O MITAM – Krzysztof
Wodniczak rozmawia ze Stefania Golenią
POWSTANIE SZTUKI -
Mazowiecki Festiwal Artystów Radom - 2008
Andrzej Mitan rozmawia z Andrzejem Mitanem
autor: Andrzej Mitan
„elita to ludzie żyjący w prawdzie,
których charakteryzuje
bezinteresowność
w czynieniu
dobra i piękna”

Należy pan do szczególnego grona
artystów, którego twórczość nie mieści się w żadnym kanonie przedstawień
sztuki…
Pora umierać…
Skoro to jest omega, jaka była
alfa?
Jak każdy dobrze wychowany chłopiec
słuchałem i analizowałem Bacha, potem impresjonistów, potem wielkich
kontestatorów – Schwittersa i Cage’a, potem Coltrane’a, Davisa, Jarreta,
Hendrixa, Mclaughlina… i odważyłem się. W 1968 r. z Janem Olszakiem i bratem
Piotrem powołaliśmy do życia grupę artystyczną ONOMATOPEJA, a po roku odbył się
nasz pierwszy muzyczny happening. Taka była alfa.
Kilka lat później miejscem pana
szczególnej aktywności stał się klub Politechniki
Warszawskiej Riviera-Remont…
Do Warszawy przyjechałem w 1974 r. z
Lublina, gdzie studiowałem w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Rivierę-Remont
zidentyfikowałem jako jedno z najważniejszych miejsc życia artystycznego i
intelektualnego. Nowoczesna i apolityczna oferta programowa tego klubu była dla
mnie szczególnie atrakcyjna. Bardzo szybko dołączyłem do grona animatorów
muzyki, teatru, filmu i plastyki proponując projekty o charakterze
interdyscyplinarnym.
Klub Riviera-Remont był wtedy najbardziej
bliski miłośnikom muzyki jazzowej…
Niewątpliwie tak! W Remoncie koncertowali
najwięksi artyści światowego jazzu.
Nie przyjeżdżali do miejsca anonimowego.
Remont był sławny i ważny. Dla polskich muzyków był miejscem o najwyższej
randze artystycznej, miejscem najlepszej promocji. Wtedy, tak naprawdę,
zaraziłem się tą niezwykłą i nieuleczalną chorobą, której na imię JAZZ.
Z kim pan wtedy współpracował?
Współpracowałem z kompozytorem i
gitarzystą Janem Olszakiem oraz poetą Janem Gałkowskim. Moim przyjacielem w
sztuce był także Cezary Staniszewski – wielka indywidualność, twórca książek
artystycznych. Nie były to klasyczne książki z tekstem, a obiekty, w których na
każdej ze stron pojawiały się abstrakcyjne znaki i obrazy.
Każda z tych książek była fascynującą
partyturą, którą wykonywałem w specjalnie zaaranżowanej przestrzeni.
Rozmawiamy o jazzie, o nowatorskich
akcjach artystycznych, niezależności w działaniach twórczych. Obok, wokół,
wszędzie – peerelowska rzeczywistość. Jak pan na nią reagował?
Sytuacja wymagała obywatelskiej
aktywności i kooperacji. Niezapomniany Teodor Klincewicz „Teoś” – legenda
antykomunistycznej opozycji – powierzył mi misję kolportowania biuletynów,
bezdebitowych książek i czasopism. W krótkim czasie Remont stał się nie tylko
miejscem kolportażu niezależnych wydawnictw, ale wręcz bastionem działalności
opozycyjnej. Zwycięstwo „Solidarności” w 1980 r., później rejestracja
Niezależnego Zrzeszenia Studentów, zaowocowały wieloma przedsięwzięciami
artystycznymi. Powstała SUPER GRUPA BEZ FAŁSZYWEJ SKROMNOŚCI z Januszem
Trzcińskim, Andrzejem Bieżanem, Helmutem Nadolskim i Andrzejem Przybielskim.
Naszym najważniejszym przedsięwzięciem był spektakl „Księga Hioba”, wystawiony
w Teatrze Narodowym w ramach Jazz Jamboree’81.
Planowaną na 14 grudnia realizację w
stoczni szczecińskiej uniemożliwiło wprowadzenie stanu wojennego.

Czy istnieje jakaś dokumentacja tego
spektaklu?
Po kilku latach udało się doprowadzić do
sesji nagraniowej, dzięki czemu „Księga Hioba” nie pozostała jedynie ulotnym
wspomnieniem tego niezwykłego czasu…
Jak wyglądała pana działalność w stanie
wojennym?
Tuż po wprowadzeniu stanu wojennego
powstało NIEZALEŻNE STUDIO MUZYKI ELEKTROAKUSTYCZNEJ, którego ideowym przywódcą
był Krzysztof Knittel.
Poza nami formację tę tworzyli kompozytorzy:
Paweł Szamański, Stanisław Krupowicz, Andrzej Bieżan, Mieczysław Litwiński i
Tadeusz Sudnik. Koncertowaliśmy w kościołach, pracowniach artystycznych,
mieszkaniach (kluby studenckie, w tym Remont, były zamknięte).
Współpracowaliśmy z aktorami. Nasze „Psalmy” były wspaniale przyjmowane;
integrowały, podtrzymywały na duchu. Po ograniczeniu i wreszcie zniesieniu
stanu wojennego zrealizowaliśmy jeszcze kilka ważnych projektów
w Filharmonii Narodowej, krakowskich Krzysztoforach i na prestiżowym festiwalu
„Inventionen” w Berlinie Zachodnim.
Jak doszło do powstania Klubu Muzyki
Nowej Remont i wydania słynnych płyt artystycznych?
Wielu znakomitych performerów,
niekonwencjonalnych artystów, kompozytorów
i muzyków jazzowych pozbawionych było
możliwości profesjonalnego dokumentowania swojej twórczości. Jedynie niezależne
wydawnictwo fonograficzne dawało taką możliwość. Klasyczne zapisanie i wydanie
muzyki na płycie oczywiście nie jest niczym nowym. Dlatego mój projekt zakładał
wydanie autorskich obiektów, składających się z płyty i artystycznych kopert
(okładek), wykonanych „w systemie hand made”. Każda z płyt (dziewięć tytułów w
nakładzie po tysiąc egz.) miała być zarówno dokumentacją stricte muzyczną, jak
i niezależnym dziełem wizualnym. W wynajętym pustostanie na ulicy Siennej w
Warszawie działała przez kilka tygodni uruchomiona przeze mnie
pracownia-manufaktura, gdzie powstawały wykonywane przez twórców artystyczne
koperty. W tym gigantycznym przedsięwzięciu wzięli udział m.in.: Włodzimierz
Borowski, Edward Krasiński, Andrzej Bieżan, Krzysztof Knittel, Marcin
Krzyżanowski, Wojciech Konikiewicz, Janusz Dziubak, Włodzimierz Pawlik,
Wojciech Czajkowski, Helmut Nadolski, Andrzej Przybielski, Zdzisław Piernik,
Andrzej Szewczyk, Tadeusz Rolke, Andrzej Zaremba, Jarosław Kozłowski, Cezary
Staniszewski, Ryszard Winiarski, Tadeusz Sudnik, Tadeusz Konador i liczni
wolontariusze. Jak się potem okazało, był to ewenement w skali światowej. W
międzynarodowym wydawnictwie „Brooken Music”, poświęconym historii fonografii i
sztuce płyt, nasza artystyczna seria została szczególnie wyeksponowana obok
dzieł Warhola, Cage’a, Heidsiecka, Vostella, Kagela. Mnie pozostała satysfakcja
z dobrze spełnionego obowiązku tym bardziej, że przedsięwzięcie miało charakter
niekomercyjny.

Po międzynarodowym sukcesie płyt
artystycznych miejscem pana autorskich
prezentacji stała się Galeria RR,
której działalność programował Cezary Staniszewski. Jak doszło do współpracy z
Emmettem Williamsem?
Emmett Williams, światowej sławy artysta
i filar międzynarodowego ruchu artystycznego FLUXUS, zrealizował w naszej
galerii performance pt. „Genesis”. Niedługo potem zorganizowaliśmy wspólnie
pierwszy polski Fluxus-Concert (poezja dźwiękowa-jazz-akcja wizualna). Czułem
się jak ryba w wodzie i zaproponowałem zorganizowanie w Warszawie
międzynarodowego festiwalu sztuki „jakiego jeszcze nie było”. Początkowo
Emmettowi i Cezaremu pomysł wydawał się nierealny (sytuacja polityczna,
zamknięte granice, koszty itp.).
A jednak udało się…
Międzynarodowe Seminarium Sztuki ETC…
odbyło się w maju 1987 r. Uczestniczyło w nim ponad stu znakomitych artystów ze
Stanów Zjednoczonych, Europy i Japonii. Dwa lata później zorganizowałem kolejną
manifestację sztuki, tym razem w Zamku Ujazdowskim (w budowie). W ten oto
sposób Centrum Sztuki Współczesnej rozpoczęło swoją działalność (wspaniałą intuicją
wykazał się Andrzej Dłużniewski wystawiając okrągły stół). Trwająca kilka lat
„bitwa o Zamek” zakończyła się zwycięstwem niepodległych i solidarnych
artystów. Jak się później okazało, nie do końca… Paradoksalnie wymarzona III RP okazała
się macochą dla wielu awangardowych artystów
i środowisk twórczych.
W 1990 r. przyjął pan propozycję pracy w
Centrum Animacji Kultury. Siłą rzeczy
musiał pan ograniczyć działalność
artystyczną…
Kontynuowałem współpracę z kilkoma
znakomitymi galeriami autorskimi – poznańską AT i warszawską Galerią
Działań. Ważnym miejscem samorealizacji stała się Galeria GR, której byłem
kuratorem. Zorganizowałem tam wiele wystaw, koncertów i festiwali sztuki. Po
„Koncercie na ryby” z udziałem Janusza Skowrona, podjęliśmy brzemienną w
skutkach decyzję stworzenia grupy artystycznej pod nazwą KONCERT FIGUR
NIEMOŻLIWYCH. Do współpracy zaprosiliśmy: Cezarego Konrada, Zbigniewa
Wegehaupta, Marcina Pospieszalskiego, Krzysztofa Ścierańskiego, Michała
Miśkiewicza, Tadeusza Sudnika i Grzegorza Grzyba. Współpraca z tak wspaniałymi
muzykami trwa do dziś i stwarza niepowtarzalną możliwość realizowania „sztuki w
fazie totalnej”
(wyrafinowany dialog muzyczny,
asemantyczna poezja dźwiękowa i performance).
To szalenie elitarna, by nie powiedzieć
alternatywna oferta artystyczna! Jak funkcjonuje na rynku?
Sztuka nie jest kategorią ekonomiczną, a
ja nie jestem akwizytorem. Sztuka jest i będzie elitarna, a zarazem otwarta, bezinteresownie
oferując dobro w sposób piękny. Jest manifestowanym przez artystę procesem
tworzenia niepodległej rzeczywistości. Powiem mocniej: jest manifestacją
człowieczeństwa w świecie charakteryzującym się pogardą dla wartości duchowych.
Nad czym pan aktualnie pracuje?
Mój nowy projekt o nazwie „Polski poemat
dydaktyczny” jest poetyckim wykładem nasyconym przemyśleniami z obszaru teorii
sztuki i filozofii twórczości. Forma, co dla mnie szczególnie ważne, pozbawiona
cech artystycznego eksperymentu. Przesłanie proste jak cisza:
„nie krzycz tak głośno, bo nie usłyszysz
ust, którymi świat wypowiada ciebie
nie biegnij tak szybko, bo nie
doświadczysz drogi, która przemawia twoimi nogami”
O MITAM – Krzysztof Wodniczak
rozmawia ze Stefania Golenią