![]() |
MARCIN WOCIÓR
Lublin
gdzieś poza sobą stajemy w uścisku niemych świtów; naprzeciw zatęchłej scenerii krochmalnej rozrywającej się w płucach buraczaną popłuczyną wczesnej jesieni. wyobraźnia nie sięga dalej niż do ulicy kawiej; nawet gdy obrastamy szkliwem zimnego powietrza. rzeka oddycha słonym mułem cukrowni. lublin. ponad udeptanym niebem października. niechciane błoto włazi do mieszkań i urzędów. Obrazki polskie. Alma Mater
żyję w epoce w której przeszczep serca
to kwestia znalezienia dawcy żyję w epoce w której wystarczy pokazać cycki żeby wygrać samochód czy mogłem trafić lepiej? Piotr Macierzyński czy muszę udawać, że rozumiem swedenborga jeśli on mnie nie zrozumie? i jeśli fascynują mnie kremy na ciążowe rozstępy i passus o wiewiórce w dolinie issy - czy musi podobać mi się coś więcej? czy żyję w kraju, gdzie z powodu nieukrywania wady wzroku uznają mnie za intelektualistę? bo czasem naprawdę myślę, że banda ogolonych obwiesi powinna nauczyć mnie pokory i szacunku wobec kobiet. ***
i dalej będę trzymał na jajach swój laptop
i pisał swoje beznadziejne wiersze, które coraz częściej nazywają opowiadaniami Andrij Bondar "Geny" właściwie to punkt wyjścia. wejścia. bo co zrobić, kiedy dostaję kolejny tom z serii estetyki świata pod tytułem estetyka aborygenów, a zamawiałem zwyczajnie polski atlas drogowy? czy jako poeta konfesyjny mogę napisać, że czasem trzeba się przerzucić z niebieskich viceroyów na priluckie lighty, zwłaszcza że sołtys częstuje? od kiedy wypowiedziałem wojnę łamliwym włosom i rozdwojonym końcówkom, ty mówisz, że jesteś gruba i brzydka; więc nie wiem czy lepiej powiedzieć, że kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą; czy że prawda w oczy kole? nie mówię. po prostu zaczynam rozumieć względność czasu, od kiedy dostałem wiadomość o treści jest druga w nocy, za późno piszesz - wracam do kraju po ślubie; a w ogóle to skąd masz mój numer? podobno życie to ciąg beznadziejnych sytuacji, więc proszę nie brać mnie opacznie, kiedy mówię stawiam wszystkim kolejkę - oczywiście na wasz koszt. |