|
GRANICZNE
BADANIA HISTORII MUZYKI.
UWAGI
ŁUCJANA KAMIEŃSKIEGO (KRÓLEWIEC)
|
Preludium
Ofiarując
serenadę solenizantowi staramy się ułożyć ją tak, by słuchał
jej jak najchętniej. I ja chciałbym w literackiej serenadzie dla
Arthura Seidla, w której mam zaszczyt zagrać partię solową,
uderzyć w melodię, która przynależy do kręgu jego myśli
równie ściśle, jak do mojego. Jedną z najbardziej
wyróżniających się cech wielostronnego myślenia Seidla
jest akcentowanie związków muzykologii z pokrewnymi
dziedzinami wiedzy o kulturze. I z pewnością: tylko metodyczne
rozpoznanie tych związków może nas –
przedstawicieli
młodszej dyscypliny – doprowadzić do zwycięstwa. Bez
solidnego
określenia powiązań muzykologii z sąsiedzkimi dyscyplinami nie
można spodziewać się uregulowania jej wewnętrznych zasad. Obecnie
można przeczytać wiele różnych rzeczy na temat
„muzyka i
architektura”, „muzyka i literatura”.
Jeden rozpoznaje styl
barokowy w muzyce Bacha, do innego przemawia Beethovenowskimi tonami
duch Schillera – ale owe piękne paralele, obserwowane z
empirycznej perspektywy, są tylko mglistymi płodami fantazji.
Tryskający dowcipem, lecz pozbawieni wiedzy autorzy wciąż jeszcze
harcują na owej niwie i tylko z rzadka ów szeroki, dający
obfite plony teren przeoruje pług fachowca. Zatem, zakaszmy rękawy!
Odpowiednio dokształceni badacze powinni, w trosce o gruntowne
wyniki badań, zająć się granicznymi obszarami muzykologii,
powinni pośrednio bądź bezpośrednio dążyć do tego, by z
naukową sumiennością wpisać historię muzyki w całościowy obraz
historii kultury. Proces ten musi przebiegać w ściśle określonych
granicach i na podkładzie konkretnej wiedzy (to ograniczenie jest
dla naszych głośnych na cały kraj „estetyków
muzycznych”
zupełnie zbyteczne!), przy udziale uważnych estetycznych
porównań
i z tej, i z tamtej strony, ponieważ duch danego okresu kultury
objawia się w sposób charakterystyczny we wszystkich
dziedzinach życia wewnętrznego, przemawiając w sposób mniej
lub bardziej rozpoznawalny, niemniej niezaprzeczalny. Tylko że
–
jak brzmi wiecznie aktualne zdanie Goethego – „To,
co nazywacie
duchem czasu, jest w gruncie rzeczy duchem samego
człowieka!”.
Stąd właśnie wynika niebezpieczeństwo subiektywnej woli,
niebezpieczeństwo, które często jeszcze podstawia nogę
naszym pracownikom na niwie historii muzyki. Wymusza ono ograniczanie
się do minimum, tymczasem zaś trzeba ustawić przed sobą inną
perspektywę, dziś jedynie od czasu do czasu pobieżnie oglądaną,
która, moim zdaniem, powinna wieść ku ścisłemu, naukowemu
wykorzystaniu wiedzy o granicznych obszarach kultury dla historii
muzyki. Ta droga, którą chciałbym tu zarysować w kilku
wskazówkach, to wynajdywanie przyczynowych
związków
między sztuką tonów a architekturą, poezją i innymi
obszarami historii kultury.
Muzyka
a architektura
Z
pewnością zgodzimy się, że za najważniejsze przełomy
stylistyczne występujące na pierwszym planie historii muzyki są
odpowiedzialne zmieniające się prądy duchowe, które
kształtują istotę poszczególnych obszarów danej
epoki kultury. Dla wielu cząstkowych bądź przypadkowych zmian to
wyjaśnienie nie jest wystarczające. A przecież dla wydania sądu o
przyczynie zjawisk historycznych jest dobre, a nawet
konieczne
zdobycie jasnych dowodów. Kompozytor – niech nawet
będzie
silną osobowością, pozornie zorientowaną
„absolutnie”,
podlega w sposób oczywisty realnym warunkom akustycznym i
rozmaitym okolicznościom, które wskazują mu drogę
twórczości. Skierujmy najpierw naszą uwagę w stronę
wpływów, jakie może wywierać na twórczość
akustyczne wyposażenie miejsca, w którym się muzykuje. W
drobiazgowej pracy dra Bernharda Ulricha Die
Grundsätze der
Stimmbildung während der a-cappella Periode (Lipsk
1910, s.
10) czytamy na przykład, że neapolitański lekarz i śpiewak Maffei
w Discorso della voce z 1562 roku radzi swoim
uczniom,
pragnącym świadomie kontrolować efekt echa, by odbywali swoje
ćwiczenia „in combrose valli e cavernosi sassi”,
„in alcuna
risonante valle, o spelonca”, „in parte nellaquale
la solitaria
echo risonde”. A Bontempi (tamże) opowiada w swojej Istoria
musica z 1695, że w szkole rzymskiej „ćwiczenia
poza domem”
polegały na tym, że adepci byli wyprowadzani na zewnątrz przed
Porta Angelica i śpiewali na Monte Mario, by usłyszeć echo swojego
głosu. Widzimy także, że w bogatych w echo miejscach gór
Italii adepci muzyki wiele eksperymentowali z echem. Biorąc to pod
uwagę można dokładnie zbadać, jak ściśle wiążą się
topograficzne właściwości włoskiego pejzażu z powstaniem pieśni
wykorzystującej efekt echa [Echolied], a także z
historią
dynamiki, w której maniera echa odgrywa tak istotną rolę. W
zachodniej Europie muzykowano w zamkniętych przestrzeniach
nieporównanie częściej niż na wolnym powietrzu, stąd też
nieporównanie ważniejsze i bardziej owocne aniżeli badanie
akustycznych właściwości europejskich pejzaży jest zgłębianie
akustyki pomieszczeń, które to zadanie stoi przed
historykami
muzyki. Powinni oni zauważyć wpływ akustycznych właściwości
budowli na muzykę i odwrotnie – związek właściwości muzyki
danego czasu z założeniami architektonicznymi budynków. W
pojedynczych przypadkach historycy napomykali o tym mimochodem, na
przykład omawiali związek między rozmieszczeniem
chórów
organowych w kościele św. Marka w Wenecji a powstaniem polichorii,
jakkolwiek architektoniczne przesłanki rozwoju tego środka
artystycznego, o ile mi wiadomo, nie zostały systematycznie
prześledzone. To, że objaśnianiu właściwości lokalnych szkół
kompozytorskich, związanych z określonym obiektem
architektonicznym, powinno towarzyszyć gruntowne studium tego
obiektu, nie wymaga właściwie żadnego uzasadnienia: co dźwięczy
w danym pomieszczeniu, nie dźwięczy w innym, a kompozytor,
który
latami pisze mniej lub wyłącznie dla danego kościoła, wpisuje
świadomie lub nieświadomie reguły swego stylu w określone granice
akustyczne. I kiedy myślący w szerokich kategoriach badacz czyta w
Betrachtungen der Mannheimer Tonschule von 1778 Abbe
Voglera
(Tom I, s. 160), że „Muzyka Jommellego nie robi odpowiedniego
do
jej wartości wrażenia w miejscach pełnych pogłosu i w wielkich
teatrach, podczas gdy w przeciwieństwie do niej utwory Hassego
wywierają wrażenie w wielkich, przestronnych salach [...] ponieważ
Hasse nie używa wielu harmonii, lecz wybiera proste, solidne akordy,
wydobywając zawsze na pierwszy plan głos solowy, i nie łączy
nigdy więcej niż 2-3 głosy”, winien sprawdzić, jak dalece
zależy być może różnica w sposobie pisania obu
mistrzów
od warunków akustycznych pomieszczeń, dla których
były
przeznaczone ich utwory (obaj działali przez lata w jednym
miejscu!). Naturalnie takie badania musiałyby się najpierw skupić
na zgłębianiu poszczególnych przypadków przy
pomocy
rozumowania indukcyjnego. Byłoby przedwcześnie spieszyć się na
tej podstawie z proroctwami na temat ogólnych
rezultatów,
do których te przypadki mogą prowadzić. Nie omieszkam jednak
zwrócić uwagi na to, że przy troskliwej obserwacji
niewykluczone jest, że w obydwu obszarach ujawnią się osiągnięcia,
które można uznać nie tylko za akcydentalne przypadki, ale
świadectwo istotnego rozwoju historii architektury i muzyki w jej
pierwotnych powiązaniach. Historyczne zmiany sposobu budowania
pociągają za sobą zmiany warunków akustycznych budowli:
zmienia się grubość materiału murarskiego, kształt pomieszczeń,
wykończenie ścian. Jeden styl preferuje czyste, wielkie
powierzchnie ścian, inny – bogatą ornamentykę,
różnorakie
występy i galerie, jeden ma proste, drugi – skomplikowane
założenia; w jednym okresie architektura wnętrz nakazuje zupełnie
gładkie wykończenie, w innym – wnosi mnóstwo
detali, które
pochłaniają dźwięk itp. W jednym rodzaju budowli pojedynczy ton
narasta krągle i długo, skłaniając tworzącego muzyka do
stosowania oszczędnej, przejrzystej faktury (patrz Hasse), podczas
gdy w innym, posiadającym klarowną akustykę korzystniejsze będzie
stosowanie „brzęczących” głosów
środkowych, jak u
Jommellego. I tak, jak akustyka pojedynczego miejsca może być ważna
dla sposobu pisania pojedynczego kompozytora albo lokalnej szkoły,
byłoby do pomyślenia, że właściwości akustyczne danej epoki
architektury mogą mieć wpływ na tendencje stylistyczne całych
okresów historii muzyki. Jest jednak możliwe, że tak wielkie
rezultaty nie zostaną osiągnięte, jednak uznałbym tego typu
badania za owocne w każdym przypadku wkroczenia dobrze uzbrojonych
badaczy na wspomnianą, nie pozbawioną cierni drogę. Rzeczowe,
prowadzone przez muzyków obeznanych z
historią sztuki
i fizyką prace nad historią akustyki budownictwa powinny
szczególnie wiele objaśnić naszym architektom,
którzy
budują sale muzyczne i są bezpośrednio uzależnieni w swoich
osiągnięciach od praw akustyki.
Muzyka
a historia języka i literatury
Za
pomocą współmiernej, dokładnej metody, jaka stosowana jest
w ogólnej wiedzy humanistycznej, można także zrekonstruować
zależności pomiędzy kategoriami historii języka i literatury a
kategoriami historii muzyki. Także tu są do spenetrowania rozległe,
ważne obszary. Od dawna rozpoznajemy różnice pomiędzy mową
muzyczną poszczególnych narodów. Każdy słyszał o
zajadłych walkach teoretyków, którzy fechtują się
o
hegemonię muzyki francuskiej i włoskiej, czy też włoskiej i
niemieckiej. Biorąc pod uwagę, że muzyka wokalna
jest w
historii muzyki tym, „czym jest w sztukach plastycznych
nagość”
(Heinse), że nie wyłączając naszej wagnerowskiej epoki jest ona
„tętnicą muzyki” (por. przedmowę do mojej pracy Die
Oratorien von Johann Adolf Hasse, Lipsk 1912), zgodzimy się,
że
do wyjaśnienia właściwości stylów narodowych potrzebne
jest studium języka, który w
najściślejszym związku
z muzyką ujawnia ślady swojej swoistości. Takie studium musi
naturalnie dotyczyć też melodii mowy (Sprach-Melos)
i
wymowy – zarodków, które w
pełni się rozwijają
w muzyce; w ten sposób można by na przykład powiązać
ruchliwy melos mowy włoskiej z opanowaniem muzyki włoskiej XVIII
wieku przez ornamentykę i koloraturę. Byłoby też odpowiednie
zaprojektować, w analogii do historii właściwości akustycznych
budowli, historycznomuzyczne badania nad językiem, które za
pomocą uważnie skonstruowanej metody indukcyjnej prowadziłyby do
wykrycia jasnego wpływu właściwości mowy na język muzyczny
poszczególnych narodów i okresów.
Można z całą
pewnością przyjąć, że dla historii muzyki przyniosłoby to
natychmiast wartościowe rezultaty.
Myślę
też, że w celu przyczynowego uzasadnienia historycznomuzycznych
obserwacji trzeba by się posłużyć odpowiednio pogłębionymi
badaniami nad metryką, rytmiką i formami poetyckimi
poszczególnych
ludów i czasów. Jakie tu mogłyby wyniknąć
rezultaty?
Czy w tym przypadku odgrywa większą rolę historia muzyki, czy
literatury? Ukazanie przyczynowego związku obu obszarów jest
z pewnością warte metodycznych badań; sprzyja wszakże solidnej
pracy naukowej, na której gruncie rodzą się uchwytne
wartości – jeśli tylko potrafi się z niej wyciągnąć właściwe
konsekwencje.
Et
caetera
Otwarta
wyżej perspektywa nie jest kompletna i w żadnym razie nie
przywłaszczam sobie zasługi jej wyczerpania w tych luźnych
uwagach. Pozostaje przecież jeszcze całe instrumentoznawstwo:
organy, lutnia, klawesyn, chór męski, skrzypce i wiolonczela
„same w sobie”, a dalej – orkiestra we
wszystkich swoich
odmianach. Wszystkie te narzędzia wpływają, poprzez właściwości
swojego brzmienia i techniki, na powstanie poszczególnych
sposobów pisania i niejednokrotnie poważnie modyfikują
rozwój stylów muzycznych. Ani jeden z ważnych
instrumentów orkiestry, ani jedna ze sławnych metod śpiewu w
różnych epokach nie pozostaje bez rozpoznawalnego wpływu na
historię komponowania. Wpływy narzędzi dźwiękowych na bieg
historii muzyki nie pozostały bynajmniej niezauważone; wymagają
jednak ścisłego, specjalistycznego przebadania. Następnie –
historia tańca, rozdział o wielkim znaczeniu, et caetera, et
caetera... Definitywnych granic tego rodzaju badań dotąd nie
ustalono. Krąg przyczynowości, który wiąże wszystkie
elementy ze sobą, nie ma końca. Wystarczy tutaj, gdy wskażę na
istnienie dalszej, nie kończącej się drogi badań. Jeżeli
podążymy nią, kierując się właściwym wskazaniem kompasu, jedno
z drugim powiąże się w sposób naturalny. Zdecydujmy się
jednak zacząć od A, zamiast przedwcześnie operować nieogarnionym
alfabetem. Zbadajmy roślinę od korzenia, by z całą racją, z całą
wiedzą móc podziwiać jej organizm. Przekraczajmy granice
naszej dyscypliny nie jako ożywieni słomianym ogniem,
niepowstrzymani ignoranci, lecz próbujmy działać jak dobrzy
robotnicy, którzy przemienią rozległy teren historii kultury
w uprawioną krainę wydającą bogaty plon.
Lucian
Kamienski, Musikhistorische Grenzforschungen. Anregungen von [...]
– Königsberg, w: Musik und Kultur.
Festschrift zum 50.
Geburtstag Arthur Seidl’s,
hrsg.
von Bruno
Schuhmann, Regensburg 1913, s. 223-233.
Przełożyła
Magdalena Dziadek
|
|