strona główna

 

powrót do spisu treści

 

Andrzej Wilowski                                                                      

 

Finansowanie produkcji filmowej w Polsce

 

Uwagi wstępne

 

Od lat mówi się o spadku produkcji filmów w Polsce. W rzeczywistości problem nie jest natury finansowej, ale strukturalnej. Biorąc pod uwagę sytuacje gospodarczą, nakłady na produkcje filmów rosną, coraz więcej jest projektów wielko budżetowych jak na realia europejskie. Pod względem liczby tytułów nie ma żadnej prawidłowości, realizuje się od 10 do 30 tytułów fabularnych rocznie przy mniej więcej tym samym poziomie finansowania. Niemal regułą jest, że drogie filmy przynoszą deficyt, a nisko budżetowe kino niespodziewanie daje spore wpływy. Inną prawidłowością jest to, że grupa realizatorów „kurczy się", chociaż jest coraz więcej producentów. W tej sytuacji zaczynają działać mechanizmy patologiczne.

 

Tłum producentów bez pieniędzy i zabiega o fundusze z budżetu, a bojąc się ryzyka zatrudnia tych samych sprawdzonych reżyserów, aktorów, realizatorów. Pojawili się producenci niezależni, ale dla krótkich form fabularnych, kina autorskiego i artystycznego filmu telewizyjnego nie ma kanałów dystrybucji. Dzieła zniszczenia dopełnia jeszcze jedno zjawisko, które przyszło z Rosji; niepewna sytuacja gospodarcza, wielkie fortuny niewiadomego pochodzenia, niejasność procesów decyzyjnych w kinematografii, sprawiają, że grupy związane z przestępczością gospodarczą zaczynają interesować się branżą. Inwestycje w film, mogą przynieść zyski, a w przypadku niepowodzenia przynajmniej są pretekstem legalizacji powyższych fortun. Chore zasady producencie są idealnym polem do prania pieniędzy.

 

Zadziwiające jest to, że filmy przynoszą straty, a fortuny producentów „wykonawczych" rosną, chociaż realizują swój e projekty za powierzone pieniądze. Równie niezdrowym mechanizmem jest łączenie w projektach pieniędzy budżetowych, prywatnych i kredytów, bowiem w ten sposób instytucje publiczne wspierają komercje. Osobiście nic nie mam przeciwko ambitnej komercji, ale ten mechanizm sprawia, że „misyjność" mediów publicznych jest fikcją. Istnieje sprzężenie zwrotne - telewizja państwowa jest największym producentem komercyjnym, a jednocześnie zdobywa największe środki z reklamy. W tej sytuacji stacje komercyjne walcząc przetrwanie i nie ma mowy o jakiejkolwiek konkurencji.

Centralnie zarządzane fundusze na film utrwaliły jedynie układy korupcyjne. Pomysły kolejnych ministrów

i dyrektorów departamentu takie układy scementowały. Zaczął obowiązywać model, wedle jakiego państwo jedynie dofinansowywało produkcje, a więc nie decydowała jakość projektu, a to czy producent potrafił zgromadzić odpowiednie pieniądze, żeby dostać dofinansowanie, a w rezultacie głównym źródłem była telewizja, potem Film Polski i doczepiona „szara kasa".

 

Na wstępie postawiłem tezę, że nie jest problemem kinematografii brak pieniędzy, tylko chore reguły, a raczej ich brak dysponowania tymi pieniędzmi. Pora wyjaśnić na czym opieram moje przekonanie co do wysokości funduszy. Modne jest powoływanie się na kinematografie amerykańską, jednak pamiętać trzeba, że nie ma żadnej analogii, ponieważ tam „branża" działa w środowisku gospodarki liberalnej i z tego powodu doświadczenia są nie przekładalne. Nadto istnieje rozbieżność celów, byłoby głupotą przyjmowanie, że jakąkolwiek kinematografie europejską stać na kino rozrywkowe z amerykańskimi budżetami, a więc ten sektor jest dla niej niejako zarezerwowany, abstrahując od oceny walorów artystycznych tego kina. Jedna wszak rzecz może być pouczająca. W USA produkuje się około 300 filmów rocznie, tylko jedna czwarta ma budżet powyżej 5 milionów dolarów.

 

Oczywiście trudno całą populacje traktować jako widownie ale w 250 milionowym społeczeństwie ten rynek może jeszcze się stabilnie utrzymać na powierzchni. Cena przeciętnego biletu wynosi 12 dolarów. Tylko 5% przynosi zyski, przy czym są to produkcje sprzedawane dalej na całym świecie i tak na prawdę one utrzymują całą branże.

Jeśli przyjmiemy jako podstawę powyższe proporcje, to po pierwsze; sukces finansowy odnosi jeden na 30 projektów, reszta jak się zbilansuje, to sukces, po drugie; teoretycznie stać nas na nie więcej jak 30 filmów rocznie. To oczywiście założenie idealistyczne, bowiem publiczność ogląda więcej filmów zagranicznych, a więc mniej niż 10 filmów polskich znajdzie sobie miejsce w dystrybucji kinowej, resztę produkcji powinny „wchłonąć" telewizje.

Filmowcy powinni zrozumieć, że nigdy nie dojdziemy do ilościowego poziomu Indii i Brazylii. Celem poniższego opracowania jest uzdrowienie sytuacji i zaproponowanie normalnych reguł. Pamiętać trzeba o tym, że film to nie tylko fabuła i tym, że nienormalną sytuacja w kraju, gdzie jest dwu producentów Rywin i Machulski i jeden reżyser Wajda, który nie ma problemów finansowych.

 

Oto jakie mogłyby być nowe – przejrzyste - reguły organizacji produkcji filmowej i jej finansowania.

 

1. Powołanie Polskiej Akademii Filmowej jako fundacji gromadzącej środki na produkcje polskich filmów i zarządzającą tymi funduszami.

 

2. Przy fundacji działać będzie rada opiniująca projekty. W jej skład wchodzić mogą wszyscy zawodowo czynni filmowcy, ze wszelkich zawodów z branży, krytycy filmowi, pisarze itp.

 

3. Projekty do zaopiniowania będą przekazywane anonimowo w drodze losowania. Nie mogą opiniować projektów osoby w nie zaangażowane. Członkami rady Akademii nie mogą być producenci, dystrybutorzy, osoby zajmujące urzędy państwowe, kierownicze stanowiska w mediach, w telewizji w szczególności, członkowie rad nadzorczych itp.


 

4. Projekt ubiegający się o dotacje musi być kompletny, zawierać scenariusz, obsadę wszystkich funkcji od reżysera, po kierownika produkcji, oraz szczegółowy plan produkcji z kosztorysem. Nie będą rozpatrywane projekty, które wcześniej otrzymały fundusze z innych źródeł. Jest to specyficzna forma rekomendacji, jeśli projekt nie uzyska wymaganych środków, zapewnienie Akademii jest podstawą do dalszych starań.

 

5. Na fundusze Akademii będą się składać:

 

-dotacje budżetowe,

-darowizny zwolnione w całości od podstawy opodatkowania, pod warunkiem, że ich wysokość nie przekroczy 10% podstawy,

-wpływy z opłat kinowych (opisane poniżej),

-wpływy z produkcji po rozliczeniu projektów, o ile nastąpi zwrot kapitału i zyski.

 

6. Ilość wspieranych projektów nie jest ograniczona formalnie, zarówno pod względem gatunkowym, jak i kanałów dystrybucyjnych. Jednak trzeba ustalić minimum pod względem ilości 10 i wysokości na jeden projekt np. 5 milionów złotych.

 

7. Pewien procent wpływów z biletów kinowych na projekcje filmów zagranicznych Będzie przekazywany Akademii. Z takich opłat mogą być zwolnione filmy produkowane we współpracy z podobnymi instytucjami w Europie. Ta opłata będzie w wysokości na przykład 20 % od ceny biletu, ale nie liczona jako wpływ, czyli wolna od podatku. W ten sposób dodatkowo ceny biletów na polskie filmy odpowiednio będą niższe. Opłata nie obciąży dodatkowo dystrybutora i właściciela kina. Analogiczne opłaty wprowadzi się w odniesieniu do kaset VHS i płyt DVD.

 

8. Dystrybutorzy będą zobowiązani do zakupu co najmniej jednej licencji na film polski na każde 30 tytułów w ofercie. Analogicznie dystrybutorzy kaset i płyt. Dodatkowo tym ostatnim Akademia może nakazać procentowy udział w ofercie „kanonu"- pozycji uznanych za trwały wkład w dziedzictwo kultury polskiej i światowej. Co roku publiczne ogłaszana będzie taka lista na przykład 100 pozycji. Jeśli jakiś dystrybutor będzie miał wyłączność na dany tytuł, automatycznie zwalnia to innych z obowiązku „kanonu", ale dla niego jest zobowiązaniem mieć go stale w ofercie.

 

9. Telewizje, publiczna zwłaszcza, powinny na każde 30 tytułów w emisji pokazywać co najmniej 3 pozycje polskie i jedną z kanonu.

 

10. Telewizja publiczna niezależnie od liczby kanałów i programów powinna:

-utrzymywać się z abonamentu a nie reklam,

-nie powinna się zajmować produkcją programów rozrywkowych dla zysku, może jedynie kupować licencje na emisje takich programów czy teleturniej!

-w produkcji filmów telewizja publiczna nie ma dostępu do funduszy Akademii, może brać udział w produkcji w oparciu o własne środki, lub pozyskane na ten cel.

 

11. Zasada abonament, albo reklama. Sukcesywnie należy z telewizji publicznej zdjąć reklamę. Chodzi nie tylko o dekomercjalizacje telewizji publicznej i ochronę jej misji, ale wprowadzenie normalnej sytuacji na rynku reklam, aby inne stacje mogły się zaangażować w produkcje filmów.

-aby podnieść ściągalność opłat za abonament, należy założyć centralny rejestr aparatów RTV. Każde nowo zakupione urządzenie będzie automatycznie rejestrowane, a na tej podstawie ustali się liczbę abonentów i baza taka pozwoli kontrolować ściągalność opłat. Nie ma konfliktu z Ustawą o ochronie Danych Osobowych, ponieważ dane mogą być kodowane i na odbiorniku umieszczano by nalepkę z numerem rejestracyjnym.

Zakładam, że w ciągu pięciu lat wraz z rozwojem systemu, procentowo malałby udział reklam w czasie emisji programów telewizyjnych.

 

12. Likwidacja instytucji centralnych zajmujących się filmem. Procesy decyzyjne o przyznawaniu funduszy należy uwolnić od decyzji urzędowych i politycznych.

 

Na koniec warto odnotować fakt przystępowania Polski do Unii Europejskiej, co powinno być okazją do ścisłej współpracy w projektach międzynarodowych. Wiele projektów wymaga udziału kilku krajów. Polska jest zabiedna na wielkie produkcje kostiumowe, ale we współpracy z innymi kinematografiami mogłaby zrobić „Quo vadis?" na poziomie, ale czy miałby to robić ten sam reżyser, to odrębna sprawa.

 

Uporządkowania wymaga status producenta, pewnym wyjściem byłoby wprowadzenie licencji, podobnie jak licencji nadawczych, to znaczy potencjalny producent musiałby wykazać się jakąś wiarygodnością finansową na przykład składając odpowiedniej wysokości wadium przy składaniu projektu, lub poprzez wykup odpowiedniej licencji.

 

Podsumowanie

Najważniejszą kwestią w obecnej chwili jest uporządkowanie sceny na której rozgrywa się walka o produkcje.

W przypadku sztuki, w tym i filmowej nie ma miejsca na politykę i demokracje, to dyktatura talentów i

kompetencji. Wszelkie hasła, lansowania młodych, czy kina społecznego, autorskiego są zwodnicze i pozorne.

Nie ma gwarancji, że każdy absolwent szkoły filmowej zrobi film fabularny i być nie może. Niepokoi jednak zjawisko zatrudniania w telewizjach nieuków, amatorów, podczas gdy wykształceni operatorzy nie mogą znaleźć pracy. Telewizja finansuje „Pokolenie 2000", gdzie kryterium pokoleniowe jest jedynym. Nie metryka liczy się w tym zawodzie, ale co ma się do powiedzenia. Samo środowisko filmowe oduczyło się


odpowiedzialności za swoją prace. Mimo wszystko twierdze, że sytuacja jest sprzyjająca małym przedsięwzięciom, a to za sprawą mechanizmu który nazywam „technologiczną demokracją w mediach". Nowe technologie pozwalają za relatywnie niewielkie pieniądze w postprodukcji zrealizować każdy projekt. Wraz z rozwojem intemetu, technologii DVD i emisji cyfrowej w telewizji otwiera nowe kanały dystrybucji filmów.

 

NOTA O AUTORZE

 

Andrzej Wilowski

 

Absolwent Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Polonista. Dziennikarz.

Współpracownik Teatru Ósmego Dnia. Publicysta specjalizujący się w tematyce gospodarczej,

masmediów i grafiki komputerowej.

W latach 70, 80, i 90 zajmował się działalnością społeczną i samorządową.

Specjalista w dziedzinie niekonwencjonalnych zastosowań technologii komputerowej.

Autor wielu artykułów, publikacji, scenariuszy telewizyjnych, filmowych i opowiadań.

 

                                                            powrót do spisu treści