Michał Witkowski napisał wielką powieść, formalnie zbiór opowiadań - obrazków połączonych wspólną narracją. Napisał własnym językiem [...] Czytaliście? 300 stron tak napisanych właśnie. Ja czytałem i starałem się przeczytać jak najwięcej o "Lubiewie". Chyba z 30 recenzji i opracowań. Wszystkie, literalnie wszystkie skupiły się na temacie, pozornym temacie głównym. Na pedalstwie. Z jakąż troską, i pochylaniem się, i rozpatrywaniem, i współczuciem, i wyrozumiałością, bądź ich brakiem, i oburzeniem, i nienawiści tłumaczeniem podeszli do pisania o Witkowskim i jego ferajnie "recenzenci". Tak, jakby wszystkie teksty poświęcone "Lotowi nad kukułczym gniazdem" miały i całkowicie, i wyczerpująco, i wyłącznie skupiać się na tematyce szpitalnictwa i psychiatrii, ani na moment nie zatrzymując się na opisywanych systemach, ludzkich postawach i relacjach. I ani przez moment nie skupiając się na tym, że Ken Kessey napisał książkę wielką.

Witkowski napisał książkę wielką. Opisał przejście z PRL-u do Europy na przykładzie jednej z subkultur. Ale napisał z taką subtelnością, szukaniem czegoś choćby drobnego, dobrego w każdym, nawet najgorszym, wydawałoby się. Reszcie. To książka z dobrym podejściem. Jakoś trudno o nie innym opisującym zmiany w Polsce w ostatnich 20 latach. To nie jest jedna z takich książek ostatnich dwóch dekad, to nieliczna jeśli nie jedyna. I nie dlatego, że pierwsza bierze na warsztat cioty i gejów - dwa światy obce zasadniczo większości obywateli, ale i obce wobec siebie, jak się okazuje. Jest jeszcze druga warstwa i język, jakim jest przedstawiona. Ale tego już nie dowiesz się z recenzji, skądinąd na ogół życzliwych, a nie "nieżyczliwych". To, co skupia uwagę autorów to pornografia, obrzydlistwo, ohyda. Mój Boże! Armia szlachetnych i czystych zetknęła się z brudkiem, społecznym strupkiem. Fe!

I Witkowski, choć nie boi się ekshibicjonizować totalnie w mediach, co skądinąd też można uczynić sztuką i co chyba czasami przychodziło mu na myśl, boi się czego innego. Przebicia stereotypu, schematu. Sądzi, że książka nie trafi do szerszych kręgów. On się nie boi, on nie wierzy w to raczej. Pytany o przewidywanych czytelników mocno ogranicza ich liczbę i preferencje seksualne, a pewnie i artystyczne. Ma w ręku towar eksportowy, a nie wierzy, że może zdobyć nim także rynek wewnętrzny. Pewnie zna polskie społeczeństwo, już choćby z własnych książek :-) Choć jak czytam w wywiadzie w "Dużym Formacie", wynika to z jego charakteru - dziejopisa, a nie barykadiera. "Ja nie jestem działaczem, interesuję się tym, co jest i było, jestem nastawiony na przeszłość, a nie na modelowanie przyszłości. Pod tym względem jestem postmodernistą - w ogóle nie interesuje mnie przeszłość jako projekt. Za to zupełnie bezinteresowne obserwowanie, jak zmieniają się czasy i jak my zmieniamy się wraz z nimi, bez względu na to, czy chodzi o obyczaje seksualne, fryzury, czy o język". Jasno wyłożone, więc po prostu zaznaczę, że tu się z kolegą autorem po prostu różnię.


Paweł Sito, "Dlaczego", kwiecień 2005