numer 10
   wrzesień 2005

 feminizm i media













Rozmiar: 1435 bajtów







Bernadetta Darska

Jak kobietę zachęca się do czytania, czyli kobiece serie literatury popularnej.



    Ostatnio na naszym rynku pojawiło się kilka serii literackich, które pod egidą czasopism promują czytelnictwo. Mają przyciągać potencjalnych nabywców przede wszystkim atrakcyjną ceną, nie przekraczającą dziesięciu złotych. Większość ze wspomnianych serii, pomijając „Kolekcję Literatury XX wieku” i „Klasykę XIX wieku” „Gazety Wyborczej”, skierowana jest do kobiet. Jak wskazują badania czytelnictwa, to one najczęściej sięgają po książki, nic więc dziwnego, że stały się adresatem tego typu propozycji. Pomijając pozytywny aspekt możliwości zakupu książki po znacznie niższej cenie, warto jednak przyjrzeć się temu, jakie to są serie, co proponują swoim czytelniczkom, do jakich stereotypów się odwołują i jaki wzorzec czytelniczki promują.

Obecnie na rynku wydawniczym dostępne są trzy serie wydawnicze, których poszczególne pozycje można kupić w cenie po 9,90 zł. Pierwsza, ukazująca się najdłużej, bo od 8 października 2004 roku, to „Literatura w spódnicy”. Serię otworzyła książka Helen Fielding „Dziennik Bridget Jones” – jak reklamowano m.in. w Portalu Księgarskim „pierwsza książka z kolekcji bestsellerów literatury kobiecej”. Wydawcą jest Axel Springer Polska, a kolejne książki sygnowane są logiem miesięcznika „Olivia”. Jak czytamy w Portalu Księgarskim [http://www.ksiazka.net.pl/modules.php?name=News&file=article&sid=2592]: „Okładki kolekcji są utrzymane w jednej spójnej konwencji i kobiecych [sic! – B. D.], pastelowych kolorach”. Książki planowo miały ukazywać się co dwa tygodnie i tak było faktycznie. Ostatnio jednak częstotliwość wydawania zmniejszyła się, a książki wydawane są w cyklu comiesięcznym. Wydawca reklamuje serię jako swoisty kanon bestsellerów literatury światowej, choć mamy tu głównie do czynienia literaturę popularną. Większość książek ukazywała się wcześniej w Wydawnictwie Zysk i S-ka. Wśród znanych tytułów zagranicznych, takich jak: „Niania w Nowym Jorku” Nicoli Kraus, „Seks w wielkim mieście” Candace Bushnell, „Wierność w stereo” Nicka Hornby’ego, „Mężczyzna i chłopiec” oraz „Mężczyzna i żona” Tony’ego Parsonsa, znalazły się także pozycje polskie: „Samotność w sieci” Janusza L. Wiśniewskiego, „Książka poniekąd kucharska” Joanny Chmielewskiej czy „Rosyjski kochanek” Marii Nurowskiej.

Druga seria skierowana do kobiet to „Literatura na obcasach”. Sygnowana jest logiem miesięcznika „Claudia”, kolejne pozycje ukazują się systematycznie co dwa tygodnie. Wydawca to Gruner + Jahre Polska. Seria ukazuje się od 14 lutego 2005 roku (debiut na Walentynki) i zapoczątkowała ją książka Katarzyny Grocholi „Upoważnienie do szczęścia”. Poszczególne tytuły wydawane były wcześniej w ramach tzw. „Owocowej serii” Wydawnictwa Prószyński i S-ka. Wśród autorek spotkamy zatem Izabelę Sowę, Monikę Szwaję, Grażynę Bąkiewicz, Irenę Matuszkiewicz i Dominikę Stec. Wydawca planuje wypuścić na rynek łącznie dwadzieścia pozycji. Jak czytamy na stronie reklamującej serię [http://www.bizz.pl/zamow/obcasy.php], „Literatura na obcasach” „to seria polskich bestsellerów literatury kobiecej”. Dowiadujemy się też, że „tworzą ją pełne ciepła, humoru i wzruszeń powieści oraz opowiadania napisane przez znakomite autorki”.

„Literatura w szpilkach” to trzecia z serii dla kobiet, a zarazem druga z opatrzonych logiem „Claudii” i wydawanych przez Gruner + Jahre Polska. Można powiedzieć, że seria ta powiela założenia „Literatury w spódnicy”, proponuje bowiem swoim czytelnikom [http://www.bizz.pl/zamow/szpilki.php] „kolekcję światowych bestsellerów literatury kobiecej”. Seria została zapoczątkowana (kolejne podobieństwo) książką Helen Fielding „Rozbuchana wyobraźnia Olivii Joules”, która ukazała się 15 lipca 2005 roku. Tu również przewidywany jest dwutygodniowy cykl wydawniczy, a kolejne pozycje to: „Nie wiem, jak ona to robi” Allison Pearson i „Pod słońcem Toskanii” Frances Mayes.

Niewątpliwą zaletą wspomnianych wyżej serii jest fakt, iż za przystępną cenę, co dwa tygodnie, można kupić książkę. Owa atrakcyjność cenowa z pewnością ma moc przyciągającą. Systematyczne ukazywanie się na rynku kolejnych pozycji przyczynia się do stworzenia swoistej relacji przywiązania – czytelniczka czeka na kolejne książki, w pewien sposób celebruje piątki co dwa tygodnie, kolekcjonuje zbiór „bestsellerów”. Warto zaznaczyć, że książki, które proponowane są we wszystkich trzech seriach to bez wyjątku literatura popularna. Czytelniczka otrzymuje dość specyficzny koktail – od książek bardzo słabych po sprawnie napisane, od tych, które próbują przemycać nowoczesny wizerunek kobiety, po te, które podtrzymują obraz stereotypowy. Ten specyficzny misz-masz wprowadza duży chaos, zwłaszcza dla niewyrobionego czytelnika: można bowiem trafić na dobrą literaturę popularną (np. Monika Szwaja, Dany Parsons), dobrą powieść dla młodzieży (np. Grażyna Bąkiewicz), ale i powieści bardzo słabe (np. Lisy Javell „Trzydziestka na karku”). Fenomen kobiecych serii literackich da się też traktować czysto poznawczo – jako wart odnotowania przejaw kultury. Można się też pokusić o stwierdzenie, że czytadło (także to w bardzo pozytywnym sensie) obecne w kioskach systematycznie i cyklicznie to sprowadzenie książki do podobnej roli, jaką pełni czasopismo, które kupujemy regularnie. Proces nabywania i konsumowania jest tutaj bardzo podobny, choć książkę kobiecą w większości przypadków postawimy wyżej niż typowe pismo kobiece.

Poszczególne serie w nazwie i w sposobie zaprojektowania logo odwołują się bezpośrednio do kobiety. Mamy bowiem spódnicę, obcasy i szpilki (przy czym logo „Literatury na obcasach” i „Literatury w szpilkach” jest bardzo podobne: w przypadku pierwszym kobiecy but na wysokich obcasach widziany z boku, w przypadku drugim ten sam but, ale widziany z tyłu), a więc atrybuty „płci pięknej”. Zewnętrzne oznakowanie kobiecością jest z jednej strony wyrazistym określeniem adresata, z drugiej świadomym wykluczeniem mężczyzn jako potencjalnych odbiorców, mimo że „Literatura w szpilkach” na przykład powiadamia bez wskazania na płeć: „każdy czytelnik znajdzie tu coś dla siebie”. Oprócz więc niewątpliwej wartości, jaką są tego typu serie, można pokusić się tu o stwierdzenie, że założenia wydawców były następujące: kobiety czytają więcej, kobiety czytają powieści popularne, kobiety lubią historie o miłości. Zastanawia w tym miejscu fakt, dlaczego oprócz inicjatyw „Gazety Wyborczej”, nie ma tego typu inicjatyw w stosunku do tzw. literatury wysokiej. Czyżby tylko literatura popularna nadawała się do takich promocji? Czy tylko literatura popularna daje potencjalną pewność zysku? Czy kobieta jako adresat produktu może otrzymać tylko przejawy kultury popularnej?

Wszystkie książki trzech serii wydawane są w wyrazistych, czasami nawet jaskrawych kolorach (tu zwłaszcza „Literatura na obcasach” i „Literatura w szpilkach”). Skąd jednak założenie (przytaczane wyżej), że są to akurat kobiece kolory, trudno powiedzieć. Okładki przyciągać mają przede wszystkim z daleka widoczną barwą, gdyż poza tym wydawcy stawiają na prostotę graficzną.

„Literatura na obcasach” i „Literatura w szpilkach” mają swoje strony internetowe, gdzie czytelniczka może się dowiedzieć, jakie tytuły ukazały się wcześniej i co planowane jest w najbliższej przyszłości. Można też zamówić książki drogą internetową. Niewątpliwą zaletą jest czytelność i przejrzystość strony, a także łatwość dotarcia do niej po wpisaniu w wyszukiwarkę nazwy serii. O „Literaturze w spódnicy” również znajdziemy informacje w internecie, ale są one zdecydowanie mniej czytelne, a o wiele trudniej np. jest dotrzeć do informacji, jaka książka przewidywana jest w następnej odsłonie cyklu.

Proponując czytelniczkom wyselekcjonowany kanon bestsellerów literatury kobiecej, twórcy serii sugerują i niejako gwarantują, że właśnie to czytają kobiety na całym świecie i w Polsce, że właśnie akurat to warto czytać i wreszcie, że proponowane na łamach książek modele życia są nie tylko typowymi, ale wręcz wzorcowymi. Można zatem pokusić się o stwierdzenie, że „Literatura na obcasach, w spódnicy i w szpilkach” pokazuje czytelniczkom, jaki rodzaj kobiecości jest trendy. Tym bardziej, że często bohaterkami są kobiety niezależne finansowo, wykształcone, samodzielne, które wiedzą, czego chcą. Czytelniczka otrzymuje zatem pozór kobiety nowoczesnej, jaką sama myśli, że jest, lub jaką sama chciałaby być. Okazuje się jednak, że podstawowym celem kobiety jest tutaj zdobycie mężczyzny. Jeśli bohaterka jest młoda, to albo zamartwia się, że zostanie starą panną i za wszelką cenę usiłuje znaleźć męża, albo marzy o księciu z bajki i wyobraża sobie siebie w rolo księżniczki, albo odkrywa, że tak naprawdę wcale nie kochała mężczyzny, z którym jest, a kocha swojego najlepszego przyjaciela. W przypadku bohaterki dojrzalszej wiekiem, często owdowiałej lub rozwiedzionej, samotnie wychowującej dziecko, otrzymujemy wersję z pozornym zaprzeczeniem. Kobieta zdaje się stopniowo wycofywać z życia, skupia się na wychowaniu potomstwa, niczego dla siebie nie oczekując i w nic dla siebie nie wierząc, faktycznie jednak kobieta ta ciągle czeka na wymarzonego mężczyznę. Oczywiście, bardzo szybko go cudownym zbiegiem okoliczności spotyka, jest idealny, żyją długo i szczęśliwie. Trzeba w tym miejscu oddać sprawiedliwość serii „Literatura na obcasach”, gdzie owe gorączkowe, mniej lub bardziej zakamuflowane, poszukiwania mężczyzny pokazane są przez polskie autorki często z dużą dawką ironii, dystansu, pewnego rodzaju bawienia się z konwencją. Zupełnie inaczej wygląda to w przypadku „Literatury w spódnicy”, gdzie kobieta bywa przedstawiana wyjątkowo tendencyjnie, rozpaczliwie i ze zdeterminowaniem szuka mężczyzny, a widmo bycia starą panną jest dla niej największą życiową katastrofą. Książki tej ostatniej serii zbliżają się najbardziej do banalnej wersji harlequina, a wzorzec kobiety przypomina słodką, bezmyślną, bardzo infantylną lalkę

W kontekście omawianych serii wydawniczych kobieta jawi się jako atrakcyjny adresat kolejnych inicjatyw wydawniczych. Jednocześnie fakt, że serie ukazują się pod egidą tytułów prasy kobiecej, powoduje dość zaskazujący mariaż popularnych czasopism kobiecych z literaturą. Niewątpliwą zaletą serii jest to, że ukazują się samodzielnie, nie stanowią dodatków w ofoliowanej formie. Nie ma więc przymusu nabywania czegoś jako produktu głównego i dodatku (choć trzeba zaznaczyć, że zdarzają się archiwalne wydania książek dołączane do „Olivii”). Kobiece serie kreują społecznie pozytywny wizerunek kobiety jako osoby chętnie siegającej po książkę. Jednocześnie jest to osoba lubująca się w historiach damsko-męskich, a nazewnictwo serii i opis treści poszczególnych tytułów raczej tego stereotypu nie przełamują. Widocznie czytelniczka, zdaniem Wydawców, sięgnie przede wszystkim po repertuar lekki, łatwy i przyjemny. Czytelnictwo kobiet zyskuje więc w ten sposób mniej znaczący wymiar rozrywki. Pomysłodawcy serii nie wysilili się zbytnio, wymyślając pomysły promocyjne – odwołanie się do tradycyjnie rozumianej kobiecości to ewidentnie pójście na łatwiznę. A dałoby się tego uniknąć, bo przecież część z prezentowanych tytułów przemyca treści, jakie można by uznać za polemiczne wobec stereotypu (np. dyskusja z koniecznością wychodzenia za mąż, gdy jest się w ciąży w „Zapiskach stanu poważnego” Moniki Szwai).

W kobiecych seriach literackich nie dochodzi również w warstwie podstawowej do przełamania sterotypu związanego z hasłem: literatura kobieca, a szkoda. Ukazywanie się na rynku tego typu serii jest z pewnością okazją do zlikwidowania uprzedzeń związanych z literaturą popularną i kobiecą. I choć walka z dyskredytowaniem tego typu literatury została niewątpliwie podjęta poprzez sam fakt wypromowania „Literatury w spódnicy, na obcasach i w szpilkach”, to jednak szkoda, że nie podjęto dyskusji na temat jej wartości samej w sobie. Serie te w społecznym odbiorze traktowane są chyba dwojako: po pierwsze jako tania książka, po drugie jako czytadła dla kobiet (bliskie harlequinom). A przydałaby się dyskusja podejmująca temat wartościowych pozycji literatury popularnej i kwestii związanych z ich uprawomocnieniem. Skreślenie kultury popularnej to przecież także zamach na kulturę jako taką, bo potrzebna jest i tzw. literatura ambitna i ta, która kolaboruje z przejawami kultury masowej. Szkoda, powtarzam, że o różnych odmianach popularnej literatury czytelnik musi dowiadywać się tylko na własnej skórze, metodą prób i błędów. Serie dawały/dają szansę na podjęcie tego typu dyskusji w wymiarze właśnie masowym, ale na razie zbyt wielu głosów na ten temat nie słychać.










___________