficznym kalejdoskopem nagle zmienianych miejsc, wyrwanych z biegu czasu, jest recenzowany w tym numerze Dziennik bez dat Grzegorza Musiała. Podróż to najwyżej dramat synchronii: rozłamu przestrzeni, niemożliwości bilokacji i wyboru miejsca pobytu.

Motywy miejsc obcych, rozpowszechnione w poezji i prozie, nie dziwią już jako w pełni równoprawne z innymi, a ich obfitość sprawia, iż zawierające je utwory nietrudno zebrać i skupić w sekwencji tematycznej – takiej jak w tym numerze. Chociaż powstała ona z konstatacji przypadku, a nie jako realizacja planu skonstruowania mikroantologii, wydaje się, że wskazane zjawisko warto oświetlić pewną zaniedbywaną dotąd refleksją.

Zawsze zastanawiała mnie idea tworzenia poetyckich „widokówek z tego świata” (skojarzenie z tytułem zbioru Barańczaka narzuca się najbardziej, choć przecież zarazem jako ujęcie polemiczne wobec „gatunku” widokówki wydaje się nieadekwatne), które odsyłają do przestrzeni dalekiej i zazwyczaj podczas lektury niedostępnej. Zamiast opisu pojawiają się często nazwy geograficzne i aluzje do topografii miejsca nadawcy. Jeśli nie mają one epatować egzotyką miejsca (bo przecież ich rewelatorska „odkrywczość” na ogół się wyczerpała) – jaki właściwie mają cel i o czym powiadamiają? Jaka jest semiotyka tego rodzaju zapisów podróży: czy są one świadectwem pobytu, przechowującym ślady miejsca, czy może ujawniają jedynie drugorzędne piętno genezy – niby przypadkowy odcisk podeszwy zabłoconego buta na dywanie?

Rozumiem ideę kulturowego opisu ziemi – jak w prezentowanym tu utworze Kazimierza Brakonieckiego. Rozumiem zamysł poetyckiej fotografii. Gotyckie katedry i góry, naładowane emocją i eksplozywną pracą pamięci – także rozumiem, choć poprzybosiowe fascynacje pojawiają się w poezji już reliktowo. Rozumiem zachwyty japońskim zachodem słońca czy alpejskim lodowcem. Greckimi ruinami, Manhattanem i Wielkim Murem chińskim, a więc obiektami tak swoistymi, iż nie dadzą się ani zlokalizować inaczej, ani oswoić żadnymi bliższymi realiami. Ale w tych przypadkach odsyłacz pozostaje łatwy do skonfrontowania z fotografiami dostępnymi w encyklopedii czy baedekerze.

Cóż jednak począć z aluzjami do widoków dalekich i słabo spopularyzowanych? W przekładach ich status wydaje się jasny: to, co oczywiste w oryginale, w tłumaczeniu zwykle staje się nieoczywiste, a swojskość musi stać się obcością. Ale cóż oferują czytelnikowi wiersza rodzimego owe mimetyczne, zazwyczaj skąpe okruchy geografii – znaki obcości podwójnie zagadkowe jako wymagające nie tylko niemożliwej imaginacyjnej rozbudowy (konkretyzacji), ale i prowokujące dociekania co do sensu samej swej obecności? Odpowiedzią na przypadek genezy bywa przecież czytelniczy wysiłek uspójnienia. A czasem chodzi tylko o realia drugorzędne, scenerię niekonieczną dla psychicznych rozterek czy intelektualnych dylematów rozgrywanych w utworze poetyckim. Wówczas oddalenie przestrzeni przedstawionej budzić może niepokój: czemu jakaś poetycka kartka z kalendarza czy dziennika (który zresztą najczęściej nie jest wcale dziennikiem podróży) powstała akurat za oceanem czy siedmioma górami, skoro podobne refleksje wysnuć można gdziekolwiek? Dlaczego nad wodą wielką i czystą musiało zdarzyć się coś szczególnego właśnie pod Lozanną, a nie nad Morskim Okiem, gdzie turnie i obłoki odbijają się podobnie? Czemu przypadek ma sprawić, że neutralne Wszędzie stanie się kiedyś znaczącym Gdzieś? Wprawdzie wykluczyć nie można, iż z czasem każda notatka poetycka obrośnie w mit, zespalający autobiografię z geografią tak trwale, że nikt się nie ośmieli zapytać: czemu coś stało się właśnie tam, a nie gdzieś znacznie bliżej, skoro chodzi o doświadczenie uniwersalne i pozageograficzne? Skąd jednak przypuszczenie, że realia, przywołane ledwie aluzyjnie i niedostępne, mogą cokolwiek uwiarygodnić, a nie tylko wyprowadzać na interpretacyjne bezdroże, nakazując zbędną konfrontację zapisanego (choćby szczątkowo) tła z czytelniczą wiedzą-niewiedzą, doświadczeniem lub jego brakiem? W lekturze wywołają odruch podobny jak ekfraza – odsyłają do widoku przyrody czy architektury zamiast przedstawień malarskich. Ale w tym wypadku, wobec braku punktu odniesienia w galerii lub na reprodukcji, odsyłacz pozostaje pusty i służy jedynie za sygnał obcości, broniący wstępu do świata prywatnych doznań.

Piotr Michałowski



W numerze:


Voyage, voyage
Marie-Claire Bancquart Komentarz do obrazu; Starość; Bóg; Głupiec; Chodź, Boże (poezja) [przeł. Krystyna Rodowska]
Krystyna Rodowska Marie-Claire Bancquart
Kazimierz Brakoniecki Rozmówki polsko-niemieckie we wrześniu 2005 roku.
Wierszreportaż
Grzegorz Wróblewski Palarnia haszyszu; Korporacja; Pojazd; Kasyno (miniatury dramatyczne)
Łukasz Szopa Ich tłumaczka z niemieckiego (proza)
Krzysztof Dąbrowski Idziesz stromą uliczką; A teraz ciemność; Jedziemy tramwajem; Zdziwienie (poezja)
Remigiusz Ryziński Veronika (proza)
Wioletta Grzegorzewska Klatki przy ulicy Braci Śniadeckich; Duszne rondo; Stancja amazonek wieczorem; Stancja u sióstr bezhabitowych (poezja)
Jerzy Kochan Góry, Zimny lipiec (poezja)
Stanisław Chyczyński Jaśń nad wierchami (poezja)
Zbigniew Jasina Rozmyślania; *** [bezkres] (poezja)
Magdalena Jankowska Uczyła wiedzy o sztuce; Ciągle się trzymam; Moja tęsknota jest chyba ze stali (poezja)
Witold Mazur Włosy (proza)
    Pod wersami Szczecina

Piotr Krupiński
Arcydziełko Liskowackiego [interpretacja wiersza Artura D. Liskowackiego *** [szuka słów], z tomu „To wszystko"]
Danuta Miłosz
Szczęście (nie)rozumienia. O prozie Krystyny Sakowicz (szkic)
Przemysław Czapliński
W poszukiwaniu dojrzałości  [o prozie Brygidy Helbig-Mischewski]

Recenzje, sprawozdania, omówienia


Adrian Sroka Stacja Bremszczerlin (K. Niewrzęda: Czas przeprowadzki)
Piotr Michałowski Kontestacja konformistyczna (A. Sasinowski: Sukces)
Arleta Galant Pupa Lechonia (G. Musiał: Dziennik bez dat)
Sonia Gwóźdź Nie wyjść na „Głupca” (E. Schilling: Głupiec)
Marcin Wilk Literackie opanowanie rzeczywistości (łóżkowej), czyli śnienie (nie)oczywiste (A. Wiedemann: Sceny łóżkowe)
Alan Sasinowski Ojciec odchodzi (W. Sobchak: Druga Ameryka)
Katarzyna Pilitowska Resztki Jacka Po’ (J. Podsiadło: Kra)
Zbigniew Chojnowski Cywilizacja, duch i dobro (A. Bykowska-Salczyńska: Śnieżnik)
Joanna Giza-Stępień Ten, kto pisze, nie jest tym, kto mówi (?), czyli Dzicy w natarciu (B. Majzel: Biała Afryka; M. Podgórnik: Dwa do jeden)
Barbara Zielińska Eksperymentować z zielenią (E. Graczyk: Przed wybuchem wstrząsnąć)
Konrad Wojtyła Slam poetry, czyli lekka ballada o zabarwieniu polemicznym
Agnieszka Roguska O kobiecości i muzyce – po koncercie Agnieszki Duczmal w Szczecinie
Bogdan Matławski Polska muzyka w Niemczech

Z narożnika mapy (19) Karapet
Postmodernism now (16) Andrzej Skrendo
Stąd (2) Dariusz Bitner
Z biegiem dni…(kronika wydarzeń kulturalnych, oprac. Iza Krupa)

Książki nadesłane
Autorzy „Pograniczy”



nakład wyczerpany

Na okładce:

Wojciech Zieliński
Czerwony kabriolet"

olej na płótnie, 18 x 12 cm, 2005