#4
STRONA POPRZEDNIA
STRONA NASTĘPNA
SPIS TREŚCI

 

Katarzyna Kaczmarek
ŚWIEŻOŚĆ DZIECIĘCIA O ŁODZI KALISKIEJ W LATACH 80-TYCH MYŚLI KILKA

 

Rozmiar: 4030 bajtów     Łódź Kaliska była w sztuce tym, czym ukradkowo wypita setka wódki na eleganckim przyjęciu, choć ciężko porównywać atmosferę artystyczną i społeczną lat 80-tych do wystawnych rautów.



Plan sytuacyjny

Stan wojenny spowodował, że sztuka uśpiona nieco zachwytem awangardy lat 70-tych nad formalnymi eksperymentami, stanęła przed problemem realnego ograniczenia wolności. Artyści musieli dokonać wyboru pomiędzy ustosunkowaniem się do zaistniałej sytuacji społecznej i politycznej, a wstrzymaniem się od głosu i ucieczką w bezpieczny świat sztuki. To spowodowało ukształtowanie się trzech dróg, w obrębie których mogli działać - państwowej, która obok oczywistych korzyści dawała możliwość tworzenia ograniczonego, nakazując trzymanie się z dala od niewygodnych tematów. Z drugiej strony istniała grupa artystów działających przy Kościele - instytucji dającej schronienie i możliwość wyrażenia buntu przeciwko ograniczeniom politycznym i społecznym życia. Kościół narzucał jednak pewne ramy formalne i ideowe. Wreszcie ostatnie "stronnictwo", dające największą wolność twórczą, niemniej skazane na banicję, pozbawione czyjejkolwiek opieki. Tę sytuację świetnie ilustrowały dwie okładki pisma grupy Łodzi Kaliskiej "Tango". Pierwsza z nich, autorstwa Andrzeja Rzepeckiego, przedstawiająca Matkę Boską Częstochowską z domalowanymi wąsami, nie atakowała Kościoła czy religii, a jedynie była walką ze sztukę przykościelną. Okładkę następnego numeru zdobił fotomontaż - trzy podobizny: amerykańskich komików braci Marx oraz Karola Marksa - projekt, który interpretować można na wiele sposobów. Działalność tej grupy była (przynajmniej w swych założeniach) najbliższa realiom, gdyż zarówno mecenat państwa jak i Kościoła reprezentowały rzeczywistość subiektywną. Niezależni od obu sił, członkowie Łodzi Kaliskiej starali się dokonać syntezy życia i sztuki. Artyści wykorzystywali, jako medium, ironię będącą jedyną odtrutką na ponurą rzeczywistość.

Początki rejsu

Marek Janiak, Andrzej Świetlik i Andrzej Wielogórski zostali wykluczeni z V Ogólnopolskiego Fotograficznego Spotkania Młodych w Darłowie w 1979 roku, które na znak protestu opuścili również Andrzej Kwietniewski i Jerzy Koba. Zorganizowali prywatne I Spotkanie Starych (znajomych) w pobliskim hotelu. Symptomatycznym dla Łodzi Kaliskiej był fakt, iż pomysł powstania grupy i późniejszego happeningu zrodził się przy frytkach i piwie. Sama nazwa, bezpretensjonalna i swojska, pochodząca od obskurnego dworca podmiejskiego, w świetny sposób określała klimat i estetykę działania stowarzyszenia.

Już pierwsze wystąpienie Łodzi Kaliskiej w Darłowie zasługuje na uwagę. Ulica została przegrodzona czarną płachtą, co wywołało konsternację gapiów. Powodem, a zarazem tytułem zdarzenia, było... zrobienie zamieszania i odwrócenia uwagi, w celu narzucenia białej płachty na grupę osób, skrępowania ich i walenia po dupach1. Była to pierwsza w polskiej sztuce tak duża interakcja ŁódŸ Kaliskaz widzami i zarówno ten happening, jak i wiele innych działań, przede wszystkim krytykował sztuczność i konwencjonalność zachowań. Łódź Kaliska działała pod wpływem impulsu - spontaniczny pomysł prowadził do szybkiej jego realizacji, a projekty często inspirowała codzienność. Ich akcje były dynamiczne, wywoływały żywiołowy odbiór. Podczas happeningu w Darłowie przypadkowi widzowie zostali wciągnięci w przedstawienie i ku swemu zaskoczeniu stali się głównymi aktorami spektaklu, który spodziewali się obejrzeć. Pamiętajmy, że na początku lat 80-tych publiczność nie była tak oswojona z tego typu działaniami jak obecnie. Ludzie, widząc wstęgę, spodziewali się zapewne jakiegoś pokazu - cyrkowego lub teatralnego. Odwrócenie ról ośmieszyło ich i w pewien sposób upokorzyło, byli bici po pupach niczym dzieci. Oszołomieni - nie wiedzieli zapewne jak mają zareagować.

Również Kraków stał się miejscem innego interesującego wydarzenia, którym był festiwal twórczości Siedem dni na stworzenie świata. Nawiązywał on do stworzenia świata i toposu dążenia artysty chcącego dorównać Bogu. Artyści starali się więc kreować... własny świat (sztuki)2, posługując się różnymi działaniami. W jednej części projektu zatytułowanej Upadek zupełny performerzy leżeli na rynku, przy pomniku Mickiewicza, wywołując konsternację widzów. W sposób paradoksalny zestawili gest (czy raczej jego brak) z tytułem całego działania. Projekt zawierał również manifest, w którym mieszały się myśli, brzmiące niczym zdania z traktatu filozoficznego Stworzenie świata było całkowitym wyeksplodowaniem na zewnątrz świadomości Stwórcy3, aby ostatecznie zabrzmieć jak dowcip poszła baba do lekarza4. Akcja Siedem dni na stworzenie świata odbijała w krzywym zwierciadle hasła sztuki konceptualnej. W tym happeningu grupa łódzka, zestawiając nadmierny w wielu przypadkach intelektualizm konceptualizmu ze zwykłym życiem, osiągnęła efekt śmieszności i żartu. Pierwsze i ostatnie zdanie manifestu, przez swój kontrast, krytykowało ukrywaną pod skomplikowanymi teoriami jałowość poczynań niektórych neoawangardzistów. Tym samym Łódź Kaliska nie atakowała konceptualizmu jako idei, a jedynie jego nadużycia. Formalnie akcja była rodzajem warsztatu, uczyła współdziałania - artyści tworzyli razem, a jednocześnie praca toczyła się na wielu płaszczyznach medialnych: filmy, zdjęcia etc. Zapis działań nie tylko był kontynuowany, ale stała się nieodzownym elementem ich twórczości. Grupa swe działania, happeningi rejestrowała (i nadal rejestruje) na fotografiach, które pełniły nie tylko rolę dokumentacji. Efektem końcowym była ilustracja tworzona w dwóch etapach - zdjęcia archiwalnego i komentarza. Owe notatki, dopiski sugerowały, że oglądając zdjęcie artyści chcieli wzbogacić je o swój komentarz, nadając mu tym samym pełniejsze, a zarazem nowe znaczenie.

Żenada w męskiej szatni

Posługiwanie się przez członków Łodzi Kaliskiej absurdem, zabawą, przewrotnością, spontanicznością było opisywaniem czasów, w których artyści funkcjonowali. Taka też była inicjatywa grupy nazwana Sztuką żenującą. Po plenerze w Osiekach w 1981 roku, który stał się Świątynią Sztuki Żenującej, powstał manifest Janiaka Sztuka Żenująca, kontynuowany w latach następnych w Pracy bez skupienia, Sztuce męskiej i innej Rzepeckiego i w Sztuce bez sensu Kwietniewskiego. Sztuka Żenująca była m. in. atakiem na skostniałe wg Łodzi Kaliskiej formy neoawangardy i wzajemną adorację w tym środowisku. Poczucie niespełnienia, nijakości życia lat 80-tych, impotencji twórczej swojej i innych spowodowało, że Janiak uznał zażenowanie za najbardziej nośną formę przekazu. Starał się wytworzyć u odbiorcy to uczucie, atakując go określoną formą. Niezwykle ważne było dla Janiaka poczucie zagubienia widza i niepewności, co do wartości i znaczenia oglądanych prac, czy wystąpień. Ćwiczenia wyzwalające Janiaka ukazywały bezsensowne zmagania się. To wyzwolenie było dwutorowe - w dosłownym znaczeniu stawiał czoło jakiemuś wyzwaniu - przebijał głową szybę, rozrywał łańcuch. Drugie, w szerszym kontekście, było uwolnieniem się od norm społecznych, czy rad zdrowego rozsądku, które nakazują, byśmy nie mierzyli się z czymś czemu nie podołamy. W ten sposób można się bowiem narazić na śmieszność i tytułowe zażenowanie Zażenowanie - ostrzeżenie, że możesz lub już wykonałeś gest przeciwko regułom organizacji społecznej [...] przypomnienie, że jesteś zaledwie elementem5. Innym działaniem w ramach Sztuki Żenujacej była akcja Mr Piernik. Podczas koncertu muzyka grającego na tubie, Kwietniewski z ostatniego rzędu wrzucił do tego instrumentu jabłko. Rzut udał się doskonale, nie powiodła się natomiast próba wytrząśnięcia owocu przez muzyka, który obrażony wyszedł z sali. Można się zastanawiać, czy jest to chuligański wybryk. Oczywiście, że tak, ale jednocześnie, przyznajmy to szczerze, zarówno tu jak i w innych "interwencjach" - np. strzelając z kapiszonów podczas nudnych referatów - Łódź Kaliska urzeczywistniła myśli, które w takich sytuacjach nierzadko przychodzą nam do głowy, a które ukrywamy. Sztuka żenująca występowała przeciwko konwencjom, nie pozwalającym nam na robienie tego, na co mamy ochotę. Jest więc (tym bardziej w kontekście tamtych lat) walką o autonomię jednostki, działaniem przeciwko ustaleniom, ograniczeniom. Nie można zatem nazwać owej działalności jedynie zlepkiem złośliwych i chamskich, pustych gestów.

Ważnym elementem w sztuce Łodzi Kaliskiej był erotyzm, właściwie nieustannie przewijający się w ich działaniach aż do dzisiaj. W latach 80 - tych, oprócz ironii i absurdu, ulubioną formą staje się epatowanie seksualizmem, dotychczas nieobecnym zarówno w sztuce, jak i na rynku. Społeczeństwo zostało uwięzione pomiędzy ideologiczną niechęcią państwa komunistycznego do erotyzmu, rozumianego jako produkt zachodni, a potępieniem przemysłu erotycznego przez Kościół. Seks, będąc nośnym tematem, zyskał na atrakcyjności, stając się częstym motywem w pracach min Gruppy, Ewy Partum, Natalii LL i Grupy Kaliskiej.

Szczególnie widoczny był w Sztuce męskiej Rzepeckiego - gdzie erotyzm, daleki od wyrafinowania, swą estetyką przypominał plakaty na szafkach w męskiej szatni, czy kalendarze z nagimi dziewczynami bezlitośnie szerzące się w różnych punktach usługowych. Stylistyka tych przedstawień była siermiężna, wykonanie umyślnie niechlujne. U Rzepeckiego, obok ogromnych biustów, często zwielokrotnionych, widzimy wulgarne scenki jak np. "Łódź Kaliska posuwa Sztukę do przodu". Zdjęcia i rysunki Rzepecki uzupełniał genitaliami czy też piersiami, co przypomina komentarze uczniów mażących podręczniki. Tak jak dzieci rysują swe fascynacje bez ogródek, tak Rzepecki bez zawstydzenia pokazał to, co mężczyźnie, jemu samemu, naprawdę się podoba, nie wstydząc się swoich skojarzeń. Odrzucił konwencję, a owa "erotyka" - nieobecna w tym czasie, o czym wcześniej wspominałam - stała się równocześnie językiem buntu przeciw społeczeństwu, wszelkiej ideologii i zakłamaniu. Podobną stylistykę, rodem z zeszytu szkolnego, reprezentowały podpisy Łodzi Kaliskiej na zdjęciach. Artyści zastosowali tu technikę wpisywania pierwszego skojarzenia, jakie im się nasuwało, gdy widzieli dany przedmiot. Zazwyczaj wstydzimy się tych myśli starając się je zastąpić bardziej konwencjonalnym hasłem. Tymczasem te pierwsze skojarzenia są na ogół bardziej trafne i śmieszne.

Dryfujemy

Wiele z działań Łodzi Kaliskiej przywoływało na myśl dadaizm. Interwencje podczas oficjalnych spotkań, zakłócanie ich czy wywołaniem "dada" skandalu, wnosiły świeżość. I właśnie te cechy - świeżość jak i szczerość- są dla mnie elementami najcenniejszymi. Trudno mówić tu o wielkiej sztuce, ale działalność Łodzi Kaliskiej na szczęście takich ambicji nie ma. W latach 80-tych byli jedną z niewielu grup autentycznie innych, alternatywnych, nie bojących się krytykować również i swoich neoawangardowych kolegów.

Posługując się fotografią, fotokolażem i wszelkimi działaniami, skupiali się bardziej na problemach sztuki, jej współdziałania i przenikania się z życiem, niż na zagadnieniach formalnych. Cenię to, że odrzucani przez galerie i publiczność, konsekwentnie szli wybraną drogą - skandalu i kontestacji. Absurd, kpinę i ironię połączyli z autentycznym wygłupem, do czego sami się przyznali. Zacierając granicę między życiem a sztuką, wybrali sztukę jako styl bycia. Ich realizacje z lat 90-tych-pastisze obrazów - mimo, że świetne plastycznie i zabawne nie są tak ciekawe jak te z lat 80-tych, gdyż nie wnoszą nic nowego. Lata 90-te były ciężkim okresem dla kontestatorów. Ich działania nie budziły już takich emocji jak dziesięć lat temu. Oni sami, chociaż świetnie przystosowali się do obecnych czasów, nie potrafili moim zdaniem uczynić tego dla Łodzi Kaliskiej. Trudno powiedzieć, czy zdziałała to szybkość zmian ustrojowych i społecznych, czy może to oni zmienili się wraz z wiekiem? Również publiczność została wystawiona na tyle prób, że trzeba naprawdę wiele, by ją zaszokować.

To naprawdę koniec

Już w tytule zasugerowałam jak należałoby widzieć działalność Łodzi Kaliskiej. Ich metodą było spojrzenie oczami dużego dziecka, tworzenie z nieskrępowaną wolnością skojarzeń, bez względu na reakcje i konsekwencje. Była to próba przekazania określonych treści, przy jednoczesnym działaniu z ogromną świeżością i szczerością. To właśnie wynosi Łódź Kaliską ponad wiele pseudointelektualnych grup.

Skład grupy Łódź Kaliska:

Marek Janiak - architekt, pracownik naukowy na Politechnice Łódzkiej, projektował wiele wnętrz pubów w Łodzi
Andrzej "Kwiecień" Kwietniewski - często pozuje nago
Andrzej Świetlik - znany fotografik reklamowy
Adam Rzepecki - historyk sztuki, prowadził Jaszczurową Galerię Fotografii w Krakowie, opuścił grupę w '88
Andrzej "Makary" Wielogórski - chemik, prowadzi zajęcia z fotografii na Politechnice Łódzkiej "Żony kaliskich nienawidzą Łodzi Kaliskiej"6

kontakt z autorką tekstu pod adresem:
kasha.k@wp.pl


PRZYPISY
1 Łódź Kaliska, Bóg zazdrości nam pomyłek, Łódź 1999, s. 13. [Powrót]
2 Tamże, s. 151. [Powrót]
3 Tamże, s. 41. [Powrót]
4 Tamże, s. 41. [Powrót]
5 Tamże, s. 31. [Powrót]
6 W. Gnacikowska, Wenus wiodąca Łódź na barykady, "Magazyn Gazety Wyborczej", 1999, nr 10, s. 12. [Powrót]