![]() |
DARIUSZ ADAMOWSKI
Sonet
Te ścięgna ścieżek zapisanych w biegu tropami ludzi, zwierząt. Białe pole zmienia teorię w praktykę i wolę myśleć, że każdy nikły ślad na śniegu prowadzi dokądś. Że zając, co skoczył nagle za zaspę, zasłuży na więcej niźli przecinek, maźnięty naprędce – choćby na myślnik. Kiedy przymknę oczy, tak o tym myślę, lecz na horyzoncie dogasa światło. Tam staje maszyna zwierzęcych mięśni. Zostajesz na lodzie, na obcym lądzie, gdzie żadna przyczyna nie rządzi skutkiem. Gdzieś w przejrzystym chłodzie, gdzie nic się kończy – nic się znów zaczyna. Notes
Przyjeżdżam na wieś na czas, żeby zdążyć na pierwszą bajkę o królowej śniegu, na drzewa, które ugięły się w biegu, a może przez sen? I ten sen wciąż krąży wśród brzóz i grabów zgarbionych jak łuki w romańskich stropach. Za nimi wytrwale prężą się świerki. Wymieniałbym dalej, lecz przecież jestem tu nie dla nauki, a jako pielgrzym. Przeczuwam, że warto uwierzyć w drogę i stąd to brodzenie w niepodzielonym, niepojętym bardo, żeby się zapaść głębiej i głębiej – nie w śniegi lecz w siebie. Stać się czystą kartką, spisaną zanim nastało stworzenie. STRONA GŁÓWNA |