Andrzej Wilowski                          powrót do spisu treści

 

Pamiątka z Auschwitz

 

23 sierpnia 2003 W małym holenderskim miasteczku Dembosch w galerii-botique Agata Siwek przedstawiła kolekcje artystycznych przedmiotów pod hasłem „Pamiątki z Oświęcimia”. Można kupić breloczki z inskrypcją „Arbeit macht frei!”, torebki z płótna w biało-niebieskie pasy, odpowiednio w tym samym stylu czapeczki, bluzy, wszystko zaopatrzone w odpowiednie napisy i symbole obozowe, zaś dla dzieci lalki w obozowych pasiakach, oczywiście odpowiednio odchudzone i wynędzniałe, tak aby nie było wątpliwości skąd pochodzą.

 

Mieszkańcy, choć z natury tolerancyjni, nie kryli oburzenia. Mogliby zaakceptować kontrowersyjną wystawę, Holandia słynie z tolerancji, ale sprzedaż kontrowersyjnych pamiątek uznali za przesadę. Ci, którzy przeżyli obozy koncentracyjne nie pragną takich pamiątek, trudno też wymagać od turystów chęci zachowania w pamięci wspomnień z takich miejsc. Cała ludzkość robi wszystko, aby zapomnieć, a tu trzydziestoletnia artystka próbuje ich oswoić z przeszłością i wmówić, że warto przypominać sobie o takich miejscach.

 

Agata Siwek studiowała sztuki plastyczne w Glasgow i Amsterdamie, pamięć Polki o Holokauście i artystyczne doświadczenia Zachodu dały efekt dość nie oczekiwany. Śmiały pomysł, będący artystyczną prowokacją, zmultiplikowany do gadgetu i wystawiony na sprzedaż, staje się głupi i cyniczny.

 

Artystka z Holandii nie wymyśliła nic nowego. Swego czasu Krzysztof Libera przedstawił kontrowersyjną zabawkę edukacyjną w postaci kompletu klocków Lego do zbudowania makiety oświęcimskiego obozu koncentracyjnego. Pomysł uznano za kontrowersyjny i duńska firma nie odważyła się projektu wprowadzić do masowej produkcji. Jakby to wyglądało; masowa produkcja klocków z obozem masowej zagłady. Jedynie krytyka artystyczna życzliwie odnotowała fakt śmiałego pomysłu.

 

Dziwnym zbieg okoliczności, polscy artyści celują w prowokacyjnych projektach na temat zagłady Żydów. Przewrażliwieni w tej materii liderzy żydowskiej diaspory żywo reagują na takie prowokacje i starają się ten zbieg okoliczności przedstawić jako charakterystyczną tendencje dla Polaków, którzy w ich opinii nie należycie dbają o pamięć o tamtych wydarzeniach i mają dwuznaczny stosunek do Holokaustu.

 

W połowie lat dziewięćdziesiątych trafiła do moich rąk gra edukacyjna wyprodukowana w Ameryce, pod nazwą „Mauschwitz”. Planszą tej gry komputerowej był teren obozu w Oświęcimiu. Uwięzione w obozie myszy miały jedno zadanie- przeżyć nieustanne polowania kotów, które odgrywały role esesmanów. Gra, jak każde multimedialne wydawnictwo, była zaopatrzona w bogatą dokumentacje historyczną, która pozwalała drobiazgowo poznać realia obozowe. Ku mojemu zdziwieniu Rabin Weiss nie ruszył z krucjatą przeciw tym, co nie szanują pamięci o ofiarach hitlerowskiego przemysłu śmierci. Wszystko dla mnie stało się jasne, gdy sprawdziłem kto jest producentem tego wydawnictwa, a była nim pewna fundacja zajmująca się w USA propagowaniem wiedzy o żydowskiej zagładzie i edukacją żydowskiej młodzieży amerykańskiej.

 

Muszę też przyznać, że gra nie znalazła uznania w szkołach prowadzonych w Stanach Zjednoczonych przez gminy żydowskie. W tradycji amerykańskiej komiks jest tak utrwalony jako narzędzie edukacyjne jak dla Europejczyka książka, więc twórcy tego wydawnictwa nie mieli oporów natury etycznej, czy stosowne jest przedstawianie tak tragicznych losów narodu żydowskiego w tak rozrywkowej, żeby nie rzec nie poważnej formie jaką jest komiks, papierowy, czy komputerowy.

Mimo wszystko mam wątpliwości, czy „Pamiątki oświęcimskie” są czymś godnym polecenia turystom.

 

artwakat@free.art.pl                              powrót do spisu treści