|
WSTĘP
(600)
Że ze znacznym opóźnieniem odpowiadam na twoją rozprawę o wolnej
woli, czcigodny Erazmie, to przytrafia się wbrew nadziei wszystkich i
wbrew mojemu obyczajowi, gdyż dotychczas uchodziłem za człowieka, nie
tylko chętnie wykorzystującego tego rodzaju sposobność do pisania,
ale nawet poszukującego ich. Zdziwi się może ktoś tam tej nowej i
niezwykłej u Lutra czy to cierpliwości, czy obawie, u Lutra, którego
nie pobudziło nawet tyle chełpliwych głosów i pism wrogów, winszujących
zwycięstwa Erazmowi i nucących peany, że oto ten Makabejczyk
i niezwykle uparty polemista znalazł wreszcie godnego przeciwnika,
przed którym pyska nie ośmieli się otworzyć. Zaiste, tych ja nie
tylko nie oskarżam, lecz sam tobie palmę pierwszeństwa ustępuję, której
dotąd nikomu nie ustąpiłem, nie tylko dlatego, że wymową i talentem
znacznie mnie przewyższasz, a którą my wszyscy słusznie tobie
przyznajemy, o wiele więcej ja, barbarzyńca, który zawsze wśród
barbarzyństwa się obracałem, lecz także dlatego, że powstrzymałeś
moją zapalczywość i moje natarcie, i jeszcze przed walką sił mnie
pozbawiłeś, to zaś z dwóch przyczyn:
Po
pierwsze, swoją umiejętnością, że dziwnie łagodnie i stale w sposób
umiarkowany prowadziłeś tę sprawę, w której przeciwko mnie wystąpiłeś,
abym nie mógł przeciwko tobie być zapalczywym; a następnie, że czy
to zbiegiem okoliczności, czy z przypadku, czy wreszcie jakimś dziwnym
(601) zrządzeniem losu w sprawie tak ważnej nie powiadasz nic, co by
już poprzednio nie było powiedziane, owszem, tak dalece mniej
powiadasz, ale za to więcej znaczenia przypisujesz wolnej woli, niż
dotychczas sofiści (scholastycy)
powiadali i jej przypisywali, (o czym obszerniej poniżej będzie mowa,
tak iż nawet zbytecznym wydawać się może odpowiadać na tamte twoje
argumenty, które już przedtem tylekroć przeze mnie były zbijane,
zdeptane zaś i po prostu starte zostały przez niezwyciężoną książką
Filipa Melanchtona „O podstawowych
tezach teologicznych”, moim zdaniem godną nie tylko nieśmiertelności,
lecz także kościelnego kanonicznego uznania, z którą porównana
twoja książka tak mi obmierzła i lichą się wydała, że głęboko z
tobą współczuję, iż nader piękny swój i talentu pełen wykład
tymi brudami skalałeś, i niechęć czuję do tego zupełnie bezwartościowego
tematu, który w tak cenne ozdoby krasomówstwa jest ujęty, jak gdyby
śmiecie i gnój noszono w złotych i srebrnych naczyniach.
I
to jest właśnie to, co zdaje się ty sam wyczuwałeś, który tak
niechętnie podjąłeś się zadania napisania tej rozprawy,
bez wątpienia dlatego, że sumienie twoje może ci szeptało, iż
niezależnie od tego, z jak wielkimi zasobami krasomówstwa do rzeczy
tej byś się zabrał, jednak nie mógłbyś zamydlić mi oczu, bym ja,
usunąwszy powaby słów, nie dostrzegł gnoju, ja, który aczkolwiek w
mowie jestem niewprawny, jednak z łaski Bożej w znajomości tematu
jestem wprawny (2Kor 11,6). Tak bowiem, wraz z Pawłem, ośmielam się
sobie przypisać znajomość tematu, a tobie z pełnym prawem jej odmówić;
aczkolwiek chętnie i z obowiązku tobie przyznaję krasomówstwo i
talent, a sobie ich odmawiam.
Dlatego
pomyślałem tak: Jeżeli są tacy, którzy obwarowaną tak wyraźnymi słowami
Pisma naszą nauką, głębiej nie przesiąknęli i nie trzymają się
jej mocno, wrażenie wywierają na nich owe słabe i nijakie, chociaż
bardzo ozdobne, argumenty Erazma, to nie są oni godni, abym im z moją
odpowiedzią śpieszył na pomoc. Takim bowiem nie dość jest słów, mówionych
czy pisanych choćby i w wielu tysiącach książek, nawet po tysiąckroć
powtórzonych; taki sam bowiem byłby wynik jeślibyś orał wybrzeże
morskie i obsiewał pustynię piaszczystą, albo i dziurawą beczkę wodą
napełniał. Tym zaś, którzy z książek naszych zaczerpnęli ducha i
przyjęli go za swego nauczyciela, dość obficie usłużyliśmy, i ci
twoją nauką z łatwością pogardzą; co do tych zaś, którzy bez
ducha czytają, to nic dziwnego, że wszelaki wiatr nimi miota jakby
trzciną; tym nawet Bóg nie dosyć by powiedział, choćby i wszystkie
stworzenia w języki się zamieniły.
Stąd
prawie że narzucałoby się postanowienie, by pozostawić w spokoju
tych, których książeczka twoja
zgorszyła, razem z tymi, którzy się nią szczycą i tobie triumf
przyznają. Przeto ani mnogość zajęć ani trudność zagadnienia, ani
wybitne twoje krasomówstwo, ani obawa przed tobą nie stanowiły dla
mnie przeszkody, by ci dosadnie odpowiedzieć lecz tylko odraza, niechęć
i pogarda, czyli — by tak rzec — mój sąd o twojej
rozprawie; bo na razie pragnę przemilczeć to, czego ty, zawsze do
siebie podobny, z dostatecznym uporem się trzymasz, mianowicie, że
zawsze chcesz być gładkim i dwuznacznym, i chytrzejszym niż Ulisses,
i płyniesz, jak ci się zdaje, między Scyllą i Charybdą,
i niczego nie chcesz wyraźnie twierdzić, a jednak znowu chcesz uchodzić
za „stawiającego twierdzenie”. (602) Pytam, co z tym
gatunkiem ludzi można porównać lub zestawić? Chyba żeby ktoś umiał
schwytać Proteusza.
A co pod tym względem potrafię, i jaką korzyść ty z tego mieć możesz,
później z pomocą Chrystusa pokażę.
Że
więc teraz odpowiadam, nie jest całkiem bez przyczyny: Napierają na
mnie wierni bracia w Chrystusie i przedkładają mi, że wszyscy
odpowiedzi tej oczekują, ponieważ autorytetu Erazma nie należy
zlekceważyć, i ponieważ prawda nauki chrześcijańskiej w sercach
wielu jest zagrożona. Także i mnie doprawdy przyszło wreszcie na myśl,
że moje milczenie nie było dostatecznie szczere i że to moja cielesna
roztropność a może i złość mnie zwiodły, tak iżem nie dość
pamiętał o obowiązku moim, który czyni mnie dłużnikiem zarówno mądrych
jak i niemądrych, zwłaszcza że prośby tylu braci mnie do niego nawołują.
Chociaż bowiem sprawa nasza jest tego rodzaju, iż nie wystarcza co do
niej tylko zewnętrzny nauczyciel, lecz oprócz tego, który zewnętrznie
sadzi i podlewa, z utęsknieniem domaga się także Ducha Bożego, który
daje wzrost (1Kor 3,7) i jako żywy spraw żywych wewnętrznie naucza
— myśl, która bardzo leżała mi na sercu jednak, skoro Duch ten
jest wolny i wieje, nie gdzie my chcemy, ale gdzie on chce, (J 3,8),
jednak należało uwzględnić ową regułę Pawła: „nalegaj
wczas, albo nie wczas” (2Tm 4,2), nie wiemy bowiem, o której
godzinie Pan przyjdzie (Mt 24,42). Niech i tak będzie, że są tacy, którzy
dotychczas jeszcze nie zauważyli, że w moich pismach Duch jest
nauczycielem, i zostali przez ową Diatrybę
Erazma po prostu do ziemi przytłoczeni, może dlatego, że jeszcze nie
nadeszła ich godzina.
A
kto wie, najlepszy Erazmie, czy Bóg nie uzna za rzecz właściwą, by
ciebie nawiedzić przeze mnie, nędzne i kruche narzędzie swoje, iżbym
w szczęśliwej godzinie (o co z serca proszę Ojca miłosierdzia przez
Chrystusa, Pana naszego) przez tę książeczkę
do ciebie przyszedł i bardzo drogiego brata pozyskał. Albowiem, chociaż
ty na temat wolnej woli mylnie myślisz, i piszesz, jednak nie małe
należą ci się ode mnie dzięki, że mnie w moim poglądzie jeszcze
bardziej utwierdziłeś, i gdy wiedziałem, że na temat wolnej woli
rozprawiał taki i tak wielki umysł, i to z takim nakładem sił, a
jednak do niczego nie doprowadził, tak iż przedstawia się on dziś
gorzej niż poprzednio, to jest to wyraźnym dowodem na to, że wolna
wola to wierutne kłamstwo, i że sprawa z nią ma się podobnie, jak z
ową niewiastą z ewangelii, że im więcej lekarze ją leczyli, tym
gorzej się miała (Mk 5,26). Głęboką więc okażę ci wdzięczność
przez to, gdy ty dzięki mnie staniesz się pewniejszym, a ja dzięki
tobie mocniejszym. Lecz i jedno i drugie jest darem Ducha, a nie
wynikiem naszej służby. Dlatego należy prosić Boga, aby mnie otworzył
usta, a tobie i wszystkim serca, i aby On Sam był wśród nas
nauczycielem, któryby w nas mówił i słuchał.
Pozwól
mi zaś, mój Erazmie, uzyskać od ciebie to, byś tak, jak ja znoszę
twoją nieznajomość w tych sprawach, ty nawzajem znosił mój brak
sztuki krasomówstwa. Bóg nie daje jednemu wszystkiego. I nie wszystko
każdy z nas potrafi, a raczej — jak powiedział Paweł: „Różne
są dary, ale jeden duch” (1Kor 12,4). Pozostaje więc przy tym:
aby obdarowani nawzajem świadczyli sobie usługi, i aby jeden przy
pomocy swojego daru niósł brzemię i wyrównywał braki drugiego, a
tak wypełnimy Zakon Chrystusowy (Ga 6,2).
Makabejczyk – uosobienie nieugiętej, bohaterskiej walki o świętą
sprawę. Nazwa ta wywodzi się od przydomka „Mak–kabi =
młot”, jaki dodano do imienia Judy, syna Matatiasza, który w
165r. pne. po sprofanowaniu świątyni jerozolimskiej przez Antiocha
Epifanesa IV wzniecił zwycięskie powstanie przeciwko okupującym
Palestynę po śmierci Aleksandra Wielkiego Seleucydom.
„Już przedtem tylekroć były zbijane” – Od
1518r. Luter wyraźnie reprezentuje pogląd o braku wolności woli.
Świadczą o tym „tezy Heidelberskie” z wiosny 1518r.
– patrz moje studium pt. „Kontrowersja
dogmatyczna…” wyd. „Kościół i Teologia”
s. 130 nn. – „Assertio” patrz ibid. s. 130 –
„Contio, quo modo sit parandus ad moriendum” z 1519r.
– „Komentarz do Psalmów” z 1519–1521r.
Książka Filipa Maelanchtona „Loci communes rerum
theologicarum seu hypotyposes theologiae” z 1521r. –
patrz moje studium: „Jak powstała pierwsza dogmatyka luterańska”
w „Z problemów reformacji” 1976r.
„Tak niechętnie podjąłeś się zadania napisania tej
rozprawy”, patrz „Kontrowersja dogmatyczna” i Wstęp.
„Książeczka twoja” – „De libero arbitrio
diatribe sive collatio”. Całe dzieło Lutra „De
servo arbitrio” jest polemiką Lutra z wywodami Erazma w tej Diatrybie.
Ulisses – łacińska forma imienia bohatera Homerowego eposu
Odysei, Odyseusza, według Eneidy Wergiliusza.
Scylla i Charybda – dwa niebezpieczne wiry morskie w cieśninie
messyńskiej między półwyspem Apenińskim a Sycylią, przez które
przejazd był prawie że niepodobieństwem. Udało się to jedynie
Odyseuszowi. Według poglądów starożytnych komu udało się przepłynąć
jeden wir wpadał w drugi, co wyrażał wiersz łaciński: „Incidit
in Scillam, qui vult vitare Charybdim”. [W języku polskim,
jak podają słowniki, określenie to znajduje odpowiednik w przysłowiu
„Wpaść z deszczu pod rynnę – uzupełnienie wydawcy.]
„Schwytać Proteusza” – frazes wyrażający
niezwykle trudne zadanie, gdyż Proteuszowi, boskiemu słudze boga
morza Posejdona–Neptuna przypisywano zdolność odmieniania
swojej postaci; tak iż trudno go było schwytać. Stąd imię
Proteusz oznacza człowieka zmiennego i chytrego. Luter za takiego
uważał Erazma.
Diatryba – tytuł książki Erazma, z którą Luter
polemizuje. Por. przypis 6.
„Przez tę książeczkę” – Luter ma na myśli
swoje dzieło jako odpowiedź na dzieło Erazma „De libero
arbitrio”, pt.: „De servo arbitrio”.
|