|
|
STEFANIA
ŁOBACZEWSKA
J.
M. CHOMIŃSKI: PRELUDIA CHOPINA
(ANALIZY
I OBJAŚNIENIA DZIEŁ WSZYSTKICH FRYDERYKA CHOPINA, T. IX)
|
Analizy
Preludiów Chopina doc. dr. Chomińskiego traktuję w
moim referacie jako punkt wyjścia dla rozważań nad jednym z
czołowych zagadnień muzykologii, jakim jest analiza utworów
muzycznych. W dokonującej się w obecnej chwili przebudowie metod
muzykologii polskiej zagadnienie to musi znaleźć swe właściwe
naświetlenie, musi zostać ustawione zgodnie z założeniami nauki
marksistowskiej, a w konsekwencji – z gruntu inaczej niż w teorii
XIX wieku.
Na
płaszczyźnie metodycznej
streszcza się zagadnienie analizy, rozpatrywane na konkretnym
przykładzie analiz chopinowskich, do następujących punktów:
-
zbadania,
o ile muzyka Chopina – jako zależna od swej bazy materialnej i
społecznej – może być uważana jako reprezentująca jeden z
aspektów nadbudowy
ideologicznej swej epoki, w czym wyraża się jej
przynależność do bazy i do nadbudowy ideologicznej i jak się ta
przynależność manifestuje poprzez specyfikę materiału
muzycznego,
-
zbadania,
czy w muzyce Chopina dadzą się odnaleźć jakieś elementy
ponadklasowe,
sięgające ponad bazę materialną i społeczną i poza nadbudowę
ideologiczną swej klasy i swej epoki, i jakie to są elementy,
-
zbadania,
o ile muzyka Chopina reprezentuje styl
narodowy w muzyce polskiej i w czym wyrażają się tu
cechy narodowego stylu polskiego.
Niezależnie
od tego, który z wymienionych wyżej punktów
obralibyśmy za specjalny przedmiot badań, zawsze podstawowym
warunkiem prawidłowego jego ustawienia metodycznego będzie właściwy
aspekt na problem „treść – forma”. Aspekt ten rozstrzygać
będzie w każdym wypadku nie tylko o wynikach analizy, ale nawet o
sposobie postawienia samego zagadnienia. Zakładamy zatem – zgodnie
z założeniami estetyki marksistowskiej – że forma jest w muzyce
wykładnikiem treści emocjonalnych, jest przez tę treść
podyktowana i przez nią urobiona, i w znacznej mierze sama
rozstrzyga z kolei o sposobach, za pośrednictwem których
zostają te treści wyrażone w dziele muzycznym. Założenie to –
ogólnie już dziś przyjęte przez naszych muzykologów,
stojących na gruncie estetyki marksistowskiej, pozostaje jednak
zawsze jeszcze założeniem tylko teoretycznym. W praktyce przyjmuje
się formę utworu
muzycznego jako punkt wyjścia analizy. Formę traktuje się zatem
jako czynnik pierwotny, nawet wtedy, gdy stwierdza się konieczność
wyjścia w analizie poza samą formę. Uzasadnienie: forma uważana
jest za jedyną platformę, z której możliwa jest ewentualna
analiza treści. Z formy utworu, jako reprezentującej wobec
specyfiki materiału muzycznego jakoby jedyny grunt, na którym
można ustawić analizę na gruncie naukowym, miałoby się
wnioskować o treści utworu.
Takie
stanowisko wydaje mi się błędne i nie prowadzące do celu. Nie
jest ono konsekwencją wysnutą z założeń estetyki
marksistowskiej, obciążone one jest tradycjami dawnej estetyki
formalistycznej. Tak bowiem estetyka formalistyczna, jak i analiza,
która wyłącznie tylko z formy utworu muzycznego usiłuje
wyciągnąć wnioski o jego treści, w gruncie rzeczy nie wychodzą i
wyjść nie mogą poza granice badań nad samą formą. Względnie –
wycinek badań, który można przekroczyć, wychodząc tylko od
analizy formy w kierunku treści utworu, jest bardzo wąski i
ograniczony.
Analizy
Preludiów Chopinowskich doc. dr. Chomińskiego stanowią
w stosunku do prac analitycznych dawniejszego typu olbrzymi krok
naprzód dzięki traktowaniu poszczególnych elementów
formy muzycznej w ich związku wzajemnym, w ich wzajemnym
współdziałaniu i współoddziaływaniu. Co więcej –
tak rozszerzona i pogłębiona analiza formalna pozwala nawet w
pewnej mierze na uchwycenie tych elementów formy jako
nosicieli pewnych treści wyrazowych. Ale wykryte na tej drodze
treści wyrazowe utworu muzycznego obracają się w kategoriach tak
ogólnych, że bardzo mało albo nic prawie nie potrafią nam
powiedzieć o specyfice tych treści z punktu widzenia ich różnic
historycznych, środowiskowych i nadbudowy ideologicznej, której
część stanowią, nie mówiąc już o tych cechach, które
określimy jako wyznaczniki stylu narodowego czy indywidualnego.
Wszystko, co da się z tego punktu widzenia powiedzieć o treści
wyrazowej utworu, redukuje się tu do najogólniejszej dynamiki
rozwojowej, która – poprzez rozwój formy muzycznej i
składających się na tę formę elementów – jest
równocześnie dynamiką jakichś,
absolutnie nie zróżnicowanych jakości uczuciowych. W tym
stanie rzeczy wychodzimy wprawdzie w jednym punkcie poza estetykę
Hanslicka, który twierdził, że w muzyce nie ma innej treści,
jak tylko „forma dźwiękowa rozwijająca się w czasie”, ale nie
wychodzimy poza tę estetykę w innym punkcie: tam, gdzie Hanslick
twierdzi, że z uczuć może
muzyka oddać tylko ich dynamikę, ich narastanie i
opadanie, stany napięcia i odprężenia, dające się uchwycić
poprzez fluktuacje formalnych przebiegów dźwiękowych.
Analiza
marksistowska, która zakłada, że forma w muzyce jest
zmysłowo uchwytnym przejawem pewnych treści emocjonalnych, musi też
w konsekwencji przyjąć założenie, że te treści wyrazowe są
historycznie i klasowo zmienne. Że są to uczucia człowieka
historycznego i klasowego, bazujące na odmiennych formacjach
społecznych i na odmiennej ideologii. Tego zaś żadna – nawet
najbardziej dogłębna analiza, biorąca tylko formę utworu za punkt
wyjścia – wykryć nie zdoła.
Stwierdzenie
tego faktu nie jest bynajmniej równoznaczne z zaprzeczeniem
analizie formalnej wszelkiej racji bytu w ramach dzisiejszych badań
muzykologicznych. Analiza formalna zawsze reprezentować będzie
niezmiernie ważną część badań analitycznych, ale właśnie
tylko pewną ich część.
Wartość jej wyników zależeć będzie od tego, czy i o ile
przeprowadzona została w odniesieniu do danego utworu równocześnie
analiza jego treści, a więc tego czynnika, któremu ta forma
służy i którego jest wyrazem.
W
tym punkcie zaczynają się największe trudności. Trudności te
polegają na tym, by odnaleźć i uchwycić w sposób naukowo
sprawdzalny owe treści uczuciowe, wyrażone poprzez formę utworu
muzycznego, by uchwycić je w organicznym związku z formą i we
wzajemnym z tą formą współoddziaływaniu. Czy i na jakiej
drodze byłby ten ideał do osiągnięcia? Zanim spróbujemy
odpowiedzieć na to pytanie, postawmy jasno założenie metodyczne,
które mogłoby się stać podstawą dla tak pojętej analizy.
Założenie to brzmi: badania analityczne ustawione muszą być od
razu nie na platformie samej
formy, ale równocześnie
na platformie treści i formy: z punktu widzenia na treść
wyrazową danego utworu, tak jak ona w każdym poszczególnym
wypadku dana jest poprzez jego formę, i z punktu widzenia na jego
formę jako na wyraz jego treści.
W
tym punkcie musi muzykolog ważyć się na radykalne posunięcie
metodyczne: na opuszczenie gruntu badań ściśle autonomicznych jako
wyłącznego terenu i zbieranie wszystkich potrzebnych mu wiadomości
z terenu badań pośrednich, stojących już poza zasięgiem historii
i teorii muzyki. I wydaje mi się, że nie należy obawiać się tego
posunięcia. Taki punkt widzenia, odrzucany a limine przez
estetykę formalistyczną, stanowić mógł niebezpieczeństwo
„łatwizny” dla badań muzykologicznych tylko tak długo, jak
długo estetyka muzyczna nie brała w rachubę i nie znała tych
powiązań naukowych, jakie łączą świat sztuki z bazą materialną
i społeczną. Z chwilą, gdy w estetyce marksistowskiej przyjmuje
się te powiązania jako fakty naukowo sprawdzalne, gdy uwzględnia
się w historii muzyki
fakt genezy dzieł muzycznych z bazy i nadbudowy, i gdy w
konsekwencji postuluje się istnienie w utworze muzycznym jakichś
treści stanowiących odbicie realnej, pozamuzycznej rzeczywistości,
jest nie tylko rzeczą wskazaną, ale nawet obowiązkiem muzykologa
jako naukowca uwzględnić te powiązania w całej możliwej
rozciągłości także i w analizie utworu muzycznego. Bo to, co
stało u genezy danego kierunku czy stylu jako całości i co
rozstrzygnęło wraz ze specyficznymi warunkami materiału muzycznego
o takiej czy innej formie rozwojowej tego stylu, musi też mieścić
się w ramach przejawów szczegółowych,
reprezentowanych przez poszczególne utwory.
Jeżeli
chodzi o epokę,
określaną jako epoka romantyzmu w muzyce, w której mieści
się twórczość F. Chopina, to centralny punkt powiązań
z bazą i nadbudową stanowić będą trzy momenty:
-
fakt,
że była to epoka o szczególnie silnym napięciu
emocjonalnym w psychice społeczeństw europejskich, zawarunkowanym
i podsycanym sytuacją polityczną i społeczną,
-
fakt,
że to napięcie emocjonalne szukało dla siebie ujścia na
wszystkich terenach kultury, w filozofii, w naukach humanistycznych,
w literaturze i sztuce,
-
fakt,
że mamy tam do czynienia z jakościami uczuciowymi o wyraźnie
sprecyzowanym i bardzo charakterystycznym, indywidualnym obliczu.
Ważne
jest tu zatem nie tylko stwierdzenie faktu, że epoka romantyczna
była epoką o szczególnie silnym
napięciu emocjonalnym, ale przede wszystkim uświadomienie
sobie, że w grę wchodzą tu nowe
– w stosunku do poprzedniej epoki – jakości
uczuciowe o olbrzymim bogactwie i zróżnicowaniu
oraz – rzecz bardzo ważna – by uwzględnić i sam moment
życiowy, sytuacyjny, z którym związane są te
jakości uczuciowe. Ten moment sytuacyjny nie jest w każdym
poszczególnym wypadku czymś, co da się oddzielić od samej
jakości uczuciowej. On stanowi z nią integralną całość,
zabarwiając ją w ten czy inny sposób. To, co określamy
wspólnym terminem jako uczucie „smutku” czy
„przygnębienia”, reprezentować będzie inną jakość uczuciową
w zależności od tego, kto przeżywa to uczucie i jaka jest tzw.
podstawa psychologiczna tego uczucia. I kto wie, czy właśnie ten
tak zróżnicowany wachlarz jakości uczuciowych, obudzony do
życia w romantyzmie, który w języku mowy nie da się wyrazić
inaczej, jak tylko przez opisanie związanych z nimi każdorazowo
sytuacji życiowych, nie znajduje swego właściwego odbicia dopiero
w muzyce. A jeżeli by tak było, w takim razie nie tylko wolno, ale
należy całe te pozamuzyczne kulisy wciągnąć w jakiś sposób
do udziału w analizie, o ile chcemy zbliżyć się do konkretów.
Czy
wobec tego nie zachodzi tu pewna sprzeczność? Czy w takim razie
może rację mają przeciwnicy wszelkiej analizy muzykologicznej,
wychodzącej poza samą formę utworu, twierdząc, że wszelka inna
analiza jest niepotrzebna, gdyż „językiem i środkami muzyki da
się to samo powiedzieć o wiele lepiej?” Myślę, że nie. Bo
celem racjonalnej i wszechstronnej analizy nie jest powtórzenie
raz jeszcze tego, o czym mówi utwór muzyczny. Jej celem
jest z jednej strony rozszyfrowanie tych treści, które bez
pomocy słowa czy programu nie dadzą się bezpośrednio odczytać z
utworu muzycznego, z drugiej strony wyjaśnienie, na jakiej drodze,
jakimi środkami dokonuje się wyrażenie tych treści w muzyce. Jej
praktyczne korzyści są przy tym również wyraźne. Właściwe
ustawienie tych treści wyrazowych pod kątem widzenia ich
kierunkowości pogłębia zrozumienie utworu, a wykrycie metod, za
pomocą których transponuje kompozytor te treści na teren
dźwięku, pozwala uzyskać właściwy punkt widzenia na technikę
kompozytorską nie tylko z perspektywy formy utworu, ale i jej
użyteczności dla celów treści.
Gdy
w grę wchodzi epoka romantyzmu, dużą pomoc w tym punkcie badań
stanowić mogą inne, pokrewne dziedziny działalności ludzkiej,
mówiąc językiem marksistowskim: inne dziedziny nadbudowy
ideologicznej, zwłaszcza literatura i filozofia. Do takiego
postawienia sprawy upoważnia nas chociażby fakt ścisłego związku
w tej epoce pomiędzy filozofią a literaturą z jednej strony, a
muzyką z drugiej strony. Zainteresowania artysty twórczego
idą tam często po obu liniach równocześnie, muzyka często
z poezji czerpie podnietę, a z podniety tej rodzą się najbardziej
znamienne formy epoki romantycznej: pieśń i opera romantyczna,
później poemat symfoniczny. Prądy romantyczne weszły do
muzyki poprzez literaturę. Dały tam życie nie tylko licznym
arcydziełom, charakteryzującym się tym właśnie rysem wzmożonej
i silnie zróżnicowanej uczuciowości, ale i znamiennym
koncepcjom filozoficznym, ustawiającym w specjalny sposób
socjalne stanowisko artysty i jego pojęcie o własnych zadaniach w
sztuce. Na terenie filozofii i literatury romantycznej znajdujemy
wreszcie wyrażone owe jakości uczuciowe właściwe dla epoki, wraz
z całym aparatem sytuacyjnym, życiowym, z którego się
zrodziły. W tym punkcie wejść musi do badań analitycznych i sam
kompozytor wraz z tymi danymi, które reprezentuje czynnik
biograficzny. O ile z jednej strony oczywiście nie należy
wulgaryzować, doszukując się w każdym szczególe
biograficznym bezpośredniej podniety dla tego czy innego dzieła, o
tyle historyczne podejście do zagadnienia wskaże, że istnieją tu
zawsze pewne momenty, które w powiązaniu z ogólnymi
warunkami życia w danej epoce i danej klasie muszą być
uwzględnione.
Zacieśniając
dalej zagadnienie – zapytamy: jak odszukać te jakości uczuciowe,
charakterystyczne dla środowiska, w muzyce? Badania pomocnicze, o
których wspomnieliśmy, wskazać nam mogą tylko ogólnie,
jakie jakości mogą tu wchodzić w grę. Ale nie rozstrzygną nigdy
pytania, o jakie jakości uczuciowe chodzi w
danym wypadku, czyli jakie uczucia stanowią treść tego
czy innego dzieła muzycznego, i w jaki sposób zostały treści
te przetransponowane na teren dźwięku. Otóż w tym punkcie
przyjdą nam niewątpliwie w pomoc te wszystkie zdobycze naukowe,
które zmobilizowaliśmy jako argumenty na rzecz leninowskiej
teorii odbicia w muzyce – zwłaszcza w referacie dr Lissy i w
dyskusjach, które rozwinęły się wokoło tego zagadnienia na
I Konferencji Badań nad Sztuką. Argumenty te przyjmują jako
podstawowe założenie fakt, że przedmiotem odbicia się świata
realnego w muzyce są wszelkiego rodzaju zjawiska akustyczne związane
z emocjonalnym życiem człowieka, jak intonacje głosu w mowie –
zwłaszcza w mowie w afekcie; dalej „gesty, ruchy, cały sposób
poruszania się w różnych stanach uczuciowych”, jednym
słowem „cała różnorodność zjawisk związanych z
zachowaniem się człowieka w rzeczywistości”. Wreszcie także i
pewne zjawiska ruchowe, dające się zaobserwować w przyrodzie, mogą
stać się przedmiotem odbicia w muzyce. Jako konsekwencję tak
postawionej sprawy przyjąć należy, że wszystkie elementy
muzyczne: rytm, dynamika, melodia itd. mają jakieś swoje prawzory w
życiu. Prawzory te występują w sposób wyraźnie uchwytny
zwłaszcza we wczesnych stadiach rozwoju muzyki. W miarę dalszego
rozwoju występują w formach bardziej stylizowanych. Ale twórczość
muzyczna nigdy nie zrywa związku z tymi prawzorami. Jeżeli się to
dzieje – schodzi wówczas na manowce formalizmu. Prawzory te
ulegają coraz innym metodom i formom stylizacji. Ale geneza rytmu
muzycznego z pierwotnych form pracy zbiorowej, melodii z mowy i ze
zjawisk akustycznych, związanych z emocjonalnym życiem człowieka,
czy z tańca – zawsze pozostaną faktami, które w jakiś
sposób obciążają tę dalszą linię rozwojową, i dzięki
temu podtrzymują ową nić, łączącą muzykę z życiem. Dla
późniejszych okresów historii będą często tą nicią
upostaciowania dźwiękowe przekazane tradycją okresów
poprzednich, które zyskały już odpowiednią czytelność i
aprobatę społeczną dzięki wielkim, ogólnie znanym i
uznanym dziełom muzycznym. Czytelność ową mogą one w pewnych
wypadkach zawdzięczać okoliczności, że zostały związane gdzieś
z odpowiednimi ustępami tekstu czy z programem pozamuzycznym, które
tłumaczą ich działanie emocjonalne. Te prototypy
rytmiczno-melodyczne przekształcają się dalej z biegiem czasu.
Bywa, że część z nich jako społecznie już nieużyteczna bywa
odrzucona i zastąpiona przez inne. Ale w każdym pokoleniu
kompozytorów i odbiorców prototypy takie zawsze żyją
i reprezentują pewien rodzaj konwencji społecznej, ulegającej z
kolei coraz nowym wariantom. O ilości i jakości tych wariantów
rozstrzyga tylko w ograniczonej mierze twórcza wyobraźnia
poszczególnego artysty. W sposób zasadniczy
rozstrzygają o nich nadbudowa ideologiczna, a pośrednio baza
społeczna i materialna danego środowiska. I dlatego jest rzeczą
tak bardzo ważną poznanie tych warunków bazy i nadbudowy dla
celów analizy.
Bo
warunki te, ustalając i precyzując cały aparat sytuacyjny, z
którego wyrasta i którym uwarunkowana jest kultura
muzyczna całego środowiska, oraz jakości uczuciowe przynależne do
danego typu formacji społecznej i danej klasy, do typu człowieka
żyjącego w danym środowisku, mogą dopomóc w ustaleniu,
jaki są te przekształcenia, którym ulegają owe tradycyjne
prototypy muzyczne, oraz jakie mają analogie na terenie innych
sztuk, gdzie są łatwiejsze do uchwycenia.
Tu
natrafiamy w badaniach analitycznych na moment, w którym
analiza formy –
rozumiana w poprzednio ustalonym, rozszerzonym znaczeniu – musi
wejść do tych badań jako czynnik już pierwszoplanowy. Badania
porównawcze na temat tego, czy i o ile schematy
wyrazowo-formalne utworu mogą istotnie być uważane za „odbicie
rzeczywistości” w sensie wyżej sformułowanym, o ile mieszczą
się w swych wzorach tradycyjnych, a o ile się od nich oddalają,
czy i o ile są twórcze z perspektywy potrzeb własnego
środowiska, z pomocą jakich środków udało się
kompozytorowi uczynić je twórczymi, wiele potrafił wyciągnąć
dla tych celów ze specyfiki materiału dźwiękowego – oto
kompleks zagadnień, które – nie tracąc z oczu aspektu na
treść – będą musiały oprzeć się na analizie formy w
pierwszym rzędzie. Na tym odcinku rozporządza doc. Chomiński tak
znakomitym aparatem naukowym, że nie wydaje się potrzebne wchodzić
w metodyczną stronę tego zagadnienia.
Spróbuję
teraz przeprowadzić dyskusję z analizami doc. Chomińskiego na
przykładzie dwóch Preludiów Chopinowskich,
mianowicie Preludium C nr 1 i Preludium a nr 2. Analiza
ta nie będzie oczywiście – i nie może być w danej sytuacji –
przeprowadzona szczegółowo. Rozporządzam na to zbyt krótkim
czasem. Założeniem jej jest przesunięcie całego punktu ciężkości
na problem „treść – forma” w wyżej postulowanym znaczeniu.
Naprzód
z konieczności parę słów o całości
cyklu. W układzie cyklu nie należy – zdaniem moim (zgodnym
zresztą w tym punkcie ze zdaniem doc. Chomińskiego) – doszukiwać
się analogii z cyklem sonatowym. Natomiast sama idea konfliktu
dramatycznego, która dała życie formie sonatowej, opartej na
dualizmie tematycznym, jest tu aktualna i ona to właśnie –
wyrażona i rozwinięta w większych wymiarach – stoi u podstaw
koncepcji cyklu. Konflikt ten rozgrywa się tu na kilku płaszczyznach
równocześnie w ramach całości cyklu, w ramach
poszczególnych grup, a w pewnych wypadkach (Preludium Des
nr 16, Preludium f nr 18, Preludium B nr 21) nawet
i wewnątrz poszczególnych utworów. W całości byłabym
skłonna wyróżnić z tego punktu widzenia 4 grupy, które
nie pokrywają się z grupami przyjętymi przez doc. Chomińskiego:
pierwsza grupa: nr 1-6, druga: nr 8-9, trzecia: nr 12-17, czwarta: nr
18-24. Preludia nr 7, 10 i 11 tworzą rodzaj intermezzów
pomiędzy grupą I-II oraz grupą III-IV. Odznaczają się one
charakterem scherzowo-etiudowym i nie biorą udziału w konflikcie
treściowym obejmującym całość cyklu. Jakości wyrazowe, których
przeciwstawienie tworzy ten konflikt, a które nazwę tu
skrótowo – przez analogię z formą sonatową – I i II
tematem, określić można jako nutę burzliwej dynamiki z jednej
strony oraz pasywnego nastroju melancholii i przygnębienia z drugiej
strony. Przeciwieństwo tych nut nastrojowych występuje poprzez
wszystkie utwory cyklu. W I grupie – jakby w ramach ekspozycji –
dwa razy: poprzez następstwo Preludium C nr 1 i Preludium
a nr 2, i poprzez zestawienie Preludium D [G?] nr
[3] i Preludium e nr 4. W następnych grupach występują oba
„tematy” i jako jakości uczuciowe, i jako upostaciowania
dźwiękowe ustawicznie zmienne. Nie
trwają w swym kształcie i wyrazie, ale przejawiają się
w coraz nowych modyfikacjach, które stanowią konsekwencję
ich wzajemnego współoddziaływania. To wzajemne
współoddziaływanie i wywołane nim zmiany przedstawiają nam
się w toku cyklu jako walka owych dwóch kontrastujących ze
sobą jakości uczuciowych. Kontrasty przenoszą się nawet wewnątrz
poszczególnych Preludiów (po raz pierwszy w
Preludium Des nr 15). Kulminacyjny punkt konfliktu
reprezentuje Preludium f nr 18 ze swym przeciwieństwem
motywów. W konflikcie tym ostatecznie ustępuje w cień nuta
wyrazowa statyki i melancholii na rzecz aktywnego, naładowanego
dynamiką „tematu II”. W Preludium tym dynamika nie ulega
rozładowaniu, ale tylko chwilowemu zahamowaniu. Bezpośrednią tego
konsekwencją jest w następnym Preludium Es przekształcenie
się „I tematu” w temat fanfarowy, zaś w Preludium c nr
20 pojawienie się krótkiego utworu o charakterze lirycznym,
ale o wyrazie już nie statycznym (z okolicznością tą związany
jest krótki rozmiar Preludium c). Wreszcie – raz
jeszcze po akcentach walki w Preludium g nr 23 [22?] –
ostateczne zwycięstwo „I tematu” w jego nowej postaci
[następuje] w Preludium d nr 24. Wszystkie te momenty, które
tu szkicowo tylko zaznaczyłam z perspektywy na wyrazową treść
cyklu, dają się konkretnie stwierdzić i prześledzić w
przekształceniach formalnych. Przechodzę obecnie do analizy
Preludium C nr 1 i Preludium a nr 2, gdzie postaram się
naświetlić bliżej elementy formy jako wyznaczniki treści
wyrazowych.
W
odniesieniu do Preludium C nr 1 mówi dr Chomiński
słusznie o jego „namiętnym charakterze” (str. 48). Słusznie
też uzasadnia to określenie „właściwościami brzmieniowymi
akordyki” (tamże) i jej kolorytu oraz mówi w związku z tym
o technice traktowania dźwięku fortepianowego. Zgadzam się również
z podstawową tezą o kształtowaniu formy tego Preludium (str.
49), której druga faza jest określona jako „wykładnik
rozwijania motywu”, gdzie do t. 21 „napięcie stale wzrasta i tam
znajduje swój szczyt, zaś począwszy od t. 22 odczuwamy jego
spadek”, a faza trzecia reprezentuje proces „unicestwiania
materiału motywicznego” wraz z opadaniem napięcia (str. 53).
Wydaje mi się jednak, że chcąc głębiej wniknąć w problem
„treść – forma”, należałoby w pierwszym rzędzie zająć
się bliżej samym rodzajem motywu,
który jako czynnik formotwórczy w utworze rozstrzyga tu
o jego formie jako całości i równocześnie staje się
wykładnikiem treści wyrazowej.
Motyw
ten, bardzo krótki, pozornie nie zindywidualizowany i bez
wyrazistej plastyki, jest jednak równocześnie właśnie z
tych względów tworem melodycznym wysoce charakterystycznym.
Przede wszystkim ma w sobie coś z tych motywów, które
dopiero w toku słuchania „tworzą się”. W pierwszej chwili
trudno stwierdzić, czy tym motywem jest sam tylko postęp sekundowy
w górze, a cała poprzedzająca go reszta stanowi tylko
uzupełniające go tło współbrzmieniowe, czy też tworzy
wraz z nim integralną całość. Rychło jednak uświadamiamy sobie,
że do motywu należy organicznie cały poprzedni podbieg, rozłożony
na dwóch planach na przestrzeni przeszło 2 oktaw. Podbieg ten
pełni ważną funkcję energetyczną: naładowywania w energię
ósemki, wyładowującej się w następnej szesnastce. Dołącza
się do tego jeszcze fakt, że ósemka ta jest metrycznie i
rytmicznie eksponowaną jednostką w takcie, zwłaszcza w ramach
motywu sekundowego, w stosunku do następującej po niej, zerwanej
szesnastki. Wszystko to razem wzięte sprawia, że motyw ten – sam
w sobie mało plastyczny i zindywidualizowany – staje się w toku
utworu idealnym narzędziem narastania emocji, a później –
w fazie ostatniej – jej opadania. Znaczenie swoje ma tu i ta
okoliczność, że w ramach motywu proces naładowywania go energią
trwa zawsze dłużej niż proces wyładowywania się tej energii:
rozstrzyga o tym niewspółmiernie większa przestrzeń
zakreślona biegiem w górę niż przestrzeń objęta opadaniem
motywu. Stanowi to w dużej mierze o dynamiczności samego motywu.
Rozpatrując
dalej proces kształtowania całości z motywu czołowego,
stwierdzamy dwie rzeczy, bardzo ważne z punktu widzenia stosunku
treści wyrazowej i schematu formalnego: forma – jako całość –
ukazuje nam się jako zawarunkowana jakością tego motywu, z drugiej
zaś strony sposób ukształtowania tej całości wpływa na
podkreślenie siły wyrazowej motywu.
Uwarunkowanie
formy jako całości jakością motywu czołowego sprowadza
się do następujących momentów:
-
Przyjęcie
tego motywu jako jedynego czynnika formotwórczego w utworze
jest właśnie tym momentem, który rozstrzyga o „namiętnej”
atmosferze całości i o tym, że jest to forma krótka,
jednoczęściowa, zwarta, w której nie ma miejsca na spokojne
tempo rozwoju czy też na trwanie w jakimś stanie uczuciowym.
-
Rozstrzyga
dalej o niesymetrycznej
budowie całości.
Dynamika
motywu jest tym czynnikiem, który zakłóca symetrię w
budowie całości. Faza narastania dynamiki jest w ramach całości –
tak samo jak w ramach motywu – znacznie dłuższa niż faza jej
wyładowywania się. Konsekwencją tego jest fakt, że forma całości
kształtuje się z 3 faz, w stosunku do siebie niesymetrycznych.
Pierwszy okres 8-taktowy jest jak gdyby ekspozycją właściwego
materiału. Jest to w skrócie podany proces energetyczny,
który w odpowiednim rozwinięciu stanowić będzie treść
całości utworu. Faza druga jest fazą narastania dynamiki.
Ustawiczne opóźnienia tonów akordowych, współdziałając
z chromatyką, odgrywają w tym dużą rolę – jak zauważył już
dr Chomiński. Dodam jeszcze, że te opóźnienia działają tu
jak nuty prowadzące do tonów akordowych, i tu należy w
pierwszym rzędzie szukać źródeł tego efektu, zwłaszcza że
ich każdorazowe rozwiązanie następuje w tak szybkim tempie jedno
po drugim i zawsze na ostatnią ósemkę taktu, co osłabia
wrażenie „rozwiązania” tej nuty prowadzącej, i że bieg
następstw harmonicznych kształtuje się w tej fazie jako następstwo
funkcji D, typowe dla wszelkich efektów niepohamowanego
dążenia naprzód.
Konsekwencją
ukształtowania fazy I jako ekspozycji jest z kolei dwuczęściowość
fazy II (t. 9-24). Część I tej fazy powtarza falę wznoszącą się
ekspozycji, ale już z częściowym wprowadzeniem chromatyki jako
środka wzmagającego dynamikę rozwoju i z wydłużeniem czasu
wznoszenia się, a skróceniem czasu opadnięcia fali, które
jest tu tylko krokiem wstecz, jakby dla nabrania większego rozpędu
(t. 9-15). Potem następuje dopiero właściwa fala narastania
dynamiki (w t. 16-21), z punktem kulminacyjnym w t. 21, i jej
opadnięcie w t. 22-24. A zatem dzięki takiemu ukształtowaniu
całości z ducha dynamiki motywu przesuwa się punkt kulminacyjny
całości w sposób niesymetryczny, dzieląc utwór w ten
sposób, że faza nazwana ekspozycją i faza narastania
stanowią razem prawie 2/3 całości utworu, zaś faza końcowa,
która jest fazą wygasania dynamiki – stanowi tylko jego
1/3. Oczywiście okoliczność ta przesądza o wrażeniu, jakie
słuchacz otrzymuje odnośnie samej emocjonalnej treści utworu: waga
momentu narastania emocji jest silniej zaakcentowana niż waga
opadania, absorbuje go w wyższej mierze. Ma to zasadnicze znaczenie
dla całości cyklu właśnie od strony treści. Czynnik aktywny
zaznacza się od razu jako taki, on będzie tym, który – po
szeregu konfliktów i walk – weźmie w końcu górę.
Na uwagę zasługuje tu wreszcie także i okoliczność, jakimi
środkami ukształtował kompozytor ostatnią fazę Preludium C nr
1 jako fazę wygasania dynamiki rozwojowej: ta ostatnia faza działa
w t. 25-28 jak dalekie tylko echo pierwszego procesu. W dalszym ciągu
zanika motyw sekundowy, pozostaje – z ukazaniem na nucie stałej –
tylko sam podbieg, który jednak przez odjęcie końcówki
sekundowej i przez uwiązanie na nucie stałej w górze
przestaje działać jako podbieg, zatraca wszelkie znaczenie
energetyczne.
W
stosunku do tego Preludium reprezentuje Preludium
a nr 2 silny kontrast, który od razu narzuca
się słuchaczowi. Jeżeli idzie o treść wyrazową Preludium a,
określiłam ją jako przeciwstawienie nucie burzliwej, namiętnej
Preludium C, nastrojowi o dużej energetyce i aktywności,
nastroju wyraźnie adynamicznego, pasywnego, nuty przygnębienia. A
więc znowu nuta wyrazowa bliska psychice artysty z doby romantyzmu,
choć przed Preludium a Chopina znana raczej z szeregu dzieł
literackich niż z muzyki. Nie wchodząc w tym miejscu w szczegóły
indywidualnego zabarwienia tej nuty w Preludium a, wskażę
tylko na to, że samo zestawienie tych jakości uczuciowych,
reprezentowanych przez następstwo Preludiów C i a,
reprezentujących w ramach cyklu coś w rodzaju ekspozycji, jest
również wysoce znamienne. Mamy tu – wyrażone w skrócie
– granice, w ramach których wahało się całe życie
uczuciowe epoki. Podobnie charakterystyczny jest moment ich
wzajemnego kontrastu. Kontrast działa w muzyce romantycznej nie
tylko jako zasada estetyczna. On dopiero wtórnie staje się
wykładnikiem tej zasady. Działa przede wszystkim jako wyraz
przeciwieństw uczuciowych, idąc w tym za naturą samych wzruszeń
uczuciowych, które wahają się w skali przeciwieństw.
Równocześnie służy celom silniejszego, bardziej
sugestywnego wydobycia na jaw tych jakości uczuciowych. Niezależnie
od tego dałoby się prawdopodobnie i w życiu Chopina odnaleźć
pewne bezpośrednie – czy choćby pośrednie – podniety, które
dały życie jakościom uczuciowym wyrażonym w tych utworach.
Pewnych wskazówek w tym kierunku mogłaby dostarczyć data
powstania Preludiów oraz zestawienie ich z tymi
utworami Chopina, które powstały w ich najbliższym
sąsiedztwie chronologicznym. Wreszcie nie bez korzyści byłoby może
przejrzenie dawniejszych interpretacji Preludiów Chopina,
dokonywanych przez rozlicznych badaczy muzyki Chopinowskiej.
Interpretacje te uważane są dziś powszechnie – i słusznie –
za wnoszące mało pozytywnego materiału, jako nie uwzględniające
w dostatecznej mierze czynników formy i konstrukcji, względnie
jako stojące w odniesieniu do tych zagadnień na stanowisku nie
odpowiadającym wymogom nauki współczesnej. Ale nie o to
chodzi w tym wypadku. Jest rzeczą interesującą zaobserwować, że
jakkolwiek subiektywne i wychodzące często z założeń naukowo
niesprawdzalnych interpretacje, dokonywane przez różnych
autorów, a dotyczące tych samych dzieł, często schodzą się
ze sobą w jakimś punkcie wspólnym, wychodzącym –
przeważnie wbrew świadomości autorów – już poza
skojarzenia i określenia subiektywne. Te wspólne punkty
dotyczą właśnie owych jakości uczuciowych, stanowiących treść
muzyki Chopina i – zdaje się – zawierają niejedno ziarno
prawdy, które należałoby oczyścić z fałszów
legendy i subiektywizmu. Fakt ten jest w każdym razie dowodem pewnej
aprobaty społecznej w odniesieniu do treści uczuciowych muzyki
Chopinowskiej. Wykazuje, że te jakości uczuciowe promieniowały z
tych dzieł i jako takie były przez odbiorcę przyjmowane – nawet
jeśli się założy, że część tych wypowiedzi nie jest w całości
oryginalna, ale przejęta z drugiej ręki.
Dr
Chomiński również odczuwa te jakości wyrazowe w Preludium
a nr 2. Mówi wyraźnie (str. 64) o wyrazie „wewnętrznego
rozdarcia i rezygnacji” i o „jakimś niezwykłym przeżyciu”,
które stoi prawdopodobnie u źródeł tego utworu. W
rezultacie jednak nie zajmuje się tą stroną problemu. Uważa, że
„zanim zagadnienie treści, które wychyla się już w stronę
pozamuzyczną”, stanie się przedmiotem poważnej dyskusji, należy
rozpatrzyć wpierw „stronę czysto muzyczną dzieła” (str. 55) i
właściwie zatrzymuje się na tym punkcie. Forma Preludium a
nr 2 jest – zdaniem dr. Chomińskiego – twórcza, gdyż
„zjawia się jako wypadkowa ze współdziałania elementów”
(str. 73). Mnie się zaś wydaje, że ona jest twórcza w
pierwszym rzędzie dlatego, że – i jako schemat całościowy, i z
punktu widzenia doboru i sposobu użycia środków –
pośredniczy w wyrażeniu treści uczuciowych utworu w sposób
tak sugestywny i tak – na swój czas – nowy. I że te
przede wszystkim związki wykryć powinna analiza utworu.
Z
tej perspektywy jednym z głównych zagadnień staje się w
Preludium a nr 2 problem, dzięki jakim środkom udało się
Chopinowi wyrazić w ogóle kategorię uczuciową „nastrój”,
która w jego epoce była kategorią nową. Nastrój
posiada dwie cechy charakterystyczne, które go odróżniają
od innych zjawisk uczuciowych: a) nie ma charakteru przedmiotowego,
ale osobisty, i b) nie jest przeżyciem, które byłoby
związane z jakimś poszczególnym wydarzeniem, lecz jest
rozlanym stanem ogólnym. Jest też – jak stwierdza
współczesna psychologia – zależny w sposób bardzo
istotny od indywidualnych właściwości charakterologicznych.
Nastrój jest dalej pewnym stanem,
trwaniem w takim
czy innym stanie uczuciowym, nie przebiegiem uczuciowym, a jako taki
jest czymś wręcz przeciwnym wzmożonej dynamice uczuciowej, którą
romantycy wyrażali tak chętnie. Nastrój jest kategorią
uczuciową pasywną i jako taka musiał wejść do rekwizytów
sztuki romantycznej, gdyż poprzez niego dawały się najlepiej,
najpełniej wyrazić uczucia smutku i melancholii, które
romantyzm tak ukochał. Ale pasywność jest znowu przeciwna samej
istocie muzyki, zwłaszcza na tym etapie rozwojowym, na który
weszła muzyka europejska w dobie klasycyzmu. Ażeby wyrazić w
muzyce nastrój – a zwłaszcza nastrój „przygnębienia
i rezygnacji” – trzeba byłoby pójść wbrew podstawowym
osiągnięciom epoki: przeciwstawić się szeroko rozwiniętej
melodii i harmonii funkcyjnej z jej systemem napięć i odprężeń,
mobilizującej sile rytmu i dynamiki. Bo za pośrednictwem tych
środków wyrażały się w muzyce przebiegi
uczuciowe, wszelkie zjawiska ruchu,
związane ze stanami emocjonalnymi.
Jak
rozwiązał Chopin ten problem w Preludium a nr 2? Otóż
analiza tego utworu wykazuje krok za krokiem, że wszelkie środki
dobrane tu zostały i konsekwentnie przetworzone w tym kierunku, aby
wyrazić ową adynamiczność stanu uczuciowego, którą
nazywamy nastrojem. Spróbujmy to stwierdzić.
Jakkolwiek
– powierzchownie rzecz biorąc – wydawać by się mogło, że
melodia jest tu elementem pierwszoplanowym, w istocie jednak
właściwym nosicielem nuty wyrazowej jest tu stale powtarzana figura
rytmiczna w akompaniamencie ze swą charakterystyczną harmonią w
powolnym tempie (Lento), o stałym, nieznacznym nasileniu
dynamiki (piano, przechodzące w ostatniej fazie w
diminuendo). Działanie wyrazowe melodii – chociaż ściśle
współgra z tamtymi elementami i idzie wyraźnie w tym samym
kierunku – pozostaje jednak na drugim planie. Jednostajne
powtarzanie tej figury ósemkowej przez cały utwór (aż
do fragmentu końcowego) działa jako niezróżnicowanie
rytmiczne, pozbawia rytm wszelkich własności dynamicznych.
Dwa
pięciotaktowe odcinki melodii, które pojawiają się na tle
tej niezróżnicowanej rytmicznie figury akompaniamentu,
ustawione są metrycznie i rytmicznie za każdym razem inaczej, z
dłuższą przerwą pomiędzy końcem pierwszego a początkiem
drugiego, wypełnioną tylko tym niezróżnicowanym ruchem
figury akompaniamentu. Jeśli weźmiemy pod uwagę także i stosunki
harmoniczne tych odcinków – o których za chwilę
bliżej – stwierdzimy, że te nieregularności metryczne i
rytmiczne oraz spowodowane nimi coraz innej długości pauzy,
rozdzielające pomiędzy sobą te odcinki, powodują zamącenie
budowy okresowej. Mamy tu do czynienia – jak stwierdził już dr
Chomiński – z „techniką nawarstwiania płaszczyzn melodycznych”
(str. 77), z przesuwaniem ich z płaszczyzny dominanty molowej w
a-moll poprzez płaszczyznę dominanty molowej dominanty do
płaszczyzny toniki w odcinku końcowym. Zaś technika przesuwania
czy „nawarstwiania się” nie jest rozwojem, zwłaszcza gdy każda
z tych płaszczyzn – jako niesymetryczna, umieszczona w
niesymetrycznym kontekście i z tego powodu nosząca na sobie pewne
piętno kształtowania improwizacyjnego – uchyla się od budowy
okresowej. Brak tu w harmonice całości normalnego momentu startu od
toniki (względnie od tonacji toniki), oddalania się od niej i
ponownego nawrotu, jest trwanie w rejestrach tonalnych oddalonych od
toniki i tonalnie niejasnych, osiągnięcie toniki następuje dopiero
w fazie końcowej, w chwili dekompozycji całego materiału
muzycznego. Wrażenie adynamiczności potęguje jeszcze fakt, że
podstawę harmoniczną pierwszego i drugiego odcinka melodycznego
tworzą dominanty molowe. Funkcja dominantowa, reprezentująca –
jako trójdźwięk z wielką tercją lub jako akord
dominantseptymowy – punkt nasilenia napięć energetycznych w
ramach systemu dur-moll, została tu przez obniżenie tercji
pozbawiona nuty prowadzącej, a zatem pozbawiona swego elementu
energetycznego.
W
tych warunkach melodia planu górnego nabiera swoistej wymowy.
Pod względem swej struktury reprezentuje odcinek w t. 3-7 oraz 8-12
kształt melodii zamkniętej, tzn. nawracającej od pewnego punktu
środkowego (nie utrzymującego się tu zresztą dokładnie na tej
samej wysokości) poprzez wychylenia w dół i w górę
do swego punktu początkowego. Wskutek tego nie jest i ta melodia
rozwojem w sensie niesienia ruchu w jakimś określonym kierunku.
Pozbawiona punktów kulminacyjnych charakteryzuje się raczej
ruchem kołyszącym, wyrażającym trwanie w tym samym stanie.
Szczegółem charakterystycznym jest przy tym okoliczność, że
moment opadania w melodii bierze górę nad momentem jej
wznoszenia się w ramach tego ruchu kołyszącego, oraz długie
zatrzymanie się na nucie pierwszej – jako podejmującej próbę
ruchu, i na nucie ostatniej – jako jego wygaśnięcie. Odbieramy
takie wrażenie, jak gdyby ktoś chciał się dźwignąć, ale nie
miał na to dość siły, rezultatem jest powrót do
pierwotnego stanu.
Wreszcie
słynna chromatyka w partii akompaniamentu, która tak różnie
bywała interpretowana. Po pierwsze, bardzo istotne znaczenie dla
wyrazowej nuty utworu ma tutaj fakt, że partia ta częściowo
stanowi „akompaniament” dla melodii, częściowo zaś żyje
własnym życiem harmonicznym. W stosunku do melodii głosu górnego
rola jej polega na ustawicznym mąceniu jego podkładu tonalnego
nutami chromatycznymi, na tworzeniu współbrzmień, które
są albo niepełnymi – a zatem tonalnie niejasnymi wyznacznikami
funkcji harmonicznych, albo wprost nie mieszczą się już w ramach
tych wyznaczników. Rezultatem jest podkład brzmieniowy o
silnie podkreślonym akcencie kolorystycznym. Fakt ten stwierdza
zresztą i dr Chomiński. Ale kolorystyka nie jest tu celem dla
siebie. Ona działa tu wyrazowo: w kierunku dalszego oddynamizowania
melodii, zatrzymując ustawicznie uwagę słuchacza na tych
współbrzmieniach tonalnie niejasnych i zwalniając przez to
jak gdyby jeszcze w percepcji odbiorcy bieg tej melodii. A teraz
druga strona zagadnienia. Powiedzieliśmy, że partia ta żyje jednak
równocześnie po części i swoim własnym życiem
harmonicznym. Rozstrzyga o tym nie tylko samo jej ukształtowanie
rytmiczne i faktura – powtarzająca akcent jednorodności,
monotonii w układzie współbrzmień. Rozstrzyga o tym przede
wszystkim moment o wiele istotniejszy: to mianowicie, że w partii
akompaniamentu znajdujemy ukrytą w formie uproszczonej tę samą
linię kołyszącą, charakteryzującą melodię głosu górnego
(h-ais-h-g, a-gis-a-g, a-gis-a-fis itd.), i to znowu w fali
opadającej. Przez sam fakt uproszczenia linii melodycznej, przez
znacznie ograniczony ambitus, przez uwiązanie do podwójnej
nuty stałej i jednostajnej rytmizacji ósemkowej staje się tu
motyw melodyczny w stopniu jeszcze o wiele wyższym niż w melodii
głosu górnego wyrazem zahamowania rozwoju, czynnikiem
statyki.
Dlatego
też nie mogę w tym punkcie żadną miarą zgodzić się z
interpretacją dr. Chomińskiego, jakoby współbrzmienie ais-g
w t. 1 i następnych miało zostać odczytane jako b-g, zastępując
trzecią subdominantę molową: g-b-d (str. 61) i powodując efekt
harmonicznego „odbicia”. Po pierwsze, autor nie mówi, co
rozumie przez efekt „odbicia”. Po drugie, nie mogę się zgodzić
z faktem sprowadzenia tego zjawiska na teren wyłącznie harmoniczny,
współbrzmieniowy. Geneza tego zjawiska nie jest wyłącznie
natury harmonicznej, ale natury melodycznej i harmonicznej
równocześnie. O genezie harmonicznej stanowi efekt
kolorystyczny, o który kompozytorowi niewątpliwie chodziło.
Ale ten efekt kolorystyczny powstaje poprzez konsekwentne
przeprowadzenie motywu melodycznego w głosie środkowym i ten
właśnie moment jest bezpośrednim powodem [powstania] struktury
harmonicznej nie mieszczącej się już bezpośrednio w ramach
systemu harmoniki funkcyjnej.
W
ten sposób, przez odpowiedni dobór i współdziałanie
elementów, stało się możliwe wyrażenie w formie tak
sugestywnej i na swoją epokę bezwzględnie nowej, twórczej,
nowej kategorii uczuciowej, jaką jest „nastrój” w muzyce.
Że Chopin wyprzedził w tym zdobycze impresjonizmu muzycznego – to
jest pewne. Ale momentem jeszcze ciekawszym jest okoliczność, że –
jak wykazuje analiza całego cyklu – nastrój, jako nowo
zdobyta kategoria uczuciowa, wyrażająca pasywność życia
uczuciowego, nie staje się w cyklu 24 Preludiów Chopina
akcentem opanowującym wypowiedź muzyczną kompozytora, ale –
przeciwnie – reprezentuje tylko negatyw w stosunku do tonu potężnej
afirmacji, który zwycięża w ramach całości. W ramach
niniejszego referatu muszę niestety zrezygnować z uzasadnienia tego
twierdzenia.
Drugie
czołowe zadanie analizy w odniesieniu do muzyki Chopina – to
kwestia, czy i o ile dane utwory, zrodzone z więzi z bazą i
nadbudową swego środowiska, wychodzą równocześnie poza ich
granice, uzyskując ponadklasowe i ponadczasowe
stanowisko w historii kultury muzycznej. Wprawdzie w
wypadku Chopina odpowiedź na to pytanie rozstrzygnęła za nas dawno
historia. Niemniej jednak pozostaje do zbadania, jakim
czynnikom zawdzięcza muzyka Chopina to stanowisko w
historii. I znowu – rzecz idzie tu nie o same tylko zdobycze
Chopina w zakresie techniki kompozytorskiej. Idzie w pierwszym
rzędzie o to, by wyjaśnić, co w treści tej muzyki uznać należy
za jej czynnik ponadklasowy i ponadczasowy. Znowu jedno z
najtrudniejszych zagadnień estetyki marksistowskiej, którego
prawdopodobnie nigdy nie da się rozwiązać inaczej, jak na
konkretnych przykładach.
Otóż
wydaje mi się, że jedyną drogą, która prowadzić może we
właściwym kierunku, będzie i tu zatrzymanie owego podwójnego
spojrzenia na formę i na treść jako punktu wyjściowego. Wyjdzie
przy tym na jaw cały szereg faktów, nad którymi, jako
nie mieszczącymi się bez reszty w bazie i nadbudowie środowiska,
będziemy musieli zastanowić się jako ewentualnymi nosicielami
treści ponadklasowych i ponadhistorycznych. I tak np. do wyrazowych,
a więc treściowych czynników muzyki Chopinowskiej,
zawarunkowanych bazą i ideologią środowiska, zaliczymy takie jej
rysy, jak podporządkowanie
wszystkich elementów konstrukcji celom wyrazu emocjonalnego
i dążenie do traktowania formy w ścisłej zależności od wymogów
tego wyrazu. Ale u Chopina ma fakt ten inną wymowę niż u
większości współczesnych mu kompozytorów doby
romantycznej. Chopin idzie nie po linii rozluźniania kośćca
konstrukcyjnego, ale przeciwnie – po linii precyzowania zasad
autonomicznej konstrukcji muzycznej, odziedziczonej po klasykach
celem uzyskania jak najbardziej podatnych i sugestywnych środków
wyrazu emocjonalnego. Tym samym w konflikcie, który zaznaczył
się w XIX wieku między procesem ilościowego narastania i rozwoju
środków techniki kompozytorskiej a ich funkcją nosicieli
pewnych treści wyrazowych, zajmuje Chopin miejsce specjalne.
Przypomnę, że konflikt ten trwał długo i w toku swego trwania
przybierał coraz inne oblicze: począwszy od prymatu treści
wyrazowych ze zlekceważeniem czy nawet pogwałceniem praw
autonomicznej konstrukcji muzycznej, aż do bieguna przeciwnego, do
pogwałcenia tych treści wyrazowych na rzecz autonomicznej
prawidłowości konstrukcyjnej na pograniczu XIX i XX wieku. W tym
świetle zdobycze Chopina ukazują się nam jako rozwiązanie
problematyki leżącej u podstaw całej muzyki romantycznej.
Drugim
rysem, ustalającym zależność muzyki Chopinowskiej od nadbudowy
swej epoki, jest skłonność
do liryki subiektywnej, skierowanej w głąb własnego ja
i szukającej dla siebie form i środków wyrazu muzycznego,
zabarwionych jak najbardziej indywidualnie. Dążenie to posuwa się
nawet do ograniczenia się do jednego instrumentu jako gwarantującego
współudział własnej sztuki odtwórczej. Ale Chopin
nie zatrzymuje się na tych subiektywnych akcentach uczuciowych.
Ograniczeniu temu zaprzecza już sam fakt sięgnięcia do źródeł
ludowych jako do twórczej podniety ponadsubiektywnej,
ponadindywidualnej, oraz okoliczność, że Chopin potrafił
wyciągnąć z tej podniety akcenty o takiej sile i sugestywności.
Jest to zagadnienie interesujące zwłaszcza w odniesieniu do
Mazurków i Polonezów. Ale ten wyraz
treści uczuciowych ponadsubiektywnych i ponadindywidualnych zaznacza
się także i w innych utworach Chopina. Sprawdzian tego widzę
przede wszystkim w tym prostym fakcie, że muzyka ta działa
emocjonalnie z równą siłą w stosunku do odbiorcy z różnych
środowisk historycznych i klasowych. I myślę, że postępując
konsekwentnie drogą analizy, pokazanej przykładowo na Preludiach
C nr 1 i a nr 2, można by się pokusić o dokonanie
jeszcze jednego kroku naprzód i wykazać, że sam wachlarz
jakości uczuciowych, reprezentowanych przez muzykę Chopina,
wychodzi w swym zróżnicowaniu daleko poza ową subiektywną
nutę liryzmu, charakteryzującą romantyków, a tym samym i
poza granice jakości uczuciowych, wyznaczonych przez nadbudowę
własnego środowiska. Już zresztą analiza Preludium a nr 2
wykazała, że mamy tam do czynienia z kategorią uczuciową nową w
muzyce tej epoki, jaką jest nastrojowość, która znalazła
swój klasyczny wyraz w muzyce dopiero przeszło pół
wieku po śmierci Chopina, w impresjonizmie.
Momenty
te oczywiście nie wyczerpują w żadnej mierze tych czynników,
które uznać należy w muzyce Chopina za zdobycz
ponadhistoryczną. Wskazałam tylko przykładowo na niektóre z
nich, próbując, na jakiej drodze dałyby się wykryć w
analizie. Dalsza sprawa, która musi tu znaleźć
uwzględnienie, to kwestia, jakich środków
używa Chopin dla wyrażenia tych treści uczuciowych ponadklasowych
i ponadhistorycznych w traktowaniu schematu konstrukcyjnego i samego
tworzywa dzieła muzycznego z perspektywy melodii, harmonii,
wirtuozowskiego wykorzystania specyfiki instrumentu itp.
Ostatni
aspekt analiz chopinowskich: zagadnienie stylu
narodowego Chopina nie wydaje mi się w obecnym etapie
badań nad historią muzyki polskiej jeszcze dojrzałe do
rozwiązania. Zbyt wielu ogniw brakuje tu, zbyt wiele dziedzin, które
musiałyby tu wejść jako już przebadane pod tym kątem widzenia,
pozostało jeszcze nietkniętych przez naszych muzykologów.
Zagadnienie narodowego stylu Chopina jest zagadnieniem złożonym.
Mieści w sobie cały szereg problemów cząstkowych, z których
każdy wymaga oddzielnych badań porównawczych. Pierwszym z
nich – choć nie jedynym – jest stosunek
Chopina do muzyki ludowej. Wobec wyjątkowych tylko
wypadków użycia przez Chopina cytatu, problem ten musi być
rozpatrywany z perspektywy rytmów, założeń tonalnych i
intonacyjnych Chopina, nawiązujących do założeń muzyki ludowej i
ich wpływu na rytmikę, melodykę i harmonikę Chopina w ogóle.
Droga do zbadania tych zależności prowadzić musi od tych
kompozycji Chopina, które – jak Mazurki i Polonezy
– wykazują te cechy w formie najbardziej uchwytnej – poprzez
takie, w których – jak np. w Koncertach – występują
one w formie już dalej przestylizowanej, w ramach schematów
niezwiązanych [z ludowym pierwowzorem?] [...]
|
|