http://adstat.4u.pl/s4u.gif

  

powrót do strony głównej

alfabetyczny spis treści

działy

Andrzej Wilowski

 

Trudno nie wierzyć w nic

 

Pozwoliłem sobie zacytować poetę. W samej rzeczy, jest to prawda. Zjawisko, które ja nazywam syndromem holenderskim. W Holandii kościoły pustoszeją, a mają one status podobny jak wszelkie organizacje, czyli parafie, to firmy, które z powodu braku wiernych bankrutują. Pozostały puste kościoły, przejęte przez gminy mogą być zlicytowane za długi. Oczywiście znaleźli się chętni na ich wykupienie, czyli gminy muzułmańskie. Groźba ta przeraziła Holendrów, czy ateizm się obroni przed Islamem? To jest właśnie syndrom holenderski, który w mniejszym, czy większym stopniu wkrótce będzie dotyczył większości krajów Europejskich.

 

Zastanawiamy się skąd się wzięła nietolerancja na tle religijnym i fundamentalistyczne szaleństwo? Czy religii należy się bać? Do kryzysu wiary przyczynił się też kryzys kościoła, instytucji, hierarchicznej i nie zdolnej do reform, dostosowania się do współczesności. W XII stuleciu krucjaty miały zjednoczyć chrześcijaństwo, w istocie wzmocniły islam. Trzecia wyprawa zorganizowana w 1191 roku w istocie miała fałszywe przesłanki. Prawdą było, że Arabowie zajęli Jerozolimę, ale nie ucierpieli na tym chrześcijanie. Ponieważ zakon z definicji rycerski był zbyt słaby, aby zagrażać Muzułmanom, unikał manifestacji siły. Saladyn po wkroczeniu do miasta, zabronił prześladowań chrześcijan. Przybywający z odsieczą

 

Ryszard "Lwie serce" popełnił błąd, bo zdobywszy Akkę, wymordował nie tylko załogę twierdzy, ale i wszystkich mieszkańców i rozpoczął beznadziejny marsz na Jerozolimę. Beznadziejny, bo tu trzeba dodać, że w tym czasie padał deszcz, ale też we znaki dawały się braki wody i żywności. Za dnia rycerze gotowali się w ciężkich zbrojach, a w nocy marzli okuci w zimny metal. Nie tylko nie mieli co jeść, ale nie mieli czym nakarmić koni. Więcej zdziesiątkowały choroby i głód, niż poległo w potyczkach. Saladyn stosował taktykę spalonej ziemi. Na przykład wycięto wszystkie drzewa wokół miasta, aby uniemożliwić budowanie machin oblężniczych, uzupełniania broni. Od tej pory tereny te zmieniły się w nieprzyjazną pustynie z nielicznymi oazami. Mimo to do bitwy doszło i Ryszard pokonał kilkanaście razy liczniejszą armie Saladyna. Ten nie mógł pojąć, jak taka garstka wycieńczonych wojowników, nie nawykłych do trudów życia na pustyni pokonała jego wielką armie. Od tej pory powstał mit Ryszarda, wielkiego wojownika.

 

Jednak Ryszard od Jerozolimy odstąpił. Próbował raz jeszcze po kilku miesiącach, ale w trakcie przygotowań doszła do niego wiadomość, że tron Anglii chce przejąć jego brat. Była jeszcze i inna przyczyna. Krzyżowcy z Jerozolimy sami zniechęcali go do tego, a to z prostej przyczyny; nawet jeśli zdołaliby zdobyć miasto, co było raczej wątpliwe, to większość, tak jak Ryszard, bo wykonaniu misji, powróci do Europy, a wtedy Saladyn bez trudu odzyska Jerozolimę i dokona zemsty, czego się właśnie nauczył. Jednak Saladyn nauczył się czegoś jeszcze, ale Ryszard się o tym już nie dowie. Krzyżowcy postanawiają wracać. Saladyn chce odzyskać nie tylko Akkę, ale i inne miasta zajęte przez chrześcijan. Dokonuje masakry w jednej z twierdz krzyżowców. Ryszard zawraca okręty i przybywa z odsieczą. To zmusiło Saladyna do rozejmu. Jednak sytuacja jest patowa.

 

Krzyżowcy pokonali ostatecznie armie Saladyna, ale nie mają sił, ani środków, aby ruszyć na Jerozolimę. Obie strony muszą paktować. Wbrew pozorom, obaj wodzowie podeszli do sprawy honorowo i do pewnego stopnia warunki pokoju wypełniono. Krzyżowcy wrócili do Europy, choć pozostali rycerze strażnicy świętych miejsc, nie mieli już statusu państwa zakonnego, ale mogą pełnić swoją misje, praktycznie niemal do dziś. Czego się nauczył Saladyn? Nie potrafił pojąć, jak rycerze przybyli z Europy, władający różnymi językami, mogli oddać się bez zastrzeżeń pod jedną komendę. Jednoczyła ich modlitwa, a o waleczności i determinacji świadczyła obietnica odpuszczenia wszelkich grzechów ziemskich, za udział krucjacie. Każdy pragnął zbawienia. Wiadomo, nie byli to grzeczni chłopcy i większość daleka była od świętości, dźwigali nie tylko ciężkie zbroje, ale jeszcze cięższy bagaż grzechów, gwałtów, rabunków, wszelkich niegodziwości.

 

Saladyn więc zrozumiał, że to, co zajęło mu całe życie, zrobienie z zbieraniny plemion wojowników, Ryszardowi udało się niemal na komendę. Siłą krzyżowców była wiara. Trudno utrzymać w ryzach wielką armie, każda wojna ma swój kres, ale pozostają świątynie jako ośrodki wiary. Za przykładem chrześcijan stał się pobożnym muzułmaninem i na potęgę duchową postawił, umacnianą mieczem.

 

Zwycięscy krzyżowcy powracający jesienią 1192 roku z krucjaty wracali w poczuciu nie wypełnienia misji, bo choć wyprawa udana, łupy marne, a i pielgrzymka do Ziemi Świętej nie dokończona, więc zbawienie nie takie pewne. Wcale nie myśleli o tolerancji plemion semickich i nawet nie przyszło im do głowy, że nauczyli niewiernych żarliwości wiary.

 

Fundamentalizm jest cechą wszystkich religii monoteistycznych. Fundamentalizm chrześcijański narodził się w Ameryce w XIX stuleciu i to w kręgach wspólnot protestanckich. Pluralistyczne podejście do religii mieli Rzymianie. Pozwoliło im to przez ponad tysiąc lat panować nad połową Europy i częścią Azji. Starali się nie ingerować w miejscowe wierzenia, o ile władcy byli skłonni do uznania protektoratu rzymskiego. Jednak najbardziej w tej sferze, jeszcze przed pojawieniem się chrześcijaństwa, obawiali się ateizmu.

 

W szczytowym okresie rozwoju kultury helleńskiej, zwłaszcza nauk ścisłych i filozofii, coraz większą popularność wśród myślicieli zdobywał ateizm, czyli otwarte negowania jakiejkolwiek wiary. Uczeni Grecy byli skłonni nawet własny panteon odesłać do świata ludowych podań i bajek, literatury, nie światopoglądu. Właśnie to najbardziej niepokoiło Rzymian i dlatego uznali ateizm za przestępstwo. Nie przewidzieli tylko, że wyznaniowy pluralizm nie uchroni ich przed upadkiem moralnym. Nie wszystkie reguły życia publicznego dały się zracjonalizować, zwłaszcza, że mnogość bogów doprowadziła do relatywizmu, różnych skal wartości do pewnego stopnia równoprawnych, jednak najczęściej wzajemnie wykluczających się.

 

Tu moja przestroga, program "Multi-kulti" nie sprawdził się, wręcz przeciwnie, doprowadził do katastrofy. Można powiedzieć, że odnowa Europy dokonała się dzięki chrześcijaństwu, na gruzach starej cywilizacji powstaje nowa formacja. W szczytowym okresie republiki, Rzym zamieszkiwało około 1,5 miliona . W czasach Dioklecjana Rzym miał już tylko 15 tys. mieszkańców. Oczywiście przyczyny były różne, ale chodzi o to, że nowa wiara wcale nie uratowała imperium, wręcz przeciwnie, przyspieszyła jego rozpad. Wszelkie rewolucje promują ateizm i to cecha nie zmienna. Ma to wymiar praktyczny, w próżni świata wartości pojawiają się nowe aksjomaty. Kto przyswoiłby sobie dekalog, ba nawet był pobożnym muzułmaninem, nie posunie się do zbrodni, bo ta będzie ukarana. Jeśli nie ma wiary, nie ma też zakazów, wzorów postępowania, norm.

 

Muszę podać przykład mało popularny. Grecy akceptowali homoseksualizm i tolerowali związki kazirodcze, bowiem ambiwalentny stosunek do religii nie nakładał surowych norm obyczajowych. Zwyczajnie takowe nie były dobrze znane. Pierwszym władcą, który próbował wprowadzić instytucjonalny kościół monoteistyczny był Ramzes. Skończyło się to upadkiem imperium. Przetrwały religie monoteistyczne, jako te nowoczesne, ale nie ustrukturalizowane w instytucje. Właśnie miał tą świadomość Saladyn, który wiedział, że może mieć autorytet jako wódz, ale nie może mieć zcentralizowanego kierownictwa wiara, bo zawsze pozostanie kwestia sukcesji, autorytetu władcy. Po śmierci Saladyna ponownie plemiona podzieliły się, jednak pozostała wspólnota wiary i język arabski, tak, jak w chrześcijaństwie łacina.

 

Większość muzułmanów w Afryce i Azji mniejszej modli się w języku arabskim. Współczesny Europejczyk przeżywa kryzys wiary, ponieważ jest ona utożsamiana z instytucjonalnym kościołem hierarchicznym, nie odpowiadającym współczesności. Zasadniczy błąd, jaki robią zarówno teologowie, jak i hierarchowie, to przyjęcie modelu wiary nie tylko jako porządku moralnego, światopoglądu, jak i poznania. Stąd biorą się idiotyzmy w rodzaju objaśniania kosmologii aksjologią teologiczną. Powiem więcej, wszystkoizmu wzorem islamu.

 

Dziś, a właściwie jeszcze nie tak dawno, odbywały się kolokwia rzymskie z inicjatywy Jana Pawła II, który chciał aby współcześni uczeni metodami matematycznymi, czy fizycznymi dowodzili istnienia boga. Przypomnę, że Watykan z indeksu ksiąg zakazanych wykreślił "De revolucionibus celestim" Kopernika w roku 1822. Nie, to nie pomyłka. W tym czasie nikt myślący chyba nie nauczał modelu ptolomejskiego. Kościół spożytkował dzieło Ptolomeusza, w świetle wiedzy starożytnych, model intelektualne poprawny, ale fałszywy. W wiedzy postęp jest możliwy, w teologii nie. To właśnie jest ten problem, że nawet intelektualiści nie potrafi sobie z tym poradzić, że jest sfera boska, empirii nie dostępna i w tym sensie trudno znaleźć dowód empiryczny na istnienie, czy nie istnienie Boga. Robili to marksiści, ale to było intelektualne nadużycie. Wbrew pozorom nie ma w tym sprzeczności, pod warunkiem, ze przyjmiemy do wiadomości, że o ile jest praprzyczyna, to my możemy jedynie obserwować jej skutki, ale sfera boska jest rzeczywistością absolutu, a nie tą w której my się poruszamy i poznajemy zmysłami i intelektem. Ten brak pokory przez stulecia nie pozwalał ludzkości poszerzać granic poznania. Moja konkluzja jest taka, że musi być jakiś wyższy sens naszej egzystencji, bo w przeciwnym przypadku nie wiadomo po co zużywamy tlen, wodę i energie na tej planecie, tyle, że odrobina pokory skłania do przyjęcia, że nie koniecznie musimy ten plan poznać, ale też nie musimy. Trudno nie wierzyć w nic.

 

strona główna

spis treści

sztuka – wydarzenia

annales

brzmienia

artyści

dialogi

 

 

ANNALES - teksty Andrzeja Wilowskiego

 

10 lat Blue Note

Andrzej Wilowski – „Galeria”

Akcja – Powstanie Sztuki

Amnezja

Bezdomny we własnym domu

Bloom's Day

Bluesman absolutnie

Bluesowo i standardowo

Chemiczny Ali
Coltrane pod Pretekstem

Czy jest jeszcze w Polakach homo sovieticus?

Czy mnie jeszcze pamiętasz?

E – book conta druk

Dialogi, czyli pisane od końca...

Dziwny jest ten świat – nadal aktualne

Dylematy wyborcze

Finansowanie produkcji filmowej

„Galeria” – tekst i obraz

Granice wolności w sztuce

Herodot nie żyje

JP2
Kino Palladium

Kowalczyk niechciany geniusz

Limeryk o kuratorach

Lirycysta

Literatura contra oratura

Marzyciel

Mefisto

Megalomania kulturalnego Poznania

Merda d'artista

Młodzi śpiewają i Kaczmarskiego pamiętają

Mury

Niemen artysta osobny

Nurt jazzu 2005

Opera w Sydney

OPOZYCJA (część pierwsza)

Ostatni Nadrealista (O Zbigniewie Beksińskim)
Pamiątka z Auschwitz
Pinter nas nie lubi

Pamiętamy o Nalepie

Pieniądze i Sztuka

Po prostu poeta

Polowanie na krytyka

Procedury twórcze i odtwórcze

Punkowa rewolta

Religijność sztuki
Satelita miłości

Serduszko z czekolady

Standaryzacja po polsku

STONSI

Szczury polują na jaszczury

Szepty i krzyki

Telewizja
Trzecia szansa

Winylowe przesądy

"Wojtula"

WŁODEK

Wolę ethno niż techno

Woodstock

Zapraszamy do trójki

Za co płacimy w  sieci?

 

 

http://adstat.4u.pl/s4u.gif

 

 

powrót do strony głównej

działy

alfabetyczny spis treści