14
lutego 2007
W roku
1496 papież Aleksander II ogłosił błogosławionego biskupa rzymskiego Walentego,
patronem zakochanych. Nie jest do końca jasne, co ówczesny ojciec kościoła
rozumiał pod pojęciem "zakochanych", wszak w obowiązującej w
średniowieczu doktrynie, uczucie miłości było zarezerwowane dla Boga i
świętych. Uznał być może, że uczucia, jakimi się obdarzają ludzkie istoty nie
są przejawem tylko grzesznej namiętności i zasługują też na święty protektorat.
Cztery
lata po odkrywczej podróży Kolumba, kościół stał się też otwarty na nowe idee.
Dostrzeżenie boskości daru miłości było dla chrześcijańskiej Europy równie
doniosłym odkryciem, jak nowe odkrycia geograficzne.
Minie
jeszcze pół wieku nim pewien kanonik z Torunia odkryje nowy ład w sferach
niebieskich. Tymczasem ruszają do Rzymu pielgrzymi z Polski po nowe idee i
relikwie. Pod koniec stulecia pewna niewiasta z Rzymu do Krakowa przywozi
pierwsze choroby weneryczne, które trafiły tam z "nowego świata". Odnotowały
ten fakt kroniki stołecznego miasta, które swego czasu w wyborze przypominał
Piotr Skrzynecki z "Piwnica pod Baranami".
Z innej
pielgrzymki przywieziono do Chełmna relikwie świętego Walentego. Dzięki nim
fundowany w Chełmnie kościół zyskał odpowiednią rangę. Kroniki milczą w
kwestii, jaki członek świętego znalazł się w relikwiarzu. Kościołów pod
wezwaniem Świętego Walentego jest nie wiele. Nie ma on też bogatej hagiografii,
a dla teologów był on przez wieki kłopotliwy. Kościół o Walentym nie przypominał,
tak więc 14 lutego, jako dzień zakochanych nie przetrwał tradycji ludowej.
Dopiero
w nowym świecie, amerykańscy pastorowie zaczęli lansować dzień Świętego
Walentego, jako święto zakochanych. W XX stuleciu podchwycił to przemysł.
Zaczęło się od kartek okolicznościowych i czekoladowych serduszek. Zgodnie z
hagiografią patrona zakochanych, dowody miłości powinny być całkowicie
bezinteresowne i anonimowe. Obdarowywany powinien wiedzieć, od kogo otrzymuje
te dowody miłości, a jeśli nie domyśla się, pozostaje mu samo uczucie.
Właśnie
14 lutego 2007 roku agencje prasowe obiegła wiadomość o nie codziennym
odkryciu. Pod Weroną archeolodzy odsłonili niespotykany pochówek, w grobie
datowanym, na co najmniej 5000 lat znajdowały się dwa szkielety kobiecy i męski
splecione jakby w miłosnym uścisku. Być może, że sam Szekspir nie przypuszczał
jak stara jest historia Romea i Julii. Nie każde zakochanie musi kończyć się
tragicznie. Ważne jest, to żeby nie przypominać sobie o "zakochaniu"
tylko w "Walentynki".
Prezent imieninowy, choć nie
walentynkowy, otrzymała pewna Rosjanka. Dokładnie 16 lutego 1962 roku Walentyna
Tiereszkowa otrzymała od władz Sowieckich nominacje na pierwszą w dziejach
kosmonautkę. Ponieważ Rosjanie posługują się kalendarzem juliańskim, mogli mieć
pewne trudności z ustaleniem daty imienin Walentyny. Po szczęśliwym powrocie na
Ziemię dzielnej kosmonautki, na antenie Polskiego Radia ukazał się szlagier
żeńskiego zespołu "Filipinki" pod tytułem "Walentyna
twist". Walentyna Tiereszkowa odkrywała kosmos, a polska młodzież twista.
Na niejednej prywatce odtwarzany z pocztówki dźwiękowej na adapterze
"Bambino" przebój kosmiczny wprawiał biodra tańczących par w
charakterystyczny ruch. Niewątpliwie ta atmosfera sprzyjała nie jednemu
zakochaniu.
Trudno
byłoby odnaleźć w historii polskiej muzyki rozrywkowej "walentynkowe"
przeboje, których jest sporo w muzyce anglosaskiej. Nawet, jeśli znano je z
zagranicznych list przebojów, to nie kojarzono ich z 14 lutego.
Sytuacja
zmieniła się radykalnie po roku 1996, kiedy nastąpiła prawdziwa inwazja na
Polskę zachodnich sieci hipermarketów. Zaczęły kusić z półek walentynkowe
upominki i promocje. Czy przekonało to Polaków do święta zakochanych? Na pewno
jest to święto hipermarketów, sprzedających na tony czekoladowe serduszka.
Z powrotem | ARTWAKAT pierwsza strona | spis treści