|
|
ANNA
KOSZEWSKA
W
STRONĘ ETYCZNEJ WARTOŚCI MUZYKI
|
Doskonała
muzyka ma swoją przyczynę. Powstaje ona z równowagi.
Równowaga powstaje z tego, co słuszne, a to, co słuszne,
powstaje z istoty świata. Dlatego o muzyce mówić można
jedynie z człowiekiem, który pojął istotę świata.
Wu
Bu Le, Wiosna i jesień1
Swoistym
zsumowaniem omawianych zagadnień mogą być słowa zawarte w adresie
papieskiego Listu do artystów, skierowanego
„do tych,
którzy z pasją i poświęceniem poszukują nowych
»epifanii«
piękna, aby podarować je światu w twórczości
artystycznej”2.
Bowiem w zdaniu tym uwzględniony został zarówno etos
twórcy,
pasja i poświęcenie w trudzie tworzenia, jak i wartość samego
dzieła – epifanii piękna. Wszystkie wartości,
które
niesie dzieło sztuki pojmowane jako zarazem ergon:
czyli
rzecz, czyn, „to co zdziałane”, i energeia:
czynność,
działanie, umożliwiają spełnienie jego ostatecznego celu –
bycia darem dla ludzkiego świata, miejscem dialogu, spotkania z
innym, aktualizacją miłości, jej światłem. Zgodnie z tą
wykładnią zatem wartością istotową dzieła jest wartość
etyczna.
Wartości
tej nie negują nawet ci myśliciele, którzy utracili
optymistyczne spojrzenie na naturę ludzką. Wręcz przeciwnie –
jedynie sztukę, twórczość, czy ogólnie: kulturę
duchową postrzegają jako ten element, który ratuje godność
ludzką, ocala człowieka przed zezwierzęceniem. „Człowiek to
nie
jest piękne zwierzę. Jedyne, co go ratuje, to jego myśli, dzieła
sztuki, jego twórczość […]” –
te niedawno
wypowiedziane słowa Barbary Skargi są afirmacją sztuki,
„piękna,
które zbawia”, i to tym większą, że ich autorka
zachowała
szczególną ostrość widzenia zła wyrządzanego przez
człowieka, także zła obecnego we współczesnym, według
niej barbarzyńskim w dużej mierze świecie3.
Ogólne
spojrzenie na kulturę jako całość zarysował Krzysztof Okopień,
który dostrzegł w niej dwie główne sfery zjawisk:
„polegających na tym, że człowiek mówi i
ocenia”.
Wiedza, wiara i sztuka miałyby należeć do sfery
„mowy”, zaś
prawo, moralność, obyczaje – do „oceny”.
Sfera „mowy”
daje odpowiedź na pytanie „jak”, a zatem na pytanie
o możliwość,
sposób, zasadę, arché, natomiast
„ocena”
wyznacza „co”, czyli cel, telos.
Jednak sfery te nie są
ostatecznie rozdzielne: wiedza, wierzenia i sztuka zakładają pewne
„jak”, ale też zawierają telos,
a prawo, moralność,
obyczaje, zakładając pewne „ku czemu”, zawierają
też „jak”.
Dlatego „[…] być może ostatecznie nie istnieje
ludzka aktywność
mieszcząca się poza granicami tych dwóch sfer, być może
także nie istnieje granica między tymi sferami”4.
Dostrzegalny
od początków XX wieku proces przemieszczania granic między
nauką, sztuką, filozofią zaowocował zanikiem
scjentystyczno-pozytywistycznego modelu nauki i powstaniem nowego
wzorca osobowego – postaci uczonego bardziej wielowymiarowej,
pełnej, ludzkiej.
Z
wypowiedzi i poczynań wielkich uczonych naszej doby płynie
krzepiące przeświadczenie, iż poczucie ładu moralnego, porządku
logicznego i wrażliwość estetyczna nie muszą się wykluczać ani
negować wzajemnie. Mogą natomiast poprzez dopełnienie i wzajemność
refleksji stworzyć mądrość wyższego rzędu, która nie
należy już ani do moralność, ani do nauki, ani do sztuki5.
Ten
optymistyczny pogląd – którego źródłem
jest
zapatrzenie w ideał – mogłyby nieco stonować obecne
współcześnie
również i krytyczne głosy kierowane wobec nauki. Roman
Berger, obserwując wśród tendencji współczesnej
kultury przejawy redukcjonizmu, powołuje się na opinię Erwina
Schrödingera, że „[…] Zachód
zdobył wprawdzie
poznanie naukowe, zapłacił jednak za tę zdobycz mądrością”6.
Nie
przez przypadek rozróżnienie między poznaniem a mądrością
szczególnie wyraźnie zaznaczyło się w klasycznej greckiej
filozofii. Mądrość – zwłaszcza w refleksji sokratejskiej
–
jest przede wszystkim cnotą moralną. Phronesis jako
najwyższa forma wiedzy, obejmująca całą intelektualną cnotę,
ale zwłaszcza cnotę moralną, przez Platona była określana mianem sophia7,
a więc uznawana nie tylko za wiedzę, ale i prawdziwą mądrość.
Mądrości tej, w pojęciu Platońskim, nie można jednak zrozumieć,
nie doświadczywszy: „Nie są to bowiem rzeczy dające się ująć
w słowa, tak jak wiadomości z zakresu innych nauk, ale z
długotrwałego obcowania z przedmiotem, na mocy zżycia się z nim,
nagle, jakby pod wpływem przebiegającej iskry, zapala się w duszy
światło i płonie już odtąd samo siebie podsycając”8.
Przekazanie „iskry” miłości, podsycanie dążenia do
zrozumienia i realizacji nakazów phronesis,
było
przecież celem działalności Sokratesa – polityka, a także
treścią niepisanych nauk Platona. Dążenie do mądrości-dobra,
wymagające oczyszczenia i długotrwałego wysiłku, to właśnie
proces poznania, który według Platona jest zarazem procesem
nawrócenia moralnego9.
Obecność
myśli o ścisłym związku prawdy i dobra, wywodzącej się z
przekonania o uprzedniości etyki względem poznania, nie ogranicza
się bynajmniej do filozofii antycznej. Można ją zresztą odnaleźć
nie tylko w dziejach filozofii. Na przykład zależność nauki od
wartości moralnej wykazał Krzysztof Murawski, traktując etykę
jako niezbędny kontekst poznania naukowego, jako element
metodologii, konieczność dążenia do wysokiego poziomu moralnego
przez podmiot poznający10.
Badania prowadzone w ramach psychologii głębi potwierdzają, że im
bardziej człowiek dąży do dobra, tym głębsze obszary poznania
otwierają się przed nim i tym bardziej twórcza jest jego
praca. Jeśli poznanie nie wynikające z postawy moralnej jest
uznawane za jałowe, to dlatego, że nie bierze pod uwagę etycznego
wymiaru badanej rzeczywistości, zatem samo się ogranicza, zawężając
pole badawcze11.
Także głoszony przez Maksa Webera ideał bezstronności w poznaniu
naukowym, niezależności od sądów praktycznych, jest w
istocie ideałem moralnym12.
Ostatecznie świadomość istnienia u podstaw poznania naukowego
wartości moralnych: życzliwości, bezinteresowności, sympatii do
innych ludzi, zawiera w sobie ideał nauki jako szukania mądrości.
Jak pisał Antoni Kępiński, „[…] pod wysiłkiem
naukowym kryje
się dążenie do władzy, a pod szukaniem mądrości – miłość
do otoczenia”13.
Zatem
etyka warunkuje poznanie, podobnie jak warunkuje ona samo ludzkie
istnienie. Według Kierkegaarda „[…] W życiu
świadomość
etyczna jest czymś decydującym. Jest ona upełnomocnieniem i miarą
ludzkiej egzystencji […]”14.
Postulat, aby „[…] ogarnąć rozumiejącym wysiłkiem
całość
świata, odsłonić w nim sieć relacji organizujących nasze
doświadczenie, odszukać niepodważalny punkt oparcia dla naszych
intelektualnych rekonstrukcji”, w którym
upatrywano główne
zadanie dla myśli Zachodu15,
ostatecznie kieruje refleksję filozoficzną w stronę etyki.
Kierunek ten wynika z wymiaru podmiotowego nieodmiennie obecnego we
wszystkich czynnościach ludzkich – w działaniu praktycznym,
ale
też i w poznaniu, postrzeganiu, refleksji. Szukanie możliwości
poznania prowadzi do podmiotu jako źródła poznania
prawdziwie ludzkiego. Zarówno Arystoteles, jak i Heidegger
twierdzili, że byt ludzki oznacza poznawanie i służbę Byciu –
humanizm nie polega na umiejętności czerpania przyjemności, lecz
na odkrywaniu świata transcendującego człowieka, jego wiedzę i
aktualnie wytyczone cele. „Być człowiekiem to być świadomym
niezmierzonej tajemnicy”16.
Etyczna
sytuacja bytu ludzkiego, transcendowanie własnej podmiotowości,
ujawnia się może nawet w jeszcze większym stopniu w sztuce niż w
nauce. Bo jak zauważył Ernst Cassirer, sztuka jest wiedzą
specyficznego rodzaju. Piękno jest prawdą (tak przecież twierdził
Shaftesbury), lecz prawda ta polega na „sympatycznym widzeniu
rzeczy”17.
Pomiędzy nauką i sztuką istnieje kontrast, lecz nie ma między
nimi sprzeczności, są bowiem tylko różnymi aspektami,
swoistymi „kątami załamania” perspektywy. Nauka
pozwala
wytropić przyczyny zjawisk, odkryć prawa i zasady, natomiast sztuka
– dojrzeć formy rzeczy, uzmysławiać rzeczywistość, objawiać
życie wewnętrzne człowieka. W ten sposób, zdaniem
Cassirera, sztuka daje bogatszy, barwniejszy obraz rzeczywistości
niż nauka. Natomiast właściwością natury ludzkiej jest możliwość
wyboru pomiędzy nimi18.
Ostatecznie
kwestia sztuki należy do problematyki antropologicznej. Dlatego
każde jej ewentualne rozstrzygnięcie teoretyczne odnosi się do
pełni spraw ludzkich, obejmuje „całego człowieka”19.
I odwrotnie: jakakolwiek koncepcja antropologiczna, podejmująca
zagadnienie kondycji człowieka, jego miejsca w świecie, dotyczy też
sztuki. W tym sensie anarchizm Herberta Reada, głoszone przez niego
przekonanie, że być wolnym, to żyć w prawdzie, pięknie i dobru,
a więc osiągać harmonijne współdziałanie rozumu,
wyobraźni i sumienia – doktryna przede wszystkim etyczna
– stoi
u podstaw zarówno jego działań twórczych, jak i
refleksji teoretyczno-krytycznej, zajmowanego stanowiska
estetycznego20.
Choć wiele doraźnych, praktycznych rozstrzygnięć czy
postulatów
Reada okazało się niemożliwymi do zrealizowania, wciąż aktualne
pozostaje wyznawane przez niego przekonanie o wielowymiarowości
psychiki ludzkiej, a zarazem nierozdzielności, organicznej jedności
władz psychicznych człowieka. Dynamika ludzkiego umysłu,
złożonego, pełnego wewnętrznych napięć, nie pozwala na
jednostronne zawężenie jego czynności. Presja intelektu obecna w
rewolucji naukowo-technicznej skutkuje według Reada groźnym
zubożeniem indywidualności, a przecież rozum, dobrze użyty, ma
prowadzić do wiedzy najgłębszej – czyli mądrości21.
Także Herbert Read odwołuje się zatem do antycznego, greckiego
pojęcia phronesis, uznaje wewnętrzną jedność
prawdy i
dobra. A szacunek, jakim obdarzył Platona jako pierwszego
„filozofa
ponadnaukowego”, uczulonego na to, co niedostępne zmysłom i
rozumowi, ma związek nie tylko z koncepcją natury człowieka i
świata głoszoną przez Reada, ale i z jego ideą wychowania przez
sztukę, obecną – jak sam zauważył – w myśli
Platońskiej22.
Nie jest więc zaskoczeniem, że również i rozumienie przez
Reada sztuki jako wartości najdonioślejszej, jako moralności
wcielonej w żywą formę, mistycznego zachwytu zobiektywizowanego w
postaci zmysłowej23,
wiążąc się z jego integralną, jednoczącą wymiar praktyczny,
teoretyczny i estetyczny koncepcją osoby ludzkiej, przywołuje echo
rozstrzygnięć Platona.
Antropologiczny
wymiar trzech podstawowych dziedzin kultury: theorii, praxis,
poiesis łączy się ściśle z ich niezbywalnym statusem
aksjologicznym. Bowiem kultura, według definicji Henryka Elzenberga,
to „[…] suma rzeczy, których stworzenie
jest w zakresie
możliwości człowieka, a które są wartościami”24.
Przywołanie niektórych, także podzielanych
współcześnie,
przekonań o konieczności uwzględnienia integralnej – a więc
jednoczącej wartości prawdy, dobra i piękna – osobowości
ludzkiej jako modelu zarówno dla porządku poznania, jak i
tworzenia miało na celu ukazanie, że zagadnienie wartości etycznej
dzieła mogłoby zostać podjęte w takiej właśnie szerokiej,
ogólnokulturowej perspektywie, i to nawet gdyby miało
ograniczać się wyłącznie do kultury europejskiej.
Podobnie
niezrealizowany pozostaje na razie projekt zbadania myśli
twórców
o wartości etycznej muzyki, czy też w ogóle o istocie
sztuki, w różnych kulturach, także pozaeuropejskich, i w
ujęciu diachronicznym. Możliwość odnalezienia uniwersalnej, a
zarazem istotowej wartości muzyki byłaby z pewnością warta
podjętego trudu. Postulat takiego przebadania muzyki różnych
kultur, które pozwoliłoby wyodrębnić jej uniwersalną
wartość, sformułował Jan Stęszewski: „[…]
Aksjologia w skali
wszystkich kultur muzycznych winna znaleźć takie wartości,
które
są do zaakceptowania przez nie wszystkie. Chodzi o aksjologię
pozwalająca na porównania i wartościowania
interkulturowe”25.
Dążenie to mogłoby obejmować nie tylko muzykę, ale i inne
dziedziny sztuki. Na przykład Eugenia Basara-Lipiec uznała
arcydzieła, które uniwersalizują różne tradycje i
ogniskują zarazem system wartości narodowych i uniwersalnych, za
podstawę porozumienia ogólnoświatowego w kulturze, gdyż
siła ich oddziaływania zdolna jest przenikać granice odmiennych
kultur26.
Podjęcie
badań nad obecnością idei wartości etycznej muzyki w kręgu
innych, pozaeuropejskich kultur, poszukiwanie jej uniwersalizmu
mogłoby zostać uznane za nierespektowanie faktu zasadniczej
odmienności kultur i stworzonych w nich norm. Relatywizm kulturowy,
za którym optowali m.in. Ruth Benedict czy Melville J.
Herskovits, był zresztą odbierany niegdyś – zwłaszcza poza
kręgiem antropologów, wśród filozofów
zajmujących się etyką – jako przejaw relatywizmu etycznego27,
zarzucano mu nawet „fałszywość i szkodliwość
moralną”28.
Dostrzeżono też samowywrotność koncepcji Herskovitsa, spowodowaną
przez jej wewnętrzną niespójność – pomieszanie
sądów
opisowych z normatywnymi. Obserwowana przez Herskovitsa prawie
całkowita względność norm moralnych tkwiących u podstaw
różnych
kultur nie mogłaby, zdaniem jego adwersarzy, stanowić argumentu za
powstrzymaniem się od ocen i przyjęciem postawy tolerancji, gdyż
ta należy do norm kultury zachodniej i ponadto sama też wiąże się eo
ipso z oceną. Przyjmując jednak inną, być może szerszą
perspektywę, można dostrzec, że postulowana przez Herskovitsa
tolerancja, przejawiająca się w dążeniu do nieingerowania w
odmienne sposoby życia, wyrastająca z postawy szacunku, afirmacji
obcych kultur, jest właśnie – paradoksalnie –
wyrazem
aspirującego do uniwersalności przekonania o niemożliwej do
przecenienia wartości kultury w życiu duchowym, moralnym człowieka,
i to w każdym, nawet najbardziej rzadkim, a więc dla wielu
niezrozumiałym, zaskakującym jej przejawie. Ostatecznie więc
zasada tolerancji i nieingerencji w relatywnie ukształtowane wzory
kulturowe wynika z przyznania kulturze uniwersalnej wartości, i to
–
w domyśle – wartości etycznej.
Potwierdzeniem
świadomości istnienia uniwersalnej wartości dzieł sztuki mogą
być mity obecne w wielu kulturach, które głoszą
czarodziejską siłę muzyki, jej działanie humanizujące,
przezwyciężające demoniczne, niezrozumiałe, wrogie człowiekowi
moce29,
a także likwidujące zło obecne w samym człowieku. Zresztą ścisła
współzależność muzyki i moralnej kondycji człowieka
została dostrzeżona w wielu kulturach, i to nie tylko w ich
mitologii. Przekonują o tym np. słowa Konfucjusza o
odzwierciedleniu w muzyce stanu państwa i panującego w nim porządku
moralnego30
i niemal identyczna myśl wypowiedziana przez Platona31.
Powstaje
też kwestia, czy rozpatrując możliwe rozwiązania zagadnienia
wartości etycznej dzieła przede wszystkim przez pryzmat refleksji
filozoficznej, nie zawęża się nadmiernie perspektywy, tracąc
świadomość istnienia wielorakich źródeł kultury
europejskiej. Wszak świat antyczny, kolebka filozofii, to tylko
część z nich – nawet jeśli część bardzo istotna. Niemniej
duchowa kultura Greków, jako „kultura
widzenia”, kultura
formy, logosu, przeciwstawia się na przykład kulturze hebrajskiej,
określanej jako „kultura słyszenia”,
„głosu”,
„wsłuchiwania się”32.
Można by przypuszczać, że uwzględnienie tego ostatniego sposobu
myślenia przyniosłoby interesujące rezultaty zwłaszcza w pracy
sytuującej się w dziedzinie muzykologii czy estetyki muzyki.
Innym
problemem, który pozostawałby do rozstrzygnięcia w pracy
podejmującej badania refleksji kompozytorów na temat
wartości
muzyki zwłaszcza w szerokiej dymensji czasowej, byłoby wyznaczenie
precyzyjnego kryterium podziału między wypowiedziami
twórców
i sformułowaniami teoretyków muzyki, estetyków,
filozofów. Twórca może przecież być zarazem
myślicielem, i to nie tylko w czasach poprzedzających epokę
nowożytną. W XX wieku na przykład zarówno komponowali, jak
i formułowali na piśmie swe myśli o sztuce Theodor W. Adorno i
Arnold Schönberg, choć ranga ich kompozycji (i zasięg
oddziaływania refleksji) jest oczywiście nieporównywalna33.
Do kwestii wymagających rozstrzygnięcia należałaby także liczba
wybranych przykładowych wypowiedzi twórców, czy
też
teoretyków, która wystarczyłaby do potwierdzenia
tezy
o wartości etycznej dzieła muzycznego. Ostatecznie przecież liczba
przekonanych nie jest argumentem34.
Powszechność jakiegoś poglądu nie jest żadnym dowodem jego
prawdziwości, nie daje nawet prawdopodobieństwa słuszności35.
Dlatego też faktu przedstawienia w niniejszej pracy poglądów
Wolfganga Amadeusza Mozarta i Fryderyka Chopina nie należy traktować
jako przywołania argumentum ad verecundiam. Uznanie
głosów
właśnie tych dwóch wybranych twórców
za ważkie
przy rozstrzyganiu badanej kwestii wynikało z innego względu.
Obydwaj są twórcami dzieł, których wartość trzeba
określić jako szczególnie intensywną. Doświadczenie tej
niekwestionowanej wartości spowodowało przyjęcie zawartej w nich
estetyki implicite. Konsekwencją tego było
przyjęcie także
estetyki explicite obydwu kompozytorów,
choć ich
wypowiedzi nie noszą charakteru dywagacji teoretycznych, ale też
właśnie dlatego mają tak wielką wagę36.
Jest to zresztą zgodnie z wyraźnie artykułowanym we
współczesnej
psychologii poglądem o psychofizycznej jedności osoby ludzkiej.
Człowiek tworzy wartości, działa, „wcielając” swe
przekonania, nadając zewnętrzny kształt myślom, ale też owo
działanie wpływa na sposób myślenia działającego37.
Na
koniec pojawia się też pytanie, w jaki sposób rezultaty
teoretycznych rozważań zastosować w praktyce. Jak ustalić, że
dane dzieło w ogóle posiada wartość, i – nadto
– że
jest to wartość etyczna. Szukając nań odpowiedzi, można by się
odwołać do koncepcji wielofazowej struktury przeżycia
estetycznego, sformułowanej przez Romana Ingardena. Według niej
pierwszy kontakt z wartością byłby intuicyjny, a dopiero w
kolejnych fazach następowałoby stopniowe wnikanie i rozumienie
wartości dzieła. Wartość jest więc odczuwana w bezpośrednim
doświadczeniu, przyjmowana a priori, a następnie potwierdzana,
uzasadniana analitycznie. Do owej fundamentalnej, istotowej wartości
dzieła należałoby dochodzić, odkrywając jakości i wartości
kolejnych jego warstw. Wartości etycznej należy więc poszukiwać,
poznając zarówno „formę”, jak i
„treść”, zarówno psyche,
jak i physis dzieła, nie zatrzymując się
jednak na nich, lecz traktując je jako stopnie prowadzące przez to,
co dostępne zmysłom (aisthesis) do wartości
wewnętrznej,
istotowej (phronesis).
Wydaje
się, że postawienie pytania o wartość etyczną dzieła wymagało
odwagi – wobec głośno wyrażanej w XX wieku alienacji sztuki,
wobec wywodzącej się z XVIII wieku fascynacji ratio
i
oparcia koncepcji dzieła sztuki na pojęciu piękna, wobec
deklarowanej także i współcześnie niemal ślepej wiary w
„naukowość”, intelekt, empiryzm. Zresztą
przeświadczenie, że
sztuka to tylko zabawa i rozrywka, istniało także w starożytności,
a w kolejnych epokach stanowiło jakby drugi nurt myśli o sztuce. A
jednak, mimo „sytuacji postmetafizycznej”
współczesnego
świata, okazuje się, że ostatecznie człowiek jest istotą
metafizyczną38,
dąży do uchwycenia całości bytu, przeniknięcia istoty świata.
Z
pewnością przedstawiona koncepcja wartości etycznej nie odsłania
całej tajemnicy muzyki, nie rozwiązuje w pełni zagadki
„intensywnego istnienia” arcydzieł, nie jest też
wolna od
niedoskonałości. Wciąż pozostaje „komat
pitagorejski” błędu,
margines niewiedzy, który domaga się zniwelowania. Lecz ta
niecałkowita zgodność myśli z rzeczywistością jest przecież
przyczyną zmian paradygmatów w nauce, może być więc uznana
za element pozytywny, twórczy.
Zarysowana
teoria wartości etycznej dzieła muzycznego, wyłaniająca się ze
skonfrontowania wypowiedzi kompozytorów z przekonaniami
zawartymi w ogólnej refleksji filozoficznej, jest jedną z
wielu możliwych, konkurujących ze sobą propozycji rozwikłania
tajemnicy dzieła. I mimo ograniczenia przeprowadzonych badań do
ujawnienia poglądów dwóch tylko
kompozytorów,
spełnia przy tym postulat całościowego, holistycznego ujęcia
zagadnienia wartości sztuki, uwzględniając całą sytuację
estetyczną, postrzegając dzieło jako byt podmiotowo-przedmiotowy,
co więcej, akcentując szczególnie humanistyczny wymiar
dzieła jako miejsca spotkania twórcy i odbiorcy, a także
jako swoistego łącznika – umożliwiającego powstanie
międzyosobowej więzi, porozumienia, miłości, a zatem zaistnienia
sytuacji etycznej. Poszukiwanie istotowej wartości dzieła polegało
na próbach odnalezienia wspólnego mianownika dla
różnych, często opozycyjnych koncepcji istoty sztuki, a
następnie weryfikacji efektów tych starań przez sprawdzenie
ich współbrzmienia z myślami zawartymi w wypowiedziach
kompozytorów. Syntezą tych ostatnich mogą być dobrze znane
słowa Witolda Lutosławskiego: „muzyka to nie tylko
dźwięki”39.
Trud
przeprowadzonych badań miał za cel wykazanie, że zagadnienie
wartości etycznej dzieła muzycznego zawarte jest implicite w
poglądach zarówno Wolfganga Amadeusza Mozarta, jak i
Fryderyka Chopina – kompozytorów,
którzy formułują
swe sądy o sztuce w sposób powściągliwy i wyważony, a
muzyce przyznają autonomię. Jednak pojmując wartość etyczną
dzieła jako nadbudowaną nad wartością estetyczną (czy
artystyczną), wynikającą z niej, ale bez bezpośredniej
zależności, zaś całkowicie różną od
„morału”
obecnego ewentualnie w „treści” sztuki
przedstawiającej, trudno
nie zauważyć, że wszystkie wypowiedzi uznające doniosłość
muzyki, jej godność jako dziedziny sztuki, w pewien sposób
istnienie tej wartości potwierdzają. Jeśli zatem wyniki powyższych
analiz stanowiłyby inspirację do podjęcia szeroko zakrojonych
badań nad obecnością myśli o wartości etycznej muzyki w
wypowiedziach wielu twórców i
teoretyków, także
współczesnych, a co więcej, o wartości etycznej wszelkich
dzieł artystycznych, i to nie tylko w kulturze kręgu europejskiego,
to zaszczyt wskazania kierunku poszukiwań byłby wielką nobilitacją
dla niniejszego opusculum.
Powyższy
tekst stanowi końcowy rozdział pracy magisterskiej pt.
„Wartość
etyczna dzieła muzycznego w wypowiedziach W. A. Mozarta i F.
Chopina” napisanej w 2004 roku pod kierunkiem Pana prof. dr.
hab.
Jana Stęszewskiego w Katedrze Muzykologii UAM w Poznaniu.
_________________________
1 H.
Hesse, Gra szklanych paciorków. Próba
opisu życia magistra ludi Józefa Knechta wraz z jego
spuścizną pisarską, przeł. M. Kurecka. Poznań 1992, s. 19.
2 Jan
Paweł II, List do artystów.
„L’Osservatore Romano” [ed. polska] 1999,
nr 5-6.
3 B.
Skarga, J. Kurski, Człowiek to nie jest piękne zwierzę. Z
prof. Barbarą Skargą rozmawia Jarosław Kurski.
„Gazeta Wyborcza” 17-18 kwietnia 2004, s. 15.
4 K.
Okopień, Tezy o ontologii kultury, w: Przekraczanie
estetyki, red. Z. Rosińska, A. Łabuńska. Warszawa 2003, s.
86-87.
5 D.
Sobczyńska, Między nauką a twórczością artystyczną,
w: Współczesna filozofia nauk, red. T.
Buksiński. Poznań 1991, s. 307.
6 R.
Berger, Trzy monologi (z Prologiem i Epilogiem), w:
Melos. Logos. Etos. Materiały sympozjum
poświęconego twórczości Floriana Dąbrowskiego, Stefana
Kisielewskiego, Zygmunta Mycielskiego. Warszawa 29-30 listopada 1985.
Warszawa 1987, s. 43.
7 J. E. Sisko, Phronesis,
w: Encyclopedia of Ethics. Second
Edition, ed. L. C. Becker and C. B. Becker. New York
– London [2001], t. III, s. 1314.
8 Platon,
List VII, 341 c-e, wg: G. Reale, Historia
filozofii starożytnej, przeł. E. I. Zieliński, t. II. Lublin
2002, s. 41.
9 G.
Reale, Historia filozofii starożytnej, op. cit.,
t. II, s. 256.
10
K. Murawski, Nauka i wartości moralne, w: Wartości
w języku i tekście, red. J. Puzynina, J. Anusiewicz. Wrocław
1991, s. 167.
13
A. Kępiński, Lęk. Warszawa 1977, s. 199 –
cyt. za: K. Murawski, op. cit., s. 167.
14
S. Kierkegaard, Dziennik (wybór), przeł.
A. Szwed, przekład przejrzał K. Toeplitz. Lublin 2000, s. 162.
15
E. Bieńkowska, Paul Ricoeur. Prezentacja.
„Res Facta” 7, 1973, s. 7.
16 „Aristotle,
like Heidegger, also insisted that to be human was to have the option
of recognizing and serving Being: that is, our self-conscious humanity
rests not on our capacity to do as we please, but on our discovery of a
world greater than ourselves. We are not limited […] to the
world of present phenomena, […] in dealing with the world,
we know that it transcends our knowledge and our present purposes. To
be human is to be aware of boundless mystery” – S.
Clark, Philosophical anthropology, w: Encyclopedia
of Ethics, t. III, op. cit., s. 1309.
17
E. Cassirer, Esej o człowieku. Wstęp do filozofii kultury,
przeł. A. Staniewska, Warszawa 1998, s. 277.
19
S. Krzemień-Ojak, Estetyka i etyka.
„Studia Estetyczne” t. 4, Warszawa 1967, s. 406.
20
S. Morawski, U filozoficznych podstaw światopoglądu Herberta
Reada. „Res
Facta” 8, 1977, s. 70.
24
Wg: S. Krzemień-Ojak, op. cit., s. 404-405.
25
J. Stęszewski, Problem wartościowania kultur muzycznych,
w: Muzyka w kontekście kultury. Spotkania muzyczne w
Baranowie I. Kraków 1978, s. 233.
26
E. Basara-Lipiec, Arcydzieło. Teoria i rzeczywistość.
Warszawa 1997, s. 7-8 i 18.
27
Z. Gierszewski, Kultura. Moralność. Względność. Doktryna
relatywizmu kulturowego M. J. Herskovitsa. Poznań 2000, s. 144.
28 E. Vivas, Reiterations
and the Second Thoughts on Cultural Relativism, w: Relativism
and the Study of Man, Princeton 1961, s. 61 (wg: Z.
Gierszewski, op. cit., s. 104).
29 D. Zoltai, Ethos und Affekt.
Geschichte der philosophischen Musikästhetik von den
Anfängen bis zu Hegel. Budapest
– Berlin 1970, s. 8. Jako przykłady powszechnej w wielu
kulturach świadomości „vermenschlichende Wirkung”
muzyki autor podaje mity chińskie, egipskie, przypomina także podania
zawarte w Kalewali, opisujące panowanie nad naturą
dzięki magicznej mocy muzyki, i – tkwiący u źródeł
europejskiej myśli o muzyce – mit o Orfeuszu.
30 Wg: ibidem, s. 22:
„Will man erfahren, ob die Regierung eines Landes in Ordnung
und seine Sitten rein seien, so lausche man auf seine Musik”.
31
„Trzeba się wystrzegać przełomów i nowości w
muzyce, bo to w ogóle rzecz niebezpieczna. Nigdy nie zmienia
się styl w muzyce bez przewrotu w zasadniczych prawach
politycznych” – Państwo, 424 c.
32
G. Reale, Historia filozofii starożytnej, op.
cit., t. II, s. 89.
33
Dobry byłby też przykład Ernsta Ansermeta, szwajcarskiego dyrygenta,
kompozytora i teoretyka muzyki.
34
M. Scheler, Resentyment a moralność, przeł. J.
Garewicz. Warszawa 1977, s. 176.
35
A. Schopenhauer, Erystyka, czyli sztuka prowadzenia
sporów, przeł. B. i Ł. Konarscy. Warszawa 2000, s.
95.
36
Maria Gołaszewska nadaje tym określeniom sformułowanym przez Władysława
Tatarkiewicza inne znaczenie: do estetyki implicite
włącza też wszelkie wypowiedzi twórców, nawet
traktaty teoretyczne ich autorstwa – zob. M. Gołaszewska, Estetyka
współczesności, op. cit., s. 210 i nast.
37
Jest to tzw. doświadczenie źródłowe: działanie nigdy nie
pozostaje bez wpływu na jego podmiot. Każda podjęta decyzja wyznacza
kierunek rozwoju osobowości i jest źródłem posiadanych
przekonań. Zob. też np.: S. T. Pinckaers OP, Źródła
moralności chrześcijańskiej. Jej metoda, treść, historia, przeł.
A. Kuryś. Poznań 1994.
38
B. Skarga, op. cit., s. 14.
39
I. Nikolska, „Muzyka to nie tylko
dźwięki”. Rozmowy z Witoldem Lutosławskim.
Kraków – Warszawa 2003.
|
|