|
De Musica Vol. III
2002 |
|
|
|
Andrzej Bieńkowski W poszukiwaniu niechcianej
muzyki. Ostatni wiejscy muzykanci |
|
|
|
Zacząłem więc jeździć,
nagrywać i filmować na własną rękę. Przebić się do tego hermetycznego
świata wiejskich muzykantów nie było łatwo. Niechętnie powierzają innym
tajniki zawodowe dotyczące gry, ogrywania mazurka, czy wreszcie sił
nieczystych, które można zaprzeć do pomocy przy grze. Im głębiej docierałem,
tym bardziej byłem zaskoczony funkcjonowaniem tego muzycznego świata
i dwuznacznej roli, jaką spełniają (czy raczej spełniali) muzykanci.
Dwuznacznej, bo z jednej strony prowokującej grzech, rozpustę
i siły nieczyste, a z drugiej ich obecność jest konieczna przy
obrzędach (głównie weselach). Wobec tego trzeba się przed skrzypkami bronić!
Obłożyć ich zakazami i nakazami. I tak muzykantowi nie wolno było
wejść do kościoła z weselem – owszem były wyjątki, wtedy muzykanci
zostawiali swoje instrumenty przed kościołem – (to w nich była zawarta
siła nieczysta) i mogli doń wejść. Nie wolno było im grać
w adwencie i poście, w chorobie i żałobie, można by
jeszcze wiele takich zakazów wyliczyć. Z drugiej strony klimat
grzechu i emocji związany z muzyką powodował, że młodzież wiejska
(a ona głównie tańczyła i grała) traktowała skrzypków tak, jak obecnie
traktuje się gwiazdy muzyki pop. Zaskoczeniem dla mnie była konstatacja, że
tak naprawdę muzykę wsi grali młodzi ludzie – kawalerowie, którzy przestawali
czynnie uprawiać grę po ożenku. I tych była zdecydowana większość.
Owszem, byli też starzy mistrzowie grający do późnego wieku (choćby dla
zarobku), ale generalnie, tradycyjna muzyka wiejska była to muzyka grana
przez młodych muzyków dla młodych tancerzy. (Widać tu analogie do
współczesnej estrady „popowej”). Poruszała mnie potrzeba
uporczywego udowadniania swojej wartości muzycznej ze strony ostatniej
generacji skrzypków, całkowicie przez wieś odrzuconych i zapomnianych.
Uświadommy sobie: nasza wiejska muzyka – to przede wszystkim skrzypce.
Ostatnie pokolenie skrzypków, to pokolenie urodzone około 1930 roku,
młodszych skrzypków dziś już na wsi nie ma! Zacząłem się spieszyć, żeby
jeszcze zdążyć dać świadectwo tej wspaniałej muzyce. Tak powstała moja
książka. Kiedy w 1979 roku
zacząłem nagrywać po wsiach, robiłem to dla przyjemności, aby posłuchać tej
muzyki, bo nigdzie nie mogłem na nią trafić. Stopniowo powiększałem obszar
badań. Wreszcie postanowiłem, że nagram wszystkich skrzypków
i harmonistów, jakich odkryję w Polsce centralnej. Właściwie po to,
żeby zaspokoić swój głód tej muzyki i ludzi, którzy ją grają. Mogę
powiedzieć po latach samotnej pracy, że udało mi się stworzyć największe
w kraju prywatne zbiory dokumentujące muzykę wiejską. Za kilka lat nie
będzie już skrzypków na wsi. Wieś i miasto odwróciło się od ich muzyki.
W mieście króluje komercyjny folk, a na wsi muzyka pop. Zawsze jednak jest tak,
że kiedy myślimy, że już nie ma nadziei – coś się zaczyna ważnego dziać.
Pojawił się u nas cichy, ukryty nurt – ruch młodych ludzi z miasta.
Charakterystyczne, że to nie etnografowie czy etnomuzykolodzy, przejęci
znaczeniem tej odchodzącej muzyki, jeżdżą do tych ostatnich wielkich artystów
i, tak jak dawniej, w zamian za pomoc w gospodarstwie, uczą się
u nich grać. Grać tak jak oni – autentycznie, niekomercyjnie, dla
siebie. Myślę tu o młodzieży skupionej wokół Domu Tańca. To
właściwie dla niej napisałem tę książkę, żeby dać świadectwo wielkości
i upadku muzyki wiejskiej. _______________ Andrzej Bieńkowski, Ostatni wiejscy muzykanci. Ludzie –
obyczaje – muzyka, Warszawa 2001, Prószyński i Ska, s. 304, 267
zdjęć, mapa, indeks nazwisk, płyta CD. Powrót do spisu treści <<< |