Eugeniusz BIAŁY
PŁACZĘ, ALE MI NIE WOLNO – katharsis
zdegradowane
Teatr zaangażowany,
teatr eksperymentalny, teatr popularny, terapia poprzez teatr... „Namnożyło się
tych postaci” od czasów, gdy kapłan, lekarz, poeta i aktor w jednej osobie
władczym gestem w blasku ognia lub słońca spinał niebo z ziemią, wieczność z
doczesnością, a ludzi we wspólnotę. Takie były podobno początki teatru. Jego
dalsze wielowiekowe dzieje - z przepysznym zróżnicowaniem na gatunki,
szkoły, style gry, wyrafinowaną i
ascetyczną scenografię - oglądane z tamtej pierwotnej perspektywy są historią walki zrazu o utrzymanie, potem
przywrócenie komunikacji między bogami-Bogiem i ludźmi, później już tylko
ludźmi. Współczesna skłonność do teatru występujących na scenie i zasiadających
na widowni, a tym bardziej charakterystyczne dla niegdysiejszej awangardy
przemieszanie aktorów i widzów, nie inaczej da się odczytywać niż jako znak
tęsknoty za utraconą wspólnotą. Nie tylko. Jest czymś więcej - próbą jej wskrzeszenia, choćby na chwilę
trwania spektaklu.
Istotę wspólnoty
stanowi komunikacja. Niechętnie używam tego słowa – człowiekowi nowo - i
ponowoczesnemu kojarzy się przede wszystkim z masowym transportem osób. Już to
skojarzenie może służyć za miarę naszej dekadencji. Nie obejdzie się więc bez
erudycyjnego wtrącenia. Łacińskie communio to przecież właśnie
wspólnota, zjednoczenie. Communio potrzebuje mowy, która splatałby szybkość i
skrótowość błyskawicy z głębią i
jednoznacznością hologramu. Czyli mowy
prawie niemożliwej, a przecież niezbędnej dla kontynuacji naszego
ponadbiologicznego istnienia. Bo sprawy zaszły już naprawdę za daleko.
ARTETERAPIA Z AKCENTEM NA „ARTE”
Teatr Wiem, Kiedy Nie Mogę powstał w 2001 roku przy Centrum
Profilaktyki Społecznej „Sedno” w Poznaniu jako placówka lecząca z uzależnień
za pomocą arteterapii, czyli ozdrowieńczego działania przez uprawianie sztuki.
Założyły go - aktorka Małgorzata
Walas-Antoniello i kompozytorka muzyki teatralnej Katarzyna Klebba, ongiś
współtwórczynie Teatru Ósmego Dnia , teraz podążające własnymi artystycznymi
drogami. Proces zdrowienia w Teatrze Wiem, Kiedy Nie Mogę należy do
najambitniejszego z ambitnych – przychodzi pacjent, wychodzi artysta. Odbywa
się to w następujący sposób: uczestnicy biorą udział w cotygodniowych
trzygodzinnych warsztatach aktorskich
prowadzonych przez Małgorzatę Walas-Antoniello i równie długich i częstych
zajęciach muzycznych z Katarzyną Klebbą.
Nauka technik aktorskich ma na celu rozwój umiejętności pozasłownego
porozumiewania oraz improwizacji. Umiejętności te stają się trampoliną, od
której artyści odbijają się w przestrzeń, gdzie krystalizuje się spektakl.
Improwizowane na próbach sytuacje, gesty i teksty, ujęte w ciąg dramaturgiczny
przez Małgorzatę Walas-Antoniello,
kontrapunktowane, akcentowane i dopełniane muzycznie przez kompozycje Katarzyny Klebby, stają się
przedstawieniem. Takich przedstawień Teatr Wiem, Kiedy Nie Mogę zrealizował
dotąd siedem: „Coś chciałem powiedzieć” (2002), „Błyski rozbłyski na lewą
stronę” (2003), „Mimo wszystko”
(2004), „Pasażer” (2005), „Uwolnij pajaca” (2006), „Historia
jednodniowa” (2008). Najnowszy, mający swą premierę na Festiwalu Malta 2011,
nosi tytuł „Kropka na i”.
MUZEUM ANTROPOLOGICZNE
Spektakl widziałem trzykrotnie. Dwa
razy w salach adaptowanych dla potrzeb takiego widowiska, z publicznością skąpą
liczebnie i dopiero do zdobycia, raz na deskach „Ósemek” - tam publiczność
dopisała i wiedziała, po co przyszła. Tak więc warunki różniły się znacznie,
ale nie gra ani temperatura emocjonalna przedstawienia. Oklaski
też miały zawsze siłę maksymalną, na
miarę owacyjnej wydolności zgromadzonych na sali. Ta
powtarzalność jest sama w sobie przekonującym
sprawdzianem rzemiosła artystów Wiem, Kiedy Nie Mogę. Nie na opisie
rzemiosła jednak chciałbym się koncentrować|. Jest ono niezaprzeczalne. I tyle.
Kunszt jednak – o czym dziś tak łatwo zapominamy – nie stanowi kresu drogi.
Przeciwnie – od niego się wszystko zaczyna. W sztuce – rozmowa.
„Kropka na i” jest, dramaturgicznie
rzecz biorąc, kartoteką patologii dialogu, laboratorium nieporozumień. Albo
inaczej – spektakl da się porównać do
muzeum antropologicznego, dział „Życie duchowe współczesnego człowieka”,
gdzie każda odgrywana scena jest gablotą, w której prezentują nam eksponat w
postaci skomponowanej teatralnie sytuacji wyobcowania, stłamszenia,
nieumiejętności lub zgoła odmowy kontaktu. Kolekcja jest bogata. W pierwszej
scenie siedzący na krześle aktor
próbuje zdobyć się na coraz
intymniejsze wyznania. Za każdym razem, krążący wokół krokiem strażnika, jego potencjalny rozmówca nakazuje: „Ani
mru-mru”. Pod koniec sceny nie trzeba nawet tego. Wystarczy wymowne spojrzenie
z góry, aby wymusić milczenie. W scenie kolejnej uciszony aktor cały swój
udział w dialogu będzie już ograniczał do wydawania dźwięków, które przystoją bardziej ptakom niż człowiekowi.
Dźwięki te wrócą później w „rozmowach”
sceny zbiorowej, aby wybuchnąć jak epidemia w kakofonicznym, rozhisteryzowanym
chórze. Można je uznać za leitmotiv
trwającego trzy kwadranse spektaklu.
Następne eksponaty z kolekcji
teatralnego muzeum antropologicznego to
szczebiotliwie przyjazne pustosłowie, kłótnia małżeńska, bełkot towarzyski,
werbalizacja wymuszonego entuzjazmu uczestników show, słowna agresja i parę
sugestywnych monologów. W tym przejmujący, wygłoszony (i stworzony) przez jedenastoletniego chłopca, z początkiem niby motto spektaklu: „Płaczę, ale mi nie
wolno”, dopełniony sceną analogiczną do pierwszej, w której tym razem matka
przyjmuje wobec płaczącego syna postawę strażnika wymuszającego śmiech, co
ilustruje okrucieństwo zasady „Keep smiling” poprzez sprowadzenie jej do absurdalnego
„keep laughing”.
KROPKA NAD „I” - NIEUCHWYTNY
PUNKT
Scenę
zaludniają impregnowane na bliźnich postacie. Jak antyczne fatum ciąży więc nad
nimi niemożność wypowiedzenia się i siebie, jak też jej odwrotność –
niezdolność wysłuchania drugiego. To zasadnicze niespełnienie, zaprzeczające
podstawowej potrzebie człowieka, a pewnie i wymogowi kondycji ludzkiej, stanowi
tytułową kropkę nad „i”, której właśnie nie da się postawić. Tej przerażającej
okoliczności egzystencjalnej poświęcona jest
kulminacyjna scena spektaklu, jedyna z użyciem skromnych rekwizytów
(dotąd były to tylko krzesła). Nad trzema tekturowymi tulejami kołyszą się
zawieszone na żerdziach kule. Aktorzy próbują je umieścić na górnym końcu
każdej tulei. Bezskutecznie. Więc kładą tam głowy, za które często w trakcie
spektaklu łapią się lub w nie uderzają. Ale i obolałe głowy nie znajdują tam
spoczynku. Ukojenie daje dopiero perspektywa eschatologiczna. Symbolizuje ją
piłeczka położona na środkowej tulei przez aktora-dziecko i śpiewany przez
wszystkich skoczny gospel opowiadający o powrocie do Domu i zamieszkaniu tam z
Bogiem.
Spektakl „Kropka nad i” nie sili się na diagnozy. Co prawda scena z
przeszywającą wokalizą jednej z aktorek zderzoną z automatycznymi ruchami wykonywanymi
przez nią i pozostałych artystów, potem stopniowo zagłuszaną wrzaskiem, sugeruje cywilizacyjne przyczyny zerwania
połączeń między ludźmi. Jednak widz nie dowie się na spektaklu niczego, czego
sam by nie wiedział lub chociaż nie przeczuwał.
Tu
gra toczy się o coś innego. O przeżycie, skonfrontowanie publiczności z
jej sytuacją i emocjami. Zbawiennym
paradoksem Teatru Wiem, Kiedy Nie Mogę jest, że opowiadając o niemożliwości
dialogu, właśnie dialog wyraziście prowadzi zbliżając się do użycia tego, co na
początku nazwałem mową prawie niemożliwą. Dlatego porusza. Skutecznie
konfrontuje widza z nim samym uporządkowując jego doświadczenie wyobcowania.
Tym samym umieszcza je pośród doświadczeń innych (w przekładzie na język
kategorii poznawczych można powiedzieć uczenie - intersubiektywizuje).W ten
sposób włącza widza na chwilę we wspólnotę,
przez co wyzwala z izolacji, czyli z niego samego. W tym sensie
oczyszcza.
W teatrze antycznym fenomen taki
nazywał się katharsis. Potrzebne było do tego jednak fatum o wiele potężniejsze
niż zerwane na całą doczesność międzyludzkie porozumienie, determinujące
postacie sceniczne z „Kropki nad i” . Dlatego też to katharsis jest skrojone na
naszą miarę. Katharsis zdegradowane. Ale zawsze.
Teatr Wiem, Kiedy Nie Mogę,
spektakl „Kropka nad i” (premiera – czerwiec 2011).
Opieka artystyczna - Katarzyna Klebba, Małgorzata Walas
Antoniello.
Muzyka – Katarzyna Klebba.
Aktorzy: Agata Krzywosz, Katarzyna Mielcarska,
Agnieszka Nowak, Beata Nykiel, Halszka Różalska, Ewa Sawczuk, Patryk Grymuza,
Błażej Krukowski, Jakub Krzywosz, Wojciech Romanowski.
ANNALES
- teksty Andrzeja Wilowskiego
Chemiczny Ali
Coltrane pod Pretekstem
Czy jest jeszcze
w Polakach homo sovieticus?
Dialogi, czyli pisane od końca...
Dziwny jest ten
świat – nadal aktualne
Finansowanie
produkcji filmowej
Megalomania
kulturalnego Poznania
Młodzi śpiewają i
Kaczmarskiego pamiętają
Ostatni Nadrealista (O Zbigniewie Beksińskim)
Pamiątka z
Auschwitz
Pinter nas nie
lubi
Religijność
sztuki
Satelita miłości