|
|
numer 1 - archiwalny kwiecień - sierpień 2001
  - między polityką a sztuką -
Magdalena Ujma
Marność nad marnościami
W wystawie pokazanej w kwietniu w Muzeum Sztuki w Łodzi Natalia LL pokazała prace swoje i swoich uczniów. Ta artystka jest bowiem dyrektorem artystycznym szkoły fotografii afa. Efekty pokazane na wystawie Cielesność ciała udowadniają, że Natalia LL ma świetny kontakt ze studentami, co owocuje udanymi realizacjami młodych ludzi. Tytuł dobrze określił sferę zainteresowań i studentów, i patronującej im artystki. Faktycznie ciało ogniskowało ich zainteresowanie. Było bądź idealizowane, błyszczące, zgrabne, bądź odczute, zasugerowane przez samą kompozycję i zabiegi formalne, ujawniające widzenie zdeformowane, jakby zakłócone przez subiektywny ogląd płynący poprzez ciało, przefiltrowany przez fizjologię. Było to prawie zawsze ciało nagie i we fragmentach. Widać tu wpływ reklamy, która nawet jeśli nie fascynuje artystów, to jest wszechobecna i zapada w pamięć, tworząc pierwszy punkt odniesienia dla pamięci wizualnej i wyobraźni. Ważnym źródłem inspiracji są także filmy, zwłaszcza Lyncha z ich sugestywnymi nastrojami.
Skoro ciało pojawiło się w tytule, to zapewne po to, żeby podkreślić specjalny typ widzenia, zdominowany przez wspomnianą fizjologię. Zapewne chodzi o to, żeby ujawnić patrzenie nie umysłowe, nie racjonalne, tylko właśnie odruchowe, bez porządkowania na rzeczy ważniejsze i nie, patrzenie jakby od środka, ujawniające tego, który patrzy, i ujawniające miejsce, skąd się patrzy. Nie wiem jednak, czy to się udało. Mam wrażenie, że były to raczej bardzo dobre, studenckie prace na zadany temat, że czasem ujawniało się osobiste podejście fotografującego, jak w fotografiach Bartka Buśko czy Cyryla Sygulskiego, jednak w większości ciało było raczej wdzięcznym obiektem do fotografowania, pozwalających autorom na wykazanie się pomysłowością. Bartek Buśko w ironiczny i jednocześnie ekspresyjny sposób zdekonstruował historię własnych narodzin. Jakby wszedł z powrotem do łona, macicy, którą stała się wypełniona wodą wanna. Sam sposób fotografowania, zniekształcający obraz i zacieśniający przestrzeń doprowadził do tego, że zdjęcia zostały wypełnione obrazem wanny i chłopaka-płodu w środku, złożonego w pozycji embrionalnej. Z kolei zdjęcia Cyryla Sygulskiego miały trudną do określenia atmosferę jakiejś alienacji, samotności, depresyjności. Fotografowana osoba, smukła, o długich włosach, kuliła się pod prysznicem, w ciasnym kącie, na krwistoczerwonej podłodze. I znów - ciasna przestrzeń, woda - jakby chęć powrotu do bezpieczeństwa macicy.
Dlaczego jednak piszę o wystawie, która już dawno się skończyła? Z powodu nowych zdjęć Natalii LL, które się tam pojawiły. Zestawiono je z dawniejszymi pracami, Sztuką konsumpcyjną, Śnieniem oraz Trwogą paniczną. W Sztuce konsumpcyjnej dziewczęca modelka, a przez nią zapewne i autorka, prowadzi grę ze strategiami kuszenia, wzbudzania dwóch rodzajów głodu: erotycznego i jedzenia. Zresztą fotografie Natalii LL zawsze niedwuznacznie wskazywały autorkę (mimo, że czasami było to mistyfikacją), pokazywały jej punkt widzenia, ujawniały ją bądź łudziły ujawnieniem. Kobieta w fotografiach artystki jest samowystarczalna, panuje nad tym, co dzieje się na zdjęciu, nad spojrzeniem widzów. W cyklu Śnienie (1978) kobieta ma zamknięte oczy i pozostaje całkowicie obojętna na to, że widnieje na zdjęciu, jej ciało jest nieprzenikalne dla "penetrującego" wzroku widzów, ale jednocześnie poza ciała i wyraz twarzy świadczą o czymś innym: są prowokujące, erotyczne. W pracach z lat osiemdziesiątych, łączących fotografię z malarstwem - Trwoga paniczna (1988) - pojawiła się bezpośrednia ekspresja, powiedziałabym nawet histeria. Pojawiły się zdeformowane autoportrety artystki, w których oszpecała własną twarz, otwierała usta, wykrzywiała się, zupełnie jakby badała maksymalne możliwości wyrazowe własnej fizjonomii. Głowa była umieszczana horyzontalnie, tworząc jakby rodzaj pejzażu, nawiązując w ten sposób do powszechnego do dziś, a archaicznego przekonania o tym, że ziemia nasycona jest pierwiastkiem kobiecym. Te prace nie mówią już o cielesnych przyjemnościach, zwracają się ku ciemnej stronie egzystencji.
Na nowych zdjęciach naga kobieta spoczywa na kwiecistej sofie, zapełniając swą władczą pozą cała kompozycję. Zdjęcia zostały utrzymane w tonacji ciemnej, szaro-czarnej. Kwiaty są drobne, kolorowe, na ciemnym tle. Sofa ma płynnie wygięte oparcie i kojarzy się z malarstwem historycznym, z akademickimi portretami dam z wyższych sfer, takimi, jakie malował Ingres czy w Polsce Simmler. Kobieta, która - półleżąc - spoczywa na niej, znajduje się w środku kompozycji. Jej obnażone ciało, nie szokuje, gdyż - wedle rozróżnienia wprowadzonego przez Kennetha Clarka - jest ono aktem, a nie nagością, aktem czyli cielesnością ujętą w ramy konwencji przedstawieniowej.
W serii nowych prac, zatytułowanej Narodziny według ciała (2000), pojawiają się bardzo wyraźne nawiązania do starszych prac Natalii. Piękne, bujne ciało modelki jest otwarcie erotyczne. Nie znaczy to, że zostało wprowadzone z myślą o męskim spojrzeniu, nasyconym pożądaniem, spojrzeniu fallicznym, obserwującym czyli biorącym w posiadanie kobiece ciało, które jest doskonałe, czyste, zamknięte. W tym właśnie ciele tkwi pułapka. Otóż, to jego właścicielka jest "władczynią" wzroku w tym przedstawieniu. Jest całkowicie świadoma kusicielskiego, erotycznego potencjału swojej kobiecości. Jej ciało jest bujne, kobiece dojrzałą kobiecością, nie posiada cech dziewczęcych czy androgynicznych, jego miękkie kształty przypominają o macierzyństwie. Ta właśnie kobieta kontroluje przebieg oglądania przedstawienia. Świadczy o tym władcza poza, leniwego prezentowania ciała, jakby celowego wzbudzania pożądania ze strony patrzącego, a jednocześnie podziwu. Z drugiej strony, choć prezentująca się kobieta przyciąga wzrok i specjalnie pozuje - ona także patrzy. Patrzy na nas, bowiem jej głowa skierowana jest bezpośrednio przed siebie. Twarz została zasłonięta maską. Co to znaczy? Maska ma kolor biały i jest prawdopodobnie odlewem zdjętym bezpośrednio z twarzy. Kojarzy się przez to z maską pośmiertną i rzeczywiście bije z niej pewna martwota, poprzez jakby zamrożenie i uogólnienie rysów, brak żywej mimiki, powodującej wrażenie niepodobieństwa do modelu.
Dlatego czytam Narodziny według ciała jako pracę nie tylko o narodzinach, co sugeruje tytuł, lecz i o śmierci. Przede wszystkim o śmierci, która według różnych wierzeń jest także narodzinami - dla innego życia. Postać kobieca o bujnych kształtach, kusicielska i świadoma swojej kobiecości, przypomina boginię z epoki matriarchatu, przeniesioną w nasze czasy. Przypomina szafarkę życia i śmierci, kobietę, która zna tajemnice wegetacji, jej ciało każe myśleć o owocach płodnej ziemi. Przypomina zwłaszcza te bujne kobiety, które w niekompletnych strojach, za to uzbrojone w kosy, wychodziły na obrazach Malczewskiego na powitanie powracających zesłańców, czy prowadziły mężczyzn ku progowi egzystencji. Ona w pewnym sensie jest wcieleniem męskich lęków przed tą, co wie więcej, co posiadła tajemnicę. Nie możemy dostrzec jej twarzy. Maską sugeruje, że nieważne jest, kto za nią się ukrywa. Jej biel maski może być symbolem narodzin, ale i żałoby, śmierci. Praca ta zatem może być odczytana jako obraz kusicielki, pod postacią której skrywa się śmierć.
Natalia LL nie przyznawała się nigdy do feminizmu, mimo, że wątki, które można tak interpretować, pojawiały się w jej sztuce wcześnie, od lat sześćdziesiątych. Artystka jednak interpretowała je inaczej - posługując się frazeologią konceptualizmu, potem zabarwiając swoje komentarze osobistym doświadczeniem, odniesieniem do synkretycznej, eklektycznej symboliki w duchu New Age. Nie da się jednak zaprzeczyć, że zawsze pojawiała się w jej pracach postać silnej, samowystarczalnej i potrafiącej przenicować męski język kultury kobiety. Często też pojawiała się u niej dążność do kontrolowania wzroku, do posiadania wizerunku, do gry z pożądaniem odbiorcy.
Dlatego - mimo wszystko - feministyczne badaczki lubią pisać o jej sztuce, w której Natalia LL łączy poczucie humoru, autoironię, perwersję i erotyzm z pewnym autobiografizmem.
19 czerwca 2001
Magdalena Ujma
|