
Jerzy Jernas
- takie
se rozważania
Na początek chciałem powiedzieć, że miałem wątpliwą „przyjemność”
pracować etatowo w TVP przez osiem lat. Dowcip polega na tym, że uprzednio
pracowałem, również etatowo, w dwóch lokalnych, niezależnych telewizjach. Była
to poznańska TV- ES oraz raczkująca w owym czasie Wielkopolska Telewizja
Kablowa WTK. Takiego marazmu, bezwładu i nieżyczliwości, jaki jest w TVP, to
nawet w urzędzie skarbowym nie spotkałem. A poza tym, jeśli moim przełożonym
był (i nadal tam pracuje) niejawny pracownik Wojskowych Służb Informacyjnych,
to o jakiej telewizji my w ogóle mówimy! ,Publicznej???
Kiedyś szefem „Radiokomitetu” był generał brygady Włodzimierz
Sokorski, później główny propagandzista PRL - Maciej Szczepański. A czy zmiana
ustawy, już w nowych czasach cokolwiek zmieniła? Kim był Wiesław Walendziak,
Ryszard Miazek, Robert Kwiatkowski, czy nawet Jan Dworak? Przez grzeczność nie
wspomnę o twórcy listy Wildsteina (nie mylić z listą Schindlera). Nasza, już
dojrzała, bo 20-letnia demokracja nadal nie potrafi sobie poradzić z
upartyjnieniem telewizji. Obawiam się, że winę za to ponoszą wyłącznie
politycy. Jeszcze kilka lat temu Krajowa Rada Radia i Telewizji miała pośredni
wpływ na wybór szefów publicznego radia i telewizji. Jednak pewnego dnia
ludzie, którzy nieopatrznie zrozumieli film „Prawo i pięść”, rozwiązali w miarę
demokratyczną Radę i powołali do niej swoich „kolesiów”. A wolne media milczały…. Dzisiaj ten skłócony twór nie jest w
stanie wybrać rad nadzorczych publicznych mediów. A tak naprawdę, to wszyscy
się dziwią, że udało im się, po wielu dniach kłótni, podpisać sprawozdanie ze
swojej działalności – ale chyba zadecydował tutaj instynkt samozachowawczy.
Problem tzw. telewizji publicznej polega jednak na czymś innym.
Ten skostniały twór nadal tkwi „jedną nogą” w minionej epoce, a „drugą nogą” w
wolnym rynku. I od 20 lat jej szefowie usiłują nam „wcisnąć kit”, że tak musi
być. No, bo jest to po prostu wygodne dla nich. A politycy – cóż… Ich interesuje tylko jedno – czy mają wpływ na
to, co dzieje się na ekranie pomiędzy 19.30, a 20.00. Pytanie jest proste - czy
nowelizacja ustawy o RTV cokolwiek zmieni? Osobiście sądzę, że jest odrobina
szansy, ale tylko na przywrócenie stanu sprzed 10 – 15 lat. A to trochę mało.
Lubię nieraz wieczorem zasiąść przed telewizorem i popatrzeć sobie, jak działa Telewizja Obywatelska w Stanie Illinois w USA. Może właśnie tak powinna wyglądać misja nadawcy publicznego?