MARTA SAWICKA, "WPROST" 30 STYCZNIA 2005, NR 4

"Lubiewo" to stuprocentowa powieść gejowska. Ale to również popis pisarskiej sprawności autora. Narrator/narratorka (dwu płci - jak nakazuje polityczna poprawność) - Michaśka literatka - oprowadza nas po pedalskim inferno, nie szczędząc opisów najgorszych kaźni i słownych biczów. To świat, jakiego w polskiej prozie nie mieliśmy jeszcze okazji oglądać, ale i powiew bezpruderyjnej prozy, która pobudza wyobraźnię. Lektura przyprawia o mdłości, a jednocześnie niezdrowo pociąga. Obraz "przegiętych ciotek" wzbudza skrajne uczucia: obrzydzenia, współczucia, a nawet zalążki sympatii. Bohaterzy/bohaterki wspominają stare, jurne czasy, z nostalgią wyjmują z foliowych woreczków zdjęcia rosyjskich żołnierzy, z niesmakiem patrzą na nowoczesnych gejów spod igły, by potem w starych wełnianych swetrach iść na niedzielne nabożeństwo. Książka może się okazać najczęściej czytaną powieścią sezonu, nawet jeśli nie poświadczą tego żadne rankingi. Bo choć na rynku istnieje od miesiąca, po kraju już krążą jej zaczytane do cna i wymięte egzemplarze. To zasługa najbardziej skutecznej reklamy - szeptanej.