Andrzej Wilowski

 

Merda d'artista

 

W galerii w Orońsku, artysta Jarosław Markiewicz raczył zrobić kupę. Fakt ten opisała Katarzyna Kozyra, artystka, specjalistka od sztuki fizjologicznej. Pierwotnym zamiarem artysty było obsikanie ścian galerii, ale spontanicznie postanowił się pełniej wypowiedzieć, a raczej wypróżnić. Ta zmiana artystycznego planu zmieniła całkowicie sens wydarzenia. Obsiusianie pewnych miejsc jest znaną praktyką w świecie zwierząt, znaczenia swojego terytorium.

 

Prawdopodobnie mój pies Argos, rasy Labrador (rasa ta słynie z wyjątkowej inteligencji) przyjąłby zaproszenie do zwiedzenia, a raczej obwąchania, wzmiankowanej galerii żeby ocenić możliwości artysty. Obawiam się jednak, że kupa, dla tego subtelnego krytyka byłaby przesadą. Dla porządku, aby nie mylić performera Jarosława Markiewicza z poetą Jarosławem Markiewiczem, proponuje temu pierwszemu przydomek "Canis". Poproszona o komentarz w telewizji krytyk Anna Rottenberg, długo uchylała się od wydania werdyktu, w końcu przyznała, że w swojej galerii nie wyraziłaby zgody na takie przedsięwzięcie. Znamienne jest jednak coś innego, zastrzegła się, że wszystko jest sprawą negocjacji artysty z prowadzącym galerie, bowiem współczesny artysta odrzucił poszukiwania estetyczne, brzydzi się metaforą i odrzuca wieloznaczności świata symboli, w sposób jednoznaczny i bezkompromisowy przekracza granice, sprawdza, co jest jeszcze dozwolone, a co nie.

 

W takim założeniu jest jednak błąd logiczny, bowiem, jak twierdzi Anna Rottenberg, punktem wyjścia są negocjacje, których efektem musi być "zgniły kompromis". Wartość poznawcza takiego eksperymentu jest żadna, skoro artysta ma zapewnioną "ochronę", więc nigdy się nie dowie, kiedy zbliżył się do granicy "nieprzekraczalnego". O tym wie przywoływany tu Argos, że zrobiwszy kupę w miejscu publicznym narazi się na moją reprymendę, a ja jeśli jej nie uprzątnę, zapłacę mandat. Z sikaniem, to co innego, jest dozwolone. W galerii to, co innego, wszystko jest dozwolone. Publiczność może do galerii nie przychodzić, skoro współczesna sztuka śmierdzi, ale gdy już przyjdzie, czy może obić artystę jak psa?

 

Skoro współczesna sztuka odrzuciła dziewiętnastowieczne atrybuty "artyzmu", poprzestając na poszukiwaniu nowych przestrzeni aktywności, czy twórczych, to już inna sprawa, skupia się na zaskakiwaniu publiczności i wynalazczości, artysta nie odrzuca "inventio". Artysta w swoich poszukiwaniach musi być świadomy działania, bowiem w przeciwnym wypadku jest oszustem, albo nieukiem. Jarosław "Canis" Markiewicz nie jest artystą, tylko hochsztaplerem i nieukiem, bowiem nie zdawał sobie sprawy, z tego, że jego eksperyment jest jałowy i wtórny.

 

Kilkadziesiąt lat temu włoski artysta Manzzini wystawił "artefakty" pod tytułem "Merda d'artista", były to ekskrementy artysty zamknięte w puszkach jak konserwy. Ku jego rozpaczy, prowokacja była nieudana, bowiem została zaakceptowana i puszka z "gównianą" zawartością została zakupiona. Znalazł on rzesze naśladowców, którzy zachęceni tym sukcesem postanowili użyć własnych odchodów, jako artystycznego tworzywa. Niestety żaden z nich nie pojął znaczenia dzieła Manzziniego. Chciał on skłonić publiczność do refleksji nad granicami swobody wypowiedzi w sztuce i umownością wyznaczanych wartości.

 

Otwarcie puszki zniweczyłoby cały eksperyment. Wiemy, czego możemy się w środku spodziewać, więc czy musimy to sprawdzać. Może artysta chce powiedzieć, że owszem wszystko we współczesnej sztuce jest dozwolone, ale czy nie wystarczy poprzestać na tej refleksji, czy koniecznie w nieskończoność należy to powtarzać? Artysta nie ma tajemnic, biorąc pod uwagę osiągnięcia współczesnej biologii można zbadać zawartość puszki i ustalić diagnozę o stanie zdrowia artysty w chwili tego "twórczego" aktu, a nawet zbadać jego DNA. To właśnie DNA jest dziś specyficznym nie powtarzalnym podpisem, świadectwem oryginalności. Wcześniej były puszki "Campbella" Andy Worhola, symbol masowej produkcji. Puszki Manzziniego, to symbol indywidualnych odchodów.

 

Można jeszcze snuć wiele tego typu dywagacji, tymczasem "kupa" Markiewicza jest tylko "kupą". Nie zmieni nawet tego ranga przestrzeni, jaką jest galeria sztuki. Panie artysta sprzątnij Pan to gówno!

Z powrotem | ARTWAKAT pierwsza strona | spis treści