numer 10
   wrzesień 2005

 feminizm i media













Rozmiar: 1435 bajtów







Sylwia Spurek

Manifa AD 2005, czyli o dyskryminacji przy okazji



[Rozmiar: 14817 bajtów][Rozmiar: 14560 bajtów][Rozmiar: 15016 bajtów][Rozmiar: 12922 bajtów]



Manifa, organizowana z okazji Dnia Kobiet w Warszawie (od 2000 r.), a od zeszłego roku również w kilku innych miastach Polski, jest jednym z wydarzeń feministycznych, obecnych na szeroką skalę w polskich mediach. To przy tej okazji mówi się o dyskryminacji i jej przeciwdziałaniu oraz oczywiście o feministkach. Niestety, tylko przy okazji Manify i kilku innych – do policzenia na palcach jednej ręki – inicjatyw. Feministki pojawiają się w mediach protestując przeciw seksistowskim reklamom (jak ta Radia 94, w której z kobiecymi piersiami, które zamiast sutków miały gałki radiowe czy Simplusa z falującym kobiecym biustem), albo, gdy witają „aborcyjny” statek Langenort i szarpią się przy tym z Młodzieżą Wszechpolską. Same feministki zauważają ze smutkiem, że media nie dostrzegają znojnej pracy kilkuset organizacji pozarządowych, pomagających kobietom. Dostrzegają za to błysk i kolor (Marcin Kołodziejczyk, „Rychły zgon patriarchatu”, „Polityka”, 5 marca). Jak zauważa Agnieszka Graff, trzeba założyć kolorową perukę, by prawda o dyskryminacji przebiła się do wiadomości wieczornych (Marzena Matuszak-Wendołowska, „Feminizm po polsku”, „Marie Claire”, 1 kwietnia).

Dlatego ważne wydaje mi się przedstawienie tego, jak media opisują Manifę, co pokazują wprost, a co udaje się przemycić organizatorkom przy okazji. Przygotowując artykuł zgromadziłam ponad 50 artykułów prasowych dotyczących Manif organizowanych z okazji Dnia Kobiet 2005 r., zarówno tych z dzienników ogólnopolskich i lokalnych, jak i tygodników oraz miesięczników, w tym kobiecych. Starałam się bez komentowania czy oceniania opisać manifową rzeczywistość pokazaną w mediach papierowych. Na początku odnoszę się do artykułów dotyczących warszawskiej Manify, w tym również do tych, w których feministki oceniają „okołomanifową” pracę mediów, potem szczegółowo przedstawiam, co zostało pokazane w mediach lokalnych – o Manifach w innych miastach.



Manifa z przymrużeniem medialnego oka

Same feministki stwierdzają, że Manifa powstała trochę pod dziennikarzy. Żeby było widać. W jednym z artykułów Anna Czerwińska mówi wprost: „Manifa jest przede wszystkim dla mediów”. Jednak rozmawiający z nią dziennikarz żałuje, że „przesłanie Manify znowu nie było skierowane wprost do nikogo. Happening wyśmiewający krwiożerczość supermarketów miałby może większą siłę pod Ministerstwem Gospodarki – a nuż ktoś poczułby się zobowiązany do jakiejś reakcji” ((-), „Manifa tylko dla mediów”, „Przekrój”, 10 marca).

W „Gazecie Wyborczej” z kolei pojawia się zarzut, że choć Manify są obecne w głównych mediach, to są przez nie traktowane z przymrużeniem oka, a relacje z nich w dziennikach telewizyjnych pojawiają się zazwyczaj w blokach informacyjnych dotyczących ciekawostek, sąsiadując z właścicielem unikalnych znaczków pocztowych, napadem na sex-shop czy innym równie zabawnym wydarzeniem (Michał Danielewski, „Feministki do polityki”, „Gazeta Wyborcza”, 7 marca). Feministki uważają, że to spojrzenie z przymrużeniem oka jest efektem krótkowzroczności samych mediów. Jak zauważają, ulubiony obrazek z Manify w polskich mediach to platforma, z której dudni „Material girl” Madonny, a zza głośników wyłania się machająca pomponami radykalna cheerleaderka z ćwiekami i dredami krzycząca: „Feminizm jest pyszny!” (Claudia Snochowska-Gonzales, Anna Zdrojewska, Anna Ziółkowska, „Feminizm jest polityczny”, „Gazeta Wyborcza”, 22 marca).

[Rozmiar: 44305 bajtów]


To przykre, że media przedstawiają feminizm jako wyłącznie imprezowy. Informację o Manifie umieszczają w dodatkach o imprezach artystycznych i dodatkach regionalnych oraz zaniżając kilkakrotnie liczbę uczestników. Organizatorki Manify chcą nagłośnić problemy takie jak przemoc w rodzinie, molestowanie seksualne, dyskryminacja lesbijek, ale dla mediów głośniejsza okazuje się muzyka z platformy.

Jak zauważają organizatorki tegorocznej Manify, frekwencja dziennikarzy do najlepszych nie należała. Może gdyby była większa, obraz Manify wykreowany przez media byłby bliższy rzeczywistości. Ale mimo wszystko, zdaniem feministek, opłaca się - duża demonstracja kobieca, zwracająca uwagę opinii publicznej może pokazać i nazwać problem, jakim jest wielowymiarowa dyskryminacja kobiet w Polsce (Claudia Snochowska-Gonzales, Anna Zdrojewska, Anna Ziółkowska, „Feminizm jest polityczny”, „Gazeta Wyborcza”, 22 marca).



Rozkrzyczane feministki i dyskryminacja

Manifa z pewnością staje się okazją do mówienia o feminizmie i o feministkach. Pojawiają się komentarze, jak ten z „Dziennika Bałtyckiego”: „Feministki – więcej ich niż mrówek, a krzyczą więcej niż robią” (Agnieszka Grucza, „Felieton (nie)feministyczny”, „Dziennik Bałtycki. Praca”, 7 marca), a jednocześnie stwierdzenia prostujące stereotyp feministki, np. z „Co jest grane”: „Niektórzy mówią, że dziewczyny są śmieszne, że to ‘te feministki’, że tylko krzyczeć potrafią. A co mówiono o sufrażystkach? Stare panny. Ale to im udało się wywrzeszczeć prawa wyborcze” (Aleksandra Krzyżaniak-Gumowska, Łukasz Kamiński, „Dzień kobiet”, „Gazeta Wyborcza. Co jest grane”, 4 marca). Na ten temat wypowiada się Agnieszka Graff, podkreślając, że feministki to po prostu kobiety, które zdały sobie sprawę z nierówności i chcą jej przeciwdziałać. Jednocześnie stwierdza, że nie chodzi o to, aby kobiety mówiły o sobie, że są feministkami, tylko o jak najszersze poparcie feministycznych postulatów (Marzena Matuszak-Wendołowska, „Feminizm po polsku”, „Marie Claire”, 1 kwietnia).

Niektórym Manifa, która „zakłóca spokojne życie mieszkańców stolicy”, nadal kojarzy się z „kultowym polskim filmem „Seksmisja” (Krzysztof Wypijewski, „Seksmisja w Warszawie”, „Express Bydgoski”, 7 marca). Inni nadal nie uważają, że jest konieczna, a z dyskryminacją kobiet nie należy walczyć „poprzez marsze pod sztandarem ‘feminizm’, tylko przez odważną edukację” (Jadwiga Reder-Sadowska, „Na rzecz równego statusu”, „Nowiny Jeleniogórskie”, 8 marca). Jeszcze inni wciąż nie dostrzegają, że istnieje dyskryminacja kobiet, nawet w miejscu pracy, jak np. cytowana w jednym z artykułów Zyta Gilowska (Ewelina Zambrzycka, Jolanta Molińska, „Szczuka na Manifę, Gilowska na spacer”, „Życie Warszawy”, 5 marca). Artykuły odnoszą się do zjawiska dyskryminacji w sposób bardziej lub mniej ogólny, czasem krótko i dosadnie, jak „Trybuna”: „Porzucone przez męża z gromadką dzieci i w niechcianej ciąży. Idą na zabieg w podziemiu aborcyjnym, bojąc się, żeby do gabinetu nie wpadła policja. Praca, jeśli ją mają jest kiepsko płatna. A szef łapie za tyłek i każe być cicho” ((DS), „Piekło kobiet”, „Trybuna + Trybuna Łódzka”, 4 marca). Niektórzy cytują „odezwę organizatorek Manify”: „Goście! Wymiotujemy otrzymanymi od was goździkami!” i wątpią, czy „jakikolwiek facet przy zdrowych zmysłach miał zamiar kupić goździka takiemu wstrętnemu babsku” (Sebastian Łupak, „Dzień Wściekłej Gościówy”, „Metro”, 8 marca).

[Rozmiar: 45597 bajtów]



Manifa - co to za dziwo

Manifa to według dziennikarzy prasowych impreza z okazji Międzynarodowego Dnia Kobiet, babska (bądź kobieca) manifestacja środowisk kobiecych i feministek, zorganizowana w obronie praw kobiet przez Porozumienie Kobiet 8 Marca oraz Porozumienie Lesbijek. Dla niektórych to wydarzenie bardziej rozrywkowe: barwny lub kolorowy korowód, barwna uliczna demonstracja czy wręcz uliczny karnawał dla feministek i feministów. Czasami prasa nazywa Manifę happeningiem zwracającym uwagę na problemy polskich kobiet czy też kolorowym korowodem feministek z transparentami dotyczącymi przemocy seksualnej, dyskryminacji na rynku pracy, prawa do legalnej aborcji, a nawet prawa lesbijek (to ostatnie: Zbigniew Modrzewski, „Co z tym świętem”, „Metropol”, 8 marca). „Polityka” zaś cytuje Kazimierę Szczukę, twierdzącą: „- Manifa to smoczyca, monstrum kobiece. To miejsce emancypacji, gdzie możemy być potworne, wrzeszczeć, walczyć o władzę. To wydarzenie wolnościowe, myślenie niezależne” (Marcin Kołodziejczyk, „Rychły zgon patriarchatu”, „Polityka”, 5 marca).



Kto stoi za Manifą

Jak stwierdzają media papierowe Manifę organizuje „nieformalna grupa pań”, która zastrzega, że nie jest związana z żadną partią polityczną, a wywodzi się z organizacji i zrzeszeń kobiecych, działających na rzecz praw kobiet i mniejszości seksualnych ([KP], „Kobiety manifestują”, „Express Bydgoski”, 8 marca). Dziennik „Metro” wskazuje palcem, że to głównie Kazimiera Szczuka i Agnieszka Graff (Agnieszka Kłos, „Jesteśmy silne”, „Metro”, 4 marca), a tygodnik „Polityka” mówi o zmianie pokoleniowej w ramach organizatorek Manif: „Manifę przejmują młodsze dziewczyny, studentki pionierek – magisterek i doktorek. Dziewczyny wykształcone także na gender studies. Zmiana pokoleń przebiega naturalnie bądź jest sterowana okolicznościami. Wydaje się, że ostatnia nastąpiła, gdy starsze feministki były zajęte urządzaniem mieszkań” (Marcin Kołodziejczyk, „Rychły zgon patriarchatu”, „Polityka”, 5 marca). Agnieszka Graff komentuje to w ten sposób: „Ja nie czuję się właścicielką Manif. To jest żywy ruch, on musi się zmieniać. Cieszę się, że Manifę robi ktoś i to z wielkim zapałem. One są wspaniałe i chyba lepiej od nas zorganizowane” (tamże).

Rys historyczny

Zgodnie z prasowymi artykułami zaczęło się z jednej strony od potrzeby protestu, z drugiej – z konieczności odczarowania Dnia Kobiet. „Polityka” pisze, jak Agnieszka Graff i Kazimiera Szczuka rozmawiały w 2000 r. w warszawskiej cukierni nad ciastkami i kawą o najściu policji na gabinet ginekologiczny w Lublińcu, badaniach i przesłuchaniach „podejrzanej” pacjentki i ginekologa, który rzekomo przeprowadził u niej aborcję. „Było trochę idealizmu, gdy mówiły o morzu kobiet idących w obronie praw nowojorską Piątą Aleją w 1970 r. A po Warszawie maszerowali z transparentami głównie chmurni mężczyźni z likwidowanych zawodów. Szły także biedujące pielęgniarki, nieświadome swojego feminizmu” (Marcin Kołodziejczyk, „Rychły zgon patriarchatu”, „Polityka”, 5 marca). Dziewczyny chciały zaprotestować i pokazać innym kobietom, że można głośno domagać się swoich praw. Postanowiły wyjść z ukrycia w murach uniwersytetów, na których pracowały (Agnieszka Kłos, „Jesteśmy silne”, Metro, 4 marca). Jak mówi w jednym z artykułów Joanna Piotrowska, „weteranka Manif”: kobiety wymyśliły Manifę, bo kwestie kobiece są lekceważone. Postanowiły więc zrobić coś niekonferencyjnego, zawłaszczyć miejską przestrzeń (Marcin Kołodziejczyk, „Rychły zgon patriarchatu”, „Polityka”, 5 marca).

Pierwsza Manifa odbyła się 8 marca 2000 r. i była częścią Światowego Marszu Kobiet. Na demonstrację przybyło około 200 kobiet. Protestowały wówczas m.in. przeciwko odebraniu kobietom prawa do aborcji i zniesieniu dopłat do środków antykoncepcyjnych (Ewelina Zambrzycka, Jolanta Molińska, „Szczuka na Manifę, Gilowska na spacer”, „Życie Warszawy”, 5 marca). „Ulicami Warszawy przetańczyło kilkadziesiąt uświadomionych genderowo inteligentek. Były ironiczne, głośne i teatralne. Rozdawały ulotki: „Chodzi o dyskryminację kobiet. Zarabiasz 2/3 tego, co facet na tym samym stanowisku. Projekt ustawy o równym statusie kobiet i mężczyzn wywołuje w Sejmie kpiny i szyderstwa. Odebrano Ci prawo do aborcji. Mam tego dość – Matka Polka” (Marcin Kołodziejczyk, „Rychły zgon patriarchatu”, „Polityka”, 5 marca).

Feministki nie chciały, aby Dzień Kobiet był świętem mężczyzn z goździkami. Jak pisze dodatek „GW. Co jest grane”, kilkanaście dziewczyn znalazło sposób, jak świętować: zrobić imprezę, najlepiej dużą, głośną, idącą środkiem miasta. Zawiązały Porozumienie Kobiet 8 Marca. Na początek porwały kilkadziesiąt osób (Aleksandra Krzyżaniak-Gumowska, Łukasz Kamiński, „Dzień kobiet”, „Gazeta Wyborcza. Co jest grane”, 4 marca).

Z kolei „Marie Claire” przy okazji artykułu o feminizmie tak wspomina historię Manif: „Krzyczą, histeryzują, organizują jakieś dziwne szopki – na przykład Manify, na których noszą zielone peruki i transparenty z napisem ‘Aborcja – Tak’. (…) Jeśli pod pojęciem feministka właśnie taki obraz staje nam przed oczami, to odpowiedzialność za to ponosi Porozumienie Kobiet 8 Marca, które w 2000 r. po raz pierwszy zorganizowało tzw. Wielką Manifę (pod hasłem Demokracja bez kobiet to pół demokracji, Mam tego dość – Matka Polka). Ulicami Warszawy przeszło wtedy kilkadziesiąt zbuntowanych kobiet” (Marzena Matuszak-Wendołowska, „Feminizm po polsku”, „Marie Claire”, 1 kwietnia).



Uczestnicy – ile i kto

Według szacunków mediów w Manifie wzięło od pół tysiąca do nawet kilku tysięcy osób (z dużą przewagą na rzecz stwierdzeń „ponad pół tysiąca”), określanych też jako przedstawicielki płci pięknej, czy też „w większości panie” (Anna Brzezińska, „Feministki w centrum”, „Rzeczpospolita A”, 7 marca). Czasami mówiono neutralnie, jeśli chodzi o formę gramatyczną o liczbie „uczestników”, podkreślając: „w tym mężczyzn”, „odważnych facetów, którzy w równouprawnieniu nie widzą zagrożenia dla swojej męskości” ([MW], „Razem silniejsze”, „Fakty i mity”, 17 marca).

[Rozmiar: 45854 bajtów]


W pochodzie szły przede wszystkim oczywiście feministki, ich sympatycy oraz środowiska gejów i lesbijek. Jak pisze stołeczna „GW”: „szły związki zawodowe, partie polityczne, grupy mniejszościowe i inni: stewardessy (z hasłem Żądamy równego traktowania), lesbijki (Prawa lesbijek prawami kobiet), policjantki (bez hasła, ochraniały demonstrujących), Zieloni 2004 („Malutka” to jest moja pensja), alimenciary (SLD – Skuteczna Likwidacja Dochodów samotnych matek), niezrzeszeni (W środę jesteśmy równiejsi), dorosła młodzież (Seks – tak, seksizm – nie), mężowie (Silne kobiety – wolny świat) czy pielęgniarki (Rząd na pensje pielęgniarek!) (Aleksandra Krzyżaniak-Gumowska, „Niech zdycha patriarchat”, „Gazeta Wyborcza Stołeczna”, 7 marca). Jeśli chodzi o partie polityczne to w Manifie uczestniczyli przedstawiciele Zielonych, Pracowniczej Demokracji, Nowej Lewicy - „na czele z Piotrem Ikonowiczem otoczonym gronem zwolenniczek w średnim wieku” (Karolina Zioło, „Silne kobiety – wolny świat”, „Trybuna + Trybuna Łódzka”, 7 marca). Były też kobiety z supermaketowych kas i grupa wyzyskiwanych przez dyskont Biedronka. Tak pisze o uczestniczkach „Polityka”: „W perukach, a czasem minispódniczkach i obcasach doktorki, magisterki, krytyczki, redaktorki, pisarki i zwyczajne, uświadomione genderowo dziewczyny idą 8 marca w asyście policjantów. One – przerysowane do bólu oka. Oni – poprzez mundury – przerysowani po męsku, archetypalnie. Patriarchalni, lecz oswojeni” (Marcin Kołodziejczyk, „Rychły zgon patriarchatu”, „Polityka”, 5 marca).

Prasa pisała też, że w pochodzie jak co roku szła i przemawiała z kolorowej platformy wicepremier Izabela Jaruga-Nowacka. Poza wypowiedziami Jarugi-Nowackiej w prasie cytowano: Katarzynę Bratkowską, Sylwię Chutnik, Annę Czerwińską, Agnieszkę Grzybek, Ygę Kostrzewę, Ewę Majewską, Dorotę Malesę, Joannę Piotrowską, Monikę Płatek i oczywiście Agnieszkę Graff i Kazimierę Szczukę. Pojawiły się także wypowiedzi osób nie związanych z ruchem - Anny Muchy, aktorki i dziennikarki, która podkreśliła, że „o swoje powinniśmy walczyć przez cały rok” i była jak najbardziej za i Jolanty Szczypińskiej, posłanki PiS, która była oczywiście przeciw (Zbigniew Modrzewski, „Co z tym świętem”, „Metropol”, 8 marca).



Jesteśmy silne i I’m a lesbian

Hasłem Manify AD 2005 było „Jesteśmy silne, razem silniejsze”, żeby, jak pisze „Co jest grane” udowodnić, że istnieje coś takiego, jak kobieca solidarność (Aleksandra Krzyżaniak-Gumowska, Łukasz Kamiński, „Dzień kobiet”, „Gazeta Wyborcza. Co jest grane”, 4 marca), szczególnie, że wystarczająco długo kobiety pozwalały na to, żeby je dzielić ([DS.], „Piekło kobiet”, „Trybuna + Trybuna Łódzka”, 4 marca).

Większość prasowych artykułów stwierdzało – pewnie za depeszą PAP - że Manifa została zorganizowana w proteście przeciw ekonomicznej dyskryminacji kobiet oraz homofobii i agresji w stosunku do mniejszości seksualnych. Część artykułów rozwija te hasła, mówiąc o postulatach równej płacy za tę samą pracę, sprzeciwie wobec sytuacji samotnych matek po likwidacji funduszu alimentacyjnego, wobec molestowania seksualnego i zaniżania zarobków ze względu na płeć. Trybuna zauważa, że walka z dyskryminacją na rynku pracy jest nowym manifowym postulatem; wcześniejsze – to hasła równouprawnienia i prawa do aborcji (Karolina Zioło, „Silne kobiety – wolny świat”, „Trybuna + Trybuna Łódzka”, 7 marca).

Część artykułów poświęca osobne miejsce obecności na Manifie i postulatom lesbijek, podkreślając, że Manifa jest „wszechdostępna” – również dla lesbijek (Aleksandra Krzyżaniak-Gumowska, Łukasz Kamiński, „Dzień kobiet”, „Gazeta Wyborcza. Co jest grane”, 4 marca) i że pójdą one w pochodzie pierwszy raz oficjalnie i otwarcie (Marcin Kołodziejczyk, „Rychły zgon patriarchatu”, „Polityka”, 5 marca, Agnieszka Kłos, „Jesteśmy silne”, „Metro”, 4 marca). Same lesbijki tłumaczą, że w mediach mówi się o prawach gejów i wydaje się, że lesbijek nie ma, że nie mają miejsca w polskim społeczeństwie. Lesbijki przypominały: „Jesteśmy jak inne kobiety, z tą różnicą, że my musimy się ukrywać. Może twoja babcia czy sąsiadka jest lesbijką?” (Aleksandra Krzyżaniak-Gumowska, „Niech zdycha patriarchat”, „Gazeta Wyborcza Stołeczna”, 7 marca). Yga Kostrzewa w koszulce „I’m a lesbian” mówiła, że lesbijki są dyskryminowane podwójnie, raz jako kobiety, dwa z powodu orientacji seksualnej. „Wyobraź sobie dużą aglomerację, np. Trójmiasto. 800 tys. mieszkańców. Tyle właśnie nas jest. Tyle jest lesbijek w Polsce” (Marcin Kołodziejczyk, „Rychły zgon patriarchatu”, „Polityka”, 5 marca).

[Rozmiar: 50404 bajtów]


Być może największym możliwym sukcesem, jaki Manifa odnosi w mediach, jest cytowanie haseł wypisanych na transparentach. Najczęściej powtarzają się: „Silne kobiety – wolny świat”, „Awanse dla kobiet, komplementy dla mężczyzn”, „Seks tak, seksizm nie”, „Feminizm jest pycha”, „Patriarchat zdycha”, „Spowiedź dla chętnych, wolność dla wszystkich”, „Grzeczne dziewczynki idą do nieba, niegrzeczne tam, gdzie chcą”, „Jeśli jesteś przeciwko aborcji to jej sobie nie rób”. Ale były też inne: „Kobieta na papieża”, „Wolność równość i siostrzeństwo”, „Pigułka na Dzień Kobiet”, „Najpiękniej wygląda wiosna w świetle płonących ustaw antyaborcyjnych”, „Wszechpolacy do wszechlandii”, „Nowa konserwa – stara zawartość”, „Nienawiść – wartość chrześcijańska?”, „Uważaj, feminizm jest zaraźliwy”, „Bieda jest rodzaju żeńskiego”, „Płacimy 100 proc. podatku, a dostajemy 11 proc. należnych alimentów”, „Moje życie, mój wybór”.

[Rozmiar: 43511 bajtów]


Jeden artykuł opisał też happening wykonany podczas Manify, w roli głównej z biedronką - dziewczyną w czarnym kostiumie szytym na miarę, z czerwonymi skrzydłami w czarne kropki i z czułkami. „Bita batem przez eleganta w cylindrze (przebrana dziewczyna z doklejonymi wąsami) z wysiłkiem popychała supermarketowe wózki. Długo nie dała się wykorzystywać – pomogły koleżanki, które weszły z transparentami „Szefowie są do pokonania” czy „Pracownico – dasz radę” (Aleksandra Krzyżaniak-Gumowska, „Niech zdycha patriarchat”, „Gazeta Wyborcza Stołeczna”, 7 marca). Inny artykuł tylko wspomniał o happeningu - pantomimie o losie kobiet niewolniczo pracujących na dwóch posadach: w supermarkecie i w domu (Karolina Zioło, „Silne kobiety – wolny świat”, „Trybuna + Trybuna Łódzka”, 7 marca).



Pewna Młodzież

Artykuły prasowe poświęciły miejsce także Młodzieży Wszechpolskiej, której przedstawicieli „Polityka” nazwała „paramilitarnymi skautami partii prawicowej” (Marcin Kołodziejczyk, „Rychły zgon patriarchatu”, „Polityka”, 5 marca) . Młodzież – w liczbie około 40 (choć niektóre artykuły mówią o jedynie kilkunastu młodzieńcach) - tradycyjnie czekała na uczestników Manify pod pomnikiem kardynała Stefana Wyszyńskiego, aby „bronić pomnika przed zbezczeszczeniem” (tamże). Tak opisuje ich „Trybuna”: „Zacięte twarze, wysoko uniesione pięści i co chwilę skandowane hasła” (Karolina Zioło, „Silne kobiety – wolny świat”, „Trybuna + Trybuna Łódzka”, 7 marca): „Feministki to faszystki”, „Jaruga do pługa”, „Czerwoni”, „Mordercy, zboczeńcy”, „Aborcja to holocaust”, „Lesby, geje, cała Polska się z was śmieje”, „Zboczeńcy idźcie do domu”, „Wielka Polska Katolicka”. To jednak, jak stwierdza „Co jest grane”, nie popsuło dobrej zabawy (Aleksandra Krzyżaniak-Gumowska, Łukasz Kamiński, „Dzień kobiet”, „Gazeta Wyborcza. Co jest grane”, 4 marca). Do przepychanek nie doszło, bo Młodzież oddzielił od maszerujących kordon policji. Hasła MW spotykały się jedynie ze śmiechem, a organizatorzy Manify przepraszali za usterki techniczne. Potem z głośników puścili Młodzieży piosenkę Sabriny: „Boys, boys, boys, I’m looking for a good time!”. Z Manify do Młodzieży ruszyły, sypiąc srebrnym pyłem, wróżki – radykalne Cheerleaderki w kolorowych wysokich spiczastych kapeluszach z różdżkami i rozbrajającym napisem: „I tak was kochamy”. Nie przebiły się jednak przez szpaler policjantów (Aleksandra Krzyżaniak-Gumowska, „Niech zdycha patriarchat”, „Gazeta Wyborcza Stołeczna”, 7 marca).



Inne miasta

Jak informowało „Słowo Ludu”, Manify odbyły się też w Poznaniu (pod hasłem „Bezbronne? Nigdy więcej!”), w Gdańsku (pod hasłem „Trójmiasto wolnych kobiet”), w Łodzi (pod hasłem „Rzeczywistość w negatywie”), we Wrocławiu zaś manifestacja „przeciw łamaniu praw kobiet, które ma źródło w religii i tradycji”. „Chodzi m.in. o społeczności muzułmańskie w Niemczech, Holandii i Francji, gdzie – zdaniem organizatorów imprezy – kobiety wiodą niewolniczą egzystencję, powiązaną bezpośrednio z ich kulturą, są bite, gwałcone i zabijane za nieposłuszeństwo, nawet takie, jak odmowa założenia chusty”. ([PAP], „Manifa zamiast kwiatka”, „Słowo Ludu Kielce”, „Słowo Ludu Radom”, 8 marca). Inne gazety wymieniały jeszcze dwa miasta: Szczecin i Kraków.

[Rozmiar: 43276 bajtów]



Poznań, czyli „Bezbronne? Nigdy więcej!”

O poznańskiej Manifie pisały trzy gazety: „Gazeta Poznańska”, „Gazeta Wyborcza Poznań”, „Tygodnik Poznański”. Jak według nich wyglądała 8-marcowa demonstracja?

Nie bez powodu manifestacja została zorganizowana pod hasłem „Bezbronne? Wykorzystywane? Milczące? Nigdy więcej!”. Jak wyjaśniała Iza Kowalczyk, organizatorki chciały do wszystkich kobiet dotrzeć z przekazem, że nie muszą znosić złego traktowania. Manifestacja przygotowana została przez nieformalne, bezpartyjne porozumienia osób prywatnych i organizacji pod nazwą Inicjatywa 8 Marca. Organizatorki, zwane manifeministkami, chciały pokazać własną siłę i powiedzieć, że wspólnie mogą przeciwstawić się przemocy i dyskryminacji. Iza Kowalczyk zapraszała na Manifę wszystkie kobiety i mężczyzn, nie chcąc przy okazji Manify dzielić świata na męski i żeński. Jak mówiła, potrzebne jest prawdziwe równouprawnienie (Ewa Mroczkowska, „Manifeministki”, „Tygodnik Poznański”, 4 marca).

Poznańska Inicjatywa 8 Marca domagała się równego traktowania kobiet na rynku pracy, występowała przeciwko łagodnemu traktowaniu sprawców gwałtów i ofiar przemocy w rodzinie oraz żądała prawa kobiet do aborcji. Jak powiedziała Iza Kowalczyk, organizatorki chciały wyrazić swój sprzeciw wobec łamania praw pracowniczych, milczenia wokół ustawy antyaborcyjnej i jej tragicznych konsekwencji, ograniczania prawa do wolności wypowiedzi (Ewa Mroczkowska, „Manifeministki”, „Tygodnik Poznański”, 4 marca). Jak stwierdziła Agata Teutsch: „Jesteśmy tu, żeby pokazać, że sytuacja kobiet w Polsce jest coraz gorsza” ([LID], „Z okazji Dnia Kobiet”, „Gazeta Wyborcza Poznań”, 9 marca).

W scenariuszu manifestacji przewidziano przemówienia i happeningi (jeden związany z łamaniem praw pracowniczych, inny z wolnością wypowiedzi, kolejny z wolnością w sferze publicznej) oraz rozdawanie ulotek. Dla pełnomocnika wojewody ds. równego statusu kobiet i mężczyzn, Barbary Wojtaszewskiej, która nie przyjęła zaproszenia na manifestację, przygotowano koszyk prezentów: pastę do zębów „oddech wolności”, krem wyrównujący płace, szampon przeciwdyskryminacyjny i odżywkę wzmacniającą poglądy feministyczne.

Podobnie jak w Warszawie, kontrwystąpienie zapowiadała Młodzież Wszechpolska. Prezes poznańskiej MW, Marcin Rostowski, groził: „Feministki mogą się bać. Przygotowujemy dla nich niespodziankę”((AD, MARO), „Zamiast tulipana”, Gazeta Poznańska, 8 marca). MW pod pomnik Starego Marycha przytargała karton z napisem „kamienie”. Ale w kartonie były tulipany dla manifestujących obok feministek. Jednak, jak napisała poznańska „Gazeta Wyborcza”, „wkrótce prawda wyszła na jaw: Wszechpolacy ruszyli w stronę Starego Rynku, krzycząc: „Feministki, lesby, geje, cała Polska się z was śmieje”.



Genderowa Łódź

O łódzkiej Manifie pisała tylko lokalna „Gazeta Wyborcza” (w dwóch artykułach). W pierwszym zapowiedziała demonstrację, organizowaną w Łodzi po raz drugi. Organizatorki miały skoncentrować się na trzech ustawach – o równym statusie kobiet i mężczyzn, świadomym rodzicielstwie i rejestrowanych związkach partnerskich. Jak wyjaśniła Karolina Siedlanowska: „Rok temu zapoznawałyśmy się z łodzianami, teraz omówimy konkretne problemy” ((IZ), „Wypłynie łódź podwodna”, „Gazeta Wyborcza Łódź”, 8 marca). „Wyborcza” uspokajała też, że choć w Warszawie Manifom towarzyszą zamieszki (m.in. za sprawą Młodzieży Wszechpolskie), ubiegły rok pokazał, że w Łodzi jest spokojnie.

Drugi artykuł ((IZ), „Feministki i Wszechpolki”, „Gazeta Wyborcza Łódź”, 9 marca) opisał już przebieg Manify 8 marca. Jak określiła to „GW”, „feministyczną demonstrację” zorganizowała nieformalna grupa Łódź Gender, przy wsparciu Zielonych, Centrum Praw Kobiet i Federacji Anarchistycznej. Uczestniczyło w niej około 60 osób, w tym mężczyźni, ale „byli w mniejszości”. Podczas, gdy uczestniczki skandowały „Jesteśmy silne, razem silniejsze!”, przedstawiciele Młodzieży Wszechpolskiej krzyczeli: „Lesby, geje, cała Polska się z was śmieje!”. Organizatorki rozdawały nowy numer kwartalnika „Łódź Gender” pod tytułem „Pan Domu”. Pod pomnikiem Schillera pani prezydent i pani „premiera” przemawiały do Parlamentarnej Grupy Mężczyzn: „Panowie świetnie nadają się do pracy w domu. Mają silne ręce do sprzątania. Ich mieszanie się w politykę uważamy za niestosowne”. Potem trzeba było dokończyć hasło: „gdyby Schiller był kobietą...”, na co Bogna Stawicka krzyknęła: „Nikt by o niej nie pamiętał!” i w nagrodę otrzymała koszulkę z napisem „moja mama jest feministką”. Jak tłumaczyła Ania Jurek, studentka polonistyki i współprzewodnicząca łódzkiego koła Zielonych, mężczyźni nie chcą dopuścić kobiet do sfery publicznej, bo za bardzo obciążają je w domu. Po odśpiewaniu hasła „Bo wszystkie biedronki to jedna rodzina”, stanowiącego aluzję do wykorzystywania kobiet w sieci supermarketów, z transparentami nawołującymi do tolerancji i równości „Manifa” wyszła na Piotrkowską. Za nią szła „delegacja Młodzieży Wszechpolskiej”, w tym kilka dziewczyn, które mówiły: „Kobiety muszą wychowywać dzieci, by przekazać im wartości rodzinne. Równouprawnienia nie może być, bo nie jesteśmy dyskryminowane”. Wykrzykiwane przez MW hasła o „czerwonych komuchach”, gejach i lesbijkach, zagłuszały feministki. Ponieważ Wszechpolscy nie mieli zezwolenia na demonstrację, Iza Desperak, socjolożka UŁ, poprosiła Straż Miejską o ochronę przemarszu. Wszechpolacy rozeszli się jednak dopiero po zakończeniu przemarszu, a jak podkreślił jeden z policjantów, demonstrowali przecież nie na Piotrkowskiej, tylko na chodniku.

[Rozmiar: 35187 bajtów]



Trójmiasto wolnych kobiet

O gdańskiej Manifie wspomniano w trzech gazetach – w „Głosie Wybrzeża”, „Głosie Elbląga” i trójmiejskiej „Gazecie Wyborczej”.

Manifa odbyła się pod hasłem „Trójmiasto Wolnych Kobiet” i dotyczyła między innymi prawa do edukacji seksualnej, świadomego macierzyństwa oraz dyskryminacji kobiet w miejscu pracy i nierówności w zakresie wynagrodzeń. Organizatorki zwracały uwagę na zdecydowanie antykobiecy nurt, który ich zdaniem dominuje od jakiegoś czasu w polityce polskiej i międzynarodowej. Małgorzata Tarasiewicz z gdańskiego Stowarzyszenia Współpracy Kobiet NEWW Polska, „współorganizator” Manify uznała, że 8 marca to dobra okazja, żeby „głośno powiedzieć o tym, co nas trapi” i zauważyła: „Mimo, że pomagamy kobietom, między innymi ofiarom przemocy, wydajemy książki, trudno nam się przebić, zawsze są jakieś ważniejsze sprawy” ([KG], „Trójmiasto Wolnych Kobiet”, „Głos Wybrzeża”, 8 marca).

W Manifie uczestniczyło około 200 osób, „w większości młode, kolorowo ubrane dziewczyny” (Aleksandra Kozłowska, Krzysztof Katka, „Tradycyjnie albo na manifestacji”, „Gazeta Wyborcza Trójmiasto”, 9 marca). Byli też Zieloni i geje. Uczestnicy Manify nieśli transparenty z hasłami: „Silne kobiety, wolny świat”, „Moje ciało – mój wybór”, „Kobiety są mądre, mężczyźni są wysocy”, „Biedronka – co miesiąc niskie pensje”, „Kobiety na barykady”. I krzyczeli: „Nasza koncepcja to antykoncepcja” i „Razem jesteśmy silne”.

Trójmiejska Manifa nie przebiegła spokojnie. Uczestnicy zostali obrzuceni kulkami śniegu, „długo ugniatanymi” przez Wszechpolaków - „młodych ogolonych mężczyzn w glanach i czarnych kapturach” (Aleksandra Kozłowska, Krzysztof Katka, „Tradycyjnie albo na manifestacji”, „Gazeta Wyborcza Trójmiasto”, 9 marca). Kilkudziesięciu przedstawicieli Młodzieży Wszechpolskiej wykrzykiwało hasła typu: „Cała Polska się z Was śmieje lesby, geje” i „Pedały do gazu”. Uczestnicy Manify odpowiadali: „I tak was kochamy, chrześcijanie” i „Wszech-Polki, chodźcie z nami”. Jak komentowała to Monika Pomirska z Koła Naukowego Gender Studies Uniwersytetu Gdańskiego: „My nie ziejemy nienawiścią, chcemy dyskutować, ale przy jednym stole, a nie w taki sposób” ([KG], „Matka Polka ma dość”, „Głos Elbląga”, 9 marca). Manifę eskortował kordon złożony z 50 policjantów.

Pewna kobieta, która jako jedna z nielicznych dołączyła do pochodu, żałowała, że nie przyszło więcej osób, tłumacząc to brakiem promocji wydarzenia: „Za mała reklama była”. I deklarowała, że jest za wolnością kobiet: „To one najgorszą robotę w domu robią, a facet to nic tylko przed telewizorem by siedział”. Dr Ewa Graczyk z Uniwersytetu Gdańskiego, jedna z organizatorek Manify, dodała: „Gdyby mężczyźni podzielili się władzą, świat stałby się lepszy” (Aleksandra Kozłowska, Krzysztof Katka, „Tradycyjnie albo na manifestacji”, „Gazeta Wyborcza Trójmiasto”, 9 marca). A Michał Poćwiardowski ze „Stowarzyszenia Zieloni 2004” wyjaśnił, że przyszedł na Manifę, ponieważ jest feministą, widzi, że prawa kobiet są łamane ((KG), „Matka Polka ma dość”, „Głos Elbląga”, 9 marca).



Różnorodny i równy Kraków

Trzy artykuły dotyczyły Manify w Krakowie – opublikowane w „Dzienniku Polski. Kronice Krakowskiej”, „Gazecie Krakowskiej” i w lokalnej „Gazecie Wyborczej”.

Krakowską Manifę zorganizowała na Rynku Głównym Nieformalna Grupa GOM oraz Grupa Teatralna „Podest”. Wzięło w niej udział kilkudziesięciu uczestników, w tym mężczyźni. „Dziennik Polski”. Kronika Krakowska zdefiniował Manifę jako feministyczną akcję mającą na celu wyśmianie stereotypów dotyczących obu płci ([PSZ], „Kastrowanie na śniadanie”, „Dziennik Polski. Kronika Krakowska”, 9 marca). A „Gazeta Krakowska” dodała, że to apolityczna akcja na rzecz lepszego współistnienia obu płci, która piętnuje postawy godne pożałowania i nie ma w niej agresji ([FREN], „Przeciw wałkom i pierogom”, „Gazeta Krakowska”, 9 marca). Jak wyjaśniła w „Dzienniku Polskim. Kronice Krakowskiej” Aleksandra Piela, współorganizatorka Manify, manifestantki pod hasłem „Różnorodność i równość” prezentowały feministyczny światopogląd, w którym najważniejsze jest równouprawnienie płci oraz różnice między płciami, będące przedmiotem afirmacji i radości, a nie dyskryminacji. Dlatego organizatorki postanowiły w formie zabawy wyśmiać role płciowe i niektóre stereotypy, szufladkujące ludzi. „Ciasto, loda, prasowanie, wszystko zrobię za mizianie!” „Beret, krzyżyk i różaniec, smycz, obroża i kaganiec!” i „Beretom rogi” - skandowało kilkudziesięciu (około 40 albo nawet – 150!) demonstrantów, maszerując wokół sukiennic. Na transparentach napisano: „Kastrowanie na śniadanie”, „Złamałam tipsa, Apokalipsa”, „Kury w chmury”, „Mężczyzno, i ty umiesz obsłużyć pralkę”, „Feminizm to więź, patriarchat to więzienie”. Jeden z demonstrujących mężczyzn niósł plakat („o dość kontrowersyjnej treści” – to komentarz „Dziennika Polskiego. Kroniki Krakowskiej”): „77 procent przeciwników aborcji to mężczyźni. 100 procent z nich nigdy nie zajdzie w ciążę”. Kulminacyjnym punktem krakowskiej Manify był krótki spektakl, „pokazujący chore relacje” („Gazeta Krakowska”), podczas którego odziane w papierowe „patriarchalne mundurki” dziewczyny wyśmiewały funkcjonujące w społeczeństwie stereotypy. Były biczujące się łańcuchami dewotki, kury domowe, urzędniczki. Te ostatnie krzyczały: „Trochę tuszu, trochę kawy i pilniczek do zabawy”, podczas gdy „kury domowe” wołały „Ko, ko, ko”, a prostytutki „Kici, kici”. „Dewotki” uderzały się biczami po plecach i śpiewały jedną z pieśni kościelnych, a „biznesmenkom” w głowie było jedno: „Umowa, stempel, umowa, stempel”. Na koniec nastąpiło zdarcie „mundurków”, symbolizujące odrzucenie stereotypowych ról społecznych. Widzowie reagowali uśmiechem i poparciem, niektórzy spontanicznie dołączali do pochodu. Lokalna Gazeta Wyborcza oceniła, że Manifa 2005 w Krakowie przebiła socjaldemokratów, którzy w tym czasie wręczali goździki ([JJ, AC], „A muzyka grała w duszy”, „Gazeta Wyborcza Kraków”, 9 marca).



Opole i Prarzynka, czyli Praw skrzynka

Na pierwszą Manifę w historii Opola przyszły feministki i solidaryzujący się z nimi mężczyźni. Paweł Rawicki razem z dziewczynami trzymał transparent z napisem „Nasze prawa – ważna sprawa”. Jak wyjaśnił, nie lubi określać się jako feminista, ale czuje się zagrożony przez patriarchat, który nakazuje mężczyznom być zawsze silnymi, zamyka ich w klatce. Z kolei Róża Tkaczyk podkreślała: „Mężczyźni uważają, że wszystko im się należy, że powinnyśmy im usługiwać , a ja uważam, że oni powinni nas lepiej traktować”. Na placu Wolności stanęła Praw Skrzynka, czyli „prarzynka”. Dziewczyny – studentki animacji na Uniwersytecie Opolskim – pokazywały scenki obyczajowe np. dotyczące sytuacji kobiet w ciąży, a następnie wrzucały do „prarzynki” postulaty zmian prawnych i obyczajowych wypisane na prześcieradłach, które, jak wyjaśniła jedna z organizatorek Manify Katarzyna Krupa-Czerwiec, niczego nie symbolizują, po prostu na karteczkach hasła byłyby mało widoczne. Jej mama, Jolanta Krupa, która też przyszła na Plac Wolności, stwierdziła, że jest dumna z córki-feministki, a większość Polek nie ma poczucia własnej wartości, ustawia się w pozycji podległości wobec mężczyzn, rodziny i to trzeba zmienić. W prasie wypowiedział się przypadkowy przechodzień, jak się okazało samotny, który chciałby znaleźć się pod pantoflem, „a właściwie wysokim, kobiecym obcasem”. Wtedy jego życie miałoby sens. A przyglądający się Manifie uczniowie szkoły średniej, zapytani przez dziennikarza o dyskryminację stwierdzili, że nie czują, aby ich koleżanki były jakoś dyskryminowane - „no chyba, że te brzydkie..”. Strażnik miejski, pilnujący porządku na demonstracji, uznał, że jeśli kobiety walczą o to, by pracować jak mężczyźni po kilkanaście godzin na dobę i jeszcze wychowywać dzieci, to on jest za Matką Polką. A jedna z przechodzących kobiet zdenerwowała się, bo nie ma ochoty pracować o 5 lat dłużej, a „do tego doprowadzą takie wariatki jak te panie”. Zaprotestowała na to 80-letnia emerytka i zadeklarowała: „Gdybym była młodsza, przyłączyłabym się do tych dziewcząt”. Przez plac przechodził mężczyzna z różą i wuzetkami kupionymi z okazji Dnia Kobiet dla żony. Jak powiedział, o feministkach myśli źle, ale nie będzie o tym mówił, „bo to w końcu także kobiety” (Agata Jop, „Wolność i wuzetki”, „Nowa Trybuna Opolska”, 9 marca).





***************************************************************************


Manifa w prasie - jaka jest każdy/a widzi. Kolorowa i głośna. Dla kobiet, ale głównie feministek (ze wszystkimi stereotypami za tym idącymi). No i dla lesbijek. Z hasłami, które są odbierane jako albo agresywne albo niezrozumiałe. Zresztą tak, jak sam feminizm i feministki. Z nieodłącznym udziałem Młodzieży Wszechpolskiej i ryzykiem bójek. Ale również z pojawiającymi się przy tej okazji ważnymi wypowiedziami na temat dyskryminacji kobiet, jej przejawów, z coraz częściej podawanymi wtedy danymi statystycznymi (mówiącymi same za siebie) o udziale kobiet w polityce i życiu publicznym, o przedsiębiorczości kobiet, o różnicach w zarobkach kobiet i mężczyzn.

[Rozmiar: 35487 bajtów]


Więc nawet jeśli w mediach z całego feministycznego codziennego znoju, widać tylko Manify, pokazywane jako właśnie te kolorowe, wesołe i głośne happeningi, to dzięki Manifom kobiety w Polsce mogą usłyszeć, że mają prawo do równej płacy za tę samą płacę, że przemoc w rodzinie jest przestępstwem, że pracodawca nie może ich bezkarnie molestować. Manify opłaca się organizować i opłaca się w nich uczestniczyć.

A kiedy w jednej z audycji radiowej Trójki prowadzący zapytał mnie, jaką twarz – patrząc na Manifę – ma feminizm, odpowiedziałam: „Kobiecą. Ludzką po prostu”.

Do zobaczenia na następnej Manifie!

Autorem zdjęć jest Marcin Anaszewicz.

***************************************************************************

Artykuły, dotyczące Manify

AD 2005, do których dotarłam – w kolejności chronologicznej:
1. Gazeta Wyborcza - Co jest grane, „Dzień kobiet”, Aleksandra Krzyżaniak-Gumowska, Łukasz Kamiński, 4 marca
2. Trybuna +Trybuna Łódzka, „Piekło kobiet”, (DS), 4 marca
3. Tygodnik Poznański, „Manifeministki”, Ewa Mroczkowska, 4 marca
4. Metro, „Jesteśmy silne”, Agnieszka Kłos, 4 marca
5. Nowa Trybuna Opolska, „Rzeczpospolita babska”, Ewa Bilicka, 4 marca
6. Gazeta Wyborcza Stołeczna, „Jesteśmy silne, ale razem jeszcze silniejsze”, Aleksandra Krzyżaniak-Gumowska, 5 marca
7. „Polityka”, „Rychły zgon patriarchatu”, Marcin Kołodziejczyk, 5 marca
8. Życie Warszawy, „Szczuka na Manifę, Gilowska na spacer”, Ewelina Zambrzycka, Jolanta Molińska, 5 marca
9. Dziennik Bałtycki Praca, „Felieton (nie)feministyczny”, Agnieszka Grucza, 7 marca
10. Dziennik Łódzki, „Manifa w obronie kobiet”, (-), 7 marca
11. Express Bydgoski, „Seksmisja w Warszawie”, Krzysztof Wypijewski, 7 marca
12. Express Bydgoski, „Młodzież Wszechpolską też kochają”, (LL, PAP), 7 marca
13. Gazeta Krakowska, „Feminizm jest pycha”, (PAP), 7 marca
14. Gazeta Olsztyńska, „Manifa kobiet”, (-), 7 marca
15. Gazeta Pomorska, bez tytułu, (-), 7 marca
16. Gazeta Wyborcza, „Feministki do polityki”, Michał Danielewski, 7 marca
17. Gazeta Wyborcza Stołeczna, „Niech zdycha patriarchat”, Aleksandra Krzyżaniak-Gumowska, 7 marca
18. Głos Szczeciński, „Kobieca manifa”, (PAP), 7 marca

19. Kurier Lubelski, „Manifa kobiet wyzwolonych”, (-), 7 marca
20. Kurier Szczeciński, bez tytułu, (-), 7 marca
21. Metro, „Jesteśmy silne, ale razem silniejsze”, (PAP, KĘS), 7 marca
22. Metropol, „Kobiety silniejsze w grupie”, (PAP), 7 marca
23. Metropol, „Siła kobiet w Manifie”, (-), 7 marca
24. Nowa Trybuna Opolska, „Manifa wyszła na ulice”, (PAP), 7 marca
25. Nowości, „Młodzież Wszechpolską też kochają”, (LL, PAP), 7 marca
26. Rzeczpospolita A, „Feministki w centrum”, Anna Brzezińska, 7 marca
27. Trybuna + Trybuna Łódzka, „Silne kobiety – wolny świat”, Karolina Zioło, 7 marca
28. Życie Warszawy, „Równość dla wszystkich”, (-), 7 marca
29. Express Bydgoski, „Kobiety manifestują”, (KP), 8 marca
30. Gazeta Poznańska, „Zamiast tulipana”, (AD, MARO), 8 marca
31. Gazeta Wyborcza Łódź, „Wypłynie łódź podwodna”, (IZ), 8 marca
32. Głos Wybrzeża, „Trójmiasto Wolnych Kobiet”, (KG), 8 marca
33. Metro, „Dzień Wściekłej Gościówy”, Sebastian Łupak, 8 marca
34. Metropol, „Co z tym świętem”, Zbigniew Modrzewski, 8 marca
35. Nasz Dziennik, „Monstrum kobiece”, Joanna Bober, 8 marca
36. Nowiny Jeleniogórskie, „Na rzecz równego statusu”, Jadwiga Reder-Sadowska, 8 marca
37. Słowo Ludu Kielce, Słowo Ludu Radom, „Manifa zamiast kwiatka”, (PAP), 8 marca
38. Dziennik Polski Kronika Krakowska, „Kastrowanie na śniadanie”, (PSZ), 9 marca
39. Gazeta Krakowska, „Przeciw wałkom i pierogom”, (FREN), 9 marca
40. Gazeta Wyborcza Kraków, „A muzyka grała w duszy”, (JJ, AC), 9 marca
41. Gazeta Wyborcza Łódź, „Feministki i Wszechpolki”, (IZ), 9 marca
42. Gazeta Wyborcza Poznań, „Z okazji Dnia Kobiet”, (LID), 9 marca
43. Gazeta Wyborcza Trójmiasto, „Tradycyjnie albo na manifestacji”, Aleksandra Kozłowska, Krzysztof Katka, 9 marca
44. Głos Elbląga, „Matka Polka ma dość”, (KG), 9 marca
45. Nowa Trybuna Opolska, „Wolność i wuzetki”, Agata Jop, 9 marca
46. Przekrój, „Manifa tylko dla mediów”, (-), 10 marca
47. Wprost, „Kobiecizm kontra kobiecość”, Bronisław Wildstein, 13 marca
48. Fakty i mity, „Razem silniejsze”, (MW), 17 marca
49. Gazeta Wyborcza, „Feminizm jest polityczny”, Claudia Snochowska-Gonzales, Anna Zdrojewska, Anna Ziółkowska, 22 marca
50. Marie Claire, „Feminizm po polsku”, Marzena Matuszak-Wendołowska, 1 kwietnia

[Rozmiar: 11160 bajtów][Rozmiar: 11411 bajtów][Rozmiar: 14266 bajtów][Rozmiar: 12886 bajtów]


___________