|
POEMAT DLA LICEALISTEK czyli POETYCKIE DYGRESJE NA TEMAT KWIATÓW POLSKICH albo WIERSZ UMIARKOWANIE ZAANGAŻOWANY POD KONIEC DRUGIEGO TYSIĄCLECIA W Gdyni nigdy nie było tramwajów, za to był tu papież, z Kamiennej góry dobrze słyszeliśmy rozdygotany głos echa, słyszeliśmy głos, który docierał nawet do toalet na czterech kółkach, ustawionych na placu po to, żeby podczas walenia kupy nikt nie zapomniał o Bogu, wypróbowaliśmy to - działało nad podziw dobrze, i wtedy w głębi naszych obmierzłych dusz drgnęło straszliwe poczucie - chyba winy, bo oto z radiowego głośnika popłynęło przerażające zapewnienie, iż dzisiaj w godzinach rannych prymas spotkał się z przedstawicielami społeczności żydowskiej, wymieniono zwyczajowe "Heil Hitler!", byliśmy zdruzgotani, smutni, co teraz będzie, cała broń przeciwko międzynarodowemu ateizmowi, gasnące źródło uśmiechu i ogólne wyniszczenie, ale nasze obawy okazały się płonne, pryt, pryt, zatrzeszczało w głośniku, eksplozja, fajerwerk, sam Ojciec gwałtownym ruchem ręki dał znak, by wszyscy zamilkli, nawet gitarzysta grający stopami na swoim insrumencie, jasne ekumeniczne światło spaliło krzaki u podnóża Kamiennej Góry i nagle stało się jasne, że nic złego się nam nie stanie, byliśmy na pełnym morzu, krytyka nas nie dosięgała, nikt nie mógł nam nic zrobić, tylko mnie wciąż dręczyły trzy pytania mikroskopijnej wprost wielkości: Skąd przychodzimy? Kim jesteśmy? Kto nam obciągnie? |
| CE.90 |