KRZYSZTOF UNIŁOWSKI O "LUBIEWIE"
No i stało się - otrzymaliśmy książkę, która ma stanowić literackie
świadectwo istnienia pedalskiej (a właściwie ciotowskiej) subkultury.
Ciekawym jednak, czy polityczny wymiar tego przedsięwzięcia nie przesłoni
innych. Szczerze mówiąc, bardziej zaintrygowały mnie literackie koneksje
Witkowskiego, który z rozmysłem konstruuje linię własnych protoplastów
w sztuce pedalstwa oraz opowiadania. Wskazani zostali Breza, Gombrowicz,
a przede wszystkim - Białoszewski, którego kolekcje "donosów rzeczywistości"
dostarczyły kompozycyjnego wzoru dla drugiej, obszerniejszej części
książki, zatytułowanej "Ciotowski bicz" (ów "bicz"
to po prostu spolszczone "beach", bo też o plażę się tutaj
rozchodzi). Z kolei pierwszy utwór, Księga ulicy, został utrzymany w
konwencji niby-reportażu. Widziałbym w tym aluzję do literatury epoki
PRL, zarówno z czasów heroicznego budownictwa (takie, powiedzmy, Przy
budowie), jak też z lat rozrachunków i rozliczeń (stylizacje reporterskie
doby stanu wojennego). Wątek PRL jest bowiem u Witkowskiego szalenie
istotny, a być może - zaryzykuję - najważniejszy. Rzecz nie tylko w
tym, że autor pozwolił sobie na przekorne zainscenizowanie sporu między
oldskulową, peerelowską "ciotowatością" a nowoczesną, liberalną
"gejowatością" (nie trzeba dodawać, że narrator sympatyzuje
z tą pierwszą). Chodzi także o to, że czasy nieboszczki Ludowej nieoczekiwanie
awansują do rangi Złotego Wieku sztuki opowiadania: "na nocnych
dyżurkach nie było jeszcze telewizorów, więc wyobraźnia pracowała pełną
parą". W obu książkach Witkowskiego, Copyright i Lubiewie, znajduję
zabarwioną autoironią próbę zrewaloryzowania nieboszczki Ludowej, więc
raczej tu doszukiwałbym się specjalności tego autora, nie w pedalskim
temacie.