Rozmiar: 1435 bajtów




   numer 7 - archiwalny
   grudzień 2003 - październik 2004
    - rodzicielstwo -


   Magdalena Fręś

   

Ból i lęk. Rytuał przejścia w rodzicielstwo

(na podstawie "Polki" Manueli Gretkowskiej).


Ciąża jest abiektem, czyli czymś pomiędzy, czymś pośrednim, stanem przejściowym. Przez bohaterkę "Polki" Manueli Gretkowskiej jest odczuwana jak choroba, którą trzeba zwalczyć ("Ciąża nie jest chorobą, ciąża nie jest chorobą - powtarzam sobie", Gretkowska, s. 323). Dla Adrienne Rich macierzyństwo rozpoczyna się w rytuale przejścia, jakim jest ciąża i poród (Rich 2000, s. 46). Rodzenie dzieci jest "prawdziwym" zadaniem dojrzałej kobiecości, dodaje autorka książki "Zrodzone z kobiety"(analizując kulturowe interpretacje ciąży i macierzyństwa) (s. 81). Dla Gretkowskiej jednak ciąża nie jest rytem przejścia, nie jest inicjacją w kobiecość: "Kobieta - ktoś, kim na pewno nie będę. Mimo dojrzewających piersi ze śliwkowymi sutkami, rozstępów, które pewnie się pojawią jak rytualne blizny po inicjacji w kobiecość" (s. 96). Ciało kobiece, w jego tradycyjnym, kulturowym znaczeniu, jest zapisane rytuałem tworzenia życia, ciąży, nieodwracalnym krokiem w macierzyństwo. Wedle słów Bettelheima każda inicjacja jest podejmowana jako próba pogodzenia przeciwieństw, jakie zachodzą pomiędzy byciem dzieckiem a osobą dorosłą, a także pomiędzy kobietą i mężczyzną (Bettelheim 1989, s. 135). Podaje on przykład plemion Arunta i Ilpirra, w których kobieta nazywana jest inaczej (wunpa), jeżeli nie ma dzieci. Nazwa dla matki (arakutja) oznacza kobietę w pełni dojrzałą (s. 236). Poród jest więc rytem przejścia do dojrzałej kobiecości, która oznacza macierzyństwo. W "Polce" jednak ta droga do kobiecości poprzez macierzyństwo poddana zostaje w wątpliwość.

Według Freudowskiej psychoanalizy droga do pełnej kobiecości prowadzi przez ciążę i dziecko płci męskiej, które przynosi kobiecie upragniony penis (Freud 1986). Co dzieje się, kiedy kobieta rodzi córkę? Dokąd prowadzi ta droga? Czy w rozumieniu Freuda mogłaby to być droga do kobiecości, gdy matka otrzymuje (zamiast penisa) łechtaczkę i pochwę? Irigaray bawi się Freudowskim pomysłem: hipotezę o synu, który ma przynieść kobiecie upragniony penis (od ojca), zastępuje swoją hipotezą córki, która byłaby dzieckiem, jakie dziewczynka pragnie otrzymać od matki (Irigaray 1985). Ta córka reprezentowałaby pragnienie powtórzenia narodzin dziewczynki i oddzielenie się jej ciała od ciała matki. Włączenie trzeciego żeńskiego ciała do gry pomogłoby w identyfikacji ciał matki i córki jako seksualnych kobiecych ciał. Narodziny córki odgrywają więc ważną rolę w tworzeniu się tożsamości płciowej i seksualnej kobiet w rodzinie.

Ważną rolę w tej kulturowej inicjacji w kobiecość odgrywa ból związany z porodem. Jest on ostatnim progiem, przez który trzeba przejść. Gretkowska ból obciąża podwójnym znaczeniem, bo jest on oznajmieniem choroby i jednocześnie prawidłowego funkcjonowania organizmu: "W ogóle, kiedy coś boli, to jestem pewna, że działa: rozciąga się obolały brzuch." (s. 84) Ból jest częścią porodu i nie może zostać całkowicie zlikwidowany, aby ułatwić właściwe współdziałanie kobiety z jej wydostającym się na świat dzieckiem. Jest to ból, przed którym nie można uciec, niejako "zaprogramowany" dla ciała: "Słynny punkt G, przycisk rozkoszy, działa podobno w dwie strony. Przy kochaniu i jego brzemiennym efekcie - porodzie. Narkotycznie zmniejsza ból. Wagina, w którą wślizguje się przyjemność, gwałcona rozkoszą - tunelem dla bólu. Miejscem stawania się kobietą i dzieckiem" (s. 241). Strefy rozkoszowanie się kobiety stają się strefami bólu rodzącej, ale i sprzymierzeńcem - bo punkt G działa jak narkotyk, który pozwala nie odczuwać bólu. Matka ucząca się o porodzie w bibliotece macierzyństwa potrafiła trzeźwo analizować ten ból, uczyć się sposobów, aby go pokonać. Natomiast matka, która zaczyna rodzić, poddaje się bólowi całkowicie. Intelektualizacja jest bezradna: "Jestem nadziana na szpikulec bólu, posuwający się z każdym skurczem głębiej. Przebijającym macicę, rozszarpującym całe ciało" (s. 342). Ten ból przywodzi myśl o śmierci, i ponownie, Gretkowska zestawia akt rodzenia się nowego życia z umieraniem: "Ja nie rodzę, ja umieram" (s. 343), "Poród i śmierć, po co rozdzielać, są tą samą karą za ten sam grzech" (s. 344). W obliczu wszechograniającego doświadczenia bólu edukacja biblioteczna matki zdaje się na nic: "Bzdurne opowieści o cierpieniu, którego się później nie pamięta, wspaniałych chwilach rodzenia" (s. 343). Gretkowska obala tutaj kolejny mit - konieczności cierpienia, które uwzniaśla. Rich pisze, że patriarchat nadaje cierpieniu kobiety rodzącej cel jej egzystencji. Bohaterka "Polki" nie godzi się na ten ból, prosi o znieczulenie: "Od dwunastu godzin jestem na znieczuleniu, gdyby nie to... zwariowałabym z bólu, wolałabym się zabić, po co dogorywać? Najpiękniejsza chwila...tortur. Taak, siłami natury, umiejącej zadręczyć na śmierć. Rozumiem kobiety nie mogące latami pogodzić się z tym bólem. Jestem nim zgwałcona" (s. 345). Gretkowska dokonuje de-heroizacji matki rodzącej siłami natury, nie rozumie sensu takiego cierpienia. Rich twierdzi, że odczuwanie ogromnego bólu i poczucie bycia opętaną czy okupowaną przez ból ma swoje podłoże w przekazach kulturowych. Kobiety w czasie swojego życia uczą się tego, że poród jest bolesny. Dla nich nie jest to funkcjonalny, fizyczny proces, ale najboleśniejsze doświadczenie w życiu każdej kobiety. Dziewczynki są wychowywane w ten sposób, że poród kojarzą jednoznacznie z cierpieniem, poczym antycypują go, zwłaszcza podczas pierwszej ciąży. Taką dziewczynką była bohaterka ciąży. Pomimo tego, że jej edukacja zawierała również pozytywne przekazy o fizjologicznym znoszeniu bólu czy przyjemności stawania się matką, przekaz dotyczący bólu był najsilniejszy. Ból jest najbardziej dominującym elementem porodu.

Wedle Kristevej ból nie kończy się w momencie urodzenia dziecka. To dopiero początek: "Moje ciało już nie jest tylko moje […] ból, jego ból [ciała, dziecka - przyp. MF] - pochodzi z wewnątrz i nigdy nie pozostaje oddzielny, inny, zapala mnie natychmiast, bez sekundy wytchnienia. Tak, jakby to było tym, co urodziłam i, nie chcąc się oddzielić, nalegając na powrót, zamieszkiwało mnie nieustannie. Nie rodzi się w bólu, rodzi się ból: dziecko go reprezentuje i odtąd umiejscawia się, jest ciągły. Oczywiście możesz zamknąć oczy, przykryć uszy, nauczać, załatwiać sprawy, sprzątać dom, myśleć o przedmiotach, podmiotach. Ale matka jest zawsze napiętnowana bólem, poddaje się mu" (Kristeva 1986, s. 167). Ból więc nie jest jedynie elementem porodu, który kończy się wraz z przyjściem dziecka na świat, ale jest elementem tego procesu, jakim jest matkowanie. Jest to ból psychiczny, choć może mieć fizyczne objawy.

Bólowi towarzyszy również ogromny lęk. Jest to przede wszystkim lęk przed nieznanym, pisze Rich. Dla Gretkowskiej tym nieznanym jest śmierć. Ból to umieranie. Rich przytacza badania Dick-Reada, w których ankietowane kobiety wyznały, że żądały uśpienia, by uciec nie tyle od bólu, ile od wielkiego strachu przed nieznanym (Dick-Read 1970, za: Rich 2000). Rich wymienia jeszcze jeden rodzaj lęku: lęk przed zmianą, przed transformacją. Poród oznacza przejście do funkcjonowania w nowej roli - roli matki. Ta rola zmienia całe dotychczasowe życie kobiety. Gretkowska doprowadza swoją bohaterkę do momentu pierwszego przytulenia nowonarodzonego dziecka. Jednak proces przemiany trwa dalej. Poród kończy dziennik, ale rozpoczyna nowy wymiar egzystencjalny dla jego bohaterki. Poród jest "aktem egzystencjalnego otwarcia" (Brach-Czaina 1999, s. 23), aktem zgody na to, co jest: "JEST!!! [...] Czarny, kudłaty łepek. Nieprzytomne oczy, tulące się do mnie, kwilące ciałko" (s. 346).

Cixous w "Śmiechu Meduzy" również pisze o problematycznej podmiotowości kobiety w ciąży. I tak, jak u Gretkowskiej dziecko wysuwa swoje żądania i w ten sposób niejako "tłamsi" niezależność matki jako podmiotu, tak Cixous pisze o tym, jak przyjście dziecka na świat oznacza wejście jego rodziców w role matki, ojca, "wtłoczenie" ich w schemat rodziny. Pragnie ona od-mater-paternalizować okres ciąży: "Dziecko to inny, ale inny bez przemocy, bez przejścia przez utratę i przez walkę" (Cixous 1993, s. 163). Ta przemoc i utrata oznaczają utratę podmiotowości kobiety i mężczyzny, którzy przez pojawienie się dziecka tracą własną odrębność i niezależność, wchodząc w role matki, ojca, podejmując się zadania stwarzania rodziny. Cixous mówi, że moment porodu nie jest ani utratą, ani pomnożeniem siebie. Jest stworzeniem odrębnej, nowej istoty, przy zachowaniu odrębności matki.

Skoro ciąża, poród i macierzyństwo nie oznaczają dla Gretkowskiej inicjacji w kobiecość (inicjację tak przyjętą ośmiesza), więc należy zapytać, czym dla niej ta kobiecość jest i co oznacza rzekoma i ironizowana po-inicjacyjna przemiana. Gretkowska poddaje tutaj w wątpliwość kolejny stereotyp dotyczący tego, czym (kim?) jest kobieta. Z kulturowego punktu widzenia ciało i seksualność związane są z kobietą, podczas gdy mężczyźni mogą symbolicznie "szybować po wyżynach teoretycznej refleksji i kulturalnej produkcji" (Grosz, s. 22). Bohaterka "Polki" w czasie ciąży jest aktywna seksualnie, pracuje intelektualnie i artystycznie. Inicjacja w "kobiecość", o której mówi Gretkowska, jest inicjacją w fallocentryczną "głupioblondynkowość" kobiet, czyli w kobiecość macierzyńską (pojmowaną biologicznie), nie-intelektualnie nie-kreatywną, cielesną, pozbawioną duchowości i intelektu. Julia Kristeva twierdzi, że "[k]obieta jako taka nie istnieje" (Kristeva 1986 [A], s. 16) - podmiotowość kobiety jest w ciągłym procesie stawania się. Z tego punktu widzenia bycie w ciąży nie jest więc procesem inicjacyjnym w kobiecość, a jednym z ciągu elementów w nieskończonym procesie. To, co się zmienia, to obraz ciała. Wraz z ciałem zmienia się "ja", pod wpływem nowego doświadczenia "stawania się".

Skoro więc ta kulturowa inicjacja w kobiecość, do której odnosi się Gretkowska i którą czyni obiektem ironii, nie jest zaznaczona wyraźnie przez moment porodu ("stawania się matką"), czy jest rytuałem przejścia w cokolwiek? W coś namacalnego? Czy jest przejściem przez próg, który otwiera drzwi do pewnego konkretnego etapu? A nie tylko jednym z wielu momentów rozwoju podmiotowości kobiecej? Gretkowska pisze: "Pietuszka oparty głową o łóżko, modli się? Bierze nożyczki. Chcę powstrzymać mu rękę, to zaboli. Nie patrząc na nas, przecina stanowczo miękką pępowinę. Pola, Polka, Poleczka" (s. 347). Ten moment przecięcia pępowiny jest bardzo ważny. Przecięcie pępowiny symbolizuje odcięcie współistnienia matki z dzieckiem. Język wskazuje na rozdarcie, na odcięcie dwóch światów: miękka pępowina (tak miękka, jak ciało matki) jest przecinana stanowczym, męskim gestem. Ten gest jest święty, poprzedzony modlitwą, być może o usankcjonowanie porządku, w którym dziecko jest odrywane od ciała matki i już nie będzie jej zwrócone. Dziecko już w chwili przyjścia na świat jest odcinane przez ojca. To odcięcie boli. Pozostaje "blizna nieodłączna, nienaprawialna" (Irigaray 2000, s. 15), ślad po połączeniu matki i dziecka "ciało-w-ciało". "Ojciec zabrania ciało-w-ciało z matką" (ibidem, s. 13), mówi Irigaray. Pojawia się w momencie rozdzielenia dwóch ciał i sankcjonuje przejście dziecka w jego porządek symboliczny: "W tym porządku nadawane dziecku imię własne pojawia się już w miejsce najbardziej nieusuwalnego znaku jego narodzin, pępka. Nazwisko, a nawet już imię, jest zawsze kalką w stosunku do tego najbardziej nieusuwalnego śladu tożsamości: blizny po przecięciu pępowiny. Nazwisko, a także imię, prześlizguje się po ciele jak osłona, dokument tożsamości - poza ciałem" (ibidem). Zaraz po przecięciu pępowiny pojawia się imię dziecka "Pola, Polka, Poleczka". To imię, wypowiedziane przez matkę trzy razy, nie zastępuje pustki powstałej po rozdzieleniu ciał. Ta pustka jest znacząca i wyraża się w milczeniu autorki, która kończy swoją opowieść, dziennik urywa się nagle, tak, jak urywa się cielesne współistnienia ciał matki i dziecka. Pustka i milczenie kobiety, która pisze dziennik uwidaczniają przejście dziecka w porządek męski, na który w dzienniku nie ma już miejsca? To, że Gretkowska jest kobietą i to, że pisze o swoim ciele i ze swojego punktu widzenia, absolutnie nie oznacza, że jest ona wyzwolona z porządku, w którym rodzi się jej dziecko. Przeciwnie. Moment przecięcia pępowiny jest ostatnim kontaktem z ciałem. Nadanie imienia odbywa się bowiem już poza nim, "prześlizguje się po ciele jak osłona", pisze Irigaray. Ta osłona jest konieczna do zakamuflowania kobiecości, która żyje w męskim świecie. Gretkowska odsłania tutaj swoje własne uwięzienie w męskich fantazmatach, umieszczanie się w męskich projekcjach. Jest ona świadoma wielu z nich, ale nie do końca. Na końcu pozostaje milczenie, pustka, rozdzielenie, usankcjonowane męską ręką, przecinająca pępowinę. W wywiadzie udzielonym "Man and World" Irigaray przytacza patriarchalny argument mówiący, że prawo ojca jest niezbędne do przerwania fuzji matka-dziecko, a następnie obala ten argument. W rozmowie z biolożką Helene Rouch (Irigaray 1992) dowiaduje się, że dziecko zawsze jest od matki oddzielone, nigdy nie jest z nią stopione w jedno: pomiędzy nimi znajduje się łożysko, które służy harmonijnemu współistnieniu tych dwoje przez okres ciąży (Irigaray 2000 [A], s. 150). Męska ręka w ogóle więc nie jest potrzebna. Gretkowska jednak, pomimo swej edukacji o ciąży, nie zna takiej jej interpretacji. Jej pisanie tutaj więc jest umieszczone w sferze fantazmatów męskich. Gretkowska zwraca uwagę na to, że Piotr nie patrzy na nią, kiedy przecina pępowinę. Dlaczego nie patrzy? Z jej żądania tego spojrzenia można odczytać, że istnieje w niej potrzeba jego bliskości, totalności jego uczestnictwa w tym doświadczeniu. Być może, gdyby spojrzał, "jakaś część ukrytej prawdy zostałaby brutalnie zdemaskowana" (Irigaray 2000, s. 22), pisze Irigaray. Być może to spojrzenie zmniejszyłoby jego rolę i jego udział w rytuale rodzenia, zmniejszyłoby jego władzę i autorytet. Być może byłaby to prawda o tym, że on również posiada bliznę, pozostałość po jego "ciało-w-ciało" z matką, o tym, że jego męskość wymaga zaprzeczenia pragnienia związku z matką. On również przechodzi przez rytuał stawania się mężczyzną-ojcem.

Magdalena Fręś



Bibliografia:

Bettelheim Bruno, Rany symboliczne. Rytuały inicjacji i zazdrość męska, przeł. i wstęp D. Danek, Warszawa 1989.
Brach-Czaina Jolanta, Szczeliny istnienia, Kraków 1999.
Cixous Helene, "Śmiech meduzy" [w:] "Teksty Drugie" nr 4/5/6, 1993.
Dick-Read Grantly, Childbirth Without Fear: The Principle and Practice of Natural Childbirth, New York, 1970, cytowane [w:] A. Rich, Zrodzone z kobiety, Warszawa 2000.
Freud Sigmund, "Female Sexuality" [w:] The Standard Edition of the Complete Psychological Works of Sigmund Freud, tłum. Strachey James i inni, red. Strachey James, London, 1995, ss. 221-243.
Gretkowska Manuela, Polka, Warszawa 2001.
Grosz Elizabeth, Volatile Bodies, Bloomington and Indianapolis, 1994.
Irigaray Luce, Ciało-w-ciało z matką, tłum. A. Araszkiewicz, Kraków 2000.
Irigaray Luce, Je, Tu, Nous. Toward Culture of Difference, Nowy Jork, Routledge, 1992.
Irigaray Luce, The Speculum of the Other Woman, Ithaca, New York, 1985.
Irigaray Luce [A], Why Different? A Culture of Two Subjects. Interviews with Luce Irigaray, Semiotext(e), New York, 2000.
Kristeva Julia, "Stabat Mater", [w:] Kristeva Reader, red. Toril Moi, New York 1986.
Kristeva Julia [A], "About Chinese Women", [w:] Kristeva Reader, red. T. Moi, New York 1986.
Rich Adrienne, Zrodzone z kobiety, przeł. J. Mizielińska, Warszawa 2000.