Joanna Ostrowska
Imperium kontratakuje!
Kobiecizm kontra kobiecość?1
Jako kobieta postępowa zgodnie z poglądami pana Bronisława W. przyznaję: nadeszła nasza era, nastała dyktatura proletariatu nowego typu, dyktatura feministek. Powoli, w każdym polskim (katolickim) domu, każda kuchnia staje się parlamentem, z odpowiednio do tego przygotowaną reprezentacją. Imperium już zaatakowało, po latach „ucisku” każda z nas, tych postępowych przejmuje władzę, nadchodzi koniec patriarchalnego świata, a mężczyźni powoli stają się gatunkiem zagrożonym wymarciem (jak głoszą badania Pentora dla „Wprost” główną przyczyną tego stanu rzeczy jest działalność postępowych „modliszek”).
Działania feministek są nie do wykrycia, w końcu mamy tu do czynienia z lewicowym spiskiem na szeroką skalę. Dosyć, że kobieciny (te od kobiecizmu) starają się dyskryminować mężczyzn, nastają także na poglądy swoich „sióstr”, których aż 31,7 proc. z 35, 9 proc. ankietowanych oczywiście uważa, że praca w domu jest lepiej oceniana, niż praca zawodowa (badania Pentora dla „Wprost”). Prócz uzurpacji władzy we własnym gronie, starają się zniszczyć wielowiekową kulturę, czyli jakby ktoś miał wątpliwości: tradycyjną obyczajowość, etykę, religię (katolicką), autorytety, hierarchię i rodzinę oczywiście. Każda taka kobiecina, jak rozumiem zamiast niszczenia powinna się zająć tworzeniem, w końcu powołując się na wcześniejsze badania warunki samodzielnego rozwoju są w Polsce doskonałe: aż 33% kobiet pracuje na średnim szczeblu, no i szanse kariery wykorzystujemy trzykrotnie częściej, niż mężczyźni, Bogu dzięki! Autor artykułu, jako jeden z przedstawicieli konserwatywnych wieszczów, grzmi ze swojej ambony o niszczeniu tradycyjnie uformowanej wspólnoty, która mimo pojedynczych, zaznaczę napięć i pewnych względnie dopuszczalnych różnic kieruje się poczuciem własnego dobra, stara się pozostać wspólnotą, pozbawiona podziałów, bo przecież nierówności ich nie generują.
Jaki jest, więc cel naszej zdegenerowanej grupy? Konflikt, rewolucja i walka! Optymalna sytuacją jest dla nas wojna cywilizacyjna, z największym wrogiem imperium, czyli dyskryminacją (oczywiście domniemaną). Warunki do wprowadzenia naszej pokojowej, ale zawsze rewolucji są dziś niemal perfekcyjne. Unia Europejska powoli zaraża nas ideologicznymi modami Zachodu, więc nasze szeregi żołnierek się powiększą. Oprócz tego w Europie dominuje pokolenie rewolty kontrkulturowej (cały czas ta kontra?) przełomu lat 60 i 70, które kontroluje większość środowisk opiniotwórczych. W takiej sytuacji można być spokojnym i tylko oczekiwać na odpowiedni, strategiczny moment, aby przejąć władzę. Tylko czy nasz kraj jest gotowy? Czy nasza polska specyfika kulturowa przejdzie tę ewolucję, przepraszam rewolucję?
Dzięki panu Bronisławowi W. jestem już stuprocentowo przekonana, że tak. Dlaczego? Ano, dlatego, że polski katolicyzm jest wehikułem emancypacji kobiet, a o to w końcu walczymy. Żadna z nas nie pomyślała dotychczas, że przecież kult Matki Boskiej wyraźnie sfeminizował polską postawę religijną, co za tym idzie polska kultura jest nasycona tym kobiecym pierwiastkiem od wieków. Jak to jest możliwe? Tu odpowiedź łączy się bezpośrednio z naszą burzliwą historią, już od wieku XVII. polskie wojny, powstania narodowe doprowadziły do powstania gatunku kobiet równych mężczyznom. Warto ponownie wymienić: Basię Wołodyjowski, Grażynę, czy Emilię Plater, no i nie można zapominać o prawach wyborczych w 1919 roku, w tej dziedzinie wyprzedziliśmy nawet Francję. Wnioskuję, więc iż gleba jest dobra - pora siać.
Niestety, jak to w skomplikowanych akcjach wojskowych pojawiają się czynniki konfliktowe. Jako kobieta postępowa jestem za wszelkimi regulacjami prawnymi, a tu masz ci los, pan Bronisław W. pisze, że to jakaś absurdalna mania feministyczna, no bo jak to tak regulować życie społeczne prawem jakimś tam. I bynajmniej to nie znaczy, że ja bagatelizuje te sytuację, bo przecież tu chodzi o eliminację wolności i koniec kropka! Musimy pomyśleć przed tym naszym kontratakiem, jako reprezentantki kolektywu (określonego) o jakiś elementach anarchii, może to ma jednak sens?
Martwię się, już tak pod koniec tylko tym podziałem na sferę prywatną i publiczną. W tym miejscu niestety może pojawić się problem, bo przecież dla naszej starej, dobrej kultury patriarchalnej zjawisko łączenia tych sfer było kompletnie obce. Musimy się zastanowić, my kobieciny postępowe, czy to warto tak z tą aborcją i z tymi gejami i lesbijkami głośno krzyczeć? W końcu jak głosił wspaniałomyślnie dziadzio Marks, mimo rewolucji pewne elementy starego ustroju zawsze pozostaną w postaci czegoś w rodzaju głębokich struktur. No więc zgadzam się, niech tak będzie. Nasza cywilizacyjna wojna nie obejmie tego wstrętnego rozróżnienia. Zachowamy zdobycze konserwatystów i nie będziemy się ładować z butami do czyjejś sypialni, czy gabinetu lekarskiego: każdy decyduje sam! Polska to kraj demokratyczny!
Oszukałyśmy społeczeństwo! Brawo! Tylko szkoda, że ktoś to niestety dostrzegł (Bronisław W.). To jest już ta chwila, w której nie ma miejsca na mamienie ludzi frazesami o samorealizacji, czy równości. Czas wyłożyć karty na stół Moje Drogie Kobieciny! Mamy już własne miejsce na uniwersytetach (dzięki gender studies), więc pora zająć się naszymi kuchaniami! Niech moc będzie z wami drogie siostry! Imperium kontratakuje!
..........................................................
)1 - Tekst jest polemiką z artykułem B. Wildsteina. Tekst jest dostępny na www.wprost.pl lub:
B.Wildstein, „Kobiecizm kontra kobiecość”, WPROST 13 III 2005, nr 1162.