Rozmiar: 1435 bajtów



   numer 5 - archiwalny
   marzec 2003 - wrzesień 2003
    - męskość -


   Paweł Leszkowicz
   Niebezpieczne związki z męskim ciałem1

.



penetracja I

W zaciemnionym pomieszczeniu galerii, na ścianę co pół minuty, wyświetlane są portrety rysunkowe mężczyzn. Jednocześnie we wnętrzu, odtwarzane z taśmy magnetofonowej, rozbrzmiewają nakładające się na siebie głosy kobiet-ofiar opisujące sprawcę gwałtu. Pięć kobiet, kilkadziesiąt różnych wersji portretów pamięciowych a tylko jeden mężczyzna-gwałciciel. Wizerunki i głosy działają równocześnie. Rzutnik wyświetla slajdy, głośniki zostały umieszczone w damskich pończochach naciągniętych na stalowe taborety. Tuż nad nimi wiszą rozżarzone żarówki z penetrującym światłem.

Autorką instalacji dźwiękowej zatytułowanej Modus Operandi (1998) jest Dorota Nieznalska, która inspiracje czerpała z przechowywanych na Wydziale Kryminalistyki w Gdańsku dokumentów opisujących przypadek działalności jednego gwałciciela na terenie Trójmiasta, którego charakterystycznym sposobem działania było podduszanie kobiet pończochą. Artystka otrzymała dostęp do zapisanych zeznań zgwałconych. Zatem teksty, które odczytują aktorki są prawdziwe, jedynie głosy są fikcyjne. Na uwagę zasługuje również fakt, iż nie jest to histeryczny ton wypowiadania lecz suchy biurokratyczny monolog, pozbawiony emocji. Niczym automatony po szoku. Portrety (rysunki tuszem) domniemanego sprawcy wykonała natomiast sama artystka, posiłkując się opisami gwałciciela. Jest ich około stu a każdy różni się nieznacznymi zmianami rysów, są zatem bardzo podobne a jednocześnie inne. To one przewijają się przed oczami widzów stojących we wnętrzu instalacji, oddając powtarzalność gwałtu a jednocześnie za każdym razem niepowtarzalną indywidualność jego doświadczenia. Jeden gwałciciel, wiele ofiar, wiele portretów.

Oto fragment wywiadu z artystką, umieszczonego w "Gazecie Wyborczej" w 2001 roku, przeprowadzonego przez Sebastiana Wisłockiego:

"-W Pani pracach kobieta jest dyskryminowana przez mężczyznę, zło utożsamia Pani właśnie z Nim. To również zaczerpnęła Pani z literatury?
-Nie, z życia.
-Ale to Ewa dała jabłko Adamowi.
-Tak, ale to mężczyzna potrafi zgwałcić kobietę." ("To mężczyzna gwałci. Wywiad z Dorotą Nieznalską", w: "GW", 21-22.04.2001, s. 21, 22).

Artystka zrobiła swoją pracę w oparciu o realne gwałty, inspirując się dokumentami z Wydziału Kryminalistyki i jak przyznaje pewnymi własnymi przeżyciami (Kowalczyk, s. 71-85), a dziennikarz Gazety mówi jej o biblijnej Ewie i jej odwiecznej winie. Tragiczne zestawienie, totalna nieprzystawalność, prawdziwe cierpienie wobec negatywnego stereotypu. Ten stereotyp, jakże typowe obarczanie kobiety winą - nawet za gwałt na niej, artystka umieściła w samej instalacji. Znakiem Ewy może być tutaj erotyczny fetysz, "wabik na gwałciciela" - pończochy, naciągnięte w taki sposób, iż powstaje wrażenie waginalnego otworu, obciążonego głośnikiem, z którego wydobywa się głos. Pończocha - wabik, pończocha - narzędzie zbrodni. Artystka nie pominęła niczego, jej praca jest brutalnie prosta i szokująca, jak fakty które ją poprzedziły. Sztuka nie jest tutaj wysublimowaną transpozycją doświadczenia na środki artystyczne, ale bezpośrednim dokumentalnym świadectwem. Pomimo anonimowości oprawcy i ofiar, instalacja eksploduje prawdziwymi emocjami i przesądami związanymi z seksualną przemocą. Poprzez bezpośredniość świadectwa kobiecych głosów Dorota Nieznalska podnosi zasłonę milczenia i podważa tabu otaczające gwałt. Instalacja ta jest również jednym z wielu portretów męskości, pojawiających się z obsesyjną powtarzalnością w jej penetrującej mroki płci sztuce. Od razu więc gwałt jawi się jako tragiczny problem kobiet i mężczyzn. To jego twarz-twarze znajduje się w centrum.

Tytuł Modus Operandi w kryminalistyce oznacza typ działania sprawcy, w pewien określony, charakterystyczny dla niego sposób. Modus Operandi męskości lub męskiej tożsamości w sztuce Doroty Nieznalskiej jest SADOMASOCHIZM. Przechodzenie od sadyzmu do masochizmu znamionuje jej wizje męskości. W instalacji dotyczącej gwałtów jest to bezpośredni sadyzm przemocy seksualnej, sadyzm mężczyzny wobec kobiecego ciała. Na innym poziomie sadyzm występuje w najnowszej instalacji Stygmaty (2002) prezentowanej w ramach poznańskiej wystawy Niebezbieczne Związki (Arsenał, kwiecień, 2002). Bezpośredniość gwałtu została zamieniona na metaforyczne znaczenia gwałtu, jako czegoś przymusowego, co cywilizacja męskocentryczna, czyni kobiecie. Czegoś co dzieje się w rodzinie.

STYGMATY: męski sadyzm

Rozpięta na makabrycznych rzeźniczych hakach bydlęca skóra została rozciągnięta w poprzek galerii. Na niej, w górnej części, formami do znakowania bydła wyciśnięto trzy napisy: "ojciec", "syn" i "brat", czyli maskulinistyczna linia rodzinna - wypalone na skórze. Pod nią na podłodze znajduje się fotografia przedstawiająca nagą kobietę (artystkę), leżącą na brzuchu, w pozie ukrzyżowania, jakby spłaszczoną, wciśniętą w ziemię. Obok niej, rozrzucone na podłodze, umieszczone są metalowe formy do znakowani zwierząt, gotowe w każdej chwili do użycia. Sugestia znakowania kobiecego ciała męskimi imionami, w sensie symbolicznym Imieniem Ojca, a więc podporządkowania patriarchalnym regułom jest oczywista. Męska władza wypalana na ciele jako mapie kobiecej tożsamości. Odczytanie zwierzęcej skóry jako skóry kobiety-artystki jest prowokowane przez wytłoczenie na niej, w dolnej części, daty urodzenia Doroty Nieznalskiej, niczym numeru seryjnego wytatuowanego zwierzęciu.

Religijny tytuł Stygmaty i ciało artystki rozciągnięte w ukrzyżowaniu pogłębiają represyjną przemoc o katolickie podłoże systemu płciowej tortury, zdominowania kobiety męskimi znakami, imionami i nakazami, których religia jest kolejnym wcieleniem. Wcieleniem na jej ciele. Cierpiącym, bo ukrzyżowanym a jednocześnie w geście buntu zaciskającym pięści. Dodatkowo artystka podkreśla osobisty charakter tej pracy, wręcz terapeutyczny wobec jej problemu z dominującym ojcem, który był dla niej bogiem i tyranem. To połączenia Boga i Tyrana jest tutaj znamienne. Krytyczna analiza podporządkowanego miejsca kobiety w katolicko-patriarchalnej kulturze w Polsce, łączy się z przeżyciem indywidualnego zdominowania. Tym razem ta praca jest formą autoportretu artystki a męski sadyzm i dominacja mierzą w nią samą. Narzędziami sadysty są formy do wypalania, którymi znakuje on swoją własność.

Bycie kobietą - przedmiotem męskiego sadyzmu, to jedna postać niebezpiecznych związków z męskim ciałem, które występują w sztuce Doroty Nieznalskiej. Artystka nie pozostawia co do tego złudzeń mówiąc w wywiadzie, iż to mężczyźni poprzez swą siłę i dziedzictwo genetyczne są bardziej skłonni do przemocy a rzeczywistość społeczna to jedynie potwierdza. W obrębie tego sadystycznego modelu męskość jest zapisana na kobiecości, kobiecym ciele jako cielesna rana i psychiczna trauma. Myślenie o seksualności automatycznie łączy się tutaj z przemocą i podporządkowaniem.

To tylko pierwsza część koszmaru męskości, który inscenizuje artystka. Psychoseksualnie sadyzm nigdy nie występuje w pojedynkę lecz zawsze łączy się z masochizmem. Każdy psychoanalityk wie, iż sadysta jest jednocześnie masochistą, wie o tym również Dorota Nieznalska. I tutaj rozpoczyna się druga część jej psychodramy, niebezpieczne związki mężczyzny z własnym ciałem.

PASJA: męski masochizm

Pora zatem na najbardziej znaną i kontrowersyjną pracę artystki, która ma doprowadzić ją do sądu, czyli do pierwszego takiego sądowo-artystycznego precedens w III Rzeczypospolitej. Pasja (2001) to właśnie portret męskiego masochizmu. Wyświetlany na ekranie pozbawiony dźwięku obraz video pokazuje w zwolnionym tempie zbliżenia twarzy ćwiczącego w siłowni mężczyzny. Grymasy oddają wysiłek a jednocześnie pokazują ból i cierpienie. Aby podkreślić rytuał męki związany z treningiem, osiąganiem właściwej cielesnej formy łączącej męskość z siłą, artystka wprowadziła w tę przestrzeń wiszący krzyż z fotografią, zbliżeniem genitaliów.
Rozmiar: 1232 bajtów Rozmiar: 2405 bajtów
Krzyż jest tradycyjnym symbolem cierpienia i zbawienia, zbawienia przez cierpienie, łączy się przede wszystkim z męskim ciałem, z ukrzyżowaniem nagiego Chrystusa, przysłoniętego jedynie perizonium. Cierpienie, męskość, nagość i krzyż znajdują się zatem w jednej symbolicznej linii powiązań. Dorota Nieznalska podążyła tym tropem, wychowana w katolickiej kulturze wypełnionej przedstawieniami Ukrzyżowanego. Jako artystka świadoma również ikonografii pasyjnej w historii sztuki, wypełnionej tysiącami nagich męczenników, w setkach obrazów w historii chrześcijaństwa. Zapewne współcześni cenzorzy nie zdają sobie sprawy do jakiego ekstremizmu cielesnego ukazywania cierpienia i oddawania nagości męskiego ciała posuwali się artyści pracujący na zamówienie Kościoła. Jak w teologicznych debatach rozważano symboliczne funkcje genitaliów Zbawiciela, jako znaku jego człowieczeństwa, uczestnictwa w człowieczeństwie poprzez płciowość. To wszystko istnieje we wnętrzu katolickiej tradycji kulturowej, w tekstach i na obrazach. Z tego właśnie czerpie artystka dając religijny kontekst współczesnemu cierpieniu, gdy religią stały się "bolesne" fizyczne ideały. Jej instalacja jest bardziej krytyczna wobec destruktywnego charakteru tych norm, niż wobec katolickiej symboliki, która tutaj stanowi jedynie dopełnienie komentarza na temat treningu męskości we współczesnych siłowniach, gdzie poszukuje się zbawienia poprzez "rzeźbienie" ciała. Zbawienia przez udoskonalenie "cielesnego ego" w ból treningu.

Jest to cierpienie, na które pokazany na filmie mężczyzna skazuje się dobrowolnie, realizując swoje pragnienia a jednocześnie kulturowe wzorce płci. Indywidualność łączy się z pożądaną społeczną normą silnej i atrakcyjnej męskości. Jednostka nie jest jednak niewinną ofiarą wzorca, to on bowiem usprawiedliwia masochistyczną rozkosz, która jest wewnętrzna a nie narzucona przez kulturę. Cała ten rytuał dotyczy relacji mężczyzny z własnym ciałem i jest to rodzaj niebezpiecznego związku opartego na przemocy wobec fizyczności własnego ciała. Jest to zatem na indywidualnym poziomie związek masochistyczny a właściwie sadomasochistyczny z sobą samym. Droga transgresji ku nowej cielesnej postaci poprzez bolesną przyjemność "doskonalącego wyciskania sztangi". Cierpienie, które kiedyś będzie musiało zostać wydalone na zewnątrz.

Pasja nie jest pierwszą pracą Doroty Nieznalskiej na temat masochistycznego treningu męskości, wcześniejsza instalacja dźwiękowa Wszechmoc. Rodzaj męski (2000/2001) dotyczyła tego samego problemu. Artystka wyraźnie mówiła w tym przypadku o próbie stworzenia sali tortur. Każdy kto był w małych, piwnicznych osiedlowych siłowniach natychmiast rozpozna tę przestrzeń, odwzorowanie jest bardzo dosłowne, to prawie cytat. W przyciemnionym przez czerwone światło wnętrzu dominuje stalowa konstrukcja drabinek do ćwiczeń z zamontowanymi lustrami pozwalającymi śledzić postępy. Pomieszczenie wypełniają odgłosy męskiego wysiłku z agresywną muzyką w tle, jest to oryginalny dźwięk nagrany w siłowni.

Artystka wydobyła z tych miejsc to co najgorsze, w jej pracy panuje wilgotna atmosfera mroku, męczarni i agresji. Widz wkraczając do wnętrza instalacji wchodzi do mikroprzestrzeni piekła, stalowa konstrukcja to narzędzie tortur, zaciemnienie jeszcze nasila to wrażenie. I jest jeszcze coś i to jest właśnie najgorsze - seksualność. Wprowadzają ją dyszące odgłosy, oddechy i jęki, niczym w czasie stosunku, brzmi to jak ścieżka dźwiękowa z filmu pornograficznego.

Niektórzy krytycy łagodnie piszą o narcystycznym autoerotyzmie męskim związanym z nadmiernym zainteresowaniem ciałem. Jednak w połączeniu z tą mroczną salą tortur ponownie pojawia się skojarzenie z sadomasochizmem. Dodatkowo stalowe drabinki mają specjalne falliczne zakończenia, które przypominają również szubienice, są znakami śmierci. W tym momencie ta inscenizacja męskiego masochizmu działa niczym sadystyczny cios w odbiorcę, który zostaje pochwycony w perwersyjną pułapkę. Instalacja jest przecież wnętrzem, w które się wkracza. Połączenie pomiędzy agresją a seksualnością działa w tej pracy jeszcze silniej i bardziej odpychająco niż w Modus Operandi pomimo tego, iż mamy w tym przypadku do czynienia z "autoerotycznym gwałtem".

Sztuka Doroty Nieznalskiej wcale nie dotyczy jednak kulturystycznej męskości, ona jest bowiem jedynie metaforą męskiej tożsamości jako takiej, jej destruktywnego i agresywnego narcyzmu i egomanii. W instalacjach, które mogą być ilustracją do seksualnych powieści grozy, artystka łączy męskość z sadomasochizmem, wobec siebie samego i wobec kobiety. Owo połączenie zachodzi na poziomie seksualności, stąd rola genitalnych wyobrażeń i odniesień. Sadomasochizm jest formą seksualności, gdzie seks najpełniej wiąże się z grą władzy. W Pasji fotografia genitaliów na krzyżu lokalizuje cel męki właśnie w seksualności, w osiąganiu stanu seksualnej potencji, falliczności męskiego napiętego, napompowanego ciała. Trening-męka prowadzi do "erekcji mięśni", formy ciała oznaczającej siłę i dominację, ale i równorzędnym celem jest uczynienie siebie obiektem erotycznego pożądania, spełnionym wzorcem męskości. Artystka w pragnieniu dominacji widzi jednak podstawowy cel ćwiczeń, czyli tresury męskości. Dominacja - tak właśnie zatytułowana była jej wystawa w Centrum Sztuki Współczesnej Łaźnia w 2001 roku. Dominacja połączona z agresją i przemocą, stąd szokujące falliczne szubienice i gwałty, i gęsta psychodeliczna atmosfera mroku.

W psychoanalizie znak fallusa jest właśnie znakiem władzy i choć ma znaczenie symboliczne trudno go oddzielić od męskiej seksualności. Badania nad gwałtem uporczywie powtarzają, iż tutaj nie chodzi o seks, ale o potrzebę władzy, potrzebę totalnej dominacji. Sadomasochizm splata jednak te dwa sekretnie połączone poziomy: seksualność i panowanie, które z równą siłą emanują z prac artystki. W tym właśnie sensie Dorota Nieznalska tworzy wizję heteroseksualnego gotycyzmu, w swej fascynacji złem identyfikowanym z destruktywną męskością. Relacje płci w jej sztuce układają się w fabułę horroru. Jak wszyscy twórcy gotyku stawia pytanie o zło, które w jej sztuce jest pytaniem o męskość, tę biologiczną i tę społeczną. Jak pokazują losy jej sztuki są to pytania prawdziwie niebezpieczne, przyciągające zło, które miały egzorcyzmować.

kastracja-penalizacja

Wejdźmy na trzeci poziom niebezpiecznych związków z męskim ciałem, które prowokuje twórczość artystki. W tym miejscu warto wprowadzić odrobinę historii. W czasach PRL-u cenzura mierzyła nie tylko w wywrotowe treści polityczne, w centrum jej zainteresowania znajdowała się również erotyka. Dozwolone były jedynie estetyzujące fotograficzne i malarskie akty kobiece, absolutnie zakazana była oczywiście pornografia, ale i…. męska nagość, a szczególnie odsłonięte genitalia. Z estetycznego punktu widzenia uważano je za obsceniczne i obrzydliwe, z politycznego były wywrotowe - obnażały bowiem władzę, falliczne podstawy dominacji, płciowe podłoże totalitaryzmu. Pod tym względem niewiele zmieniło się do dzisiaj, przy czym gusty publiczności oraz mediów są podobne. A nie jest to bynajmniej tak oczywisty i naturalny wstręt jak większości się wydaje. Pełen akt męski w tradycji sztuki polskiej jest prawie nieobecny, natomiast w sztuce zachodniej zawsze miał swoje miejsce. Ponadto jeśli sięgniemy do archetypów, czyli do sztuki prehistorycznej to znajdziemy tam mnóstwo fallicznych wyobrażeń. Były one zarówno obiektami magicznymi jak i dekoracyjnymi, przedmiotami kultu oraz centrum rytuałów, wiązały się bowiem z ideą płodności i odrodzenia życia, przekroczenia śmierci.

Aby zrozumieć aktualną sądową groźbę wiszącą nad Pasją Doroty Nieznalskiej, trzeba cofnąć się o dwa lata, do wystawy Zofii Kulik w poznańskim Muzeum Narodowym. W maju 1999 roku otwarciu monograficznej ekspozycji tej artystki Od Syberii do Cyberii towarzyszył skandal. Jeszcze przed wernisażem ówczesny dyrektor tej instytucji Konstanty Kalinowski podjął decyzję o usunięciu fotograficznej części instalacji I dom, i muzeum, przeznaczonej specjalnie dla holu głównego muzeum.

Pierwszą, środkową częścią pracy, tą która nie wzbudziła kontrowersji, był otoczony balustradą obelisk z fryzem przedstawiającym antyczną boginię ogniska domowego Hestię, wykorzystywaną w kampanii reklamowej towarzystwa ubezpieczeniowego Hestia. Stojącemu w monumentalnym holu obeliskowi miał towarzyszyć wiszący na ścianach, po obu stronach holu "problematyczny" szereg kolorowych powiększonych i komputerowo przetworzonych fotografii przedstawiających męskie genitalia sławnych historycznych rzeźb z petersburskiego Ermitażu. Poniżej miały znajdować się również mniejsze fotografie oryginalnych podpisów towarzyszących tym posągom. Muzealny charakter wykadrowanych części "ciała" rzeźb był więc oczywisty. Dyrekcja podjęła jednak decyzję, iż w centralnej przestrzeni Muzeum Narodowego, którą przechodzi wielu zwiedzających, nie mogą wisieć fotografie genitaliów, nawet rzeźbiarskich. Czternaście fotografii usunięto, pomimo protestów artystki i kuratora retrospektywy Piotra Piotrowskiego. Dzieło wykonane specjalnie dla przestrzeni Muzeum Narodowego w Poznaniu zostało przez tę instytucję odrzucone.

Nie chcę w tym miejscu wchodzić w interpretację instalacji I dom, I muzeum, której ostatecznie nie było, ani w racje obu stron konfliktu. (Jest to sprawa dobrze udokumentowana stanowiąca sama w sobie interesujący obiekt studiów wystawienniczych i politologicznych.) Interesuje mnie natomiast gest cenzorski, jak wówczas skomentował Piotr Piotrowski dla poznańskiej "Gazety Wyborczej", okaleczenia pracy poprzez "kastrację" (Wyszyńska).

Z kastracją mamy bowiem do czynienia ponownie w przypadku ataków na Pasję Doroty Nieznalskiej, pokazaną w styczniu 2002 roku w gdańskiej Galerii Wyspa, która została zamknięta częściowo w konsekwencji tej ekspozycji. Analogicznie chodzi o rozbicie całości dzieła i atak na części instalacji - stalowy krzyż z fotografią, tym razem realnych genitaliów. Męskie genitalia ponownie znalazły się w centrum skandalu, ale i sprawy sądowej, niebezpieczne związki z męskim ciałem osiągają tutaj swą ekstazę. Miejsce gwałtu zastępuje instytucjonalno-polityczny konflikt.

Prokurator Krzysztof Skierski, szef prokuratury Gdańsk-Południe, podał do wiadomości, iż: w ocenie materiału dowodowego zebranego przez prokuraturę, działanie Doroty N. wyczerpało znamiona występku. Naruszony został art. 196 Kodeksu Karnego. Mówi on, że kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat dwóch.

Doniesienie o popełnieniu przestępstwa wnieśli do prokuratury członkowie i posłowie Ligi Polskich Rodzin. W efekcie ponad rok trwa już proces artystki. Następna rozprawa została zapowiedziana na kwiecień 2003. Niewiele dały zeznania Nieznalskiej podczas wstępnego przesłuchania, iż religia jest jej inspiracją i nie chciała obrazić niczyich uczuć religijnych ("Gazeta Wyborcza. Trójmiasto", 22.01.2002).

Dorota Nieznalska wyznaje, iż czuje się "kozłem ofiarnym", gdyż subwersywnie poruszony przez nią religijny wątek nie jest nowością, ani w sztuce, ani w kulturze współczesnej. W kontekście tendencji występujących w międzynarodowej sztuce, Dorotę Nieznalską można zaliczyć do szerokiego już kręgu tzw.: "postmodernistycznych heretyków" (Heartney, s. 25), czyli artystów, którzy wychodząc z katolickiej wiary w indywidualny i subiektywny sposób reinterpretują ikonografię religijną, jakby w odpowiedzi na aktualne problemy społeczne, jak i kondycję wiary. Jej postawa jest więc częścią typowej strategii występującej powszechnie we współczesnej kulturze. Herezja jest natomiast czymś co istniało zawsze we wnętrzu samego kościoła w całej jego historii, natomiast inkwizycyjny sposób radzenia sobie z nią wydawał się należeć już do przeszłości. Jednak czy tak jest w istocie pokaże nadchodzący proces artystki, który warto będzie śledzić z niezwykłą uwagą.

Element religijny pojawił się także wcześniej w ramach dyskusji nad usunięciem z Muzeum Narodowego w Poznaniu, instalacji Zofii Kulik, w 1999 roku. Ówczesny argument religijny związany był ze zbliżającą się wizytą Papieża. Dyrektor naukowy Andrzej Woziński tłumaczył: "Nie wykluczone, iż osoby wierzące poczułyby się obrażone tym, że właśnie w tych dniach w naszym muzeum na najbardziej eksponowanym miejscu pokazujemy męskie organy płciowe" ("Gazeta Poznańska, 25.05.1999). Dyrektor Konstanty Kalinowski w liście uzasadniającym napisał, iż nie można akceptować "naruszenia norm przyzwoitości miejsca i czasu". Problem stanowił więc hol główny, czyli centralna scena - jądro instytucji, na której miało się znaleźć coś co jest uznane za obsceniczne, co powinno być poza sceną, gdyż rozbija jej regułę neutralności. W tym przypadku represyjną iluzję neutralności estetycznej, instytucjonalnej i płciowej (Piotrowski, s. 32-33).

Scena Doroty Nieznalskiej jest jeszcze bardziej zaogniona i niebezpieczna, jest nią bowiem krzyż. U Kulik były to męskie genitalia z muzealnego kanonu historii sztuki, na scenie centralnej narodowej instytucji wystawienniczej, kierowanej przez mężczyzn, u Nieznalskiej genitalia na krzyżu, centralnej scenie symbolicznej katolicyzmu, ufundowanej ofiarą Chrystusa - mężczyzny. Pojawiają się zatem dwie opcje wyjaśniające winę artystek i oczywistość kary, która... musiała je spotkać. Nikogo, kto zna Polskę, to chyba nie dziwi! A więc po pierwsze ich sztuka jest zbyt oczywista, zbyt bezpośrednia, mówi wprost w kulturze gdzie powinnością sztuki jest wysoka metafora i estetyzm. Po drugie i tutaj należy powrócić do kastracji, artystki przywłaszczyły sobie atrybut, który do nich jako kobiet, nie należy - męskie genitalia.

Nad całą tą aferą artystyczną i religijną uporczywie unosi się duch Zygmunta Freuda z jego wizją płciowej różnicy. Dziewczynka anatomicznie pozbawiona penisa, postrzegana jest jako wykastrowana a jednocześnie swoją raną aktywizuje lęki kastracyjne u chłopca. Jej tożsamość opiera się więc na braku, który w różny sposób jest kompensowany. Posiadanie penisa łączy się jednak z lękiem o jego utratę i karą, która wiąże się z kastracją. W szerszym znaczeniu dla obu płci kastracja dotyczy utraty części siebie, rozbicia i fragmentaryzacji, przez władzę autorytetu.

Instalacje Doroty Nieznalskiej i Zofii Kulik zostały rozbite, uderzono w ich falliczne części aby przywrócić właściwy anatomiczno-symboliczny porządek. Dzieło sztuki przeniknięte jest bowiem tożsamością twórcy, jest to magiczny sposób myślenia, od którego trudno się uwolnić. Najlepiej to zrozumieć w odniesieniu do klasyki, stajemy przecież przed Leonardem, Picassem lub Malczewskim a nie obrazem Leonarda, Picassa lub Malczewskiego. W przypadku artystek pracujących nad problemem ciała, takich jak Nieznalska czy Kulik, jest to wręcz cielesna identyfikacja, ciała autorki i ciała dzieła. Penis stał się zatem częścią ich ciała, musi być zatem odcięty aby odtworzyć właściwy porządek zarówno religijnego, jak i psychoanalitycznego elementarza płciowej różnicy. Powraca wizja kobiety jako wykastrowanej. Kara symbolicznej kastracji spotkała obie artystki i ich prace, również po to, aby wzbudzić lęk u innych uzurpatorów, przypominając o kastrującym ostrzu, tylko czekającym na obiekt swej agresji.

Mamy zatem do czynienia z niebezpiecznym związkiem sztuki kobiet z męskim ciałem, który w tradycyjnej kulturze musi skończyć się karą. Czy może jednak być inaczej? Musiałby być spełniony przynajmniej jeden z trzech warunków. Oto one:

- Po pierwsze: odejście od postkomunistycznej zdegradowanej i wstrętnej wizji męskich genitaliów, na przykład poprzez powrót do prehistorycznego kultu fallicznego lub chrześcijańskiej afirmacji całości chrystusowego ciała, również tej znajdującej się pod perizonium lub po prostu do naturalnej akceptacji ciała. Wówczas nikt połączenia krzyża i genitaliów, genitaliów i muzeum, nie postrzegałby jako obraźliwego.

- Po drugie: przypomnienie sobie o wyzwalającym poczuciu humoru i opuszczenie morderczej retoryki kary, powagi i obrazy w odniesieniu do artystycznych fikcji, pokazywanych w miejscach przeznaczonych dla artystycznych fikcji. Wówczas żaden sąd nie przyjąłby takiej sprawy, jest to bowiem kompromitacja powagi tej instytucji. "Afera rozporkowa" na polską miarę. Tak mogą wyglądać nagłówki w prasie zagranicznej.

- Trzeci warunek przywołuje adwokat Doroty Nieznalskiej, Tomasz Kopoczyński - warunek najbardziej fundamentalny a jednocześnie oczywisty, wręcz zbanalizowany przez częstość powtarzania: uznanie wolności wypowiedzi artystycznej. Do niego odwołuje się obrońca w czasie procesu. Uważa on również, i to jest interesujące, iż skazanie byłoby kompromitacją prawa, gdyż prawo karne nie jest instrumentem oceny przesłania jakiegokolwiek artysty. Zawsze dyskusyjną kwestą jest dokonywanie prawno-karnej oceny jakości i przesłania sztuki, to bowiem należy do publiczności. Mecenas mówi również o wolności słowa gwarantowanej konstytucyjnie i konstytucyjnej wolności religii, jak i wolności do niewyznawania żadnej religii (za: "Trybuna", 28.03.2002).

Druga strona, oskarżyciele mają również swoje racje, posłowie Ligi Polskich Rodzin, Gertruda Szumska i Robert Strąk, tłumaczą, że nie pozwolą na bezczeszczenie symbolu krzyża, tak ważnego dla Polaków, w centrum znajduje się więc zarzut obrazy uczuć religijnych. Pamiętajmy, że w obrębie obowiązującej estetycznej mapy ciała męskiego genitalia są wstrętne, dlatego bezczeszczą krzyż. Ideał indywidualnej wolności wypowiedzi i religii może nie być w Polsce wystarczająco silną przeciwwagą, jesteśmy raczej społeczeństwem, w którym wciąż z ironią lub pobłażaniem traktuje się takie argumenty, jako naiwne lub nie-polskie czyli obce. W uproszczeniu, obraza uczuć religijnych brzmi poważniej niż wolność wypowiedzi i wyznania. Dotychczasowe przesłuchania Doroty Nieznalskiej również nie wróżą jej dobrze, wnioskując z kierunku pytań. Prokurator Jolanta Żukowska pytała artystkę "czym jest dla niej symbol krzyża i czy jest wierząca" (za: "Trybuna", 29.03.2002). Wszystko rozgrywa się więc na płaszczyźnie religijnej a nie wolności światopoglądowej czy wolności artystycznej wypowiedzi.

Adwokat artystki ma jeszcze jedną opcję, pozornie drugorzędną lecz może silniejszą w kontekście ogólnej atmosfery, jest to podważenie samej konstrukcji aktu przestępczego, wręcz z logicznego punktu widzenia. Art. 196 mówi o obrazie uczuć religijnych innych osób, ale w przypadku sztuki jest to odczucie bardzo subiektywne i względne. Skazanie artystki zakładałoby, że robiąc instalację Pasja celowo chciała obrazić uczucia religijne innych osób, że właśnie po to robiła swoją pracę, to był jej cel. To natomiast brzmi jak absurd, pokazywała bowiem swoją sztukę w eksperymentalnej Galerii Wyspa przeznaczonej dla artystycznego środowiska i mogła mieć na celu przeróżne rzeczy, ale na pewno nie obrazę uczuć religijnych. To już jest skutek uboczny, indywidualnej recepcji posłów Ligi Polskich Rodzin. Ponadto artystka nie znieważyła miejsca do publicznego wykonywania obrzędów religijnych, nie pokazała przecież swojej pracy w kościele, nie znieważyła przedmiotu czci religijnej, był to przecież jej krzyż, przez nią wykonany i jako ten konkretny obiekt nigdy nie był przedmiotem kogokolwiek czci religijnej. Krzyż jest obecnie uniwersalnym znakiem i w wielu kontekstach funkcjonuje jako forma dekoracyjna a nie obiekt kultu. Jednym słowem krzyż krzyżowi nie równy, a ten konkretny jest prywatną własnością artystki. Sama go zrobiła, nigdy nie był w sklepie z dewocjonaliami, jego religijna funkcja nie była więc nawet założona. Jest on wyłącznie obiektem artystycznym a nie religijnym, i wreszcie przede wszystkim nie był przecież poświęcony jak każdy kultowy krzyż być powinien, gdyż inaczej nie może podlegać czci religijnej.

Takie argumenty można mnożyć, idąc po linii wolności artystycznej lub logiki konstrukcji przestępstwa, a zapewne oskarżyciele przedstawią kontrargumenty. Jest to bowiem sprawa wielce kontrowersyjna nie tylko pod względem religijnym ale i prawnym. Wyrok w tej sprawie ciągle jeszcze nie zapadł, ale artystka jeszcze przed rozprawą czuła się osądzona… przez media. Dorota Nieznalska mówi, iż w "Faktach" w TVN pokazano materiał na temat postawienia jej w stan oskarżenia. Zasłonięto fragment jej pracy a także jej twarz. "Zrobili ze mnie przestępcę, bo to przestępcom zakrywa się twarz". Wszyscy przecież znamy sprawozdania z sal sądowych - z rozpraw mafii i morderców, TVN się w tym specjalizuje. Relacja na temat Nieznalskiej w tej stacji z jej bezmyślną komercyjną eksploracją skandalu była szczególnie bolesna, artystka podaje, iż błędnie przedstawiano ją tam jako wroga religii. Ten zarzut brzmi w Polsce poważnie gdyż ten ostatni jest nowym wcielenia wroga ludu.

To znamienne że stacja , która w tej chwili walczy o wolność mediów prywatnych wobec dominacji telewizji publicznej, nie dostrzega pojedynczej artystki, która zmaga się z tym samym problemem oraz dodatkowo działa na jej niekorzyść. Diabeł tkwi w szczegółach, a jest to szczegół, który podważa całą wolnościowo-demokratyczną argumentację mediów prywatnych. Można postawić pytanie, czy dziennikarze nie zdają sobie sprawy, iż jeśli Dorota N. zostanie skazana, powstanie precedens, bramy zostaną otwarte, a każdy z nich będzie mógł być następny.

Ksiądz Witold Bock, sekretarz prasowy metropolity gdańskiego stwierdził, że kuria nie będzie zajmowała stanowiska w sprawie instalacji Nieznalskiej. Uznał ją jednak za prowokację wobec kościoła i powiedział, iż "kościół jest smutny". Pracę Doroty Nieznalskiej uznał natomiast za "grób sztuki" (za: "Super Express", 22.01.2002). Jeśli artystka przegra, dla wielu grób sztuki przekształci się w grób demokracji, chodzi tutaj bowiem o szerszy ideologiczny spór nad kształtem światopoglądowym kraju. Czy prywatne stacje telewizyjne to dostrzegą, pogrążone w populistycznym spektaklu, podczas gdy reguły społeczeństwa otwartego, tak ważne dla rozkwitu mediów, zostaną zanegowane ?

Kościół jest smutny a artystka się obawia, wie, że może ją czekać medialna pasja lub wyciszona kara. Zagrożenie może być również realne. Na forum portalu Trójmiasto.pl pojawiły się deklaracje osób podpisanych jako Młodzież Wszechpolska, że "będą wieszać takich artystów i golić im głowy, jak to czyniło AK kobietom, które utrzymywały stosunki z Niemcami". Nikt już nie ma tutaj poczucia humoru, rozgrywa się krwawy konflikt, powraca sadomasochizm - Modus Operandi. Oto walka o wyobrażenia przywołująca najpoważniejsze wojny ikonoklastów w historii.

Stygmaty (2002) ostatnia praca Doroty Nieznalskiej jest podwójnie autobiograficzna, mówi bowiem o przeszłych, rodzinnych i o aktualnych, instytucjonalnych, przeżyciach artystki. O bolesnym znakowaniu jej ciała przez kastrujące imiona ojców. Jest to więc szczególny artystyczny dokument przeżyć artystki i kobiety, postawionej przed publicznym sądem. Jest to również świadectwo jej aktualnej skandalicznej sławy, złośliwi twierdzą przecież, że zrobiła sobie znakomitą celową reklamę. Kontynuując tę cyniczną refleksję, życzę jej, aby ta reklama przyciągnęła do niej jakiegoś zachodniego kolekcjonera lub kolekcjonerkę sztuki, która kupi Pasję i da jej finansowe bezpieczeństwo w razie ewentualnej grzywny wynikającej z art. 196.

Paradoksalnie, w obecnej sytuacji to właśnie "skażony" rynek zarówno artystyczny, jak i prawniczy może stanowić alternatywę wobec politycznych interwencji ograniczających swobodę wypowiedzi. Rynek, który da artystom wyzwolenie od państwowego fundatora uzbrojonego w brzytwę a każdemu obywatelowi świadomość światopoglądowej wolności, o którą można walczyć, choćby w sądzie, jeśli zajdzie taka konieczność.

Penetracja II

Sztuka Doroty Nieznalskiej i jej reperkusje zataczają tutaj koło, mój tekst również kończy się w miejscu początku. Sprawa gwałciciela, którą artystka studiowała na Wydziale Kryminalistyki w Gdańsku, nigdy nie została zakończona. Sprawcy nie ujęto, nie znalazł się on w więzieniu, dochodzenie w jego kwestii przedawniono. Pozostały jedynie zeznania wielu ofiar, które młoda artystka ożywiła, zapewne wówczas jeszcze nieświadoma swej przyszłej "przestępczej" kariery. Może wkrótce w Prokuraturze Rejonowej Gdańsk-Południe rozpoczną się debaty nad jej sztuką, a wówczas obrońcy i oskarżyciele sięgną również w swych argumentach do tej instalacji i przypomną sobie jakich interesów obywateli państwa polskiego powinni bronić przede wszystkim.

Paweł Leszkowicz



Bibliografia:

Eleanor Heartney, Postmodern Heretics, "Art in America" 1997, February.
Izabela Kowalczyk, Niebezpieczne związki sztuki z ciałem, Poznań 2002, s. 71-85.
"To mężczyzna gwałci. Wywiad z Dorotą Nieznalską", w: "Gazeta Wwyborcza", 21-22.04.2001.
Piotr Piotrowski, Sztuka wedle polityki, w: Negocjatorzy Sztuki, Gdańsk 1999, s. 32-33.
Czesław Romanowski, Działacze z Pasją, "Super Express", 22 stycznia 2002.
Przemysław Szubartowicz, Zrobiona w przestępcę, "Trybuna" nr 74, 28 marca 2002.
Przemysław Szubartowicz, Estetyka Kary, "Trybuna" nr 75, 29 marca 2002.
Małgorzata Taraszkiewicz-Zwolicka, Dorota Nieznalska "Pasja", Informator prasowy w Galerii Wyspa.
Toa, Prowokacja kulturalna, "Gazeta Poznanska", 25. V. 1999.
Anna Urbańczyk, Pasja posłów, "Gazeta Wyborcza Trójmiasto", 22 stycznia 2002.
Małgorzata Wyszyńska, Na łonie kultury, "Gazeta Wyborcza", 25 maja 1999.

1 Tekst w wersji skróconej publikowany był w "Res Publice Nowej", 9 (168), wrzesień 2002, s. 40-45.