Andrzej Mitan rozmawia z Andrzejem
Mitanem
Stefania Golenia
rozmawia z Krzysztofem Wodniczakiem
O biznesie muzycznym,
artystach i projekcie MITAM
Krzysztof Wodniczak
w rysunku Krzysztofa Romińskiego
Stefania Golenia:
Czy uważasz,
Krzysztofie, że aktualna sytuacja nie tylko w biznesie muzycznym sprzyja
utalentowanym twórcom, ludziom mającym coś nowego i niekonwencjonalnego do
powiedzenia, zaprezentowania? Młodym...
Krzysztof
Wodniczak:
Młodym, utalentowanym
wydaje się, że odkrywają nowe dźwięki, brzmienia. Wszystko już zostało
udźwiękowione na różne sposoby. Niczym nowym młodzi nie są w stanie
zaimponować. Będą mniejszymi lub większymi epigonami, ale jeszcze nie zdają
sobie z tego sprawy. Czy któryś z nich zechce przez 15 lat komponować jeden
utwór, jak to czynił w bólach np. Roman Maciejewski, tworząc swoje Requiem,
albo Józef Skrzek, który z kolegami z SBB półtora roku ćwiczył w piwnicy.
Młodzi są niecierpliwi. Najczęściej chcą posmakować tu i zaraz; to ich dewiza.
A zaprzyjaźnione (niekiedy kupione) media często bezkrytycznie dany produkt
lansują. Zdarzają się, jak wszędzie, przykłady pozytywne - i takie mnie
interesują.
Sam wyszukuję i jeśli
jestem przekonany, to pomagam czy nawet promuję. Młodzi - chociaż mają talent -
powinni bardzo pracować, a nie wchodzić na głębokie wody polskiego, nijakiego
show businessu gdyż jest on tylko z nazwy polski (wykonywany przez Polaków w
Polsce, ale z polskością ma niewiele wspólnego). Podobnie jak media
polskojęzyczne. To jest ten mianownik. Na uroki obecnych "lansowaczy"
nie tylko ja, ale mi podobni jesteśmy odporni. Tę obecną miałkość, która trwa
już ponad dekadę - co stwierdzam ze złośliwością - może jedynie poprawić
niezależność, którą zapewnić może odkrycie istotnej niszy tematycznej,
gatunkowej, stylistycznej.
Stefania Golenia:
Jakie są, Twoim zdaniem, i czy w ogóle
istnieją jakieś przeszkody w wylansowaniu wartościowych zjawisk, treści i
osobowości w muzyce?
Krzysztof
Wodniczak:
Przeszkód nie ma
żadnych, bo każdy może teraz nagrać demo - nawet z komputera wypalić" płyty
i mieć już zaczątek dyskografii. Kiedyś na nagranie płyty czekało się latami,
znam dobrych jazzmanów, że pierwszego longplaya doczekali się po 30 latach
intensywnego grania. Jeśli ma się coś do przekazania, to uczynić można to
łatwiutko.
Stefania Golenia:
Co w ogóle decyduje o
dobrym starcie artysty?
Krzysztof
Wodniczak:
Zdecydowanie na start
wpływ wywiera management lub recepta na siebie. Dobrze, jak te wektory są
zbliżone i idą tym samym duktem.
Stefania Golenia:
Kim jest według Ciebie
artysta?
Krzysztof
Wodniczak:
Artysta to ten, który
tworzy lub odtwarza najlepiej jak potrafi. Banalne, co nieco. Ale definicje
znajdziemy w każdym leksykonie, encyklopedii, kompendium. Po co tworzyć nowe
terminy, z których i tak niewiele wynika. Artystą się jest, nie artystą się
bywa dzięki koneksjom, układzikom, blichtrowi, pseudo salonom... i np. innym
pejoratywnym zjawiskom z określeniami równie źle się kojarzącymi.
Stefania Golenia:
Mówi się wiele o różnych kuluarach
wejścia na estrady i zdobywania popularności i o menedżerach. A może dzięki tym
komentarzom zza estrady możemy dokonać jakiegoś niesłychanie lapidarnego
podsumowania?
Krzysztof Wodniczak: A kim jest menedżer? Czy to jest taka osoba załatwiająca
lukratywny kontrakt płytowy, czy zabiegająca o jak największą liczbę koncertów
na festynach, dniach różnych miejscowości czy umiejąca w końcu kreować i być
przewidywalna w działaniu. Czy może jeden z muzyków, który będzie takim Zosiem
Samosiem , czyli z wyobrażeniem, że potrafi wszystko, a może jeszcze więcej
Różne szkoły bywają.
Stefania Golenia:
Mam swoją prywatną opinię i
niekoniecznie popularną, że wiele wartościowych zjawisk nie ma oparcia w tych,
którzy mają otwarte pola działania i zapał menedżerski, gdyż są oni skłonni
bardziej kierować się modą wyobrażoną czy wyobrażonym zapotrzebowaniem na takie
czy inne dzieła i wykonawców... niż intuicyjnym czy profesjonalnym
rozpoznaniem... To nieraz słychać np. w radiu, niestety...
Krzysztof
Wodniczak:
Także mam taką opinię
na ten temat, chociaż ulega ona pewnym zmianom, korektom. Niekiedy
emocjonalność wygrywa z intelektem, innym razem odwrotnie. Tzw. potrzeba chwili
daje odpowiedź. Ale przecież w tej rozmowie nie odważymy się dokonać analizy,
bo to nie jest naszym celem. Przyznasz, Stefanio, że można i trzeba szukać
następców Niemena, Demarczyk, SBB - lecz nie na drodze infantylnych teleszans
na coś tam. Moim zdaniem, na odnotowanie zasługują jedynie (od debiutu i
wspólnych nagrań z Johnym Porterem): Anita Lipnicka, Kasia Klich, Aga Zaryan wokalistki,
a wśród wokalistów: Piotr Cugowski, Krzysztof Kiljański i Jarek Królikowski, a
nadto trzy zespoły: Bracia, LAO CHE i INDIANS BRAVOS. Wszelkie inne
wyszukiwania śpiewających pań i panów to, moim zdaniem, strata czasu. To
tworzenie Barbie i Kenny przez nowobogackich nie ma ono siły przyciągania,
zniechęca nawet do zatrzymania się przy ich "produkcji". Zespoły
powstają jak grzyby po deszczu, niektóre nawet udanie debiutują, niby mają
receptę na siebie, ale później coś się zacina. I to nie tylko z powodów
muzycznych zdecydowanie innych, o których tutaj nie muszę mówić. Pojawiło się
ostatnio bardzo wielu wykonawców. Niektórzy z nich nie zasługują na lansowanie.
A jednak maszyny promocyjne poszły w ruch - i pojawiają się na estradzie i w
mediach.
Stefania Golenia:
Zaskakujesz mnie takim postawieniem
sprawy, że oto odsuwasz sens analizy tej sytuacji i także wyborem wskazanych
muzyków, wokalistek wokalistów czy zespołów. Sama zachwycam się nadal np.
Stanisławem Soyką... A... teraz pomówmy o MITAM. To Twój projekt, Krzysztofie?
Zastanawia, a właściwie zaciekawia mnie to, na czym się opiera i do jakich
konkretnych celów zmierza? Jakiego się spodziewasz akcesu? I może, proszę,
dopowiedz także, dlaczego Poznań ma być miejscem tej realizacji%u2026 oraz czy
gdzie indziej próbowano podobnej inicjatywy?
Krzysztof
Wodniczak:
Musimy z naszej
pamięci wydobyć ten obraz, na którym widać, że na terenach Międzynarodowych
Targów Poznańskich w latach 70. odbywały się już podobne imprezy. Chcę do nich
nawiązać i to, co było wartościowego, powielić. Nie wstydzę się o tym mówić.
Poza Międzynarodową Wiosną Estradową w Poznaniu, w Łodzi były także podobne
spotkania.
Zaistniały one pod
nazwą: Polskie Targi Estradowe. W Rzeszowie z kolei zorganizowano Ogólnopolski
Przegląd Estradowy a gdzie indziej kilkanaście mniej znaczących. Wielokrotnie
stosowano zasadę spotkań branżowych w jednym miejscu i czasie.
Moja
propozycja jest czytelna i zrozumiała przez branże: Firmy fonograficzne i agencje
koncertowe dostarczą" do Poznania swoich muzycznych przedstawicieli, a
słuchacze, dziennikarze i ludzie z branży dokonają oceny. I albo ktoś się
wybroni, albo przepadnie z kretesem. Prosty klucz. Pomysł zorganizowania
Międzynarodowych Targów Muzycznych MITAM zrodził się w Stowarzyszeniu Muzycznym
BRZMIENIA.
Ich dyrektorem
artystycznym został Andrzej Mitan, pomysłodawca i kierujący projektem, znany
performer, poeta.
Targi nie będą
festiwalem muzycznym. Mają być festynem koncertowym dla fachowców z branży
muzycznej, giełdą gdzie wymienia się doświadczenia artystyczne i organizacyjne
oraz nawiązuje się kontakty.
Ideą naczelną MITAM
będzie konfrontacja muzycznej sztuki estradowej.
Kiedy w latach
siedemdziesiątych zrodził się pomysł cyklicznej imprezy o nazwie Międzynarodowa
Wiosna Estradowa nikt nie przewidywał, że kilkudniowe targi muzyczne staną się
ważnym elementem rozwoju music businessu tzw. Europy Wschodniej.
Na terenach
Międzynarodowych Targów Poznańskich występowały największe gwiazdy ówczesnej estrady
m.in. Helena Vondraczkowa, Czesław Niemen czy Bielo Dugme z Bregoviczem.
Tutaj też debiutowały
grupa Vox i orkiestra Alex Band. To wtedy rozpędu nabrały promotorskie
inicjatywy Estrad, Zjednoczonych Przedsiębiorstw Rozrywkowych, managementy
Polskiego Radia i TV oraz Pagartu. Niestety, dobrze rokująca międzynarodowa
impreza nie wytrzymała próby czasu i konkurencji innych, głównie zachodnich
targów.
O obliczu
współczesnego rynku muzycznego decydują, bowiem wielkie, międzynarodowe
imprezy, których rytm wyznacza francuskie MIDEM w Cannes. Dzisiaj targi te mają
już swoją azjatycką i latynoską mutację. W naszym regionie nie stworzono
jeszcze podobnej imprezy.
Ale to MITAM ma dać
impuls, który ożywi rynek artystyczny w tej części Europy, a także dopomoże w
promocjach radiowych, czy fonograficznych. Koncerty "w pigułce"
przygotowane przez uznane agencje koncertowe i firmy fonograficzne mogą
wypromować nowe twarze, utalentowanych solistów i nowatorskie zespoły.
Międzynarodowe Targi
Muzyczne z czasem będą wywierać istotny wpływ na kształt europejskiego
przemysłu muzycznego. Jest o tym absolutnie przekonany duet Andrzej Mitan i
Krzysztof Wodniczak.