numer 6 - archiwalny
   październik 2003 - luty 2004
    - codzienność -


       

Monika Bakke

Codzienność zainfekowana



...there is nothing everyday about everyday life anymore.
(Mirzoeff 1999: 31)

Ten brzmiący znajomo frazes: „wszystko dobrze”, który w swojej anglojęzycznej wersji „everything is fine” stał się tytułem wystawy Huberta Czerepoka, jest zwyczajową odpowiedzią na zaniepokojone spojrzenie lub obojętne pytanie o jakość naszego życia. Frazes ten nonszalancko traktuje codzienność, o której przecież wiemy, że jest tak złożona i niejednorodna, że nie starczyłoby nam czasu, siły, ani ochoty, żeby się weń zagłębiać. Nie z tym rozmówcą i nie przy tej okazji. „Wszystko dobrze” niczego więc nie mówi, jednak przez swą nieznośną skrótowość ujawnia naszą świadomość tego, że jest aż za dużo, żeby mówić. Tak więc codzienność nazwana tu „wszystkim” wymyka się słowom, ale ciągle trwa, bo jak powiada M. Blanchot jest ona tym, czym my jesteśmy przede wszystkim i najczęściej.

Czerepok już wielokrotnie ujawniał, że interesuje go codzienność, co widoczne jest w pracach takich jak Zestawy rekreacyjne, Msza, Alles ist schlecht czy This is not my hand. Niekiedy codzienność ma charakter banalnej rozrywki, a czasem staje się koszmarem. Everthing is fine - wystawa w poznańskiej Galerii Miejskiej Arsenał (26.09-10.10 2003), stanowi przedłużenie tych zainteresowań artysty widoczne w obydwóch filmach Computerstudio i Biblioteka, których projekcja została zaaranżowana w prowizorycznej kawiarence internetowej, pozwalającej na odwrócenie uwagi od nich samych. I tak dekoncentracja, rutynowe czynności, zagubienie celu, nie są tylko tematem filmów ale udziałem odbiorcy. O codzienności tej nie można jednak powiedzieć, że nic się w niej nie dzieje, ale raczej, że nie wiadomo, co się dzieje.

Rita Felski zastanawiając się nad tym „kto wymyślił życie codzienne” wskazuje na tradycje pisania o codzienności sięgającą starożytnej Grecji i zauważa, że codzienność definiowano negatywnie, czyli jako to, co zostaje jeśli odjąć od niej filozofię, sztukę wysoką, heroizm, etc. A zatem, życie codzienne mimo, że było zawsze, jednak nie zawsze było wyodrębnione i analizowane, czyli uznawane za warte namysłu. Dopiero modernizm, a właściwie autorzy tacy jak m.in. de Certeau, Lefebvre, Lukacs, Benjamin, Heller, Schutz, Goffman, Habermas rozwinęli koncepcję życia codziennego. Nie można jednak pominąć zasadniczej ambiwalencji w samej codzienności (cf. Highmore 2002), bowiem z jednej strony jest to obszar, do którego chętnie wracamy, a czasem wręcz wycofujemy się do niego by poczuć się bezpiecznie, by odpocząć, by zaznać oczekiwanych przyjemności, a z drugiej strony codzienność traktujemy jako nudną, nieuniknioną, a nawet zabójczą rutynę. W podejściu modernistycznym dominuje przekonanie o horrorze powtórzenia i jednoczesnej obcości przedmiotów, które nas otaczają. Ciepło ucieka z rzeczy – mówi Benjamin. Przedmioty codziennego użytku powoli, ale uparcie odpychają człowieka. W sumie musi on dzień w dzień wykonywać niebywałą pracę, przezwyciężając tajemny – a nie tylko jawny – opór, jaki mu stawiają.(Benjamin 1927: 21). Warto jednak podkreślić jeszcze jedną cechę modernistycznej codzienności, otóż funkcjonowała ona jako sceneria dla czegoś niezwykłego, czasem wręcz niesamowitego, co stanowiło jej drugą stronę czyli nie-codzienność. Ostatecznie to, co nie-codzienne czyli nowe i niezwykłe, stawało się dzięki wysiłkowi rozumu znajome i zwyczajne ulegając pochłonięciu i rozłożeniu przez zwyczajną codzienność. Nie ma już jednak modernistycznej codzienności, a obecnie nic – nawet codzienność - nie jest już tym, czym wydaje się być.

Jeśli nawet zgodzimy się z Ritą Felski, że codzienność jest codziennością ponieważ nie jest już połączona z cudownym, magicznym lub sakralnym(Felski 1999-2000: 16), to jednak nie zaprzeczymy, że ma ciągle coś wspólnego z niewytłumaczalnym. Codzienność nie daje się całkowicie zracjonalizować, spenetrować, oświetlić. A zatem, jeśli nawet w żadnym swym przejawie nie jest już sakralna (choć być może jako taka powraca w dzisiejszych fundamentalizmach), to na pewno pozostała sekretna. Jej tajemnica nie jest jednak archaiczna, zapomniana lub gdzieś głęboko ukryta, ale staje się ona naszym nieustannym udziałem jako to, czego nie da się racjonalnie wyjaśnić, a co przybiera formy dziwne, lub zgoła paranoiczne – w greckim sensie tego słowa (para nous) jako to, co obok lub poza rozumem. Któż bowiem nie pamięta własnych irracjonalnych zachowań i zaskakująco niezrozumiałych decyzji innych ludzi. Codzienność jest przestrzenią działań bez powodu, skrajnych reakcji na błahe problemy, a przede wszystkim przypadków. Któż mógłby zapomnieć o Twin Peaks i zaprzeczyć, że nawet najbardziej zwyczajne życie małych miasteczek ma swoje sekrety. To, co dziwne przestało już być drugim biegunem codzienności, ale stało się jej nieodłączną częścią. Sowy nie są już tym czym wydają się być – powiedział ktoś w Twin Peaks, kto być może nie jest też sobą. Wszystko jest przemieszane, nieczyste, niejasne, nieostre. Sue Golding dopowie, że’my (po) ponowocześni’ nie jesteśmy w najmniejszym stopniu zainteresowani czystością lub jakimikolwiek związanymi z tym przyborami jak: perfekcja, nieskazitelność, czyste wydarzenie, czysta transcendencja, czysty przedmiot, czysty podmiot, czysta inność, czysty brak, czysta przemoc, czysta moralność, czyste panowanie, czyste poddanie. My nie lubimy tematu czystości, prawdopodobnie nawet bardziej nie lubimy tych, którzy próbują to osiągnąć...(Golding 2003: 20) Codzienność, nie jest więc już oazą w której można odzyskać siły, bowiem jej źródła są już zainfekowane niepewnością. Film Czerepoka Computerstudio obrazuje tę właśnie współczesną codzienność, w której cele działań zmieniają się nieustannie, uwaga przenosi się z miejsca na miejsce, ruchom towarzyszy płynność lecz właściwie nie są pewne ani cele ani kierunki działań.

Po prostu wiem, że znowu zgubię się w tych lasach dziś w nocy – powie Laura Palmer. Ale zgubić można się wszędzie - nieoczekiwanie wpaść w szczeliny między zjawianiem się i znikaniem. Paul Virilio potwierdzi, że rzeczy zjawiają się mocą swego znikania, a my wieczni pyknoleptycy jesteśmy tego dowodem. Pyknolepsja, jak wiemy, to stan chwilowego znikania świadomości, gdy zmysły pozostają przytomne, jednak na zewnętrzne wrażenia nieczułe. Ta chwilowa nieobecność, na ogół niezauważana przez otoczenie, stwarza jednak momenty zniknięcia, które kształtują nasz obraz rzeczywistości na równi z przytomną obecnością. Jednak nawet to, co widzialne (efekt prędkości wiązki światła) uwikłane jest zawsze we fluktuujące relacje przyspieszania i zwalniania. Można więc nagle i nieoczekiwanie, tak jak zdarza się to w Bibliotece Czerepoka, zgubić przedmiot swojej uwagi, stracić cel i ostrość, bo nie ma już mowy o ciągłości. Chwila obecna nie jest następstwem chwili minionej, a łańcuchy przyczynowo-skutkowe pozostają ozdobą minionych epok. Laura Palmer ciągle powtarza: Tyle dziwnych rzeczy wydarza się w życiu. To znaczy w moim życiu.


Bibliografia Mirzoeff, Nicholas (1999) An Introduction to Visual Culture. Routlege, London, NY.
Highmore, Ben (2002) Everyday Life and Cultural Theory. Routledge, London, NY.
Benjamin, Walter (1997) Ulica jednokierunkowa, Sic!.
Felski, Rita (1999-2000) The Invention of Everyday Life. New Formations, no 39.
Golding, Sue (johnny de philo) (2003) Games of Truth. A Blood Poetics in Seven Part Harmony. (this is me speaking to you). University of Greenwich.