![]() |
ISTVÁN KOVÁCS Ono
Patrzę na Ciebie, Panie, ja, paralityk od chwili poczęcia, który umiem poruszać tylko wzrokiem, tym podwójnym peryskopem zaświatów. Kto stamtąd wejrzy we mnie tak, jak gdyby był mną? Tkwiące w krześle u fryzjera wieczne niemowlę, ja, karnawałowa kukła, której młodość przywraca się strzyżeniem. Od prapoczątków źródeł w imadle zastygłych pięści tkwi kraj ściśnięty na opak. Fruną z niego ku niebu obrazki rodzinne. Gardłowe dźwięki, które daję z siebie, jedyny mój skarb, przecina ostrze nożyc, a skalpel tnie wyobrażone mięśnie nad kolanami. Teraz jest zima. ale również latem czekam na Ciebie w bezruchu bałwanka. Przede mną świat w amalgamatowej powłoce, którym nie odetchnę. Widziałem dość, Panie, jeżeli to już wszystko.
przełożyła Anna Górecka
Rysunek Urszulki
Cieszy mnie, że znów rysujesz kwiaty, i czarodziejską dłoń, która rozwiera płatki, i złociste sploty włosów mamy, długie jak Dunaj płynący przez rycinę, miasta, i czerwony piec, koronę drzewa pulsującą sercami owoców, i słońce w ostrożnej wędrówce brzegiem kartki, i niebo. Ostatnio rysowałaś czarne łóżko, na łóżku kobietę w żałobie, która oczekuje dziecka, a pod spodem pisałaś kulfonami: "ZA PIĘĆ MINUT UMRZE" Dzięki niech będą temu,
który w twoim sercu jeszcze w porę zdążył stłumić ten czas, co rodzi taki ból.
przełożyła Anna Górecka Historia
Jest nas dziesięciu; to zbór, zbór, taki zbór, A sam pastor jest ten jedenasty Lecz śpiewamy za stu, stu, i stu, Aż od śpiewu drży tynk i pył tańczy.
Zoltán Jékely: W kościele w Marosszentimre Na wzgórzu w nurtach wirującego nieba wciąż stoją dachy i ściany, i niby kościół - arka Noego wciąż jeszcze strzegą, pilnują zmarłych. Ale na górze o świcie słońce swą zardzewiałą pieczęć przybija, rożny czerwono rozpłomienione w okna zabite deskami wbija. W gardle przełykającym śmierć oto śpiew Boga stał się wlewkiem, którego żar może także ciebie dotknąć wszystko jedno, czy jako setnego. Jako setnego, tysięcznego dziś, Za dziesięciu, których znają dzieje, Którzy śpiewali za stu, stu, i stu I za samotnego kaznodzieję. Choćby zima z głodem pelikana przyszła, Bóg nas na dudka wystrychnął... Niechaj tylko w nas tamci śpiewają, "których podły czas nikczemnie wyrżnął".
przełożył Bohdan Zadura
|