POEMAT DLA LICEALISTEK

                czyli

                POETYCKIE DYGRESJE NA TEMAT
                KWIATÓW POLSKICH

                albo

                WIERSZ UMIARKOWANIE ZAANGAŻOWANY
                POD KONIEC DRUGIEGO TYSIĄCLECIA



        W Gdyni nigdy nie było tramwajów,
        za to był tu papież,
        z Kamiennej góry dobrze słyszeliśmy
        rozdygotany głos echa,
        słyszeliśmy głos, który
        docierał nawet do toalet
        na czterech kółkach,
        ustawionych na placu po to,
        żeby podczas walenia kupy
        nikt nie zapomniał o Bogu,
        wypróbowaliśmy to - działało nad podziw dobrze,
        i wtedy w głębi naszych obmierzłych dusz
        drgnęło straszliwe poczucie - chyba winy,
        bo oto z radiowego głośnika popłynęło przerażające
        zapewnienie, iż dzisiaj w godzinach rannych
        prymas spotkał się z przedstawicielami społeczności
        żydowskiej, wymieniono zwyczajowe "Heil Hitler!",
        byliśmy zdruzgotani, smutni, co teraz będzie,
        cała broń przeciwko międzynarodowemu ateizmowi,
        gasnące źródło uśmiechu i ogólne
        wyniszczenie, ale nasze obawy okazały się płonne,
        pryt, pryt, zatrzeszczało w głośniku,
        eksplozja, fajerwerk, sam Ojciec gwałtownym
        ruchem ręki dał znak, by wszyscy zamilkli,
        nawet gitarzysta grający stopami na swoim
        insrumencie, jasne ekumeniczne światło
        spaliło krzaki u podnóża Kamiennej Góry
        i nagle stało się jasne, że nic złego
        się nam nie stanie, byliśmy na pełnym morzu,
        krytyka nas nie dosięgała, nikt nie
        mógł nam nic zrobić, tylko mnie wciąż
        dręczyły trzy pytania mikroskopijnej wprost wielkości:
        Skąd przychodzimy? Kim jesteśmy? Kto nam obciągnie?


CE.90