http://adstat.4u.pl/s4u.gif

  

powrót do strony głównej

alfabetyczny spis treści

działy

Andrzej Wilowski

 

GLOBALIZACJA W FAZIE SCHYŁKOWEJ

czyli moja diagnoza współczesnej Wiosny Ludów

 

Podobnie jak z wynikami wyborów establishment nie jest w stanie zdiagnozować sytuacji. Przyczyna tego jest dość oczywista, właśnie od tego się zaczęło, że politycy stracili kontakt z rzeczywistością i nie są w stanie pojąć tego, że już nie reprezentują nikogo, poza własnymi grupami interesów.

 

Dla polityków byłoby to bardzo wygodne, aby byli jacyś liderzy, bo wtedy można by z nimi negocjować, przekupić, albo zastraszyć. Teraz nie wiadomo z kim gadać i jak ten ferment się skończy. W opinii polityków i medialnych celebrytów, Palikot brzmi jak inwektywa, wszyscy z lewa i prawa się go boją. Niezależnie od tego, jakie poglądy prezentuje, na koalicjanta się nie nadaje, dlatego chcą go zneutralizować, bo układ był czytelny, a on go tylko psuje.

 

Zauważ, że zadyma tym razem była w Rzymie. Jestem niemal pewien, że za tym stoi sam Berlusconi, albo jego promotorzy z mafii. Udana prowokacja mogła dać swobodę policji w pacyfikacji, ale i efekt zastraszenia. Angole nie byli tacy głupi i jednak potrafili wyciągnąć wnioski i odróżnili zadymy, frustratów, bandytów, od kontestatorów i szukają odpowiedzi, rzetelnej diagnozy. Nie zadowalają się publicystycznym bełkotem.

 

 

Od dawna twierdze, że "GW" przekształciła się w politbiuro i zwłaszcza dla inteligencji jest wyrocznią, nikt sam głową nie ruszy, bez wskazówek z "Wyborczej". Na ile są one trafne, na ile nie, to nie istotne, najgorsze, że są tendencyjne i demagogiczne. PO i "Wyborcza" pragnie spokoju i po wyborach już uznali, że nad wszystkim panują, a tu niespodzianka. Pomniejszanie protestów to zła taktyka. Nie biorą też pod uwagę tego, że nie wszyscy nie zadowoleni dali głos, czy wyszli demonstrować.

 

Moja diagnoza jest taka, że obecny system wchodzi w fazę schyłkową, bowiem poprzez inercje, globalizm, stracił zdolność reagowania na zmiany i aspiracje społeczne. Nie jest prawdą, że na tej samej licencji da się rozwiązać problemy afrykańskie, europejskie i amerykańskie, choć symptomy choroby wyglądają podobnie. Na przykład w Ameryce buntują się nie tylko kolorowi i młodzi, ale i tak zwana klasa średnia, która spada coraz niżej w sensie roli ekonomicznej, a to jest związane z globalizacją.

 

Dziś nie ma szans na własny biznes zaczynany od garażu. Nawet budki z hot dogami są w sieciach w ramach tak zwanego frendaizingu. Nie możesz działać samodzielnie poza korporacją a cały ten patent to ściema, bo musisz dzielić sie dochodem, tylko za szyld. Dziś absolwent nawet najlepszej uczelni w Ameryce nie dostanie kredytu na dyplom, co było powszechne dwadzieścia lat temu. Do tego dochodzi demoralizacja polegająca na tym, że prezesi bankrutujących korporacji dostają gigantyczne odprawy, a rady nadzorcze banków niemieckich i belgijskich, które utopiły masę oszczędności w bezwartościowych greckich obligacjach, dostają wysokie premie.

 

Kiedy grupa G20 obradowała o kryzysie, to postanowiła dekapitalizować banki, czyli rzekoma pomoc Grecji, do Grecji nigdy nie dojdzie, tylko pokryje straty niemieckich banków, a te znowu w ramach pomocy będą pożyczać pieniądze rządowi. Pamiętam czasy kiedy to powołano tak zwany "Klub paryski", czyli konsorcjum bankowe, dla zorganizowania pożyczek i kredytów dla krajów komunistycznych, korzystał z tych pieniędzy Gierek, ale i Węgrzy, zdaje się, ze jedynie Rumunia nie pożyczała. Oczywiście nikt z bankierów nie wierzył, że kiedykolwiek te pieniądze oddadzą, ale gwarantowały te pożyczki rządy, więc spali spokojnie.

 

Teraz jest podobnie, obawiając się rewolty, nie mogą powiedzieć wprost, że wyrzucą publiczne pieniądze, aby zasypać dziurę w systemie, więc się to nazywa pomoc Grecji, czy Portugalii. Współczesny globalizm, to nowy totalitaryzm. Zwyczajnie nie ma już co wymieniać Faktyczna pomoc polegałaby na tym, gdyby korporacje kupowały towary właśnie w Grecji, czy Portugalii, a nie w Chinach, bo przepływy towarów i kapitałów są jednokierunkowe.

 

Wielką fikcją jest też współczesny system giełdowy. Pamiętam, kiedy jeszcze parałem się publicystyką gospodarczą, jak wchodzące na giełdę spółki z dnia na dzień drożały o kilkaset procent. Nie mogłem tego zrozumieć, bo to polegało wyłącznie na euforii, jak się pojawiło coś nowego, znanego, to natychmiast wszyscy chcieli te spółki kupić. Przykład z Universalem, za komuny jedynym przedsiębiorstwem w branży handel zagraniczny. Na debiucie akcje kosztowały 20 zł. a tak zwani inwestorzy płacili każdą kwotę, po pierwszym bilansie okazało się, że nawet za 6 zł. od akcji nie można było jej sprzedać, więc transakcje wstrzymano. Zasada jest dość prosta, jeśli ktoś szuka na giełdzie kapitału, to liczy się relacja między wartością majątku spółki, a jego produktywnością i potencjalny zysk wynika z tej relacji, jeśli jest ona kiepska, to nawet jak się zwiększy kapitał akcyjny, to obroty spółki nie wzrosną, nie mówiąc o zyskach.

 

Prawda jest taka, ze dziś wszystkie spółki giełdowe są przeszacowane, mają zawyżoną wartość, ogromną wartość księgową, ale przynoszą coraz mniejsze zyski. Przeinwestowano swego czasu firmy komputerowe w Ameryce, bo zakładano, że sektor ten będzie rozwijał się w nieskończoność. Elektronikę czeka nowa rewolucja technologiczna i branża to ciężko odchoruje. Zresztą mam nadzieje. Podobnie jest z przemysłem samochodowym. Każdego roku odbywają się swoiste olimpiady konstruktorów w dziedzinie pojazdów, czy lotnictwa. Na tych imprezach nie ma przedstawicieli przemysłu. Interesują się jedynie nowymi gadżetami. Dziś nowe rozwiązania są w stanie zmniejszyć wagę przeciętnego samochodu z jednej tony, do 480 kg i to wcale nie żadne cudo, rzekłbym w dziedzinie samochodów studyjnych norma. Większość wynalazków spala poniżej 4 litra benzyny na sto kilometrów.

 

Przemysł nadal woli produkować ciężkie pojazdy ze stali, palące masę benzyny, choć wyposażane w coraz bardziej wyrafinowaną elektronikę. Kolejny przykład, z powodu nieracjonalności w świecie Zachodu rocznie marnuje się ponad miliard ton żarcia. Ta nieracjonalność polega na tym, że wielkie organizacje handlowe obracają wielką masą towaru, znaczna jego część traci przydatność przed dotarciem do sklepów. Niszczona jest w transporcie, z powodu złego magazynowania. To jednak drobiazgi; w Niemczech, Szwecji opłaca się palić zbożem w elektrociepłowniach, ponieważ nie ma zbytu na tak dużą produkcje, a na rolników nie działa prawo podaży i popytu, bo dostają dopłaty towarowe, więc jest im to obojętne, czy to zboże trafi do młyna, czy do pieca.

 

Inny przykład absurdu. W sklepie sportowym chciałem kupić polar ocieplający do kurtki. Zaoferowano mi go za 120 zł. Na uszycie czegoś takiego potrzeba około 1,5 metra bieżącego materiału, w hurcie kosztuje on dokładnie 6 zł.za metr. Tak, polar robi się z odpadów, włókno powstaje z przetworzonego tworzywa używanego również do produkcji opakowań do wody mineralnej, czyli dokładnie te same butelki mogą stanowić surowiec do produkcji właśnie polarów. To jeden z przykładów chciwości korporacji handlowych, niczym nie uzasadnionych.

 

Jaki jest najgorszy skutek globalizacji? Nie opłaca się niczego produkować, nawet pracować, największy dochód dają kapitały i tytuły własności. Większość dochodów kapitałowych nie jest opodatkowana, depozyty, dywidendy na giełdzie, transakcje międzybankowe. Baksik z Gąsiorowskim siedzieli za to, co legalnie do dziś robią wielkie korporacje. Moja renta średnio trzy dni wędruje z ZUS na konto bankowe, co w skali roku daje ponad miesiąc, kiedy te drobne kilkaset złotych jest do dyspozycji banku. Banki zarabiają na transferach, pobierając z tego tytułu wysokie prowizje. Najlepszym interesem są przewalutowania kredytów. Rzecz jasna trzeba wiedzieć, że to zwykły hazard, ale przestaje to być hazardem, kiedy jedni mają dostęp do wiedzy, a inni nie, czyli można do pewnego stopnia sterować zachowaniami giełdy walutowej.

 

Właśnie dzięki globalizacji jest to wyjątkowo łatwe. Mniejsze banki zastrzegają się, że większe wypłaty gotówki muszą być wcześniej zgłaszane. Przerabiałem taki problem, kiedy jednego dnia sprzedawałem mieszkanie i kupowałem nowe. Okazało się, że jedynym sposobem była transakcja gotówkowa, ale wcześniej z bankiem uzgodniona, inaczej byłyby to tradycyjnie trzy dni w każdą stronę. Korporacje ustalają reguły, a nie żaden „rynek”.

 

Tak jak w słynnym dowcipie, że Forda T można kupić w każdym ulubionym kolorze, pod warunkiem, że jest on czarny. Przykładem demoralizacji niech będzie chociażby przykład z odchodzącymi z sejmu posłami, na koniec roku przeciętnie dostaną 30 tys. zł. odprawy, czyli równowartość trzech ostatnich diet. W sejmie ubiegłej kadencji jak się okazało, najwięcej wydało biuro poselskie posłanki Julii Pitery, ponoć walczącej z korupcją. Walka z korupcją jest droga, podobnie jak sprawiedliwy podział nędzy.

 

Nie sprawdził się model neoliberalny, bo nie ma czegoś takiego, jak niewidzialna ręka rynku, za każdą decyzją stoją ludzie i ich ambicje, chciwość i ograniczenia. Wymyśla się dla kamuflażu procedury, które i tak nie działają. Przegrał model państwa socjalnego, bowiem doprowadził on jedynie do rozrostu biurokracji, a tego socjalu nadal nie widać. Nabijaliśmy się za komuny z nieusuwalnych posłów i członków KC PZPR, rządziła gerontokracja. Dzisiejsi politycy już pobili tamte rekordy,
podstawowy skład sejmu liczy sobie 20 lat.

 

Pierwszy z brzegu przykład posła Niesiołowskiego, który zmienił partie czterokrotnie i odbył długą drogę, od ZChN, do PO. Z zawodu jest profesorem biologiem, przed dwudziestu laty badał muszki owocówki. Dziś jego studenci są już też profesorami, ale obawiam się, że jego obecne kompetencje zawodowe pozwoliłyby mu obecnie na objęcie co najwyżej stanowiska laboranta. Nie ma czegoś takiego, jak zawodowi politycy. Nie tylko tracą kontakt z realnością, uwikłani w salonowe rozgrywki partyjne, ale w sensie rozwoju intelektualnego przeżywają regres i większość z nich nie ma szans na powrót do zawodu po tak długiej przerwie, a że ich ani umiejętności, ani kompetencje nie rosną, to pożytek z nich coraz mniejszy. Jestem za kadencyjnością na wszystkich stanowiskach i funkcjach publicznych. Należy też skończyć z tą ochronką podatkową najbogatszych.

 

Nie widzę też powodu, dla którego mielibyśmy utrzymywać partyjne nomenklatury, cały aparat partyjnych struktur. Zakrawa to na żart, ale poseł SLD, czołowy obrońca ludu, jeździ najdroższym samochodem. Ma teraz kłopot, bo nie wszędzie może się tym gadżetem popisywać. Amerykańskie pismo "Forbs" podało dane zdumiewające, okazało się ,że w korporacjach wynagrodzenie kierownictwa rośnie 30 razy szybciej, niż szeregowych pracowników. Obecny model ekonomiczny prowadzi jedynie do coraz większego rozwarstwienia, co odbiera nadzieje ludziom, że kiedykolwiek dzięki pracy są w stanie dołączyć do klasy średniej. Jeszcze nie tak dawno w Ameryce wykształcenie było postrzegane jako inwestycja w przyszłość. Dziś przeciętny absolwent uczelni zarabia nie wiele więcej od przysłowiowego mechanika samochodowego. Perspektywa awansu społecznego i ekonomicznego oddala się i pozostali w domach, już ją straciło.

 

Obserwuje poczynania na prowincji rozmaitych lokalnych społeczności. Tam, gdzie pojawi się jakiś lider, potrafi czasem z niczego stworzyć miejsca pracy i przede wszystkim cel dla ludzi teoretycznie przegranych. Niestety w większości przypadków nawet ambitni samorządowcy są klientami polityków. Pasożyty zadomowiły się wszędzie tam, gdzie jest władza i pieniądze, zwłaszcza w sejmikach wojewódzkich, tam, gdzie jeszcze sięga partyjna nomenklatura. Sołtysami i wójtami się nie interesują, bo tam nie ma profitów. Wydaje mi się, że zadaniem najpilniejszym jest odciąć partyjne nomenklatury od zasilania w gotówkę i możliwości zamiany decyzji na gotówkę. Wreszcie system jest nie wydolny i z tego powodu, że samorządy dostają coraz więcej zadań, a coraz mniej pieniędzy.

 

W tej chwili biedniejsze gminy stoją przed bankructwem, bo na przykład muszą podnieść pensje nauczycielom, a nie mają na to pieniędzy. Skoro mają budżety celowe, to powinni też mieć możliwości negocjowania stawek i organizacji pracy. Powiem rzecz mało popularną, ale skandalem jest wyjątkowo niski poziom godzin w tak zwanym pensum. Z drugiej strony nauczyciel obarczony jest nieprawdopodobną biurokracją, więc więcej czasu traci na obowiązki poza dydaktyką.

 

Powiem tak, podobnie jak trzydzieści lat temu, powinna ruszyć samoorganizacja społeczna. Konieczny jest powrót do doświadczeń Solidarności. Miał pomysł Jacek Kuroń na Kluby Samorządnej RP. Zarzucony z przyczyn ideologicznych, ale ja twierdzę, ze lokalni liderzy, nie politycy, wiedzą najlepiej co się da, a co nie da w danej społeczności zrobić, byle im nie przeszkadzać, to sobie poradzą.

A w kulturze, podobnie jak z artystami, Zdrojewski zachowuje się jak generał, roztacza szerokie kosztowne kampanie, toczy wielkie bitwy z udziałem ogromnej techniki, a wojsko chodzi w dziurawych butach i gryzie spleśniałe suchary. Teoretycznie efekty są, ale pirotechniczne, bo większość armii grzęźnie w błocie. Chętnie widziałbym go w resorcie obrony, wszak tu brakuje sukcesów i samolotów, jak go znam, na pewno by je znalazł, albo wymyślił.

 

Powiało pesymizmem, ale w gruncie rzeczy jestem optymistą i wierze, ze ludzkość w swej masie nie zwariowała i zmiany przyjdą i tak, czy się to politykom podoba, czy nie. Im dłużej będzie trwała recydywa.

 

strona główna

spis treści

sztuka – wydarzenia

annales

brzmienia

artyści

dialogi

 

 

ANNALES - teksty Andrzeja Wilowskiego

 

10 lat Blue Note

Andrzej Wilowski – „Galeria”

Akcja – Powstanie Sztuki

Amnezja

Bezdomny we własnym domu

Bloom's Day

Bluesman absolutnie

Bluesowo i standardowo

Chemiczny Ali
Coltrane pod Pretekstem

Czy jest jeszcze w Polakach homo sovieticus?

Czy mnie jeszcze pamiętasz?

E – book conta druk

Dialogi, czyli pisane od końca...

Dziwny jest ten świat – nadal aktualne

Dylematy wyborcze

Finansowanie produkcji filmowej

„Galeria” – tekst i obraz

Granice wolności w sztuce

Herodot nie żyje

JP2
Kino Palladium

Kowalczyk niechciany geniusz

Limeryk o kuratorach

Lirycysta

Literatura contra oratura

Marzyciel

Mefisto

Megalomania kulturalnego Poznania

Merda d'artista

Młodzi śpiewają i Kaczmarskiego pamiętają

Mury

Niemen artysta osobny

Nurt jazzu 2005

Opera w Sydney

OPOZYCJA (część pierwsza)

Ostatni Nadrealista (O Zbigniewie Beksińskim)
Pamiątka z Auschwitz
Pinter nas nie lubi

Pamiętamy o Nalepie

Pieniądze i Sztuka

Po prostu poeta

Polowanie na krytyka

Procedury twórcze i odtwórcze

Punkowa rewolta

Religijność sztuki
Satelita miłości

Serduszko z czekolady

Standaryzacja po polsku

STONSI

Szczury polują na jaszczury

Szepty i krzyki

Telewizja
Trzecia szansa

Winylowe przesądy

"Wojtula"

WŁODEK

Wolę ethno niż techno

Woodstock

Zapraszamy do trójki

Za co płacimy w  sieci?

 

 

http://adstat.4u.pl/s4u.gif

 

 

powrót do strony głównej

działy

alfabetyczny spis treści