Andrzej Wilowski
KONGRES
JEDYNIE SŁUSZNEJ KULTURY
(na marginesie: Europejskiego Kongresu Kultury we Wrocławiu)
Drogi Jacku!
Sprowokowałeś mnie do kilku refleksji natury ogólniejszej. Jak
wiesz we Wrocławiu w 1948 odbył się inny kongres, pod wezwaniem "walki o
pokój". Wtedy to powstał słynny gołąbek pokoju Picassa. Sądzę, że nie
przewidział tego, jaką role ten znak odegra. Wbrew pozorom, a było to krótko po
okrutnej wojnie, kongres miał spore poparcie wśród intelektualistów zachodnich.
Sądzę, że nie zdawali sobie sprawy z tego, że biorą udział, czy popierają
wielkie oszustwo propagandowe.
Czy za pół wieku też przyjdzie się wstydzić za obecny kongres,
wszak to impreza czysto polityczna. Tego nie wiem, ale jestem pewien, że
historia nie ukaże tego w glorii, a raczej jako przykład usługowej działalności
artystów i intelektualistów na rzecz polityków, którzy z niezwykłą łatwością i
dezynwolturą przyjmują pozy refleksyjnych przyjaciół, rozumiejących współczesne zagrożenia.
Czy na tamtym kongresie było inaczej? Dziwie się naiwności
artystów i intelektualistów, choć rozumiem sztukę dworską i naukę akademicką. W
tych przypadkach kontrakt jest jasny, kto zamawia dzieło i czemu ma służyć. W
przypadku zamówień politycznych, zawsze jest takie ryzyko jak z słynnym
gołąbkiem pokoju. Prawdopodobnie inspiracja była szczera, ale też autor nie
mógł przewidzieć konsekwencji wynikających z użycia, a raczej nadużycia znaku.
Przy okazji odkryłem, że jest coś fałszywego w pewnego rodzaju sztuki i
postawie uczonych humanistów. W literaturze i opracowaniach, analizach
historyków doktryn i socjologów pokutuje przesąd, że totalitaryzmowi ulegają
wyłącznie jednostki prymitywne, albo naiwni ludzie prości. W moim przekonaniu
jest dokładnie odwrotnie. Nie tyle sami wodzowie, ale architekci totalitaryzmu,
inżynierowie terroru byli w większości ludźmi starannie wykształconymi i często
w klasycznym wydaniu, czyli w oparciu o surowe zasady. Znam kilka relacji z
okresu wojny i powojennych, jak wielu ludzi ulegało rozmaitym pokusom, ulegało,
bo tak to sobie racjonalizowali, w rzeczywistości chodziło po pewien rodzaj
relatywizmu. Prosty żołnierz wierzył w Boga i przysięgę rozumiał literalnie,
nawet nie wyobrażał sobie, aby można było ją złamać. Natomiast inteligent
zawsze analizował, kombinował, szukał uzasadnienia.
Myślałem, że odkrył to Istvan Szabó. Myślałem, bo nie
wiedziałem, że jego filmy są o tyle prawdziwe, że poparte osobistym
doświadczeniem, tym ukąszeniem węża.
Jest i rzecz znacznie poważniejsza, zauważ, że jednocześnie
działają dwa mechanizmy. Coraz częściej dochodzą do głosu politycy, którzy są
za postępującą penalizacją coraz większej liczby zachowań, nawet surowością w
drobnych występkach. W tym samym czasie odpuszcza się i bagatelizuje, choć
kodeksy przewidują za to kary, nawoływania do nietolerancji, rasizmu,
eksterminacji.
Wreszcie bagatelizuje się wymiar zbrodni politycznych, jakby
motywy polityczne usprawiedliwiały kryminalne zachowania. Począwszy od
tolerancji i ochrony dla kiboli nacjonalistów, a skończywszy na sprowadzaniu do
wymiaru anegdoty zbrodni politycznych w poprzedniej epoce. Stawia się pod
pręgierzem pospolitego donosiciela, którego wcale nie bronie, a jednocześnie
dawny funkcjonariusz reżimu może chodzić z podniesioną głową i robić za
autorytet moralny.
Nie oskarżam, ani nie bronie, zwracam jedynie uwagę na
niewspółmierność potępienia i nieadekwatność ocen. Pozostawiam Cię z tymi
pytaniami, bowiem nie ma prostych odpowiedzi. Jednak wydaje mi się, że właśnie
tym powinna zająć się sztuka, ale we właściwej proporcji, w sensie ukazania
norm. Powiesz, że to banał, ale jak oglądasz nawet filmy amerykańskie klasy b i
niektóre kryminały, to w większości przypadków starają się one lepiej, czy
gorzej, odpowiedzieć na pytanie; jak żyć?
W marnym wykonaniu jest to zwyczajnie tani dydaktyzm, ale na
wysokim poziomie wartościowy dramat. Chce abyś mnie dobrze zrozumiał, ale nie
chodzi mi tu o generalizowanie, ale o pokazanie pewnego mechanizmu, życiowego,
a nie idealistycznego, w tym sensie, że o ile większa świadomość wynikająca z
intelektu, jednak zobowiązuje, tymczasem w życiu często staje się narzędziem
dla uzasadnienia własnej moralnej małości, czy podłości.
Dlatego też nie wierzę, kiedy intelektualista mówi coś o
grzechach młodości, czy, że dał się wmanipulować, zdeprawować. Zdeprawować
można jednostki prymitywne, a i to nie wszystkie, muszą być predyspozycje w
charakterze. Natomiast intelekt powinien być czymś w rodzaju szczepionki na te
ukąszenia, bo jest gruntem dla wyższej świadomości. W średniowieczu taką role
spełniały moralitety, dziś kino.
Do zakręcenia! and.
ANNALES -
teksty Andrzeja Wilowskiego
Chemiczny Ali
Coltrane pod Pretekstem
Czy jest jeszcze w
Polakach homo sovieticus?
Dialogi, czyli pisane od końca...
Dziwny jest ten świat
– nadal aktualne
Finansowanie produkcji filmowej
Megalomania
kulturalnego Poznania
Młodzi śpiewają i
Kaczmarskiego pamiętają
Ostatni Nadrealista (O Zbigniewie Beksińskim)
Pamiątka z
Auschwitz
Pinter nas nie lubi
Religijność sztuki
Satelita miłości