Kobieta
Miałaś
ugotować zupę Anno Na piecu rozpalonym A piekło im zgotowałaś I
swędziało
najcięższe
wytoczyłaś Proces
nieustanny Nie, ust Anny żaden nie zazna I śnić będą - snu nić
wić (kto wie czy nie
wiecznie) I wić się wśród win A miałaś tylko ugotować
zupę
Rano
Rękaw
wędrowca otarty o ciemność Powrót z dalekiej eskapady W której wszystko
zdarzyć się może Choć umysł i ciało wciąż jeszcze rwą wstecz Przestrzeń i
czas muszą znów odnieść zwycięstwo Taka jest wola bogów
Za chwilę
brama fabryki Zaprowadzi porządek skrajnej realności
Wręcz
nieprawdopodobne Przez cały dzień Będziemy robić
gwoździe
Liposystem
"Olej system" - - radzi Radzia I chyba
wierzy Że to się sprzeda Bo
olej i system idą teraz
świetnie
przyśnione w publicznej telewizji
te, A czy D? idiotele - - i życie
staje się prostsze to, co teraz trendi w wystroju wnętrz, nazywa
się:
-origami
-jin-jan
-fenkszuj -jankcy wygraj zestaw
kina domowego i nowego "Matrixa" który jest jeszcze bardziej kolejny niż
poprzedni
Czasem jedyne co mogę To wysłać esemesa O treści
"Spierdalać!"
Potencjalnie zasłyszane
Ta cała Unia Europejska Nie może być taka
zła Tam przecież też mają "Big Brothera"
A było ich pytać o coś nowego?
Moi kumple
Piszą coraz fajniejsze wiersze
A ja
Z rzadka myśli strzępy układam w dwa wersy
Pragnę wyrazić obawę
Iż jako poeta
Poległem
Albo polegnę - niebawem
(14.11.03)
Brian Molko
Samopoczucie
Samosiępoczuj
Poczuj się sam
Czuję się yyy...
Czuję się hm...
Wróblo
Nie wiem
Wróblo
Się czuję
Nie czuję Się
Czuję się sam
(10.04.03)
Protest song w sprawie podziurawionych
Podziurawiliście mi je
Chamy!
W tych swoich gumiakach najpierw włazicie
A potem pukacie
Cóż tam pukacie, wy grubymi piąchami walicie w te drzwiczki
Wyćwiczyliście się w tym sporcie i patrzycie na mnie z pogardą
Skurwysyny!
Wszędzie musicie być pierwsi
I wszędzie musicie być
Nawet we mnie
Proszę stąd wyjść
Proszę stąd wyjść!
Proszę opuścić to ciało
I nalegam na zostawienie w spokoju ciał tamtych
(następuje spodziewany w takich sytuacjach głośny śmiech i równie spodziewany brak jakiejkolwiek innej reakcji, życzymy miłego dnia i szczęśliwej defloracji)
www.andrzejki.com
Poproszę wróżbę!
Ma być miękka, wygodna, odporna na deszcz
Niech wreszcie coś wiem
Poproszę różowe skrzydełka i worek łakoci
I przy okazji nowego chłopaka dla wujka
Proszę ładnie spakować i przywieźć na adres
NIP macie w bazie - koniecznie fakturkę!
A propos - chcę też welonik w bozie
I mały flakonik na bazie...
I jakieś ładne imię Angela czy Diana
Sami wybierzcie, byle z krótkiej serii
A suknia nie musi być biała nie jestem szajbusem
Czekam
Gwarancja na kwartał
/30 XI 2002/
Stosunek
Cześć
Ja jestem automat do kawy
Picia
Prosty schemat
Jak widzę drzewo to muszę je podlać
Ja się nie powstrzymuję
Ja jestem działanie matematyczne
Ja nigdy więcej i nigdy mniej
Warianty?! Wariaty!
Ja jestem trzecia zasada dynamiki
Refleksja?! Odbiło!
Mój dziadek myślał i zmarł
***
Wiemy o sobie mało
Czasami plama po kakao
Czasem przekrwione oczy
Mówią więcej
Czasem o czymś zamykamy usta
Wtedy sporo mówimy
I wiemy wciąż mało
ściana płaczu
Biłem pięścią w ścianę
Zewnętrzny ból miał zagłuszyć ból środka
Zewnętrzny ból jest bardziej widoczny
- bo inni częściej patrzą na ręce niż w oczy
Zewnętrzny ból łatwiej wytłumaczyć
Biłem w nią pięścią- do kości
Biłem głową w ścianę
Pragnąłem bólu zewnętrznego którego nie mógłbym obejrzeć
Pragnąłem zapomnieć o bólu środka
Krzyczałem na ścianę
Była winna tylko tego, że bolało za słabo
Wiedziałem że ją będzie łatwiej przeprosić
A ona stała cicha i dobra
Stała
Dała się tak wykorzystać
Skrawki
Mgła -------------- papierowa ćma ----
W śniegach kościół ---- w środku msza --
Wdowa szła ------- czarna cicha ---
Smashing Pumpkins ----- dreszcz -----
Chcesz?---------
Stłuczone szkło ------- krew pod paznokciem ---
Woda w głowie ------- głowa w wodzie ----- mróz --
Mały Wóz Wielki Wóz... ---- Grzech na niegu --- pusty śmiech
Pisk po szkle -------------- krzyk za lasem -------
Ciągle źle
Rano
Zrobił mi się supełek
Na zwojach
Żeby nie zapomnieć
Że głowa boli
Poplątane to takie
Ja chyba musiałem być pijany
Słyszę szum tłumu
Szum tum tum tłum szum szum
Przeszkadza mi drażni
Nie mam dzisiaj ochoty
na poezję białe jest białe
czarne jest czarne na poezję
Ochotę dziś mam
Na Nowy Rok
(1 I 2002)
Kończy się rok
Tysiąclecie już się skończyło
Wszystko się kończy
Skończyła się miłość
Więc może znajdź większe kieliszki
Kończy się wódka
Rok już się skończył
A miłość była za krótka
Więc może daj mi mojego pierwszego w życiu
Papierosa
Kończy się papieros
I wódka się skończyła
Spać mi się zachciało
Więc może daj mi w ryja
No co ty?
Schowaj pętelkę na potem
Jeszcze niejedna stypa przed nami
Nie łykaj tych wszystkich tabletek
Podziel się ze mną - weselej będzie
Przecież to tylko zabawa
***
Szóstego grudnia
Pędziłem peryferią coś tak koło dziewiętnastej
Mróz ścinał w mózgu ostatnie kropelki pozytywu
Z braku śniegu to mgła była biała
Przed zakrętem
Zatrzymałem się
Cisza aż w uszy szczypie
Zza mgły przebijały światła miasta
Zmęczeni Mikłajowie jechali mostem do domów
Żaden z tych jednodniowych grubasów
Dziś o mnie nie pamiętał
Wody - - - !
Wody
Wody chcieli, wody chcieli czystej
Czystej, spokojnej, chcieli wody przejrzystej
Nie strojnej w dwutlenkowe korale i anionowo - kationowe cekiny
Nie naukowo spłodzonej, poprawnej i naukowo jedynej prawdziwej
Nie czystej czystością z odzysku: "Z kanału przyszłaś i w kanał powrócisz"
Szli przez Saharę, gdzie wielu łaknących
Brnęli przez bagna mściwe
Przeszli przez morze - czerwone i słone, żółte i czerwone
czarne i czerwone, śródziemne i czerwone
ocean spokojny a też czerwony
Wieleśmy ujrzeć musieli by wreszcie zobaczyć,
Wyszeptał, że trzeba zamknąć oczy by wreszcie zobaczyć
Dwie łzy
Dwie łzy popłynęły, łzy czyste
Czyste, niespieszne, popłynęły łzy przejrzyste
Buntownik
Cichy karzełek postanowił się zapluć
Wiersz gniewny napisał
Spakował walizki
I nawiał z miasta
Sen-nie
Moje wczorajsze na poły życie
W mgły sosie atemporalnym
Nie pamiętam - nie jestem - nie przewid...
(od niewiemkiedy do potwornego terkotu poranka)
"Kocham cię, miękki, pluszowy obłoczku" -
- natychmiast zanieufałem:
"...chyba"
Odrzekłaś: "ja też..." zakryłem ci usta
i szybko tłumaczę
"b y ć m o ż e" (wersja lepsza: "być nie może")
Wiatr realizmu
Koniczyna
Czwórdzielny obiekt pożądania
Jedyna na łące
Skrywa się przed okiem
Drży o każdy swój listek
Sama też szuka drugiej takiej jak ona
I pewnie nie znajdzie
Ta to ma pecha!
Skok w bok matki Natury
Stawanie się
To miejsce
Gdzie ręka nie jest już ręką a jeszcze piórem jej nazwać nie można
Ten moment
Gdy już nie on i ona lecz jeszcze nie oni
Ta noc
Gdy szafy wywiezione lecz łóżko wciąż stoi
Tymczasem... to było TYM CZASEM niepewnym
Tym czasem pomiędzy matką a dzieckiem
Tym czasem pomiędzy włosem a głową
Tym czasem gdy już nie żywy a jeszcze nie trup
To było tym czasem lepkości materii mazistości idei
Gdy materia niczym nie była idea niczym nie była
A mogły być wszystkim
I mogły być niczym
Tym koloidalnie pięknym czasem
Z perspektywy sklepikarza w nadmorskiej miejscowości
W taki dzień idą tylko chusteczki do nosa
Czwórkami
Patrzę w niebo
Dziś bohaterstwo i tchórzostwo tak samo nie ważą
Dziś od ojczyzny ważniejsze śluzówki
Uśmiecham się
Bo latem lato, nie Polskę widzę
A lato mamy piękne tego roku
Ulewa
Dzięki ci niebo za twoją łaskawość
Wyoczasz tak sprawnie - parapet puk puk
Dzięki wam mgły za świetną zasłonę
Co patrzeć pozwala jedynie tuż tuż
Dzięki wam chmury za ciemny strop świata
Dziś w mieście całym zgnębionych tłum tłum
Dzięki ci błoto za bagna złudzenie
Co tłumu spiesznego wstrzymuje ruch ruch
Dzięki wam deszczu potężne strumienie
Żeście tak dzień przemoczyły - nie jestem dziś sam
* * *
Przestrzennie zniewoleni
Podzieleni wszechświatem
Trafiają na siebie z hukiem a potem pochłania ich czarna dziura niemożności
Lub ocierają się w przejściu podziemnym a potem głupio idą dalej
Albo tkwią w swoich głupich przegródkach po kres
W niewoli konwenansu
Łączą się w stada
Jednakich paszportem szpitalem miejscem pracy
zbieżnością interesów (nie -zainteresowań)
Wszyscy z tym samym głupim dzwoneczkiem u szyi
Wybijającym tchórzliwe melodie o szczęściu
* * *
Niedogłaskany
Niedotulony
Sprzedany za butelkę
Od startu wpędzony do rogu
Skrzat metr czterdzieci
Patrzy smutnym okiem
Na mamusię
* * *
Wieczność czucia
- - -
Wychodzi smoliście po klamce
Rzuca ostatni stroboskopowy promyk spod osłony rzęs
Na długoć pokoju
A ja powieką zamykam drzwi
Uśmiech- że tak dobrze wychodzi
Uśmiech-
- - - by zająć czymś usta
Rzucam się na jedzenie w strachu (przed
wietrznością pamięci)
* * *
ciemność kładzie balsam na oczy
szept radia głask ucha pieszczota
myśl jasna ciemną ścieżką kroczy
wiem wszystko wiem mało idiota
tak płyną me noce niespane
w letargu dalekim od świata
tak wreszcie zasypiam nad ranem
a życie bez celu ulata
|