Od wielu lat teoretycy i
analitycy polityczni oraz badacze życia społecznego mówią otwarcie i skrycie o
wyczerpaniu się dziewiętnastowiecznych i dwudziestowiecznych recept na
szczęście ludzkości. Antynomia „lewica – prawica” nie pasuje już do realiów
pierwszej dekady XXI wieku. Może zdefiniujmy, co rozumiemy poprzez lewicę i
prawicę.
Ta pierwsza to zbiór przekonań i teorii społecznych opartych na
przekonaniu, iż sprawiedliwość społeczna zapewnić powinno państwo zarządzane
poprzez przedstawicieli wybranych, (jak – co do tego zawsze były kontrowersje)
z ludzi żyjących z pracy własnych rąk. Prawica uważała natomiast, że rządzić
powinni ludzie dysponujący majątkiem pochodzącym z różnych źródeł, dziedzicznych,
spekulacyjnych, etc a rolę państwa należy ograniczyć do minimum. Wolny rynek
oparty na swobodnym przepływie kapitału powinien stymulować gospodarkę. Obie te
tendencje miały zaplecze ideologiczne. Lewica; nieufność do wszelkich
instytucjonalnych religii, prawica; przywiązanie do tradycji, instytucji
rodziny, narodu, etc. Lewica chwaliła postęp w sensie zmiany norm społecznych,
prawica tradycję.
Obie ideologie od początku oparte były na grzechu
niedorzeczności. Lewica dopuszczała pozornie każdy postęp pod warunkiem, że nie
zagrażał on panującej władzy w państwie. Czyli był to postęp niejako
koncesjonowany. Ta władza stworzona przez twórców rewolucji szybko alienowała
się ze społeczeństwa i przekształciła się w klasę rządzącą, a następnie w
państwowych kapitalistów. W żadnym kraju komunistycznym nie było faktycznych
rządów ludu i nie funkcjonowały mechanizmy demokratyczne. Prawica chwaliła
tradycję, ale przecież tradycja musiała się kiedyś narodzić właśnie jako idea
postępowa. I ta uznawana tradycja przez prawicę musiała pokonać jakąś
istniejącą wcześniej. Prawicą wierzyła zawsze w mądrość rządzących, albo
wybieranych w wyborach polityków, ale z tym bywało różnie. Wybierano z reguły
jednostki skorumpowane i bezwolne wobec grup interesów.
Do rzadkości należeli mądrzy
królowie, despoci i dyktatorzy. W praktyce ich nie było, bo zawsze szczęście
jednych osiągali kosztem krzywd drugich. Także nigdy nie ziściła się idea
platońska – rządu mędrców. Lewica od razu przyjęła metodę zmian społecznych w
drodze rewolucji, czyli przewrotów społecznych, a ta oparta był zawsze na
mordzie założycielskim, czyli likwidacji i eliminacji klas, plemion, grup
etnicznych czy zawodowych, które były według ideologów - wsteczne i
niepostępowe. Kozłem ofiarnym byli zawsze tak zwani wrogowie ludu. Prawica
natomiast skłonna była zrezygnować z demokracji, aby uchronić swój stan
posiadania. Kozłem ofiarnym prawicy byli ewentualni lub faktyczni kontestatorzy
lub tak zwani obcy zagrażający tradycji. Czymś nowym w dziejach cywilizacji
światowych było powstanie USA. Ze wszystkimi swymi wadami założycielskim, to
jest: eksterminacją Indian jako rdzennych mieszkańców i niewolnictwem do 1865
roku, Stany Zjednoczone Ameryki Północnej były krajem opartym na swobodach
obywatelskich i zakładały inicjatywę grupową we wszystkich działaniach
społecznych opartą na silnej inicjatywie i energii poszczególnych jednostek.
Założeniem powstania USA była też swoboda religijna i charakter państwa oparty
na wielonarodowości i wielokulturowości. Jedynym wymogiem dla wielu grup
etnicznych i wyznaniowych osiedlonych w USA było przestrzeganie prawa
stanowego, federalnego i konstytucji, w której wolność słowa była wartością
nadrzędną. W praktyce bywało z tym różnie, ale w stosunku do narodowych i
ideologicznie rządzonych państw Europy, Azji, Afryki i Ameryki Łacińskiej był
to wielki postęp.
Jak wiemy z historii wieku XX, obie te skrajnie rozumiane i
dogmatycznie realizowane w praktyce idee nie sprawdziły się. Lewicowość
stworzyła dyktaturę komunistyczną i terror. Niekontrolowany wolny rynek
spowodował kryzysy spekulacyjne, co doprowadziło do powstania faszyzmu we
Włoszech i w Niemczech oraz wielu rewolucji społecznych z powodu zbyt wielkich
nierówności społecznych. Tak lewica jak i prawicowa idea państw narodowych i
wyznaniowych spowodowały wielkie wojny światowe i śmierć milionów ludzi na
całym świecie. W wielu krajach też, tak zwany wolny rynek, szybko przeradzał
się w fikcję, ponieważ korporacje i kompanie handlowe kontrolowane były przez
lokalne dyktatury i systemy oparte na lobbingu i korupcji. Już w dziewiętnastym
wieku wytworzył się w ramach państw kolonialnych swoisty globalizm korporacyjny
gdzie wielkie kompanie handlowe brytyjskie, belgijskie czy holenderskie w
praktyce rządziły państwami takimi jak: Chiny i duże kraje afrykańskie, jak
Kongo. Po drugiej wojnie światowej w wyniku planu Marshalla i powstaniu
wspólnoty węgla i stali w Europie, denazyfikacji przeprowadzonej przez
zachodnich aliantów oraz wzrostu świadomości obywatelskiej społeczeństw Europy
i USA powstały państwa opiekuńcze o w pełni demokratycznej strukturze, uznające
wiele priorytetów socjalistów utopijnych, ale opierające funkcjonowanie swych
gospodarek na zasadach wolnego rynku formalnie kontrolowanego przez państwo.
Wiele państw takich jak Szwecja, Francja, Norwegia, Holandia,
Anglia i innych - wydawało się - znalazło złoty środek pomiędzy wolnością
gospodarczą i osobistą obywateli, a ingerencją państwa. Ta względna równowaga
dotyczy również USA, ale tam idee socjalizmu czy komunizmu nigdy nie znalazły
dobrego gruntu. Inaczej tam niż w Europie zawsze rozumiano pojęcie narodu. Nie
etnicznie, a terytorialnie. Inaczej rozumiano też pojęcie pomocy społecznej i
opieki państwa. W USA twierdzono, że powinno się ustanowić prawo, aby obywatele
sami mogli pomóc potrzebującym. W Europie rozumiano, że powinien to zrobić rząd
lub jego agendy. Obecnie po totalnym bankructwie państw realnego socjalizmu -
system demokratyczny w USA, Europie i niektórych krajach azjatyckich jest
kruchą równowagą pomiędzy zaakcentowaną powszechnie gospodarka kapitalistyczną,
różniąca się jednak lokalnie, a systemem demokratycznymi opartymi na idei
wolnych wyborów i wolności zrzeszania się w partie i inne organizacje
społeczne.
Fukuyama ma rację, iż w sensie ideologicznym nastąpił koniec
historii. Demokracja liberalna w gruncie rzeczy nie ma dla siebie lepszej
alternatywy. Jej alternatywą jest bowiem zawsze dyktatura albo wprowadzona
wprost albo tak zwana aksamitna. Wolność religijna, gospodarcza i wolność
jednostki są bowiem w świetle współczesnej wiedzy wartościami nadrzędnymi i nie
chciałbym o tym więcej się rozwodzić. Niemniej od początku tak zwanego końca
cywilizacji w chwili, gdy cokolwiek złego zaczyna się dziać w liberalnych
demokracjach dochodzą od razu do głosu dawne fobie, czy to lewicowe czy
prawicowe. W Norwegii szaleniec morduje niewinne dzieci w obawie przed
muzułmańskimi przybyszami. Te dzieci znowu stają się kozłami ofiarnym w imię
obrony tradycji. We Włoszech uaktywniają się w wieku XXI anachroniczne lewackie
Czerwone Brygady, w Polsce lat 2000 powstaje szeroki ruch Krytyki Politycznej
odgrzewający myśl marksistowską, choć zupełnie nie da się jej dostosować do
czasów współczesnych. Lansują także pisma Brzozowskiego, co ma obecnie taki
sens jak lecenie Alzheimera czy AIDS upuszczaniem krwi.
W ekonomi tak amerykańskiej jak i europejskiej idee liberalizmu
dostępują honorów godnych religii, nie nauki. W XXI wieku już nie produkcja i
sam handel decyduje o bogactwie, a kumulacja kapitału w postaci spekulatywnej.
Jedynym probierzem wartości firm stają się akcje, którymi kierują giełdy. I
zaczynają liczyć się nie faktyczne wartości firm, a ich ocena emocjonalna lub
spekulatywna przez poszczególnych coraz bogatszych graczy. Istotną rolę
odgrywają w tej grze banki udzielające kredytów firmom i osobom fizycznym.
Zasady udzielania kredytów z pozoru są jasne. Ale tylko dla drobnych ciułaczy.
Kredyty i pożyczki udzielane państwom i wielkim korporacjom wymykają się spod
kontroli księgowej. Decydują czynniki personalne, emocjonalne, wreszcie -
korupcyjne oraz subiektywnie uznaniowe. Ogólnie do lat 90 ubiegłego wieku ocena
firm i państw była dość prosta. Liczyła się wartość księgowa. Obecnie
ważniejsza od niej jest wartość giełdowa. Wiele firm, a nawet państwowych
gospodarek jest przez to przeszacowanych lub też niedoszacowanych.
Przypomnę, że ekonomia wbrew pozorom nie jest żadną nauką
ścisłą. Nie ma tam prawideł takich jak w matematyce. Reguły zmieniają się w
trakcie trwania historii cywilizacji. Każda dekada praktycznie definiuje
ekonomię na nowo. Gospodarka światowa przypomina niekontrolowane przez nikogo
kasyno. Istotna rolę zaczynają odgrywać obligacje poszczególnych państw. Banki
je skupują by powiększyć swój kapitał. Źle gospodarujące się kraje ponoszą
straty i wartość obligacji spada. Giełdy reagują histerycznie na każdą zmianę
rządu, a nawet ministra w bogatym kraju, na każdy zamach terrorystyczny, grymas
dyktatora czy chorobę palca bossa z korporacji. Na początku lat 2000 w USA
ogromny boom na kredyty hipoteczne rozbudził koniunkturę a zaraz potem spadki
notowań na rynkach nieruchomości spowodowały widma bankructwa banków. Idee
wolnorynkowe na naszych oczach stają się anachroniczne. Teraz, aby
zrewolucjonizować rynek nie wystarczy pomysł czy idea. Musi być to poparte
pieniędzmi wielkich korporacji. Dlaczego Facebook wypalił? Tylko, dlatego że
Mark Z. zdobył sponsora i nikomu nie zagrażał. Nie zapomnijmy, że ten portal to
jednak zabawa, prawda ze poważna, ale jednak. Nie jest to ani rewolucja na
miarę Apple’a Jobsa/Wozniaka ani telefonu komórkowego. Tymczasem, pomimo, że
istnieje już wiele wspaniałych modeli samochodów napędzanych paliwami
alternatywnymi lobby benzynowo paliwowe nie dopuszcza nikogo do globalnego
rynku.
Co jest istotą obecnego konfliktu, tych, co ciężko pracują i są
ofiarami kolejnych kryzysów, z tymi, co poprzez spekulacje kapitałem innych
doprowadzają do obecnych zawirowań? Jeżeli to nie walka klas, ani walka
ideologii, to, co? Co można zrobić w obecnej sytuacji gdy najwybitniejsze -
podobno - umysły analityków, za swe analizy, nie chcą ostentacyjnie brać żadnej
odpowiedzialności, a jedynie pieniądze? Na temat obecnego kryzysu finansowego
powtarzane są wyświechtane banały o niegospodarności społeczeństw w
ekonomicznych dodatkach czołowych gazet, a co jest tak naprawdę jego przyczyną
i jak można zapobiec powstawaniu kolejnych?
Cdn.
ANNALES -
teksty Andrzeja Wilowskiego
Chemiczny Ali
Coltrane pod Pretekstem
Czy jest jeszcze w
Polakach homo sovieticus?
Dialogi, czyli pisane od końca...
Dziwny jest ten
świat – nadal aktualne
Finansowanie produkcji filmowej
Megalomania
kulturalnego Poznania
Młodzi śpiewają i
Kaczmarskiego pamiętają
Ostatni Nadrealista (O Zbigniewie Beksińskim)
Pamiątka z
Auschwitz
Pinter nas nie lubi
Religijność sztuki
Satelita miłości