Do naszej rodzimej tradycji kultury ludowej należała instytucja
wiejskiego głupka. Można było bezkarnie obrażać go, poniżać i się na nim
wyżywać, a on rewanżował się głoszeniem prawd powszechnie znanych, choć nigdy
nie wypowiadanych. Tym bardziej był znienawidzony, im bardziej mówił szczerze,
to czego prześladowcy nie chcieli mówić, skrywali jak tylko mogli.
Dziś się role nieco odwróciły, a to za sprawą telewizji. Tym razem dyżurny wiejski głupek może wziąć odwet za wszystkie pokolenia swoich prześladowanych przodków. Jednym z nich jest Kuba Wojewódzki. Jest tu jednak pewna drobna różnica, może robić to bezkarnie, bo przed odwetem chroni go nie tylko impregnowany na inwektywy odbiornik telewizyjny, ale i autorytet ministra. Kuba więc obraża, lży, pluje na telewidza, a ten się tylko denerwuje, kuksańca nie wymierzy, kijem nie obije. Jakby tego było mało, nasz wiejski głupek awansuje na stanowisko nadwornego błazna i minister powierza mu prowadzenie prestiżowej imprezy dworskiej. Czy nie jest to miarą demokracji, każdy wszystko może. Dopiero teraz Kuba się wykaże, uzyskawszy błazeński immunitet
Spodziewam się fajerwerków, popisów dowcipu; o gejach, wszak wśród
czołowych unijnych polityków są tacy; o murzynach, nawet w Polsce mamy nie
tylko piłkarzy Afrykańczyków z pochodzenia, znalazł się nawet jeden Afrykańczyk
wśród posłów; może będzie okazja pośmiać się z muzułmanów i Cyganów; wreszcie
nie może zabraknąć czegoś na Żyda, aby rodzimej tradycji stało się zadość. Jak
facecje eurokracji nie przypadną do gustu, zawsze będzie można wszystko
przekręcić i przeinaczyć, bo wolność słowa, no i „teatr absurdu”, czyli
artystyczna prowokacja.
Nigdy bym nie zgadł, że Kuba Wojewódzki uprawia „teatr absurdu”, gdyby nie jego cenny wywiad na łamach „Newsweeka”. W końcu nie wiem, jestem zdezorientowany, teatr, to czy kabaret?
Myliłby się ten, kto sądziłby, że prezydencja unijna otwiera w
polskiej kulturze karnawał. Nie zorientowanym wyjaśniam, że podstawową cechą
karnawału jest zamiana ról, błazen zostaje królem i odwrotnie, co nie
gwarantuje, że zawsze będzie śmiesznie. W polskiej kulturze karnawał więc trwa
od dawna i przynajmniej mnie nic nie dziwi.
Celebryta, od lat blisko czterdziestu Krzysztof Materna objawia się jako reżyser i rzecznik kultury wysokiej. Zgodziłbym się z tym, że reżyser, ale wątpliwej jakości programów rozrywkowych, taki PRLowski „Monte Pyton” dla ubogich (ubogich duchem). Wojciech Mann otrzymuje radiową nagrodę muzyczną „Mateusza” i pewno tylko ja nie wiem, żę nie jest on wybitnym muzykiem. W dodatku taki żarcik towarzyski, otrzymał tą nagrodę zasiadawszy w jej jury. Młodszym czytelnikom przypomnę, że „Mateusz”, bowiem, ma jej patronować Mateusz Święcicki przed laty wybitny kompozytor piosenek, instrumentalista.
Michał Merczyński promował projekt Joanny Rajkowskiej przerobienia komina starej elektrowni w Poznaniu na minaret. Nie udało się prawdopodobnie tylko dlatego, że nie mógł przyjąć funkcji muezina, tak jest zapracowany, obecnie przy organizacji europejskiego kongresu kultury we Wrocławiu. Pocieszeniem może być, że pozostało inne wielkie dzieło Joanny Rajkowskiej, palma na Rondzie Waszyngtona w Warszawie. Wybitnym osiągnięciem kuratorskim był pawilon polski na weneckim biennale sztuki w tym roku. Tak, jak polska sztuka w Europie rozpoznawana i doceniana, tym razem prowokacja była na tyle skuteczna, że poza dziennikarzami nikt pawilonu nie odwiedzał. Zastanawiam się nad tym, z kim w ramach karnawału minister kultury Zdrojewski zamienił się rolami? Popiera artystyczną prowokacje, czy zatem prowokacja sama w sobie jest wartością i czy prowokacja popierana i nagradzana nie przestaje nią być, a nie staje się przypadkiem aberracją. Trzeba oddać sprawiedliwość, że nie tylko takie w ramach „misyjnej kultury” akcje są finansowane. Polska festiwalami stoi. Dysponując wyjątkowo skromnym budżetem na produkcje filmową, robimy bodaj najwięcej w Europie festiwali filmowych.
Ta festiwalomania udziela się wszystkim. Znakiem naszej prezydencji mają być bale i gale, kongresy i rauty. Nasza kultura zakręcona, tak jak ten „gadżet” polskiej prezydencji, rzekomo Polsk, ludowy i bączek.
Rozczaruje czytelnika, nie będę rozważał kto powinien prowadzić
koncert inauguracyjny polską prezydencje unijną i kto miałby na nim wystąpić,
poprzestanę na konkluzji, którą zresztą już znacie, kto na pewno nie powinien
na nim wystąpić. Komu są potrzebne te wszystkie imprezy; politykom,
celebryytom, kuratorom i organizatorom. Na szczęście artyści sobie radzą bez
ministra i jego dworu.
A jaką rade na koniec miałbym dla Kuby Wojewódzkiego? Pozwolę sobie zacytować klasyka kabaretu, Jana Pietrzaka, który w czasach PRLu ze sceny udzielił pewnemu ówczesnemu celebrycie następującej wskazówki: „Jedz Pan maść, bo masz Pan krosty na mózgu.”
And.
ANNALES -
teksty Andrzeja Wilowskiego
Chemiczny Ali
Coltrane pod Pretekstem
Czy jest jeszcze w
Polakach homo sovieticus?
Dialogi, czyli pisane od końca...
Dziwny jest ten
świat – nadal aktualne
Finansowanie produkcji filmowej
Megalomania
kulturalnego Poznania
Młodzi śpiewają i
Kaczmarskiego pamiętają
Ostatni Nadrealista (O Zbigniewie Beksińskim)
Pamiątka z
Auschwitz
Pinter nas nie lubi
Religijność sztuki
Satelita miłości