![]() |
IRINA LAPPO
O „braciach naszych mniejszych”
i polsko-bia³oruskim nieporozumieniu
Bariera Tytu³owe nieporozumienie mia³o miejsce w Lublinie Anno Domini 2006. Na festiwal Konfrontacje Teatralne1 Bia³orusini przywie¼li awangardowy2 we w³asnym mniemaniu spektakl pt. SW wed³ug Wi¶niowego sadu Czechowa. By³ on wrêcz predestynowany do pokazu na festiwalach miêdzynarodowych, bowiem bia³oruski re¿yser w inscenizacji tekstu Czechowowskiego ca³kowicie wyeliminowa³ w³a¶nie tekst. Spektakl bez s³ów mia³ byæ zrozumia³y dla ka¿dej publiczno¶ci, bariera jêzykowa zosta³a swoi¶cie przezwyciê¿ona. Niespodziewanie jednak miêdzy bia³oruskimi twórcami a polsk± publiczno¶ci± powsta³a jaka¶ inna bariera i… widz odrzuci³ spektakl. By³o to tym wiêksz± niespodziank±, ¿e przedstawienie zebra³o ju¿ sporo dobrych recenzji na licznych festiwalach (które odbywa³y siê jednak w obrêbie by³ego Zwi±zku Radzieckiego, jak np. VI Miêdzynarodowy Festiwal „Spotkania w Rosji”, Petersburg 2004; festiwal „Sen nocy zimowej”, Tallin 2004; festiwal „Muzyczne serce teatru”, Moskwa 2006; udane wystêpy go¶cinne w Kijowie), tote¿ zespó³ by³ pewny sukcesu. Dlatego totalna, haniebna klapa w Lublinie rzeczywi¶cie wygl±da³a na nieporozumienie. Krytycy siê z³o¶cili, zdegustowana publiczno¶æ masowo opuszcza³a spektakl, a ta, która jeszcze pozosta³a na swoich miejscach, nie reagowa³a ani na prze¶mieszne gagi, ani na wzruszaj±ce sceny liryczne. Polska krytyka przemilcza³a klapê bia³oruskiego spektaklu3. To milczenie wygl±da³o jednak na objaw lito¶ci. Wynika³o te¿ z zawodowej uczciwo¶ci krytyków, którzy jak jeden m±¿ wyszli ze spektaklu po kwadransie, wiêc nie mogli ju¿ wypowiadaæ siê oficjalnie na temat czego¶, czego w³a¶ciwie nie ogl±dali. Nieoficjalnie, prywatnie wypowiadaæ siê oczywi¶cie mogli. W kuluarach rozpêta³o siê piek³o, wyg³aszano bardzo ostre opinie: upiorny skansen, infantylizacja tematu, ¿enuj±co prostackie etiudy, fatalnie obsadzeni i fatalnie ubrani aktorzy nie mieli pojêcia o rytmie, oni sobie, muzyka sobie, okropnie staro¶wiecka dekoracja. I jako podsumowanie: Je¶li mo¿na by³o skompromitowaæ ideê pokazywania bia³oruskich spektakli w Lublinie, to ten spektakl w³a¶nie tego dokona³.
Dla porównania warto przytoczyæ fragmenty z rosyjskojêzycznych recenzji: Pe³na zachwytu cisza… i grzmot oklasków. Tak reagowa³a widownia na spektakl Bia³oruskiego Teatru im. Janki Kupa³y „SW”.4 Bia³oruski teatr narodowy przedstawi³ absolutnie fantastyczn± inscenizacjê5 (Tallin); Twórcz± ¶mia³o¶ci± plastycznego spektaklu „SW” teatr Kupa³y zachwyci³ ¶wiat teatralny. Ten artefakt nie ma jeszcze nazwy, jest to nowy gatunek teatralny6 (Kijów); ...olbrzymie wra¿enie zrobi³ „SW” miñskiego re¿ysera Paw³a Adamczykowa7 (Petersburg); Narodowy teatr im. Janki Kupa³y postanowi³, wykorzystuj±c wy³±cznie plastykê ruchu, opowiedzieæ „Wi¶niowy sad”. Spektakl okaza³ siê nad wyraz interesuj±cy, a miejscami wprost genialny. Groteska, klownada, wzmo¿ona sentymentalno¶æ i liryka splot³y siê tu w jedno zachwycaj±c i widzów, i nawet – co jest ju¿ zupe³nie dziwne – specjalistów od twórczo¶ci Czechowa8 (Moskwa).
Dlaczego wiêc w Moskwie, w Kijowie, w Tallinie, w Miñsku, w Petersburgu spektakl zachwyca, a w Lublinie zostaje odrzucony? Co siê sta³o? By odpowiedzieæ na to pytanie, nale¿y najpierw przyjrzeæ siê inscenizacji. Inscenizacja Czechow bez s³ów – za³o¿enie nieco absurdalne, je¶li pozostajemy w sferze teatru dramatycznego. Inna sprawa balet czy teatr tañca, tu s³owa s± niepotrzebne. Muzyczno¶æ tekstów Czechowowskich nieraz inspirowa³a wykonawców i kompozytorów, którzy na ich postawie tworzyli opery i balety,9 lecz SW – oparty co prawda na partyturze muzycznej – wcale nie odwo³uje siê do muzyczno¶ci tekstu. Muzyka nie jest w tym spektaklu dominant±, w centrum uwagi – jak to w teatrze dramatycznym – pozostaje aktor i tworzona przez niego postaæ. Muzyczny collage (powszechnie znane arie operowe po³±czone z melodiami klasycznymi, motywami ludowymi i wspó³czesn± muzyk± estradow±) jest tylko t³em. Wytañczony spektakl nie jest te¿ w ¿adnej mierze baletem ani teatrem tañca. Jest to autentyczny teatr dramatyczny z potê¿nym ³adunkiem wewnêtrznej dramatyczno¶ci, prawie cyrkowymi gagami i piêknym symbolicznym fina³em. Zespó³ po prostu siêgn±³ po wszystkie mo¿liwe ¶rodki ekspresji teatralnej, z wyj±tkiem s³owa. Aktorzy z werw±, choæ nie zawsze profesjonalnie (w porównaniu ze sprawno¶ci± zawodowych tancerzy), wykonuj± towarzyskie, ludowe i akrobatyczne tañce, a nawet klasyczne pas i pas de deux, lecz nie jest to balet. Komunikuj± siê przy pomocy gestu, ruchu, cia³a, nie jest to jednak pantomima. Pokazuj± sztuczki cyrkowe, np. o¿ywa rzucona na pod³ogê lalka, lecz nie jest to cyrk. To muzyczno-taneczny dramat, który odgrywaj± aktorzy dramatyczni, kreuj±c postaci za pomoc± gestu psychologicznego, w wyniku wewnêtrznego prze¿ywania, wyrazistej – mo¿e nawet nieco przerysowanej mimiki (konsekwencja rezygnacji ze s³owa). Choreografia jest w tym spektaklu wa¿nym elementem jêzyka scenicznego, jednak nie najwa¿niejszym. Aktor dramatyczny postawiony wobec skomplikowanego zadania, by przekazaæ z³o¿one stany psychologiczne bez pomocy s³ów, nie przestaje byæ aktorem dramatycznym i nie rezygnuje ze swojego warsztatu, tylko znacznie intensyfikuje pozostawione mu do dyspozycji ¶rodki ekspresji. Oto ca³a technika SW. 1. Nieporozumienie gatunkowo-terminologiczne Do nieporozumienia gatunkowo-terminologicznego dosz³o w Lublinie jeszcze przed spektaklem. Dzie³o miñskiego teatru – zapowiedziane jako spektakl plastyczny – daleko odbiega³o od polskich wyobra¿eñ o teatrze plastycznym. W Polsce istnieje silny nurt – zapocz±tkowany i naznaczony nazwiskami Szajny i Kantora – teatru plastycznego, rozumianego jako rodzaj teatru oparty w g³ównej mierze na sztukach plastycznych. Scena Plastyczna Leszka M±dzika, od lat dzia³aj±ca w Lublinie, sprawia, ¿e ten nurt jest dobrze znany lubelskiej publiczno¶ci. Widowisko sk³ada siê tu z obrazów o wyszukanej formie, których zestawienie w wiêkszym stopniu ni¿ tekst tworzy dzia³anie sceniczne.10 To teatr przemawiaj±cych, zmieniaj±cych siê obrazów, teatr ¿ywej, pulsuj±cej przestrzeni, teatr scenografii, w której aktor zostaje uprzedmiotowiony, sprowadzony do poziomu ruszaj±cego siê cia³a, wyrze¼bionego przez skomplikowan± re¿yseriê ¶wiat³a. Takie oczekiwania budzi zapowied¼ „spektakl plastyczny” i one w³a¶nie zosta³y skonfrontowane ze scenografi± SW, która opiera³a siê na oszczêdnym detalu – praktycznie pusta scena, kilka ga³±zek kwitn±cej wi¶ni pod sufitem, kar³owate drzewko w doniczce, samotna szafa w g³êbi sceny… i tyle. Ga³êzie bêd± sobie wisieæ bezu¿ytecznie, bonsai pos³u¿y za ca³y wi¶niowy sad, a szafa bêdzie nie tylko powodem i adresatem s³ynnego monologu Gajewa, lecz oka¿e siê pojemnikiem na ¶wiat zewnêtrzny: do niej biegaj± bohaterowie, aby wychyliæ kieliszek; w niej czaj± siê widma o bia³ych twarzach; poniewa¿ ka¿dy ma w szafie swojego trupa, Szarlota zobaczy w niej swoich rodziców; szafa to znak innego wymiaru, drzwi do innego ¶wiata, za którymi bêdzie odegrany fina³ ca³ej historii. Lecz ta piêknie ograna, wielofunkcyjna szafa w ¿adnej mierze nie wype³ni przestrzeni oczekiwañ odbiorcy spodziewaj±cego siê teatru plastycznego (w polskim rozumieniu).
Spektakl bez s³ów, zamiast operowaæ obrazem, czego oczekiwa³a polska widownia, okaza³ siê teatrem tañca. Tyle ¿e do¶æ swoistym. Nie by³ to teatr tañca, który tworz± choreografowie ¶wiadomie wykorzystuj±cy teatralne ¶rodki wyrazu w swoich inscenizacjach tanecznych, czyli taki, do jakiego przywyk³a lubelska publiczno¶æ11. Dlatego ta publiczno¶æ odrzuci³a niedoskona³e próby wytañczenia spektaklu, podjête przez bia³oruskich artystów dramatycznych.
Spektakl plastyczny w rozumieniu twórców bia³oruskich (zgodnie z rosyjsk± tradycj± teatraln±) wyzyskuje plastykê ruchu, nie scenografii, inaczej mówi±c, jest to teatr ruchu i ruch ten zwi±zany jest z aktorem, nie z przestrzeni±. Mimika, wewnêtrzne prze¿ywanie, techniki aktorskie o dramatycznym rodowodzie, zepchnê³y mowê tañca na drugi plan. Wszystkie uczucia i stany psychologiczne aktorzy dramatyczni przekazywali nie za pomoc± s³ów, lecz ruchem: uk³adami tanecznymi i mimik±. Dysponowali przyzwoitym warsztatem choreograficznym, nie byli jednak tancerzami (i nie zamierzali rywalizowaæ z zawodowcami). Potrafili jednak odnale¼æ i rozwin±æ „ziarno” (by pos³u¿yæ siê terminologi± Stanis³awskiego) ka¿dej roli. Ich pozbawiona s³ów gra by³a wype³niona sensem i tre¶ci±. Gest psychologiczny Michai³a Czechowa oraz elementy biomechaniki Meyerholda by³y baz±, na której budowa³ swój spektakl Pawe³ Adamczyków. S± to techniki teatralne w Polsce ma³o znane, czêsto ¼le rozumiane i rzadko stosowane (podobnie jak autentyczny system Stanis³awskiego). Pozytywnie nastawiony odbiorca (w tym zawodowy) próbuje zatem znale¼æ oparcie w tym, co mu bliskie. I – wbrew temu, co widzi – znajduje zarówno Kantora, jak i Pinê Bausch: Pojawiaj±ce siê (…) w spektaklu rekwizyty – jak szafa s³u¿±ca za przej¶cie miêdzy ró¿nymi czasami czy sobowtórowe postacie przytroczone do pleców niektórych bohaterów, nasuwaj± skojarzenia z Kantorowskim teatrem pamiêci i ¶mierci. Korowodowy ruch postaci przypomina szeregi i ³añcuchy taneczne bohaterów teatru tañca Piny Bausch, bezlito¶nie zapêtlonych we wzajemnych relacjach i miêdzyludzkich obrzêdach konwenansów, które wymykaj± siê spod kontroli.12
Gatunkowa przynale¿no¶æ spektaklu – który odrzuci³ s³owo, nazwa³ siê plastycznym, a wyzyska³ przede wszystkim taniec, pozostaj±c przy tym teatrem dramatycznym i literackim – doprowadzi³a publiczno¶æ do konfuzji. Spektakl pojmowany jako plastyczny (w polskiej terminologii) nie broni³ siê. Jako teatr tañca te¿ siê nie broni³. Broni³ siê natomiast jako spektakl dramatyczny pozbawiony tekstu na rzecz wyrazisto¶ci ruchu. Pod warunkiem, ¿e odbiorca zna tekst jak pacierz. 2. (Nie)znajomo¶æ tekstu Inscenizacja opiera³a siê na bardzo prostym pomy¶le, by³a to nie tyle pog³êbiona interpretacja tekstu, ile pewna ilo¶æ rozbudowanych etiud, dla których punktem wyj¶cia by³y fragmenty dramatu Czechowa. Ka¿da etiuda mia³a strukturê dwuwarstwow±: po pierwsze bardzo wyra¼nie, czytelnie ilustrowa³a wybrane cytaty Czechowowskie, po drugie rozwija³a i interpretowa³a je, wykorzystuj±c dostêpne (czyli inne ni¿ s³owne) ¶rodki ekspresji. Spektakl wyczyszczony ze szczegó³ów obyczajowych dryfowa³ w stronê przypowie¶ci, o czym ¶wiadcz± równie¿ uogólnione nazwy postaci: zamiast Raniewskiej, Gajewa, £opachina, Trofimowa w spektaklu dzia³aj± Dziedziczka, Brat, Kupiec, Student itd. Jednak wszyscy s± ³atwo rozpoznawalni, wszystkie kreacje s± zale¿ne od Czechowowskiego pierwowzoru. Przy tym rozpoznawalno¶æ postaci opiera siê na psychologicznej wiarygodno¶ci odtañczonych charakterów, a psychologizm budowany jest na prze¿ywaniu niezwerbalizowanego tekstu.
Powiedzieæ to samo co Czechow, ale innym jêzykiem teatralnym – w³a¶nie to zadanie stanowi³o ca³y urok bia³oruskiego spektaklu. Widzowi proponowano co¶ w rodzaju szarady (i ta koncepcja zosta³a zapowiedziana ju¿ w tytule13) – zgadnij, dlaczego ten gruby tak rado¶nie tañczy? Widz mieszkaj±cy na wschód od Bugu rozwi±zywa³ tê szaradê natychmiast: £opachin kupi³ wi¶niowy sad i prawie dos³ownie w rytmach Korobuszki recytowa³ s³ynny monolog: Hej, muzykanci, grajcie, ¿yczê sobie was s³uchaæ! Wszyscy przychod¼cie patrzeæ, jak Jermo³aj £opachin ³upnie siekier± wi¶niowy sad, jak drzewa run± na ziemiê! W³a¶nie te s³owa tañczy³ £opachin i w³a¶nie one brzmia³y w ¶wiadomo¶ci tamtego odbiorcy, który ¶wietnie zna³ je ze szko³y. Kiedy Gajew czule pie¶ci stary mebel, usta widza sk³adaj± siê do magicznego zaklêcia: Wielce szanowna szafa. W podobnie podnios³y i idiotyczny sposób student i do granic mo¿liwo¶ci radosna, ubrana na bia³o panienka – Pietia Trofimow i Ania – przy pomocy baletowych pas czytelnie komunikowali: Ca³a Rosja jest naszym sadem! Witaj, nowe ¿ycie! I nie chodzi tu o proste zrozumienie wytañczonej fabu³y, lecz o przywo³anie ca³ego dyskursu Czechowowskiego. Samo odczytanie przebiegu zdarzeñ – by³ sobie maj±tek, kto¶ go kupi³, byli w³a¶ciciele w rozpaczy – na niewiele tu siê zda, co dowcipnie unaoczni³ Jean-Louis Barrault w s³ynnym streszczeniu ostatniej sztuki Czechowa: Akt I: grozi sprzeda¿ wi¶niowego sadu. Akt II: wi¶niowy sad ma byæ sprzedany. Akt III: wi¶niowy sad zostaje sprzedany. Akt IV: wi¶niowy sad zosta³ sprzedany. Ca³a za¶ reszta — to ¿ycie.14 Chodzi³o o to, ¿e spektakl bez s³ów, aktywizuj±c g³êboko zakorzenione w kulturze i jêzyku cytaty, nie by³ jednak z tych s³ów tak do koñca odarty. Polski odbiorca, któremu zabrak³o tej pozycji w spisie lektur szkolnych, móg³ przez ca³y czas trwania sztuki zastanawiaæ siê, dlaczego dziwna postaæ w cyrkowym trykocie, która najpierw pojawia siê jako olbrzymia lalka przytroczona do pleców panienki w bia³ym, nagle o¿ywa i przemawa po niemiecku, a¿ w koñcu trafi³ na trop kantorowski.
A co widzi rosyjskojêzyczny odbiorca? Dialogów w spektaklu nie ma, lecz tak naprawdê one s±. Widz widzi je we wszystkim: w gestach, mimice, tañcu. Wszystkie relacje miêdzy postaciami, trzeba przyznaæ bardzo skomplikowane i niejednoznaczne (i w tym niew±tpliwie czechowowskie) wyra¿ane s± poprzez plastykê ruchu i wyrazist± mimikê.15 Dodajmy – wyra¿ane i odczytywane. Polsko-ukraiñskie porozumienie Nie min±³ rok, jak ukraiñski teatr „Voskriesinnja” przywióz³ Wi¶niowy sad do Lublina na letni Festiwal Teatrów Europy ¦rodkowej „S±siedzi” jako spektakl uliczny. Od strony technicznej operowa³ nieco innymi ¶rodkami: efekty o¶wietleniowe, ¿ywy ogieñ, dym, szczud³a, elementy teatru ruchu, monumentalna, konstruktywistyczna scenografia – reasumuj±c: minimum tekstu, maksimum widowiska (zasób chwytów, których u¿ywa siê w teatrze ulicznym, jest w³a¶ciwie policzalny i ograniczony), jednak za³o¿enia inscenizacyjne si³± rzeczy by³y pokrewne pomys³om bia³oruskim – chodzi³o o to, by zilustrowaæ tekst Czechowa, prze³o¿yæ s³owo, z którego siê rezygnuje, na obrazy i dzia³ania teatralne. Jednak w tym przypadku eliminacja warstwy s³ownej by³a uzasadniona nie oryginalnym pomys³em re¿yserskim, lecz wymogami ulicy jako miejsca akcji. Podobnie jak bia³oruski spektakl, inscenizacja ukraiñska równie¿ (a w³a¶ciwie nawet bardziej) by³a nieczytelna dla kogo¶, kto dog³êbnie nie zna³ tekstu. Na przyk³ad scena z bilardem. Ci, którzy domy¶lili siê, ¿e aktorzy w maskach a la Castorf opatuleni w p³achtê z zielonego sukna to kuleczki bilardowe, doszli do wniosku, ¿e £opachin wygra³ wi¶niowy sad w bilard. Ci, co nie dopatrzyli siê w tym bilardu, mieli piêkn± surrealistyczn± scenê a la Dali. Dopiero ci, którzy pamiêtali o pewnych w³a¶ciwo¶ciach mowy Gajewa, namiêtnie pos³uguj±cego siê leksyk± bilardow±, mieli szansê na w³a¶ciwe odczytanie pomys³ów ukraiñskich artystów. Ale czy du¿o publiczno¶ci tak przygotowanej (czyli obeznanej z has³em „charakterystyka postaci poprzez ich jêzyk”) zgromadzi³ spektakl uliczny? Szczerze w±tpiê, zw³aszcza ¿e Firs ubrany w czapkê, okutany w bia³y dziurawy szal (a la bia³a gwardia na emigracji), uwiêziony w finale spektaklu w klatce zmontowanej z wi¶niowych drzewek, wywo³a³ pytanie (s³ysza³am je na w³asne uszy):A dlaczego oni zostawili tê pani±?
Jednak o ile bia³oruski teatr doprowadzi³ do prawdziwego skandalu w kuluarach, teatr ukraiñski – bardzo podobny w swoich za³o¿eniach – zosta³ przyjêty ciep³o i je¶li nie ze zrozumieniem, to z wyrozumia³o¶ci±: Trudno wyobraziæ sobie uliczne przedstawienie pe³nego nostalgii „Wi¶niowego sadu”, a jednak teatr z Lwowa, chocia¿ wyszykowa³ widowisko masowe, pe³ne rozpêdzonych ¿ywio³ów, nie zatraci³ uroku sztuki Czechowa, przez niego samego nazwanej komedi±. Komedia to gorzka, naznaczona przemijaniem, wiêc powracaj±ca na plac zabawa ma posmak stypy, bo topór daty ostatecznej – sprzeda¿y sadu – wisi w powietrzu. Wewnêtrznego niepokoju nie ukoj± przywiezione na prowincjê d¼wiêki w³oskiej tarantelli, wiedeñskiej polki galopki, argentyñskiego tanga. A gdy topór wreszcie spada, odbêdzie siê to z wagnerowskim „Galopem Walkirii”, a pozbawione kwiecia drzewka (tak¿e wieszaki, ¿yrandole, wózki) zap³on± jak ¿agwie. W blasku ognia gnaj± po placu wozy, rowery, hulajnogi, w niebo strzelaj± fajerwerki i bij± dzwony. A duch Czechowa wci±¿ jest w tym obecny.16 Jaros³aw Fedoryszyn przywióz³ „Wi¶niowy sad”; sztukê wystawian± na najbardziej uperfumowanych scenach ¶wiata zagra³ w plenerze przy pomocy szczudlarzy, rozmaitych machin i ognia. Tekst sztuki Czechowa re¿yser musia³ wyraziæ obrazami, nie s³owami – i zrobi³ to znakomicie. Jak to siê mówi, postawi³ na wizualizacjê przemijania, które dotyka nas wszystkich, ale te¿ doda³ pieprzyku krytyki ¶wiata, którym rz±dzi byle prostak, o ile ma pieni±dze.17
Dlaczego tak siê sta³o? (...)
__________________________________________________________________________________________ 1 Nawiasem mówi±c, jest to jedyny festiwal w Polsce, który rokrocznie zaprasza do udzia³u bia³oruskie teatry, pozosta³e robi± to sporadycznie, z wyra¼n± preferencj± teatru lalkowego. Szczegó³owo o „bia³oruskiej reprezentacji” na festiwalu w Lublinie i problemach recepcji patrz: Irina Lappo, Konfrontacje z tradycj±: polska recepcja teatru bia³oruskiego, „Acta Albaruthenica”, 2005, nr 5, ss. 78-89.
2 Jest to epitet obecny prawie w ka¿dej bia³oruskiej recenzji. 3Wyj±tkiem by³a festiwalowa gazetka „5¶ciana”(nr 21, 2006), tworzona przez studentów teatrologii UMCS. Zamieszczona w niej wypowied¼ Micha³a Mi³osza Zieliñskiego nie by³a jednak recenzj±, tylko wyrazem oburzenia ujêtego w formê rytmizowanego rapowego tekstu. Jednak ostre s±dy zbuntowanego podmiotu lirycznego: Artysty wioch± jechali i nie¶li hañbê swej nacji, wyra¿a³y – tyle ¿e w innej formie – odczucia zarówno (nudz±cej siê) publiczno¶ci, jak i w±skiego (piekl±cego siê) grona krytyków i ludzi zwi±zanych z teatrem. Druga wzmianka – ca³kiem przyjazna – o bia³oruskim spektaklu znalaz³a siê w artykule Julii Hoczyk, która na ³amach „Sceny” podsumowa³a lubelski festiwal. 4 Boris Tuch: Skandinawskaja proza i wostocznojewropiejskaja poezija, „Pietierburgskij Tieatralnyj ¯urna³”, nr 39, 2005, s. 77. 5 Eteri Kiekielidze: Miesto „Wstriecz w Rossii” otmienit’ nielzia!, „Molodie¿ Estonii” 20.04.2004. 6Valentina Zabo³otnaja: Tieatralnaja mistierija Bia³orusi, „Dieñ”, 1.11.2006. 7 Boris Tuch: Tieatralnyj fiestiwal pod znakom jubileja Pobiedy, „Pietierburgskij Tieatralnyj ¯urna³”, nr 40, 2005. 8 Marina Zajonc: Wies’ etot mjuzikl, „Itogi”, nr 8 (506), 21.06.2007. 9 Na podstawie utworów Czechowa powsta³y balety Dama z pieskiem i Mewa Rodiona Szczedrina, Aniuta Walerija Gawrilina, opery Skrzypce Rotszylda Wieniamina Flejszmana (dokoñczenie i instrumentacja Dymitra Szostakowicza) i Trzy siostry wêgierskiego kompozytora Petera Eötvösa. 10 Patrice Pavis: S³ownik terminów teatralnych. Przek³ad S³awomir ¦wi±tek, Wroc³aw-Warszawa-Kraków 1998, s. 533. 11 Mamy w Lublinie Lubelski Teatr Tañca i Grupy Tañca Wspó³czesnego Politechniki Lubelskiej. Od 10 lat odbywaj± siê tu równie¿ Miêdzynarodowe Spotkania Teatrów Tañca. 12 Julia Hoczyk: O tragicznych skutkach nadmiernych emocji, „Scena” nr 5/2006. 13 Tytu³ spektaklu SW ³atwo podlega³ deszyfracji jako „sypialny wagon”, zw³aszcza ¿e motyw drogi, przyjazdu-odjazdu wyzyskany by³ maksymalnie i wybrzmiewa³ do koñca spektaklu (w chwili beztroski infantylne postacie ustawiaj± siê w kolejkê i bawi± siê w lokomotywê; g³ówny element scenografii to walizki, którymi przez ca³y czas manipuluj± aktorzy, nosz± je i przenosz±, buduj± z nich pomosty lub koleje). Mo¿na jednak odszyfrowaæ tytu³ inaczej – jako abrewiaturê „sadu wi¶niowego”, wiêc te dwa motywy – drogi i sadu – przenikaj±c siê, wzajemnie tworzy³y atmosferê (pojêcie kluczowe dla koncepcji Michai³a Czechowa) spektaklu. 14J-L. Barrault: Dlaczego „Wi¶niowy sad?”, (w:) Czechow w oczach krytyki ¶wiatowej. Wyb. R. ¦liwowski, Warszawa 1971. 15 Andriej Kuriejczyk: Tieatr: bol’sze czem do¿d’..., „Bielorusskaja Gazieta” 11.11.2002. 16 Andrzej Molik: Klasyka i prowokacja. Czechow i Biblia, „Kurier Lubelski”, 13.06.2007. 17 Grzegorz Józefczuk: Miêdzy krwi± a sukni± ¶lubn±, „Gazeta Wyborcza – Lublin”, 13.06.2007. STRONA G£ÓWNA |