|
Kontrapunkt:
Mam przed sobą cykl płyt, wydanych przez Litewskie Centrum Informacji i Publikacji Muzycznych (www.mic.lt) w latach 2002-2008. Co roku wychodzi album obejmujący utwory powstałe w ubiegłym roku, tak więc każda płyta zawiera kompozycje różnych twórców napisane w tym samym czasie. Co sądzisz o takim sposobie prezentacji muzyki tego kraju? Mnie się podoba ten pomysł: nie jakaś antologia typu "the best of...", nie dziesięciopłytowy boks raz na 50 lat, jak u nas, lecz podsumowanie ostatniego roku.
Pieśni na głos z fortepianem to jedna z najbardziej skonwencjonalizowanych form muzycznych. Kojarzą mi się ze stylistykami, których nie lubię. Dlatego do Sonetów Szekspira podszedłem nieufnie. Ale muszę powiedzieć, że zrobiły na mnie ogromne wrażenie: ekspresja śpiewu Jacka Laszczkowskiego jest niesamowita! Mykietyn lubi przewrotne rozwiązania: Pasję zbudował na opak, w Sonetach obsadził sopran męski. Podziwiam kompozycję cyklu i skalę emocji: od krzyku (I) do liryki (II), od żartu (V) do metafizyki (VI). Ciekawie napisana jest partia fortepianu, daleko wybiegająca poza zwykły akompaniament. świetna muzyka.
Zanim powiem o szczegółach, muszę wyrazić radość z tego, że ukazanie się płyty Kwartludium spełnia moje postulaty. Nieraz pisałem o tym, że państwo powinno dotować wydawanie płyt z muzyką średniego i młodego pokolenia kompozytorów, zupełnie nieobecnego w polskiej fonografii, i nareszcie się okazało, że można to zrobić. Kwartludium otrzymało stypendium Narodowego Centrum Kultury właśnie na nagranie płyty. Ale stało się tak dzięki temu, że zespół gra już od kilku lat, zdobył pewną renomę i znalazły się osoby, które go rekomendowały.
Jest to niby książka o Warszawskiej Jesieni, ale w gruncie rzeczy o muzyce polskiej ostatnich 60 lat. Opowiadanie zaczyna się bowiem nie od roku 1956, kiedy powstał festiwal, ale od czasów okupacji. Autorka przyjęła koncepcję bardzo praktyczną, z jednej strony unika opisu instytucji muzycznych, życia koncertowego itd. - tego, co lekko zamuliło inną, mówiącą o muzyce polskiej XX wieku, popularną książkę Jacka Rogali, z drugiej strony, czyniąc warszawski festiwal tłem, Szwarcman opowiada o poszczególnych twórcach, ich utworach, dojrzewaniu. Książka znakomicie pokazuje rozwój osobowości twórczych Pendereckiego, Lutosławskiego, Serockiego, Góreckiego. Autorka bardzo trafnie charakteryzuje twórczość kompozytorów: w kilku jasno sformułowanych zdaniach zawiera to, co najistotniejsze. Jednakże, mimo niewielkiej objętości książki i konieczności skrótowego potraktowania tematów, wiele rzeczy potrafi wycieniować. Przyniosłeś ciekawą płytę. Pięcioro trzydziestoparoletnich kompozytorów napisało utwory na zespół muzyki dawnej. Muzyka współczesna i wykonawstwo historyczne - dwa różne światy - spotkały się w nagraniu Freiburger Barockorchester. A wszystko to z inicjatywy Fundacji Siemensa. Wspomniani kompozytorzy to: Holender Michel van der Aa, Szwajcar Nadir Vassena, Niemcy Juliane Klein i Benjamin Schweitzer oraz Angielka Rebecca Saunders. Wszyscy oni mieli okazję uczestniczenia w warsztatach z udziałem freiburskiego zespołu, zapoznając się ze specyfiką i możliwościami instrumentów dawnych. W wyniku wspólnych prób, studiów nad muzyką barokową, dyskusji powstały kompozycje, które mamy na płycie. Muszę przyznać, że efekt tego eksperymentu jest artystycznie udany. Z połączenia dwóch rzeczywistości muzycznych powstał twór spójny i piękny. W każdym utworze znajduję coś interesującego.
Zanim rozpoczął się Rok Szymanowskiego, bez specjalnego rozgłosu i oświadczeń odbył się rok Szymańskiego. Festiwal jego muzyki i wydanie trzech autorskich płyt to bardzo wiele, jak na nasze standardy. Trzeba jednak pamiętać, że wciąż jeszcze odrabiamy poniesione w kulturze straty.
Kim jest Paweł Szymański? Tu musimy odesłać czytelnika do zamieszczonego na naszej stronie eseju Jana Topolskiego Dwadzieścia spojrzeń na Pawła Szymańskiego. To najlepszy tekst o kompozytorze, wielostronnie ujmujący jego twórczość. A pisali też o nim: Andrzej Chłopecki, Dorota Szwarcman, Bohdan Pociej, Irina Nikolska.
Kairos w starożytnej grece znaczy moment spełnienia, uzgodnienia między tu i teraz. Słowo to stało się nazwą założonej w roku 1999 przez Barbarę Fränzen i Petera Oswalda poświęconej muzyce współczesnej austriackiej oficyny, która w siedem lat podbiła uszy i serca niemal wszystkich miłośników tej twórczości. Przede wszystkim z racji świetnej, często odkrywczej selekcji twórców i dzieł; znakomitej jakości nagrań i kompozycji albumów; przejrzyście i intrygująco napisanych książeczek oraz niebanalnej i korespondującej z zawartością oprawy, z okładką autorstwa malarza Jakoba Gasteigera na czele.
Można potraktować dzieło oficyny Wergo jako work-in-progress, niekończącą się tytaniczną i jakże potrzebną dokumentację na gorąco sceny kompozytorskiej kraju, porównywalną tylko z jeszcze bardziej może monumentalną tematyczną kolekcją BMG Musik in Deutschland 1950-2000, obejmującą 150 płyt i również powstającą przy współpracy DMR. I choć omawiana poniżej seria jest, póki co, skromniejsza, to i tak objęcie jej całości zdaje się niemożliwe przez jedną osobę - dlatego zdecydowaliśmy się na mały eksperyment. Wybraliśmy trzy zestawy po trzy dyski i zaproponowaliśmy ich zrecenzowanie trzem melomanom, przyjaciołom z Nowej Muzyki.
Płytę z muzyką Philippe'a Hurela otrzymałem razem z nagraniami kilku utworów Jonathana Harveya. O ile muzyka tego ostatniego przekonała mnie dopiero po pewnym czasie, o tyle Hurel i jego bajecznie kolorowe i figlarne utwory od razu wzbudziły mój entuzjazm. Zarówno Six miniatures, jak Lecon de choses, Opcit oraz Pour l'image, choć przyznaję, że po dłuższym kontakcie pojawiły się i zastrzeżenia, ale o tym później.
Parę słów sytuujących kompozytora - Francuz Philippe Hurel, urodzony w 1955 roku, uczeń Betsy Jolas, Ivo Malca i Tristana Muraila, oprócz kompozycji studiował również muzykologię, od 1987 roku naucza kompozycji komputerowej w Ircam, a od roku 1990 jest dyrektorem artystycznym zespołu Court-circuit. Jeśli Ircam, Court-circuit i Murail, to nie mamy już wątpliwości, gdzie należy ulokować Hurela na mapie muzyki współczesnej. Po prostu - spektralizm.
Oto wyjątkowy i bezprecedensowy w polskiej prasie projekt. Pięcioro uczestników stypendium dla młodych krytyków muzycznych Deutscher Musikrat (Niemieckiej Rady Muzycznej) dostało w maju 2003 roku do zrecenzowania płytę młodego (1971) niemieckiego kompozytora, tydzień czasu i 3.000 znaków ze spacjami limitu.
Dwupłytowe
wydawnictwo firmy Col Legno dokumentujące
znany niemiecki festiwal nowej muzyki
Donaueschinger Musiktage z 2001 roku
przynosi dużą dawkę muzyki kompozytorów
niekoniecznie szeroko znanych w kraju nad
Wisłą. Od pierwszych do ostatnich sekund
słyszymy muzykę nieprzejednanie i
niepoprawnie współczesną. Widocznie na
Zachodzie mało kto przejął się teorią, że
awangarda była błędem czy tylko pewnym
nieuniknionym etapem w historii muzyki,
etapem, który należy bezwzględnie i trwale
przezwyciężyć. Jednak, gdy się oswoić z tą
często ryzykowną, a zawsze poszukującą i
kunsztowną muzyką, poszczególne dzieła
okazują się odrębnymi wszechświatami,
budowanymi przez różne wrażliwości, opartymi
na odrębnych założeniach estetycznych,
wywiedzionymi z różnorakiego traktowania
materii, formy i przebogatych możliwości
twórczych "języka bardzo giętkiego", którym
dysponuje muzyka współczesna.
Harrison Birtwistle,
rówieśnik Krzysztofa Pendereckiego,
stał się już w latach 60. jednym z
najważniejszych brytyjskich
kompozytorów awangardowych. Nawet u nas,
na
Warszawskiej Jesieni, jego utwory były
w tym czasie kilkakrotnie wykonywane.
Ostatnie dwie dekady to okres, gdy
Birwistle jest już na świecie dobrze
znany,
wykonywany, nagradzany.
Płyta, o której mamy mówić, powstała
dziewięć lat temu i jest dowodem na to,
że
nowa muzyka się nie starzeje. Krążek
zawiera trzy utwory nagrane przez
zespół
Musikfabrik NRW, prowadzony przez
Johannesa Kalitzkego.
Utwory zawarte na płycie, o której
mówimy, nie są wymieniane przez
krytyków
jako najważniejsze kompozycje
Harveya. Moim zdaniem jednak, są to
dzieła
znakomite. Każde z nich przy tym
wprowadza inną ideę. Płyta dokumentuje
twórczość Jonathana Harveya z lat 90.
ubiegłego wieku. Umieszczono na niej:
One Evening... na sopran,
mezzosopran, zespół i elektronikę,
utwór
Advaya na wiolonczelę i
elektronikę oraz Death of
Light/Light of
Death na obój, harfę, skrzypce,
altówkę i wiolonczelę. Zestawiając
zawierającą dalekowschodnie
reminiscencje Advayę z
inspirowaną
malarstwem pasyjnym kompozycją Death
of Light/Light of Death pokazano, w
jaki sposób Harvey łączy duchowość
Wschodu i Zachodu.
Na pierwszy rzut oka, krążek
skomponowany umiejętnie i atrakcyjnie:
trzy
utwory, w tym dwa koncerty
instrumentalne i cykl pięciu pieśni.
Obsada
gwiazdorska: Gidon Kremer w koncercie
skrzypcowym, Dawn Upshaw w cyklu pieśni
i
Anssi Karttunen, którego znamy choćby z
wykonania koncertu wiolonczelowego
innego Fina - Magnusa Lindberga.
Orkiestra wprawdzie w każdym utworze
inna, ale
wszystkie prowadzi Esa-Pekka Salonen,
przyjaciel kompozytorki. |