numer 6 - archiwalny
   październik 2003 - luty 2004
    - codzienność -


           



Sebastian Cichocki

Trzech herosów w kuchni, nie licząc Antka. O sztuce Elżbiety Jabłońskiej.



Wierzę w: ... ludzi, jestem przeciwko bezrobociu i wyzyskowi, chcę pomagać bezbronnym i pokrzywdzonym
Elżbieta Jabłońska, listopad 2002


I.

Ostatnim razem, kiedy pisałem o sztuce Elżbiety Jabłońskiej posiłkowałem się cytatami z eseju Johna Cage'a - O Robercie Rauschenbergu, artyście i jego dziele. Twierdziłem wtedy, (i dalej uparcie bronię swego zdania), że w tym niedługim tekście amerykański kompozytor-wizjoner przemycił całą prawdę o roli niczego, nudy i banału w sztuce współczesnej. Pierwszy z cytatów brzmiał następująco:
Rozmowy się nie kleiły, a wymiana listów ustała niemal całkowicie. (Nie z winy poczty, która trwała nadal). Ludzie rozmawiali o komunikowaniu się, być może dlatego, że dawno już nie mieli o sobie żadnej wiadomości. Rozkwitała sztuka.
Poniższy tekst stanowi kompilację moich wcześniejszych i ostatnich przemyśleń na temat istoty sztuki Elżbiety, jej wypowiedzi, naszej e-mailowej korespondencji i istotnych informacji o zdarzeniach, które miały miejsce w międzyczasie.


II.

Elżbieta Jabłońska pozowała do zdjęć przebrana za Prawdziwych Amerykańskich Idoli: Spidermana, Batmana i Supermana.
Cały projekt zatytułowany przez artystkę Supermatka, zaaranżowany został w najzwyklejszych na świecie dekoracjach: w niewielkim mieszkaniu w Bydgoszczy. Widzimy meble, półki z książkami, kuchnię. Kuchnia jest zwyczajna, jakich widzieliśmy już wiele – z półką na przyprawy, garnkami, kuchenką, deską do krojenia, magnesami na lodówce i czajnikiem elektrycznym. Ale myliłby się ten kto chce zdeprecjonować rolę tego miejsca.
Elżbieta poproszona przeze mnie o zdefiniowanie słowa kuchnia, opowiada:
Kuchnia to taki fragment naszego maleńkiego mieszkanka, w którym panuje wielki ruch, ciągle ktoś tam jest, albo coś pije, albo je, albo kręci się koło lodówki w poszukiwaniu jakiegoś cudu gastronomicznego. Wiele się dzieje w kuchni.
Kuchnie zawsze były miejscem spotkań i rozmów, och, w kuchniach było zawsze najciekawiej i najweselej, tak właściwie kuchnia to taki mały raj. Z dala od oficjalnych pokoi i gabinetów.



III.

Batman, Spiderman i Superman to dobrzy chłopcy w śmiesznych fatałaszkach. Pomagają słabszym, są niezawodni, bywają w kilku miejscach na raz, nigdy się nie skarżą, nigdy nie wahają się po czyjej stronie należy stanąć. Samotne kobiety, zagubione dzieci, szarzy obywatele, bezbronne zwierzęta – wszyscy mogą liczyć na pomocną dłoń umięśnionego herosa. Furkocząc w powietrzu swoimi płaszczami, wspinając się po pionowych szklanych ścianach, unikając lecących w ich stronę pocisków, umykając prawom fizyki (pamiętam komiksowy epizod w którym Superman podniósł jedną ręką ... jezioro!) - zawsze stoją na straży Dobra. W międzyczasie słudzy Zła czają się wszędzie: są nieobliczalni, niegodziwi, podstępni i okrutni. Zło sączy się we współczesnych metropoliach - wielkich rynsztokach niegodziwości i plugastwa. A nasi bohaterowie są jak harcerze z dawnych lat, zostawiający odcisk niewidzialnej ręki. To co łączy Batmana, Spidermana i Supermana to podwójna osobowość – z jednej strony niewyróżniający się urzędnicy, konusy w okularach o wyraźnych problemach z komunikacją interpersonalną, z drugiej strony zaś Rycerze Sprawiedliwości mknący na pomoc uciśnionym. Oczywiście to rozszczepienie jaźni nie wychodzi im na dobre – mają swoje ludzkie uczucia, ambicje, marzenia – które, niestety, dla dobra sprawy nie mogą zostać zrealizowane. Zawsze kręci się wokół nich jakaś zachwycająca piękność, wzdychająca do przelatującego po amerykańskim niebie bohatera, ale nigdy nie wystarcza jej intuicji by odkryć że nieudolny adorator jej wielkich błękitnych oczu, stojący tuż obok w niemodnej marynarce i głupawej grzywce to ta sama osoba. Potęga amerykańskiego herosa wynika z jego niedoskonałości, kompleksów i frustracji.


IV.

Antek, syn Elżbiety Jabłońskiej uważa, że jego mama to Superwojownik.
Superwojownik musi uporać się z superrealizmem: złośliwością rzeczy martwych i świata ożywionego. Z rozsypującą się mąką, wirusem grypy, przeciągiem, złymi fluidami z telewizyjnego odbiornika, przeterminowanym mlekiem, bakteriami, głodnym kotem buszującym po stole i tysiącem innych wyzwań.. Tak jak amerykański komiksowy heros Supermatka także musi dbać o słabszych. Sprawiać by czuli się bezpiecznie. Nie dzielić się z nimi swoimi złymi przeczuciami, roztaczać wokół siebie ciepło i mieć odpowiedź na każde pytanie. No i stworzyć dom, który jest nie tylko bezpiecznym schronieniem, ale i miejscem fascynującej, tajemniczej gry.
Elżbieta opowiada: Na ścianach mojego domu, a jest ich dokładnie cztery, wisi jeden rysunek, bardzo ładny, jest to rysunek mojego syna Antka, rysunek długopisowy przedstawiający miasto Tanzwil, w którym mieszka nieporadny burmistrz, zły Mojo Jojo, oraz Atomówki, trzy maleńkie dziewczynki z kucykami, posiadające nadludzką moc i siłę, będące uosobieniem dobra i piękna.


V.

Co jest ważne dla supermatki?
Ważne jest gotowanie. W kuchni dzieją się rzeczy wspaniałe: obieranie warzyw, obliczanie kalorii, gotowanie ryżu i makaronu, łuskanie orzechów, porcjowanie ziół, wąchanie, siorbanie (ileż to określeń na czynność wchłaniania pożywienia do układu pokarmowego znalazła kiedyś Elżbieta?) i ukradkowe podjadanie z wielkich garów.
Ważne jest macierzyństwo. Z całym rozgardiaszem, niewyspaniem i najgłupszymi pytaniami na świecie (Ile lat ma najmłodszy artysta?, Kto rządzi kosmosem?, Dlaczego czarny kolor jest smutny?) Elżbieta ma gotową odpowiedź, streściła niegdyś swoją sztukę do jednego zdania: Jeśli masz rodzinę, taką z mamą, tatą i dzieckiem, to będziesz wiedział o co chodzi.
Ważne są także sprzęty i zwierzęta domowe. Bywają oswojone, bywają też groźne. Nie tylko zwierzęta, sprzęty też. Stary piecyk gazowy warczy i pomrukuje, z rur dobiegają tajemnicze chrobotania a komputer zawiesza się bez wyraźnej przyczyny - może po to by okazać swoją złośliwą drugą naturę.
Nie wolno też zapominać o magicznej roli gier towarzyskich. Kiedyś ludzie w ten sposób spędzali wolny czas. Układali pasjanse, ślęczeli nad szachownicą, marszczyli brwi próbując ułożyć dwunaste piętro zamku z kart. Teraz zahipnotyzowani wpatrują się w migocący ekran. Elżbieta narzeka: Uchodzi ze mnie życie bo nie oglądam telewizji.
Wszystko to delikatne, z lekkim dąsaniem, przewrotne, czułe i bardzo nam wszystkim bliskie.


VI.

Kim zostałaby Elżbieta gdyby nie została artystką?
Gdybym nie była artystką ...zostałabym księdzem, pamiętam jak w dzieciństwie uwielbiałam bawić się w księdza, zakładałam na szyję taki długi szalik mojej starszej siostry, podkradałam kilka opłatków czekających na wieczór wigilijny, wycinałam z nich kółeczka i wsypywałam do srebrnego kielicha, który z kolei przykrywałam dużą ilością wyprasowanych i złożonych w kostkę chustek do nosa, potem te chustki składałam i rozkładałam, znów składałam i znów rozkładałam na takim malutkim stoliczku, brakowało mi zawsze takich małych buteleczek z płynami....


VII.

Oto sztuka tocząca się za zamkniętymi drzwiami (fakt, że w ogóle wolno nam ją oglądać to wielka dobroduszność ze strony artystki - przecież to łaskawość a nie ekshibicjonizm, mimo, że Elżbieta lubi w ten sposób skwitować swoje działania). Takie domowe uprawianie czegoś co jest z gruntu szlachetne i dobre. Sztuka, nie-zawsze-sztuka. Czasem jest przewrotna, czasem złośliwa ale zawsze czuła i delikatna. To także stawanie na głowie, robienie głupich min, rysowanie po gazetach, wróżenie z fusów. Pielęgnowanie, hodowla subtelnych pomysłów, klonowanie małych zdarzeń. Potrzeba na taką twórczość cierpliwości i spokoju. Czasem heroizmu. Jakaś beztroska wisi w powietrzu - leżeć na kanapie, pić świeżą herbatę i snuć historie. Matkować okalającemu światu.
Dlatego Ela przyjmuje pozę super-matki, stawiającej czoła demonom (choć czasem są to tylko małe chochliki) sprzątania, prasowania, zmywania, prania, gotowania, dogadzania, przyprawiania, pieczenia, rozwieszania, adorowania, cerowania. Taką litanię (nie bez powodu używam tego słowa, o czym poniżej) obowiązków można by ciągnąć w nieskończoność – ważne jest, że dobrem, które się w ten sposób wytwarza i magazynuje, można się dzielić.
Kościelne ikony, na których wzorowała się Elżbieta (przyjrzyjmy się gestom, spojrzeniom, kompozycji fotografii) pozując w strojach komiksowo-filmowych bohaterów, miały wzbudzać w wiernych poczucie bezpieczeństwa, harmonii, i przypominać o wysyłanej z samego Nieba (stuprocentowa jakość!) Miłości. Najsłynniejsza z matek z najsłynniejszym dzieciątkiem – dostojni, majestatyczni, tchnący spokojem. Czasem srodzy, bo przecież zgnilizna i grzech zalęgły się na ziemskim padole. Czasem obojętnie wpatrujący się gdzieś poza ramy obrazu. Czasem zatrważająco zwyczajni, wyglądający jak prowincjonalna dziewczyna z małym, wychudzonym dzieciakiem.
Jeszcze raz należałoby powtórzyć: ważne jest dobro, które można magazynować i dzielić między ludzi.
Od kilku miesięcy Jabłońska skupia się na działaniach artystycznych , które łączy jedno słowo-klucz: „pomaganie”.


VIII.

Elżbieta opowiadała o swoim domu:
W moim domu są takie zakamarki, gdzie... boję się zaglądać, tak, tak. Nie jest to jednak strach przed nieznanym, ale strach przed niemożnością poradzenia sobie z agresywnymi przedmiotami, które potrafią skutecznie zaatakować. Kiedy otwieram drzwi szafy, zwłaszcza tę połowę z lustrem, to naprawdę się boje, rzadko bowiem zdarza się, że rura od odkurzacza nie wypada natychmiast, lecz dopiero po chwili. A, a i wtedy trzeba sobie z nią jakoś poradzić, a ona ciągle nie chce przyjąć odpowiedniej pozycji i wije się przez chwilę, a w końcu wypada po raz kolejny, za nią wysuwa się plecak, a potem od razu taka moja torba, której oderwały się obydwie rączki i kiedy już sobie jakoś radzę, wtedy właśnie wyskakuje tęczowa parasolka, którą Antek dostał na Dzień Dziecka w przedszkolu.
Albo na przykład wolne szpary pod kaloryferem, tam zawsze coś można znaleźć: resorki albo kasztany, albo papiery, albo piórka Mikołaja – naszego kota, to znaczy on nie ma piór, ma sierść, ale piórkami lubi się bawić.
Teraz stoi tam łódka Actionmana i dwóch amerykańskich żołnierzy.
A półka w łazience, tam to się dopiero dzieje, a to nawet nie jest zakamarek.
A parapety okienne, aż boję się spojrzeć w ich stronę
i spojrzałam
i muszę przerwać na chwilę, bo piękny księżyc w pełni, wyszedł właśnie zza dziesięciopiętrowego wieżowca, który stoi na wprost moich okien.
Ale nie przejmujcie się, ten wieżowiec nie stoi zbyt blisko, widzę duży kawałek nieba.



IX.

W maju 2002 roku na ulicach polskich miast pojawił się kolejny, 17-sty billboard Galerii Zewnętrznej AMS zatytułowany Gry domowe. Było to zdjęcie Elżbiety Jabłońskiej w stroju Supermana. Tym razem zostało ono skomentowane 3 słowami: zmywanie, gotowanie, pranie. Prawie cztery lata wcześniej na bilboardach AMS znalazła się praca Jadwigi Sawickiej, również opisana trzema słowami (a w zasadzie sprowadzająca się do nich – był to tekst, dramatycznie wypełniający całą przestrzeń plakatu): Nawracanie, oswajanie, tresowanie.
Porównajmy te dwa wyliczenia, co sugeruje sama Elżbieta.
Jabłońska: zmywanie, gotowanie, pranie.
Sawicka: nawracanie, oswajanie, tresowanie.
Powiało grozą, bo plakat bydgoskiej artystki jawi się w tym kontekście już nie jako delikatny żart, subtelne naigrywanie się z narzuconych ról społecznych jakie odgrywać musi kobieta (jednym tchem wymieniane role matki, partnerki seksualnej, opiekunki, pomocy domowej, kucharki, przyjaciółki etc.), lecz jako ciężkie oskarżenie. Pomyśleć tu można o śmiertelnym grzechu braku uwagi, świadomości, zrozumienia wobec kobiet i ich niewidocznej pracy, bez której cała ta misterna konstrukcja społeczna, na której opiera się instytucja rodziny ległaby w gruzach.
Prawda leży jednak pośrodku. Nie jest ani tak poważnie, ani tak beztrosko. Elżbieta przyznała, że inspiracją przy projekcie billboradu było dla niej zdanie ze Shreka, bajki dla dzieci, kipiącej purnonsensowym humorem i pełnej postaci, których postępowanie bywa, delikatnie mówiąc, oparte na ambiwalentnych motywacjach. Nikt nie jest tu do końca pozytywnym bohaterem (przez co prawie każdy z bohaterów tej bajki daje się łatwo polubić). Królewicz wybiera sobie żonę pośród trzech kandydatek. Ostatnia z nich zaanonsowana zostaje: A oto numer trzy: Kopciuszek! Psychicznie chora dziewczynka, której ulubione zajęcia to zmywanie, sprzątanie gotowanie. Kandydatka jest niepoczytalna bo robi z pasją to co większość kobiet uważa za monotonny obowiązek. Ci, którzy własny kierat uważają za świetne hobby uznawani są powszechnie za niepoczytalnych. Gorzki żart, ale żart. Elżbieta Jabłońska po trosze naigrywa się z patetycznej, cierpiętniczej formy pro-społecznego manifestu. Przy okazji nie daje jednak zapomnieć o tym, że jej prace są nie tylko „o czymś” ale bywają i „przeciwko czemuś”.


X.

Na zakończenie jeszcze jeden cytat z eseju Johna Cage’a o twórczości Roberta Rauschenberga. Jest to bardzo piękny fragment o znaczeniu wszystkiego co się nam w życiu przydarza. Warto pomyśleć o nim w kontekście małych i dużych bohaterów i przygód, które przydarzają im się gdy wznoszą się pod niebo i spoglądają na świat z nowej, lepszej perspektywy. Dotyczy to nie tylko amerykańskiego, komiksowego nieba. Może to być równie dobrze niebo nad Bydgoszczą, Białymstokiem czy Gliwicami.
Odbywało się przyjęcie noworoczne poza miastem i jeden z gości napisał książkę filozoficzną i szukał obrazu, który zilustrowałaby jakąś jego tezę, ale miał z tym trudności. Jakaś kobieta robiła na drutach, według wskazówek z książki do której zaglądała. Pozostali rozmawiali, próbowali w czymś pomóc. Ktoś zasugerował, że może obrazek w książce o robieniu na drutach zilustruje tę tezę. Przy bliższym zbadaniu odkryto, że wszystko, co znajdowało się na tej stronie, miało znacznie, łącznie z numerem strony.
Prawda to równie krzepiąca jak widok obcisłego trykotu Supermana, nadlatującego na pomoc uciśnionym mieszkańcom Miasta Grzechu i Występku.



październik 2003

Ps. W tekście wykorzystałem fragmenty tekstu Sztuka domowa, czyli cała prawda o planecie X (z katalogu wydanego z okazji wspólnej wystawy Małgorzaty Jabłońskiej i Elżbiety Jabłońskiej w galerii Sektor 1 w Katowicach, listopad 2002).


               
          Więcej prac Eli Jabłońskiej można zobaczyć w naszej galerii http://free.art.pl/galeria.artmix.