O Moim Dużym Przyjacielu...

Do dzisiaj mam przed oczami jego charakterystyczną sylwetkę w ogromnej pelerynie, ze skórzaną torbą lekarską, w której trzymał flety. Albo zimą, w śmiesznej kolorowej dłuuuuugiej czapce z pomponem...

Umiał cudownie słuchać o mojej niespełnionej miłości ...

Napisał list do B. ...

Mówił: "Nie martw się", wyciągał flet i grał mi "Schody do nieba" ...

Do mojego pokoju w akademiku ( p. 303 DS. Bartek w Kielcach) przyprowadził kiedyś wieczorem nieśmiałego młodzieńca z gitarą, ze słowami "musisz to usłyszeć" - i wtedy pierwszy raz zobaczyłam i usłyszałam Andrzeja Poniedzielskiego grającego "Kardiogram"...

Był ...

Jest, bo w moim życiu niedawno wydarzyło się coś, w czym napewno Jacek maczał palce. Dziękuję Przyjacielu, do zobaczenia.

Mira

24 rocznica śmierci Jacka

Minęła 24-rocznica śmierci Jacka Stefańskiego. Pomyślmy o nim przez chwilę ciepło. Jacek został w brutalny i bezwzględny sposób zabity, jak to wtedy pisano "w nie wyjaśnionych okolicznościach". Po 24 latach, zmieniających się ekipach i opcjach politycznych "sprawcy" jego śmierci do dziś nie zostali wykryci.

Mało tego, przez cały ten okres robi się wszystko aby tę sprawę wyciszyć. Jakoś nikt się tą sprawą nie zajmuje, nikt nie został ukarany, nikt nie wyjaśnił żadnych szczegółów śmierci. Dlatego chciałem zacząć publikować na naszej stronie dokumenty, protokóły, zapiski i artykuły z tej sprawy, z nazwiskami i pokazywać jak wielu ludzi, urzędników, milicjantów, ubeków i prokuratorów wyciszało i motało w tej sprawie. Przynajmniej ludzie (Ci którzy odwiedzają naszą stronę) będą cokolwiek wiedzieli o sprawie Jacka. Dlatego nazywamy się "Bez Jacka".

Jarosław Horacy Chrząstek

Kasia Stefańska-Kurdziel - o Jacku

9 sierpnia minęły już 22 lata od śmierci Jacka, najmłodszego z braci, chyba najbardziej utalentowanego muzycznie i nie tylko. Nie wiem jak teraz wyglądałoby Jego życie, jaki byłby on sam, ale w mojej pamięci zawsze będzie najwspanialszym, najbardziej oddanym i opiekuńczym bratem. Może dlatego, że akurat nas dwoje dzieliła najmniejsza różnica wieku i odkąd pamiętam, zawsze byliśmy razem. Jako 15-letni chłopak, zarobił pierwsze pieniądzę, żeby kupić mi takie ubrania jakie chciałam. Zabrał mnie na wycieczkę do Warszawy, gdzie te zarobione pieniądze wywiał mu z kieszeni ogrodniczek wiatr, a On wdrapał się na wiatę, żeby je pozbierać. Zawsze zresztą był bardzo odważny, najodważniejszy z moich braci.

Żył tak, jakby chciał ze wszystkim zdążyć, choć zapewne nie wiedział, jak mało mu życia było dane. Był mądry mądrością rzadką dla tak młodych ludzi. To on po śmierci naszej Mamy, wytłumaczył mi najważniejsze rzeczy w życiu. Pamiętał nawet, żeby mi przypominać żebym nosiła ciepłe gatki. Nigdy nie zapomnę Jacka jak nosił na barana swojego synka (teraz już potężnego chłopa) Szymona, jak go kąpał, przewijał, starał się jak mógł odciążyć w tych obowiązkach Fimfunię. Wiem, że jest na świecie jeszcze parę osób, które za Jackiem tęsknią, na których życiu wywarł niezatarty ślad. Bo Jacek był jak wulkan, ale taki, który nigdy nikomu krzywdy nie zrobi, a jedynie użyźni ziemię.

Kasia Stefańska-Kurdziel

Maksymilian Ziętek - Jaki byłeś Jacku

Tak mi ciężko zebrać się aby coś o Tobie opowiedzieć, to już tyle lat bez Ciebie bez Twojej fizyczności, bo tak naprawdę jesteś i byłeś mi obecny zawsze.Jesteś nadal dla mnie kimś bardzo ważnym i jedynym w swoim rodzaju.

Jakim byłeś..., byłeś mi najbliższy, bo potrafiłeś połączyć i żyć w harmonii ducha i ciała , byłeś najbardziej wysportowany i najbardziej z nas zaradny życiowo. Sądzę,że Twój gigantyczny potencjał muzyczny dane nam było ujrzeć w zaledwie w mikroskopijnym jego procencie i jest to wielka i nieodżałowana strata .

Z prehistorii

Chęciny moje rodzinne miasteczko, tam w 1956r urodziłem się i mieszkałem, i do szkół uczęszczałem. Nad Chęcinami górują ruiny wielkiego zamku, których nie sposób nie zauważyć jadąc z Krakowa do Warszawy trasą E7, tutaj dorastałem, w tym czasie kręcono tu Pana Wołodyjowskiego, a potem polscy hipppisi naznaczyli sobie tutaj miejsce spotkań. Tutaj też urodził się i dorastał Horacy Chrząstek. Robiłem sporo różnych rzeczy, fajnych i pożytecznych, próbowałem też grać na gitarze. Moim wzorem był podówczas Sławek Chłopek z Chęcin, który na gitarze umiał zagrać wszystko, wszystko co znałem (a znałem trzy piosenki). Potem niespodziewanie na korytarzy szkolnym spotkałem Zbyszka, patem Jasia a na końcu Jacka Stefańskich i zaczęło się. Choć nigdy nie mieliśmy dużo pieniędzy, byliśmy bardzo bogaci, naszą niczym niepohamowaną potrzebą tworzenia.

Jacek najmłodszy z braci był mi najbliższy, trochę czasami dokuczali mu Zbyś i Jaś. Dużo czasu spędzaliśmy razem podróżując, rozmawiając i muzykując. Potrafiliśmy grać tasiemcowymi godzinami. Ja robiłem podkład, taki tam mój podkład gitarowy a Jacuś robił całą resztę. Potrafił grać na dwóch fletach jednocześnie i na każdym coś innego, bajeczne niesamowite improwizacje. Razem robiliśmy tło muzyczne do mówionych wierszy i na wystawach obrazów (szczególnie utkwił mi temat secesji). Choć byłem od Jacka starszy, to jednak moje zawsze wątłe ciało sprawiało, że często byłem nieśmiały i czasami zakłopotany. Przy Jacku czułem się Jakoś dziwnie bezpieczny i odkrywałem swoją prawdziwe wnętrze. Jacek potrafił kochać i był kochany. Chyba obydwaj byliśmy kochliwi, do dziś wspominam wspólne wyprawy do Nowej Huty w Krakowie, do Lwówka Śląskiego , Nowego Sącza - razem jeździliśmy do naszych dziewczyn. Ale odkąd Jacek poznał Fimfę, ona go usidliła w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Był niesamowitym samorodnym talentem muzycznym. Teraz gdy słyszycie "Bez Jacków" to zawsze, w każdym z utworów, jest zawsze nadal dużo Jacka.W niczym nie ujmując Horacemu i Zbyszkowi i nieodżałowanemu Jasiowi, to nadal patrząc na "Bez Jacków", dużo widzę z Jacka. Horacy nasz Uczeń osiągnął bardzo dużo, jako jedyny z nas postanowił zgłębiać tajniki muzyki i podjął studia. Jacek łamał wszelkie muzyczne kanony. W rozmowie z nieżyjącym już wujem Stanisławem, dowiedziałem się, że był zamysł wujów Stanisława i Jana, aby posłać Jacka do Konserwatorium.

Jacek ciągle poszukiwał, jego strój był najbardziej awangardowy, sposób zachowania, mimika twarzy, gesty, wszystko mówiło o jego niezwyczajności, nie było dla niego sytuacji bez wyjścia. Umiał kochać, zachowała się jego dedykacja na odwrocie reprodukcji patrz foto (kliknij myszką na zdjęciu).

Jacek był przyjazny i wierny swoim ideałom do bólu, był romantyczny i pamiętam, że często mówił o Małym Księciu, był poczciwy jak pies PLUTO. To była ulubiona Jego "ksywka" - tak się przedstawiał.Ostatni raz dane mi było widzieć (Gwiazdora – tak też go nazywaliśmy , Cycek - tak mówiła na niego mama Krystyna) z początkiem lata 1983 r. Byłem wtedy subiektem w sklepie motoryzacyjnym. Do sklepu wpada Jacek, cześć (serdeczne braterskie powitanie), naturalnie ubrany w wielozadaniową peleryną i mówi, że jest z kolegą. Wyszedł, a potem wjechał wózkiem spacerowym, z małym chłopczykiem, synem Szymkiem. Szymek dziś to skóra żywcem zdjęta z taty Jacka.

A potem był sierpień 1983 i nie mogłem go pożegnać...

Później Ojciec chrzestny Jacka Syna - Horacy najlepiej jak mógł zaopiekował się Szymkiem i stworzył mu prawdziwy ciepły dom, dom w którym pierwszą damą jest Fimfa wielka miłość Jacusia. Fimfa i Horacy pokochali się i urodziła im się córcia Martyna i synek Jędrzejek. Tworzą wspaniałą parę i wspaniały przyjazny dom. Gdy bywam u nich w Gdańsku, w ich zaczarowanym domu, często wspominamy tamte chwile.

"W dniu 28 sierpnia 2005 lub następnego roku, odbędzie się w Gdańsku gigantyczny koncert, światowej sławy muzyka Jacka Stefańskiego, który wystąpi ze swoimi braćmi i przyjaciółmi. Przedstawi swój dotychczasowy wielki dorobek muzyczny. Cały olbrzymi dochód z koncertu postanowił przeznaczyć na cele charytatywne".

Jestem pewien, że tej treści komunikaty moglibyśmy przeczytać dziś w gazetach, gdyby nie niedorzeczne odejście Jacka w sierpniu 1983r.

Wspomnienie Pamięci Jacka
Maksymilian Ziętek

   Copyright © Bez Jacka                                       projekt i wykonanie Tomch
Na stronie
Nawigacja