http://adstat.4u.pl/s4u.gif

  

powrót do strony głównej

alfabetyczny spis treści

działy

 

 

SUKCES I SMIERĆ

 

8 sierpnia 2011 r.

 

W dniach od 5 sierpnia do 6 sierpnia 2011 roku zmarło w Polsce wiele osób. Także 57 letni kontrowersyjny polityk Andrzej Lepper i najbardziej rozpoznawalny na świecie polski artysta 80 letni Roman Opałka. O wiele więcej - i to oczywiste - w Europie i na świecie. Tylko o niewielu zgonach rozpisywały się media. Wiele osób pozostało anonimowych. Towarzyszyły temu z reguły lakoniczne stwierdzenie „zginał” w wypadku na skutek wybuchu bomby lub w wyniku zderzenia się samochodów.

 

Wielu zostało zabitych przez innych. W Syrii i Libii i Polsce - na przykład.

Jeżeli sukcesem jest rozgłos w mediach, a potem nierzadko i sukces finansowy, to rezultaty śmierci są zaskakujące i zastanawiające. O ofiarach zabójcy Andersa Behringa Breivika nie wie prawie nikt, oprócz zrozpaczonych rodzin. O Breiviku prawie wszyscy chcą wiedzieć wszystko. Z pewnością dostanie te swoje wymarzone 21 lat, lub postulowane przez jastrzębi 30 i napisze pamiętniki. Już fachowcy od terroryzmu, „nawozów i od Świata” analizują jego wypociny internetowe i podniecają się tym, ile razy padło tam słowo Polska czy Kaczyński.

 

Breivik napisze zresztą z pewnością w więzieniu swoje wspomnienia, którymi zainteresuje się Hollywood. Wyjdzie za 15 lat za dobre sprawowanie. Z pewnością nikt go nie zabije jak Gandhiego czy premiera Olafa Palmego, potraktują go wyrozumiale jak Piotrowskiego – zabójcę Popiełuszki. Może zostanie policyjnym ekspertem. W pewnym – ponurym znaczeniu – odniósł sukces. Wspomnieniami jednej z 15 letnich ofiar nie zainteresuje się prawie nikt. No – może reżyser: Gus Van Sant.

 

O kim media w Polsce pisały i piszą? O Lepperze i Opałce.

Piszą zupełnie inaczej i w innej ilości. O przypuszczalnym samobójstwie Andrzeja Leppera trąbiły wszystkie rozgłośnie – choć nie tak mocno jak o jego wyczynach za życia .

O Opałce – tylko niektóre portale internetowe i wydania papierowe. W wydaniu głównym wiadomości – mimo, że był najbardziej rozpoznawalnym polskim artystą za granicą – ani słowa.

 

Pisze o tym dlatego, bo uderzył mnie od razu kontrast ich karier, postaw życiowych i tego co mówią o nich ludzie oraz w pewnym sensie; wyobcowane media.

Na początku: kąśliwa uwaga pod adresem Polaków. Dlaczego o zmarłych należy mówić dobrze, a o żywych różnie – czyli z reguły źle? To nielogiczne i – innej parafii – niechrześcijańskie. Za życia można oczerniać – wylewać na osobę tony żółci, a po śmierci – mimo, że ktoś był kanalią – należy oceny stonować i być miłosiernym? Niby dlaczego?

Wszak po śmierci to już zainteresowanej osobie obojętne, a za życia można osobnika zaszczuć, zdołować i oczernić. Czy to po chrześcijańsku, po hebrajsku, po muzułmańsku, czy to po ludzku? Tu – zawieszam głos...

 

Nasza obłuda ma to do siebie, iż jak gruchnęła wieść o śmierci Leppera wielu pomyślało „...i dobrze”, lub „ o jednego mniej”, a powiedziało: ”to szokujące”, „mimo wszystko – szkoda chłopa”, i tak dalej. Oficjalnie też wypowiedzi były stonowane. Jedynie znany publicysta Rafał Ziemkiewicz od razu porównał śmierć Andrzeja P. do samobójstw zabójców Olewnika i stwierdził, że nie wierzy w samobójstwo. Napisał też, że gdyby Lepper żył w USA byłby wspaniałym uczciwym politykiem. A w Polsce skazany był na krętactwo, cwaniactwo i działalność kryminalną. Czyżby? To co z uczciwymi frajerami? Co do Romana Opałki: pomyślałem sobie: czy doszedł do liczby 8 000 000, do swego OKTOGONu – ideału do którego dążył ? Z pewnością nie. Kim był, a właściwie nadal jest – bo artysta żyje poprzez swe dokonania; przypomnę. Od lat 60 realizował dzieło swego życia. Projekt OPAŁKA 1965/ 1 - ¥. Liczone obrazy nazywane przez niego samego detalami. Malowane na płótnie cyfry od 1 do nieskończoności. Na obrazach zmieniały się odcienie. Czerń tła powoli przechodziła biel. Około siedmiu siódemek, co artyście miało zabrać trzydzieści lat pracy, cyfry malowane bielą miała zlać się z tłem.

 

Artysta miał świadomość, iż niewiele życia mu pozostało. W rozmowie jaką z nim przeprowadziłem mówił, iż maluje mu się bardzo ciężko – nie jest w stanie kilka godzin bez przerwy ustać na nogach, bo w takiej pozycji malował – na sztaludze. Na pytanie, co będzie kiedy już nie będzie mógł stać, odpowiedział iż zobaczy jak sobie poradzi – to wszystko jest wpisane w powstający projekt. Oprócz cyfr, jak wiemy, artysta fotografował swą fizys – zawsze w takim samum ustawieniu – na białym tle – oraz nagrywał swój głos odczytujący malowane tego dnia cyfry na taśmie magnetofonowej. Na śmierć był przygotowany i w jakiś sposób wkalkulował ją w swój projekt. Sam napisał: „Racją mojego programu jest idea malowania malarstwa, emocji czasu trwania życia malarza: stan malowania nieskończonego, konceptualnie – zawsze dostatecznie istniejącego by być skończonym. Eureka! Skończoność określona śmiercią autora, śmierć jako „narzędzie” organon skończoności.”

 

Na przeciwnym biegunie stał Lepper. Wielu się z nim utożsamiało. Z Opałką nie utożsamiał się nikt, choć wielu mu zazdrościło i uważało, że odkryło jego idee przed nim. A jak się podsumuje działalność Andrzeja Leppera i jego „drogę twórczą” to działalność destrukcyjna. Nastawiona nie na TAK, ale na NIE. Dał wielu ludziom nadzieje, ale ich zawiódł.

 

Nie miałem możliwości poznać go osobiście. Mój znajomy i w pewnym sensie dawny uczeń, wybitny fotograf Filip Ćwik z Newsweeka zrobił o nim kapitalny reportaż z okazji kampanii wyborczej. Ukazał zwykłego człowieka, ale będącego w nowoczesnej polskiej rzeczywistości upostaciowaniem wszystkich preelowskich zmór. Siermiężności, opilstwa, obżarstwa, populizmu. Piszę te słowa w poniedziałek ósmego sierpnia. Prokuratura wszczęła jednakże śledztwo, bo hipoteza samobójstwa z powodu długów Andrzeja Leppera podobno jest mało prawdopodobna. Ironicznym zrządzeniem losu nawet po śmierci, lider Samoobrony, dawny członek PZPR, jest postacią medialną. I pewnie ją jeszcze przez pewien czas pozostanie. Niemniej, już teraz wiemy, że nie będzie nawet powojennym Witosem, ani nawet Jakubem Szelą. Pozostanie postacią tragiczną, w tym dosłownym i ironicznym sensie. A Opałka, cokolwiek o nim mówić, jest nadal gigantem. Czy sukces może być probierzem wartości w życiu i sztuce? Najpierw go zdefiniujmy, co jest zadaniem o tyle niewykonalnym, że niemożliwym. Jak mierzymy nim rozgłos medialny, odniósł go z pewnością Anders Behring Breivik.

 

 

ANNALES - teksty Andrzeja Wilowskiego

 

 

10 lat Blue Note

Andrzej Wilowski – „Galeria”

Akcja – Powstanie Sztuki

Amnezja

Bezdomny we własnym domu

Bloom's Day

Bluesman absolutnie

Bluesowo i standardowo

Chemiczny Ali
Coltrane pod Pretekstem

Czy jest jeszcze w Polakach homo sovieticus?

Czy mnie jeszcze pamiętasz?

E – book conta druk

Dialogi, czyli pisane od końca...

Dziwny jest ten świat – nadal aktualne

Dylematy wyborcze

Finansowanie produkcji filmowej

„Galeria” – tekst i obraz

Granice wolności w sztuce

Herodot nie żyje

JP2
Kino Palladium

Kowalczyk niechciany geniusz

Limeryk o kuratorach

Lirycysta

Literatura contra oratura

Marzyciel

Mefisto

Megalomania kulturalnego Poznania

Merda d'artista

Młodzi śpiewają i Kaczmarskiego pamiętają

Mury

Niemen artysta osobny

Nurt jazzu 2005

Opera w Sydney

OPOZYCJA (część pierwsza)

Ostatni Nadrealista (O Zbigniewie Beksińskim)
Pamiątka z Auschwitz
Pinter nas nie lubi

Pamiętamy o Nalepie

Pieniądze i Sztuka

Po prostu poeta

Polowanie na krytyka

Procedury twórcze i odtwórcze

Punkowa rewolta

Religijność sztuki
Satelita miłości

Serduszko z czekolady

Standaryzacja po polsku

STONSI

Szczury polują na jaszczury

Szepty i krzyki

Telewizja
Trzecia szansa

Winylowe przesądy

"Wojtula"

WŁODEK

Wolę ethno niż techno

Woodstock

Zapraszamy do trójki

Za co płacimy w  sieci?

 

 

http://adstat.4u.pl/s4u.gif

 

 

powrót do strony głównej

działy

alfabetyczny spis treści