Uwagi
wstępne
Od
lat mówi się o spadku produkcji filmów w Polsce. W rzeczywistości problem nie
jest natury finansowej, ale strukturalnej. Biorąc pod uwagę sytuacje
gospodarczą, nakłady na produkcje filmów rosną, coraz więcej jest projektów
wielko budżetowych jak na realia europejskie. Pod względem liczby tytułów nie
ma żadnej prawidłowości, realizuje się od 10 do 30 tytułów fabularnych rocznie
przy mniej więcej tym samym poziomie finansowania. Niemal regułą jest, że
drogie filmy przynoszą deficyt, a nisko budżetowe kino niespodziewanie daje
spore wpływy. Inną prawidłowością jest to, że grupa realizatorów „kurczy
się", chociaż jest coraz więcej producentów. W tej sytuacji zaczynają
działać mechanizmy patologiczne.
Tłum
producentów bez pieniędzy i zabiega o fundusze z budżetu, a bojąc się ryzyka
zatrudnia tych samych sprawdzonych reżyserów, aktorów, realizatorów. Pojawili
się producenci niezależni, ale dla krótkich form fabularnych, kina autorskiego
i artystycznego filmu telewizyjnego nie ma kanałów dystrybucji. Dzieła
zniszczenia dopełnia jeszcze jedno zjawisko, które przyszło z Rosji; niepewna
sytuacja gospodarcza, wielkie fortuny niewiadomego pochodzenia, niejasność
procesów decyzyjnych w kinematografii, sprawiają, że grupy związane z
przestępczością gospodarczą zaczynają interesować się branżą. Inwestycje w
film, mogą przynieść zyski, a w przypadku niepowodzenia przynajmniej są
pretekstem legalizacji powyższych fortun. Chore zasady producencie są idealnym
polem do prania pieniędzy.
Zadziwiające
jest to, że filmy przynoszą straty, a fortuny producentów „wykonawczych"
rosną, chociaż realizują swój e projekty za powierzone pieniądze. Równie
niezdrowym mechanizmem jest łączenie w projektach pieniędzy budżetowych,
prywatnych i kredytów, bowiem w ten sposób instytucje publiczne wspierają
komercje. Osobiście nic nie mam przeciwko ambitnej komercji, ale ten mechanizm
sprawia, że „misyjność" mediów publicznych jest fikcją. Istnieje
sprzężenie zwrotne - telewizja państwowa jest największym producentem
komercyjnym, a jednocześnie zdobywa największe środki z reklamy. W tej sytuacji
stacje komercyjne walcząc przetrwanie i nie ma mowy o jakiejkolwiek
konkurencji.
Centralnie
zarządzane fundusze na film utrwaliły jedynie układy korupcyjne. Pomysły
kolejnych ministrów
i
dyrektorów departamentu takie układy scementowały. Zaczął obowiązywać model,
wedle jakiego państwo jedynie dofinansowywało produkcje, a więc nie decydowała
jakość projektu, a to czy producent potrafił zgromadzić odpowiednie pieniądze,
żeby dostać dofinansowanie, a w rezultacie głównym źródłem była telewizja,
potem Film Polski i doczepiona „szara kasa".
Na
wstępie postawiłem tezę, że nie jest problemem kinematografii brak pieniędzy,
tylko chore reguły, a raczej ich brak dysponowania tymi pieniędzmi. Pora
wyjaśnić na czym opieram moje przekonanie co do wysokości funduszy. Modne jest
powoływanie się na kinematografie amerykańską, jednak pamiętać trzeba, że nie
ma żadnej analogii, ponieważ tam „branża" działa w środowisku gospodarki
liberalnej i z tego powodu doświadczenia są nie przekładalne. Nadto istnieje
rozbieżność celów, byłoby głupotą przyjmowanie, że jakąkolwiek kinematografie
europejską stać na kino rozrywkowe z amerykańskimi budżetami, a więc ten sektor
jest dla niej niejako zarezerwowany, abstrahując od oceny walorów artystycznych
tego kina. Jedna wszak rzecz może być pouczająca. W USA produkuje się około 300
filmów rocznie, tylko jedna czwarta ma budżet powyżej 5 milionów dolarów.
Oczywiście
trudno całą populacje traktować jako widownie ale w 250 milionowym
społeczeństwie ten rynek może jeszcze się stabilnie utrzymać na powierzchni.
Cena przeciętnego biletu wynosi 12 dolarów. Tylko 5% przynosi zyski, przy czym
są to produkcje sprzedawane dalej na całym świecie i tak na prawdę one
utrzymują całą branże.
Jeśli
przyjmiemy jako podstawę powyższe proporcje, to po pierwsze; sukces finansowy
odnosi jeden na 30 projektów, reszta jak się zbilansuje, to sukces, po drugie;
teoretycznie stać nas na nie więcej jak 30 filmów rocznie. To oczywiście
założenie idealistyczne, bowiem publiczność ogląda więcej filmów zagranicznych,
a więc mniej niż 10 filmów polskich znajdzie sobie miejsce w dystrybucji
kinowej, resztę produkcji powinny „wchłonąć" telewizje.
Filmowcy
powinni zrozumieć, że nigdy nie dojdziemy do ilościowego poziomu Indii i
Brazylii. Celem poniższego opracowania jest uzdrowienie sytuacji i
zaproponowanie normalnych reguł. Pamiętać trzeba o tym, że film to nie tylko
fabuła i tym, że nienormalną sytuacja w kraju, gdzie jest dwu producentów Rywin
i Machulski i jeden reżyser Wajda, który nie ma problemów finansowych.
Oto
jakie mogłyby być nowe – przejrzyste - reguły organizacji produkcji filmowej i
jej finansowania.
1.
Powołanie Polskiej Akademii Filmowej jako fundacji gromadzącej środki na
produkcje polskich filmów i zarządzającą tymi funduszami.
2.
Przy fundacji działać będzie rada opiniująca projekty. W jej skład wchodzić
mogą wszyscy zawodowo czynni filmowcy, ze wszelkich zawodów z branży, krytycy
filmowi, pisarze itp.
3.
Projekty do zaopiniowania będą przekazywane anonimowo w drodze losowania. Nie
mogą opiniować projektów osoby w nie zaangażowane. Członkami rady Akademii nie
mogą być producenci, dystrybutorzy, osoby zajmujące urzędy państwowe,
kierownicze stanowiska w mediach, w telewizji w szczególności, członkowie rad
nadzorczych itp.
4.
Projekt ubiegający się o dotacje musi być kompletny, zawierać scenariusz,
obsadę wszystkich funkcji od reżysera, po kierownika produkcji, oraz
szczegółowy plan produkcji z kosztorysem. Nie będą rozpatrywane projekty, które
wcześniej otrzymały fundusze z innych źródeł. Jest to specyficzna forma
rekomendacji, jeśli projekt nie uzyska wymaganych środków, zapewnienie Akademii
jest podstawą do dalszych starań.
5.
Na fundusze Akademii będą się składać:
-dotacje
budżetowe,
-darowizny
zwolnione w całości od podstawy opodatkowania, pod warunkiem, że ich wysokość
nie przekroczy 10% podstawy,
-wpływy
z opłat kinowych (opisane poniżej),
-wpływy
z produkcji po rozliczeniu projektów, o ile nastąpi zwrot kapitału i zyski.
6.
Ilość wspieranych projektów nie jest ograniczona formalnie, zarówno pod
względem gatunkowym, jak i kanałów dystrybucyjnych. Jednak trzeba ustalić
minimum pod względem ilości 10 i wysokości na jeden projekt np. 5 milionów złotych.
7.
Pewien procent wpływów z biletów kinowych na projekcje filmów zagranicznych
Będzie przekazywany Akademii. Z takich opłat mogą być zwolnione filmy
produkowane we współpracy z podobnymi instytucjami w Europie. Ta opłata będzie
w wysokości na przykład 20 % od ceny biletu, ale nie liczona jako wpływ, czyli
wolna od podatku. W ten sposób dodatkowo ceny biletów na polskie filmy
odpowiednio będą niższe. Opłata nie obciąży dodatkowo dystrybutora i
właściciela kina. Analogiczne opłaty wprowadzi się w odniesieniu do kaset VHS i
płyt DVD.
8.
Dystrybutorzy będą zobowiązani do zakupu co najmniej jednej licencji na film
polski na każde 30 tytułów w ofercie. Analogicznie dystrybutorzy kaset i płyt.
Dodatkowo tym ostatnim Akademia może nakazać procentowy udział w ofercie
„kanonu"- pozycji uznanych za trwały wkład w dziedzictwo kultury polskiej
i światowej. Co roku publiczne ogłaszana będzie taka lista na przykład 100
pozycji. Jeśli jakiś dystrybutor będzie miał wyłączność na dany tytuł,
automatycznie zwalnia to innych z obowiązku „kanonu", ale dla niego jest
zobowiązaniem mieć go stale w ofercie.
9.
Telewizje, publiczna zwłaszcza, powinny na każde 30 tytułów w emisji pokazywać
co najmniej 3 pozycje polskie i jedną z kanonu.
10.
Telewizja publiczna niezależnie od liczby kanałów i programów powinna:
-utrzymywać
się z abonamentu a nie reklam,
-nie
powinna się zajmować produkcją programów rozrywkowych dla zysku, może jedynie
kupować licencje na emisje takich programów czy teleturniej!
-w
produkcji filmów telewizja publiczna nie ma dostępu do funduszy Akademii, może
brać udział w produkcji w oparciu o własne środki, lub pozyskane na ten cel.
11.
Zasada abonament, albo reklama. Sukcesywnie należy z telewizji publicznej zdjąć
reklamę. Chodzi nie tylko o dekomercjalizacje telewizji publicznej i ochronę
jej misji, ale wprowadzenie normalnej sytuacji na rynku reklam, aby inne stacje
mogły się zaangażować w produkcje filmów.
-aby
podnieść ściągalność opłat za abonament, należy założyć centralny rejestr
aparatów RTV. Każde nowo zakupione urządzenie będzie automatycznie
rejestrowane, a na tej podstawie ustali się liczbę abonentów i baza taka
pozwoli kontrolować ściągalność opłat. Nie ma konfliktu z Ustawą o ochronie
Danych Osobowych, ponieważ dane mogą być kodowane i na odbiorniku umieszczano
by nalepkę z numerem rejestracyjnym.
Zakładam,
że w ciągu pięciu lat wraz z rozwojem systemu, procentowo malałby udział reklam
w czasie emisji programów telewizyjnych.
12.
Likwidacja instytucji centralnych zajmujących się filmem. Procesy decyzyjne o
przyznawaniu funduszy należy uwolnić od decyzji urzędowych i politycznych.
Na
koniec warto odnotować fakt przystępowania Polski do Unii Europejskiej, co
powinno być okazją do ścisłej współpracy w projektach międzynarodowych. Wiele
projektów wymaga udziału kilku krajów. Polska jest zabiedna na wielkie
produkcje kostiumowe, ale we współpracy z innymi kinematografiami mogłaby
zrobić „Quo vadis?" na poziomie, ale czy miałby to robić ten sam reżyser,
to odrębna sprawa.
Uporządkowania
wymaga status producenta, pewnym wyjściem byłoby wprowadzenie licencji,
podobnie jak licencji nadawczych, to znaczy potencjalny producent musiałby
wykazać się jakąś wiarygodnością finansową na przykład składając odpowiedniej
wysokości wadium przy składaniu projektu, lub poprzez wykup odpowiedniej
licencji.
Podsumowanie
Najważniejszą
kwestią w obecnej chwili jest uporządkowanie sceny na której rozgrywa się walka
o produkcje.
W
przypadku sztuki, w tym i filmowej nie ma miejsca na politykę i demokracje, to
dyktatura talentów i
kompetencji.
Wszelkie hasła, lansowania młodych, czy kina społecznego, autorskiego są
zwodnicze i pozorne.
Nie
ma gwarancji, że każdy absolwent szkoły filmowej zrobi film fabularny i być nie
może. Niepokoi jednak zjawisko zatrudniania w telewizjach nieuków, amatorów,
podczas gdy wykształceni operatorzy nie mogą znaleźć pracy. Telewizja finansuje
„Pokolenie 2000", gdzie kryterium pokoleniowe jest jedynym. Nie metryka
liczy się w tym zawodzie, ale co ma się do powiedzenia. Samo środowisko filmowe
oduczyło się
odpowiedzialności
za swoją prace. Mimo wszystko twierdze, że sytuacja jest sprzyjająca małym
przedsięwzięciom, a to za sprawą mechanizmu który nazywam „technologiczną
demokracją w mediach". Nowe technologie pozwalają za relatywnie niewielkie
pieniądze w postprodukcji zrealizować każdy projekt. Wraz z rozwojem intemetu,
technologii DVD i emisji cyfrowej w telewizji otwiera nowe kanały dystrybucji
filmów.
NOTA
O AUTORZE
Andrzej
Wilowski
Absolwent
Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Polonista. Dziennikarz.
Współpracownik
Teatru Ósmego Dnia. Publicysta specjalizujący się w tematyce gospodarczej,
masmediów
i grafiki komputerowej.
W
latach 70, 80, i 90 zajmował się działalnością społeczną i samorządową.
Specjalista
w dziedzinie niekonwencjonalnych zastosowań technologii komputerowej.
Autor
wielu artykułów, publikacji, scenariuszy telewizyjnych, filmowych i opowiadań.