Co w kulturze ludzkiej zaistniało
najpierw? Religia czy sztuka? Pytanie to nieoczywistym jest nawet dla bardzo
wierzących i praktykujących w różnych kulturach świata. Wszak w Biblii,
czytając dzieje Abrahama można dostrzec
intuicyjny rytuał - przed czymś takim jak reguły kanonu wiary. Dopiero
kolejne objawienia, – w czym, o dziwo są zgodni muzułmanie, mozaiści i
chrześcijanie, a w szczególności tekst Dekalogu, określiły ISTOTĘ RELIGII.
Obecnie teolodzy tak świeccy, jak i wielu światowych wyznań rozumieją Religię
jako dział kultury, obok Sztuki, Nauki, Moralności...
Każdy jako tako wykształcony człowiek
uświadamia sobie dwoistość Religii i Wiary. To podobnie jak z przysłowiową
przystawalnością formy do treści. Ideałem jest ich jedność, lecz praktyka
marnego, doczesnego świata, częstokroć przeczy temu fenomenowi. Profesor
Zdzisław Kępiński twierdził nawet, że sztuka istnieje u zwierząt. Przynajmniej
– wiele zbadanych rytuałów naczelnych
zaświadcza o tym, a złożoność definicji Religii widziana przez wyznających
różnorakie filozofie badaczy - obraz jeszcze zaciemnia - prowokując dyskusje
bez końca. I dobrze; bo być może w nich właśnie zawiera się cząstka istoty
poszukiwania sensu naszego istnienia.
W niewielkim szkicu trudno w kilku
zdaniach zaznaczyć znaczenie sztuki w Buddyzmie (nb. Jan Paweł II
niejednoznacznie wyraził się o nim, jako o prądzie stricte religijnym, co nieco
popsuło dobrą dotąd ekumeniczną atmosferę), czy u mahometan, w związku, z czym
skupmy się na nas samych, tj. na społecznościach wyrosłych z helleno - judeo -
chrześcijańsko kręgu, i w tych tradycjach “zahartowanych”. Paul Johnson w swej
“Historii Żydów” twierdzi, że cała nasza kultura ukształtowała się poprzez dwa
rywalizujące ze sobą wizje świata; hellenistyczną i judaistyczną. Dopiero
dramatyczna, częstokroć tragiczna, czasem wzniosła historia kształtowania się
dziejów chrześcijaństwa doprowadziły do stanu współczesnej, można by tak z
pewnym przekąsem rzec– pluralistycznej syntezy. Nie takiej znów idyllicznej jak
życzyliby tego by sobie apologeci postmodernizmu. Co do Fukuyamy, sądzę,
wyprzedził on swą myślą naszą, mało jeszcze “pozbieraną” epokę twierdząc, że
liberalizm staje się jedynym sposobem na przetrwanie cywilizacji. Ujmując to
skrótowo: “wierzmy, w co chcemy, lecz we wspólnych kontaktach zachowujmy
tolerancję i nie krzywdźmy siebie nawzajem”. Nikogo nie kusi
fundamentalistyczną wizja świata. Mając na uwadze ludzką ułomność, nawet u
świętych, oraz zbiorową pamięć pokoleń, tęsknimy za życiem bogobojnym, lecz nie
nazbyt doktrynalnie ukształtowanym. Utopie, łącznie z tą najpopularniejszą,
platońską kojarzą się niestety z czymś najgorszym, co w XX wieku przeżyliśmy i
czego w tym tysiącleciu (0prócz paru niepoprawnych ortodoksów) nie chcielibyśmy
doświadczyć.
Demokracja wydaje się nam nie
najsprawiedliwszym i nie najbardziej etycznym z rządów, a tymczasem, wiemy już,
że rządy mędrców to marzenie ściętej (bywało wielokrotnie, – iż dosłownie)
głowy, i faktycznie nigdy one w historii świata nie zaistniały Jedynie w
legendach i to “świeckich”. Król Dawid, Salomon, Gilgamesz, nie wspominając o
starogreckim Panteonie, nie byli wcale takimi aniołkami. Byli po prostu
grzeszni i z pewnością, jakbyśmy to dziś nazwali - bardziej “asertywni” i
“pozytywnie charyzmatyczni”- w stosunku do innych władców. Bluźnierstwa w Życiu
i Sztuce, najbardziej są spektakularne, gdy koncentrują się na pierwszym
przykazaniu Dekalogu, które historycznie i kanonicznie je rozpatrując, nie
niesie w sobie wcale tak jednoznacznego przesłania. Wiedział o tym dobrze Jan
Paweł II, publikując 4 kwietnia 1999 roku “List Ojca Świętego do artystów”.
Oprócz wyraźnego sygnału, by ludzie, szczególnie ci kształtujący kulturowe (czy
też we współczesnej pop gwarze; kultowe), nie uzurpowali sobie praw Stwórcy, –
bo są jedynie Twórcami – nie ma tam – i Papież – jest tego w swej mądrości tego
świadom - dokładnych wskazówek, co do meritum twórczości. Powtarza się jednakże
wielokrotnie wypowiadany pogląd Kościoła, utożsamiający Piękno z Dobrem. Co do
Dobra - OK. Dyskusja zaczyna się gdy mówimy o Pięknie. Czy są nim przesiąknięte
niezliczone, częstokroć nie najlepiej namalowane widoki ćwiartowanych
męczenników? Czy jest piękna, skądinąd, wzniosła w swym dramatyzmie istniejąca
w tysiącach kościołów katolickich Historia Męki Pańskiej, czyli Droga Krzyżowa.
Prawosławny kanon religijnej ikonografii uważa ten temat za zbyt sadystyczny do
plastycznego wyobrażenia, co nie przeszkadza współczesnym Grekom
odgrywać go w setkach wsi
w formie nieznośnie teatralnej.
“Ja jestem Jahwe, twój Bóg.(...). Nie
będziesz miał bogów innych oprócz mnie. Nie będziesz robił sobie żadnego obrazu
Boga, ani żadnej podobizny tego, co na niebie wysoko, ani tego co na ziemi
nisko, ani tego co w wodzie pod ziemią. Nie będziesz im się kłaniał ani im
usługiwał, gdyż ja, Jahwe jestem twoim Bogiem zazdrosnym...” Nakaz jest
kategoryczny. Żadnego przedstawiania nie tylko Boga, ale nawet innych jego
stworzeń. Jak ciężka była dola utalentowanych synów Izraela, podobnie jak Europejczyków którzy bezwzględnie
przestrzegali luterańskich prawideł. Tymczasem historia naprawdę wielkiej i
uduchowionej sztuki to HISTORIA HEREZJI, i pomniejszych bluźnierstw. Jednakże
współcześni hierarchowie i teologowie dobitnie podkreślają raczej pozytywną
rolą mikro
i makroherezji w rozwoju religii. Oto przykłady;
wczesnoromańskie realistyczne przedstawienia postaci ludzkich rodem z
pogańskiego Rzymu, pojawienie się aktu męskiego i kobiecego, z początku w
wyobrażeniach piekła, potem męczeństwa licznych świętych, na końcu w
przedstawieniach Adama i Ewy. Kaplica Sykstyńska z pełnymi seksu i tężyzny
postaciami jest powrotem do idei helleńskich i pompejańskich, zupełnie sprzecznymi
z tekstu Księgi Wyjścia. Surrealistyczne wizje piekła Boscha, „Ukrzyżowanie”
Breughela, i cała związana ze Starym i Nowym Testamentem wyrosłych sztuka
przedstawiająca aż do pewnego kryzysu, (dlaczego jak sądzę- o tym za chwilę),
tj. do modernizmu- to ciągła polemika nie z liturgią i z hierarchią kościelną -
a raczej z potocznymi wyobrażeniami społeczeństwa i władzy o wierze. To
bardziej fenomen TABU i SYMBOLU, niż – oczywisty dla twórcy “dialog z Bogiem”.
Bóg, ponieważ jest wszechobecny, wszechmocny, i nieskończenie mądry, z
pewnością nic nie ma przeciwko rozmowie z ludźmi, gdy ci nie krzywdzą innych i
samych siebie. Bóg się też nie może obrazić z przyczyny tak błahej jak Sztuka,
ponieważ małostkowość to domena ludzka i nic innego - jak zwykły grzech pychy.
Idea “awangardy” jako ruchu w pewnym
sensie, w ateistycznym wydaniu ”mesjanistycznego”, oddaliła kościoły
chrześcijańskie od artystów proroków. Ikonografia związana z instytucją religii,
z jej oficjalną symboliką stała się banalną, komercyjną, złą sztuką. Gwałtowny
rozwój mieszczańskiego mecenatu nastawionego na użycie i przyjemność pchnęła
artystów do kontemplacji tego co
zmysłowe. Jednak jak w każdej regule zdarzały się wyjątki. Już Breughel swoje
sceny ewangeliczne komponuje w holendersko - fantastycznej scenerii. Romantycy
idą dalej; łączą z ideami chrześcijaństwa modne ówcześnie teorie ezoteryczne.
Gustave Moreau w ekspresjonistycznej manierze portretuje Św. Cecylię, Wyspiański
tworzy imponujące secesyjne witraże, Munch tworzy zmysłowy akt zatytułowany
“Madonna”, Antoni Gaudi - Barcelońską
Katedrę Wszechczasów - ustanawiając niejako architektoniczny postmodernizm.
Mondrian żyje prawie jak zakonnik, traktując swój neoplastycyzm jako religijne
posłannictwo. Tymczasem naprawdę wartościowa rzeźba, architektura i malarstwo,
powstałe z niereligijnych pobudek, jak często udowadnia nasz redakcyjny kolega
Maciej Mazurek (omawiając twórczość Sienickiego, Tarasewicza,Gierowskiego i innych),
kieruje się ku transcendencji i metafizyce wyrosłej nierzadko z głębokiej wiary
ich twórców. Dotyczy to np. i Dalego (jego późne “Ukrzyżowania”), Bunuela (cała
twórczość), Eliota (“Ziemia Jałowa”), jak również Worhola (piękne, podwójne,
granatowe “Ostatnie Wieczerze”- ciekawa analogia z Dalim).Ogromną wiarą
przesiąknięta jest bazująca na kanonie prawosławnej ikony twórczość Jerzego
Nowosielskiego.
Ostatnim
rozdziałem dialogu z religią jest wynikła z awangardy, ale też jej się
przeciwstawiająca sztuka pojęciowa. Rozpatruje ona granice poznania a więc jej
rejony muszą pokrywać się z problemami Wiary lub Zwątpienia artysty w Boga i
Sprawy Ostateczne. Łączy się to z dużym wpływem egzystencjalizmu i
fenomenologii, tak w wydaniu Husserla, jak i Merleau – Ponty’ego. Tenże filozof
stwierdza wprost, że jedynie malarzowi dane jest prawo przyglądania się rzeczom
bez obowiązku ich oceniania. Dalszy
etap to już głównie obliczona na pewien merkantylny sukces powodowany skandalem
– “sztuka krytyczna”.
Parafrazy Madonny i Piety Katarzyny
Górnej z lat 1996-2000, nawiązują do prac Valie Export z 1976 roku. Zofia Kulik
tworzy swe własne ikony na kształt średniowiecznych ołtarzy i symbolicznych
wielowarstwowych przedstawień, gdzie każda, nawet najmniejsza figurka, i jej
kontekst miały ukryty, acz czytelny dla widza sens. Modzelewski nie szokuje a
“ukazuje”- księży i zakonnice w relacjach i innymi ludźmi, Kijjewski i Kocur
budują swoisty ołtarz, Ryszard Woźniak maluje pejzaż z krzyżem ozdobionym
czerwoną sowiecką gwiazdą., Łódź Kaliska parafrazuje caravaggiowskie zdjęcie z
krzyża, a Robert Rumas “każe” płakać odpustowej Madonnie złotymi monetami.
Wszystkie wymienione prace polskich artystów pojawiły się na zbiorowej wystawie
”Irreligia” w Brukseli zorganizowanej przez rzeźbiarza i “galernika”
Włodzimierza Majewskiego oraz kuratora, absolwenta KUL, Włodzimierza
Piotrowskiego. Pomysł bardzo interesujący jednakże zgromadzenie wielu dzieł o
różnym ciężarze gatunkowym powoduje niejakie zamieszanie. Wszak Rzepeckiego -
domalowanie wąsów Czarnej Madonnie Częstochowskiej - to niezbyt odkrywczy
sztubacki wygłup, a prace Kulik, czy wspomniany pejzaż z krzyżem Woźniaka to
dużej klasy plastyczne metaforyczne eseje na temat obecności Boga w naszej
zagmatwanej historii. Trochę tak jak „Ewangelia według Michaiła Bułhakowa”.
mailto:jacek_kasprzycki@interia.pl
powrót do spisu treści