Andrzej Wilowski
Kino „Palladium”
8 stycznia 2007
Przed warszawskim kinem „Palladium” 8 stycznia 1947 roku zebrał
się spory tłum. Większość zgromadzonych nie mogła liczyć na wejście do środka, ale
nie miało to znaczenia, w jakikolwiek sposób trzeba było w tym wydarzeniu
uczestniczyć. Na ten dzień zapowiedziano premierę pierwszego nakręconego po
zakończeniu wojny polskiego filmu. Potencjalni widzowie wiedzieli, jakie obrazy
i dźwięki znajdą się w filmie, wszak opowiadał o nich, mieszkańcach okupowanej
Warszawy.
„Zakazane piosenki” Leonarda Buczkowskiego powstały w pewnym
sensie na zamówienie społeczne. Główne role zagrali Danuta Szaflarska i
Kazimierz Duszyński, uwielbiani aktorzy, których publiczność pamiętała z
przedwojennych filmów. Nie był to jednak czas na melodramaty, czy komedie.
Twórcy filmu mieli bardzo trudne zadanie, musieli zrealizować film
dokumentujący heroiczne wzmagania warszawiaków z okupantem, a jednocześnie ująć
opowieść w rozrywkowej konwencji. Wybór padł na „Zakazane piosenki”,
spontaniczną twórczość warszawskiej ulicy, która miała podnosić na duchu i
utrwalać opór wobec okupanta.
Film odniósł ogromny sukces. Warszawę odbudowano, kino
„Palladium” przestało istnieć. Powstawały kolejne filmy, tym razem wyłącznie na
zamówienie władz. „Zakazane piosenki” regularnie powracały na kinowe ekrany,
niezmiennie ciesząc się powodzeniem. „Odwilż” po śmierci Stalina pozwoliła na
pojawienie się nowego pokolenia filmowców, powstała „Polska Szkoła Filmowa”, a
„Zakazane piosenki” powracały na ekran. Od lat sześćdziesiątych przypomina je
regularnie telewizja. Nie ma w Polsce pokolenia, które nie znałoby tego filmu.
Aby mogła się dokonać odbudowa w „duchu socjalistycznym”, kino
„Palladium” musiało lec w gruzach. Nie mogło być mowy o kontynuacji
przedwojennej kinematografii, pozostały tylko „Zakazane piosenki”, jako dzieło
„przejściowe”. Sporo lat minie, nim polska kinematografia odzyska swoją
tożsamość. Pojawią się zapowiedzi wielkich rzeczy, nim ich twórcy zostaną
wkręceni w propagandową machinę. Jakie filmy wycenić, jako najważniejsze w
powojennej polskiej kinematografii?
Wybór jest trudny, bo jest ich sporo: Andrzeja Wajdy „Kanał” i
„Popiół i diament”; Andrzeja Munka „Pasażerka”" i „Człowiek na torze”;
Janusza Morgensterna „Do widzenia do jutra!”; Romana Polańskiego „Nóż w
wodzie”; Aleksandra Forda „Krzyżacy”; Wojciecha Hasa „Rękopis znaleziony w
Saragossie”, jeszcze komedie; „Sami swoi” Sylwestra Chęcińskiego i „Zezowate
szczęście” Andrzeja Munka; Krzysztofa Zanussiego „Struktura kryształu” i „Barwy
ochronne”; „Personel” i „Przypadek” Krzysztofa Kieślowskiego i wiele innych …
Można by się spodziewać, że list tą można rozwijać w nieskończoność. Niestety
dalej mogą być kłopoty, bo okaże się, że nie jest ona tak długa, dodatkowo
pojawi się jeszcze jedna trudność, skoro mówimy o „kinematografii polskiej”,
trzeba by zadać sobie jeszcze jedno pytanie, czy ważny jest nasz punkt
widzenia, czy wkład do kultury światowej.
Oczywiście nie ma pewności, czy takie rozgraniczenie ma
jakikolwiek sens, z wyjątkiem naszego lokalnego punktu widzenia. Istnieje jakaś
kinematografia, obok naszej rodzimej. Filmy, które wymieniłem, to te
najczęściej kojarzone w świecie z „polską szkołą filmową” i bez wątpienia paru
filmów dla nas ważnych na tej liście nie znajdziemy. Skąd ta rozbieżność, to
już osobna kwestia. Wiele dzieł polskich twórców powstało za granicą, o pozycji
Wajdy, Zanussiego, czy Kieślowskiego zadecydowały ich obrazy nie powstałe w
Polsce. Tak się stało nie tylko z przyczyn politycznych.
Było w Poznaniu kino „Bałtyk”, na ekranie, którego obejrzałem
największe obrazy kina polskiego i światowego. W dobie „multipleksów”
sprzedających popcorn, fotorealistyczne masakry i wirtualne wzruszenia, kino
„Bałtyk” stało się anachronicznym zabytkiem ubiegłej epoki. Na jego gruzach
powstał luksusowy hotel.
Jaki jest bilans polskiej kinematografii? W okresie powojennym
powstało około 1700 filmów fabularnych, z czego pamiętamy nie wiele ponad
setkę. Nie wiem, czy oprócz Zygmunta Kałużyńskiego i Wiesława Kota, ktokolwiek
wszystkie je obejrzał. Nie ma zresztą, czego żałować.
Większość z nich już w czasie powstawania skazana była na
niebyt, były po prostu nie do oglądania, z czego zdawały sobie sprawę władze
kinematografii. Nawet pod względem ilościowym nie jest to dorobek imponujący.
Współcześnie powstaje około dwudziestu filmów rocznie i chociaż są do
oglądania, trudno w tej masie doszukać się dzieł.
Czekam, aż ktoś zbuduje nowe polskie kino „Palladium”.
Z powrotem | ARTWAKAT pierwsza strona | spis treści