strona główna

powrót do spisu treści

działy

 

Andrzej Wilowski

GALERIA

 

 

Dwie palety

 

 

Zapamiętałem setki pereł
powtórzonych perfekcyjnie
na sukni Gali.

 

W ręce prostej dziewczyny
oddałeś perłę,
w której utrwaliłeś
magie jej narodzin.

 

 

 

Dopieściłem moją płonącą Żyrafę
do detalu mrówki, 
a Ty w rysunkach
na swoich mapach i globusach,
pokazujesz nieskończoność
nieznanych lądów.

 

Uciekałem w pustynne pejzaże
snów, nie ujarzmione
prawami optyki. Ty potrafiłeś zamknąć
obraz w pudełko perspektywy,
perfekcyjnie jak camera obscura.

 

 

W pracowni mistrza

 

 

 

Mistrzu!
Kto wtargnął do twojej pracowni,,
skrócił perspektywę?

 

Modelka pokornie
obojętna,
nie patrzy w twoje,
moje oczy.

 

Za sztalugą twoja postać,
(poznaje po geście)przed tobą płótno czeka

na migawkę pędzla.

 

Draperie zastygły w bezruchu,
dbając o wyrazistość deseni. 
Wpadające przez okno światło,
tworzy nienaganne studium modelki.

 

A ja czekam
poza ramą,
aż utrwalisz na płótnie

całe to zdarzenie.

 

 

Dziewczyna czyta list
przy oknie, a słoneczny promień
kreśli na ścianie mapy zamorskich krajów.
Nieznana ręka utrwaliła na papierze,
to co dawno się zdarzyło,
teraz ożywa

W grze światłocienia,

jej myślach
feerią obrazów,
których nie poznamy.

 

Czujemy jednak oddech
każdego sprzętu w tym pokoju,
delikatność materii
sukni czytającej
i paletę
jej nastrojów.

 

Niech porachuje;
płótno skromne

rozmiarem,
tylko jedna postać
i to pospolita,
choć robota zacna.
Nie dam więcej jak
dziesiątą część tego, co

Ci się zamarzyło.

 

Panie, ja tylko

bułeczki wypiekam, chleb to moje

dzieło..

 

 

Neapolitański chłopiec

na wiejskiej drodze.

Mimo upału, kalectwa,

na twarzy brak bólu ,
a rozpaczy w geście.

Kulę zrzucił na ramię
Zarzucił kulę
na ramię,

Niczym żołnierz karabin

W Ręku kartka
z prośbą o jałmużnę.

 

Czy mistrz

w oddawaniu pędzlem głębi

cierpienia,
studiujący rany męczenników,

nie sprostał?

 

Zawiodła wyobraźnia?
Jak on prosi?

 

Współczesny widz
nie wątpi
„bezczelnie”!

 

 

 

Śniadanie na trawie

W głębi parku, kobieta (ubrana

Jakby w pośpiechu) szuka czegoś,

Obserwując siedzących na trawie.

Są już po śniadaniu, bo obok nagiej

Kobiety (nie jest wcale Zawstydzona) leżą w dużym nieładzie:

Obrus i kosz z owocami.

Ona zdaje się

Słuchać rozmowy dwóch ubranych

W żakiety mężczyzn (chyba jest chłodno),

Jej oczy patrzą na Maneta, który za pewne

Nie wie, co się stało. Przyszedł

Ze swoimi sztalugami za późno...

 

Modigliani

 

 

 

Codziennie o tej samej porze   

Przychodził do galerii.

Godzinami

wpatrywał się w płótna pokryte

Pejzażami i plamami nagich ciał

Ubrany w welwetową marynarkę

I rudy - chyba za duży - kapelusz.

Wstydliwie chował brzydkie, pełne

Kompleksów, czerwone dłonie,

A kiedy namalował pierwszy akt

Odkrył erotyzm (na nowo).

Nie wiedział jednak, że kobieta

Jest ciemną rzeką, która

Otacza cię nocą.

 

 

Akty

 

 

 

Na płótnach
piękne kobiety

Mają Płaskie piersi
 z różowymi sutkami,

Krągłe, rozłożyste biodra,

Rudawe włosy łonowe,

A w ich oczach

Lśni tęsknota.

 

 

 

Wysłonecznione do bladości płótna
kwiaty w banalnie niebieskim wazonie
miały przechować,
ocalić blask geniuszu,
słońca, oddawany,
powielany w milionach egzemplarzy.

 

Smoki Wojciecha K.

 

 

Gdy widzę w srebrzystosinym lustrze
bazyliszkowate odbicie ptaszyska,
jest dla mnie jasna smocza proweniencja
dzisiejszej pierzastej hołoty,
która na moim balkonie
urządza spektakle del’rte,
pełne zgiełku i groteskowych gestów,
a na łąkach odgrywa
majestatyczny teatr godowy,
czasem wznosi się na wyżyny,
fizycznie pokonując 
nierealną przestrzeń,
kaligrafują w locie   
magiczne znaki
dawno zapomnianego języka.

 

 

 

Pop-portret

 

Cukierkowe usteczka wycięte
z celuloidowego szablonu rozświetlonego
w milionach filmowych klatek,
wprawnie odbite plakatową
plamą na płótnie,
wkrótce staną się neonem
reklamowym,
na nocnych seansach
wiele dziewcząt
zechce być blondynkami,
a oczy Merlyn szlochają:
Zwróćcie mi mój uśmiech!

 

 

Niebo w niebieskości

Niepoprawnie doskonałej,

Pustynny pejzaż

trawiony rdzawym przemijaniem.

Zegary rozpływają się

Jak praliny w ustach wieczności

I nawet Slvadore nie zbawi czasu.

 

 

Marcel odłóż pędzel!
Legendarny, nostalgiczny uśmiech
nie musi być obramowany
Twoim autografem
wąsów.

Stało się!

Tropem czarnej plamy
pójdą inni
naśladowcy.

 

 

 

 

Andrzej Wilowski

 

strona główna

powrót do spisu treści

działy