![]() |
Marek Danielkiewicz
Elegia na odejście kompozytora Adama Falkiewicza (1980-2007)
Nic tu po nas, dlatego nocą piszę wiersze Umacniając się na pozycji przegranego Z ulicy zabiorą ciało Wrzucą do karetki albo karawanu Kto nie pisze dla Łowicza, ten sam sobie szkodzi Dylemat Szymanowskiego: komponować dla Europy czy Łowicza Rozstrzygnie się na warszawskim osiedlu Tęczowe ptaki giną w ciszy Dzisiaj w cenie utrata dobrego smaku O którego potędze pisał przed laty poeta Inność jest przykrą sprawą, życie bywa przykre Kiedy pieśń Admeta unosi się nade mną Odpływam jak tamtej nocy w klubie Utopia Nic tu po mnie, nic tu – bo tu wielkie Manitou Śnię sen czysty, jak poprawnie zaśpiewane do – re – mi – fa – sol – la – si – do Zaraz po przebudzeniu kartkuję bezpłatne katalogi Z bronią palną i sprzętem wspinaczkowym: rozdział: liny Nie chcę wiele, ale to i tak za dużo 2008 Noc barmana Dotykam błyszczących nakrętek Jakbym oczekiwał czułości Na speed racku butelki z brzuchami pełnymi alkoholi Przytulają się do siebie jak samotni Na brzegu kieliszka ślad szminki Rudowłosa zamawia śrubokręta – patrzę bezradny Owady krążą wokół podświetlonej szyby Po drugiej stronie lady klient obejmuje klienta Would you to go with me? – pyta Z niebieskiego shakera przelewam schłodzony gin Na dnie oliwka otwiera zaspane oko Wystukuję SMS: zawsze jakiś tam twój Zawsze bardziej, niż wszystkich innych – Psy mojego języka wysłane do twoich tętnic Kręcisz mnie, kręci mnie wiele rzeczy w tobie Lubię myśleć o twojej organiczności Wyobrażam sobie kolejne zdrady Plemniki jak karpie, nocne hierofanie Czuję zbliżający się kryzys, taką retrospektywę z Hitchcocka 2007 STRONA GŁÓWNA |